Dodaj do ulubionych

cos na temat figury

03.02.05, 10:58
hej, dzisiaj tłusty czwartek, ale nie chce pisać o pysznościach.
Bardzo denerwują mnie opinie innych osób, które widząc mnie mówią jesteś chuda
to po co sie jeszcze ograniczasz, super dziewczyny, które podobają sie facetą
mają przecież trochę ciała. U mnie o to w ogóle nie chodzi, nie bardzo zależy
mi na tym jak mnie widzą inni, ja samo chce mieć kontrolę nad tym co jem i
wtedy czuje sie dobrze. Każdy dodatkowy posiłek to już tragedia i wcale nie
chodzi o kilogramy tylko o to, że nie potrafiłam być silna. Może z boku wydać
sie to dość głupie, ale ja dokładnie tak to czuję.
Proszę napiszcie czy z wami jest podobnie, czy też musicie mieć wszystko
precyzyjnie zaplanowane i przemyślane, nawet najbardziej banalną rzecz
Pozdrawiam i trzymam kciuki za wszystkich, którzy mają kolejny czysty dzień
Obserwuj wątek
    • bajka228 Re: cos na temat figury 03.02.05, 12:32
      siemka... widze ze jestesmy dosc podobne... to samo spojrzenie na temat
      kontroli samej siebie. mam podobnie, wszyscy mowia ze nie powinnam sie
      odchudzac, ze dobrze wygladam i duzo dziewczyn chcialoby miec taka figure jak
      ja. moj chlopak mi to powtarza, wszyscy koledzy i kolezanki. ale mi rowniez nie
      o to chodzi, nigdy nie obchodzilo mnie to jak postrzegaja mnie inni tylko ja ja
      sama widze siebie. nie trzymam sie jakis specjalnych diet ale nigdy tez nie
      pozwalam sobie na tzw. "bomby kaloryczne". poprostu nie i juz... zawsze
      staralam sie wszystko robic jak najlepiej, nie odpuszczam sobie... z jedzeniem
      jest podobnie, jesli wiem ze potrafie odmowic sobie czegoc to wiem ze mam silna
      wole i czuje sie lepiej. nie bede dzisiaj jadla paczkow. no moze jeden jak mnie
      moj misiak namowi ;) pozdrawiam
    • to_ona Re: cos na temat figury 03.02.05, 13:28
      Ale wiecie, dziewczyny..... to, o czym piszecie, to nasz problem - my i tylko
      my tak naprawdę do końca rozumiemy wszystkie nasze słabości. I nie pojmują tego
      ludzie, którzy widzą szczuplą dziewczynę, która odmawia sobie posiłków - bo jak
      to tak: może i nie chce.
      A my nie możemy, nie możemy....
      I musimy w zasadzie zachować to dla siebie, bo bez sensu byłoby tłumaczenie
      calemu światu, co, jak i dlaczego...
      • bajka228 Re: cos na temat figury 03.02.05, 13:41
        no wlasnie...
        ale wiecie co... ja zauwazylam jeszcze taka opcje, ze duzo dziewczyn mi
        zazdrosci (wam napewno tez), zarowno figury jak i samych checi do jej
        utrzymania. ja im juz poprostu zaczelam mowic ze ja tak juz mam... poprostu
        dobra przemiana materii... bo tlumaczenie jak jest napawde to bez sensu.
        • tina25 Re: cos na temat figury 03.02.05, 14:29
          dobrze, że jest ktos co mysli podobnie jak ja. Chciałabym jeszcze wiedzieć, czy
          staracie sie wszystko co chcecie zrobic zaplanowac w najmniejszym szczegole, bo
          ja poprostu do wszystkiego i na wszystko mam plan, jesli cos idzie niezgodnie z
          nim to wpadam w panikę, spontaniczność u mnie gdzies sie schowała.
          • bajka228 Re: cos na temat figury 03.02.05, 20:28
            Trudno mi powiedziec czy na wszystko musze miec az taki szczegolowy plan. chyba
            Nie koniecznie. Ale zawsze mam w glowie jakis ogolny zrys tego co chce zrobic
            albo co na przyszlosc chce osiagnac. Czasem lubie byc spontaniczna, czesto jest
            tak ze planuje wyjscie do kina a koncze na jakiejs housowej imprezie albo pubie
            a czasem odwrotnie. Jasne ze jak cos musze zrobic, bo to jest akurat wazna
            sprawa, to chce ja wykonac zgodnie z tym co sobie ustalilam. Ale jesli to jest
            cos <<bez konkretnego znaczenia>> to nie bardzo sie przejmuje. Mysle ze to
            mozna rozgraniczyc, mi w kazdym razie sie udaje. Sprobuj... niech nie denerwuja
            Cie rzeczy, ktore mozesz olac. Nie wiem do konca czy o taka odpowiedz Ci
            chodzilo... napisalas "wszystko co chcecie zrobic", wiec napisalam ogolnie o
            wszystkim. Jeśli chodzi o samo jedzenie to rowniez nie mam jakis przyzwyczajen,
            kazdy dzien wlasciwie jesli o to chodzi jest inny. Czasem jem mniej, czasem
            wiecej... Mam nadzieje, ze uda ci sie jakos wprowadzic w zycie troche
            spontanicznosci... naprawde, im mniej oczekujesz tym wieksza mozesz miec
            pozniej satysfakcje i pozytywne rozczarowanie. Pozdrowki
          • bajka228 Re: cos na temat figury 03.02.05, 21:41
            a zapomnialam sie <<pochwalic>> dzisiaj zjadlam tylko jednego paczka... taki
            byl plan ;P
          • k_79 Re: cos na temat figury 04.02.05, 09:25
            U mnie jest bardzo podobnie. Jeśli chodzi o jedzenie i figurę: jestem chuda (
            nie mylić ze szczupła!), wszyscy mówią, że powinnam przytyć, każdemu się
            wydaje, że mogłabym jeść bez obaw, ale to zupełnie nie tak. Ja wiem, że brakuje
            mi ciała, ale nie chcę tyć, boję się. Dobrze mi w moim ciele takim, jakie ono
            teraz jest. Muszę kontrolować to, co jem. Jak zjem coś, czego nie było w
            planie, albo ciut więcej, niż uważam że mogę, tracę nad sobą kontrolę i zaczyna
            sie "ciąg" jedzeniowy... Nie potrafię zjeść więcej i po prostu przestać,
            przetrawić ten nadmiar. A jeśli chodzi o życie, to może nie planuję go w
            najdrobniejszych szczegółach, ale kiedy mam jakąś ogólną wizję na spędzenie
            dnia, a nagle coś sie zmienia, wychodzi coś niespodziewanego, nie zawsze
            potrafię odnaleźć się w sytuacji. Denerwuję się, że ktoś burzy moje plany. Nie
            mogę sobie poradzić z dograniem całej mojej zaplanowanej reszty do nowej
            sytuacji. Często wtedy pojawia się atak. Utrata kontroli nad życiem, utrata
            kontroli nad sobą...
            • niutka Re: cos na temat figury 04.02.05, 10:44
              Jakbym czytala o sobie. No moze z jednym wyjatkiem. Ja uwazam, ze jestem
              jeszcze za gruba. Tez caly czas kontroluje jedzenie ale jak zdarzy mi
              sie "wybryk", to potem trudno mi sie na jakis czas zatrzymac z jedzeniem. Poza
              tym tak samo jak u Ciebie trace poczucie bezpieczenstwa, gdy wydarza sie cos
              niespodziewanego lub niezaplanowanego. I nie wiem, jak z tym walczyc.

