ilovu
11.12.04, 17:38
Rząd Kanady zachowuje się jak alfons! - grzmiała w parlamencie opozycja.
Afera "Striptizgate" to w Kanadzie temat numer 1
Co roku Kanada sprowadza z całego świata tysiące "fachowców w rzadkich
specjalnościach". Striptizerki - w rządowych dokumentach "tancerki
egzotyczne" - były od 1998 r. na oficjalnej liście poszukiwanych zawodów,
których nie chcą wykonywać Kanadyjczycy - m.in. lekarzy, architektów,
inżynierów budowlanych, niań, robotników rolnych. Poszukiwani fachowcy mają
bardzo ułatwioną emigrację do Kanady.
Od początku programu kraj ten zaoferował pracę prawie 3 tys. zagranicznych
striptizerek. 90 proc. pochodzi z Rumunii, sześć jest z Polski. Pracują w
klubach nocnych na obrzeżach wielkich miast. Oficjalnie wykonują tylko taniec
erotyczny, nieoficjalnie wiadomo, że wiele z nich zapewnia też inne usługi na
zapleczach klubów.
Od trzech tygodni w parlamencie trwa burza w sprawie striptizerek.
Przemawiali premier, wicepremier i ministrowie. - Gdy rząd czerpie korzyści z
dostarczania młodych kobiet, by zaspokajały seksualne żądze Kanadyjczyków, to
odgrywa rolę alfonsa! - mówił z trybuny przywódca opozycyjnych konserwatystów
Jack Layton.
- Bez programu wizowego całej gałęzi przemysłu rozrywkowego groził upadek, bo
Kanadyjki nie chcą wykonywać tej pracy - tłumaczyła minister ds. imigracji
Judy Sgro. Opozycja żąda jej dymisji. Co gorsza, jej podwładny został
przyłapany na tym, jak udał się na rozmowę z właścicielem lokalu nocnego w
Toronto. Właściciel miał bowiem problem z wizami dla 13 striptizerek z
Dominikany. - Podpity szef biura ministra imigracji rozdający w klubie nocnym
pozwolenia na pracę zagranicznym striptizerkom... Czy tak wygląda jego
praca? - kpiła opozycja.
W wyniku afery "Striptiz gate" rząd musiał zakończyć program wizowy dla
tancerek erotycznych