Zaprosilem takiego kolege (Polaka) aby mnie odwiedzil na „nowych wlosciach“.
Ooo chetnie! przyjde z zona! powiedzial. Fajnie, bo juz sie dawno nie
widzielismy.
Najpierw trwalo kilka miesiecy, zanim sie wreszcie zebral do kupy. No i
przyjechali.
Wizyta trwala okolo 10 minut. Weszli, staneli w przedpokoju, ciesza durnowato
japy i zaczeli tylko wszedzie zagladac i komentowac:
Kuchnia-
ooo!! ladna kuchnia!!….zmywarka!….wszystko automatyczne!…..(hmmm, o co im
chodzi? Maja przeciez tez dobrze urzadzone mieszkanie
Lazienka-
ooo!! Nowo wykafelkowane!! Nowa wanna!! (kurcze, o co biega? Maja w lazience
tez wszystko nowe. Zaczelem sie zastanawiac)…

..powoli zaczela mnie sie na
grzbiecie jezyc siersc, wreszcie nie wytrzymalem i pytam, czy przyszli z
wizyta, czy z wizytacja.
Moze usiadziecie, jakis drink? (pytam)
NIE! NIE! My juz musimy isc. I znikneli. heeeeee?
Moja panienka, spojzala na mnie pytajaco. “Dziwni jestescie, Polacy”