Witam,
może ktoś z was ma pomysł jak reagować w poniższej sytuacji -
wchodzimy gdzieś z dzieckiem (dziewczynka 5 lat, od drugiego roku
życia wśród dzieci - złobek, przedszkole) - miejsce jest nowe bądź
niezbyt często odwiedzane. Ostatnim razem była to akurat sala zabaw
i urodziny jednej z przedszkolnych koleżanek. Na samą imprezę
dziecko szykowało mi się już od dwóch tygodni, radość była wielka od
rana, że już nadszedł ten dzień i idziemy na urodziny. Przy wejściu
do samej sali zabaw stop - mina w podkówkę i prawie płacząc córka mi
mówi, że chce iść do domu, że jej się nie podoba, że jest śpiąca
itp. Po 20 minutach trzymania się mojej nogi rozbawiła się i z
trudnem ją wyciągnełam do domu.
Taka sytuacja powtarza się zawsze w nowej sytuacji, w nowym miejscu.
I zawsze wyciągane są te same argumenty - jestem śpiąca (nawet pół
godziny po wstaniu), jestem zmęczona, tu jest za głośno, za cicho,
za duży wiatr wieje - do wyboru do koloru.
Powiem szczerze, że brakuje mi już pomysłów jak reagować w takich
sytuacjach. Kilka razy wróciłyśmy do domu - od momentu gdy
podejmowałam decyzje, że ok - skoro jesteś zmęczona/śpiąca/wieje
wiatr itp to idziemy, to ryk był do samego domu albo i jeszcze
dłużej.
Co ciekawe przy tej ostatniej sytuacji z salą zabaw to dzieci przy
wejściu na tą salę zabaw nieomalże rzuciły się w strone Dominiki
ciesząc się bardzo, że przyszła. Więc chyba taka reakcja nie wynika
z tego, że córka nie ma się z kim bawić i nikt jej nie lubi/ona
nikogo nie lubi.
Macie jakiś pomysł jak reagować w takich sytuacjach - zachęcać do
wejścia czy zrobienia czegoś nowego, czy może tłumaczyć przed
dziećmi, że zaraz do nch przyjdzie tylko się oswoi? a może siadać
gdzieś z boku i czekać aż dziecko same się zdecyduje na wejście
(taka opcja nie zawsze niestety wchodzi w grę)?
Uff.. długie wyszło

mam nadzieję, że ktoś doczytał do końca