              N.
    • tamara.t Re: cos na temat figury 04.02.05, 11:27
      hej dziwczyny! Miałam podobnie, wszystko zaplanowane, wydzielanie jedzenia,
      odmawainie sobie, toael kontrola,choć bez spektakularnych sukcesów w
      odchudzaniu. W życiu wszstko zaplanowane... jak coś się nie udało, to
      generalnie nerwy, panika.
      Dziś jestem już po kilkuletnie terapii, przede mną jeszcze trochę. Nie będę się
      rozpisywac dlaczego na nią trafiłam - po prostu spirala kontroli nad swoim
      zyciem zaczęła nakręcac się do absurdu. Bo to taki mechanizm. No i dopiero po
      terapii wiedż, ze bylam bardzo chora. Widzę, że sama sobie zbudowałam klatkę i
      się w niej zamknęłam. sama sobie odebrałam radość zycia. Uważajcie z ta
      kontrolę i odmawianiem sobie drobnych przyjemności, bo nie wiadomo kiedy
      przekracza się granicę...
      Teraz staram cieszyć się życiem, zyć rozsądnie, czasem zaszalec (wiecie - sama
      nie wiedziałam, że to może być takie... super!) chociaż wiem, że zabiłam część
      siebie...
      pozdrawiam
      • bajka228 Re: cos na temat figury 04.02.05, 13:06
        rozgadalam sie tutaj troche :) moje problemy z kontrolowaniem jedzienia nie sa
        spowodowane tylko moim sposobem myslenia. zawsze w jakis sposob ograniczalam
        jedzenie, bo bylam do tego przyzwyczajona. ale u mnie kontrola jedzenia nie
        przeklada sie jakos specjalnie na reszte zycia. wczoraj mialam jechac do
        chlopaka do domu i spedzic dzien przed tv a w koncu pojechalismy na zakupy, tak
        poprostu pokrecic sie po sklepach. no i fajnie bylo... takie rzeczy nie maja
        dla mnie wiekszego znaczenia.
        jakis czas temu powaznie sie zatrulam grzybami i w zwiazku z tym mam uszkodzona
        watrobe. dlatego teraz pilnuje sie podwojnie... po pierwsze , bo <<ciągle sie
        odchudzam>> a po drugie, bo moja watroba nie wszystko jest w stanie
        zmetabolizowac. wiem co to znaczy wymiotowac po posilku (jesli nie jedzeniem,
        to sama żółcią... fuuu... okropne to co pisze). tylko ze u mnie to jest
        jednoczesnie polaczone z tym ze poprostu zle sie czuje, watroba mi puchnie,
        robie sie zolta i mam zawroty glowy, trudno to opisac. ale tak naprawde to
        wychodzi na jedno... i tak i tak musze sie kontrolowac co jem i ile, nie wolno
        mi tlustego, konserwantow (chyli zadnych chipsow, itd.), ogolnie rzeczy
        ciezkostrawnych. raczej nie mozna powiedziec ze jestem bulimiczka, bo nigdy nie
        mialam napadu i nigdy nie wymuszalam wymiotow. nie wiem jak nazwac cos takiego
        co ja mam.
        moze napiszcie co o tym sadzicie... mi sie wydaje ze moja sytuacja nie ma za
        bardzo szans na poprawe... ale moze ktoras z Was ma jakis zloty srodek. ja Wam
        w kazdym razie zycze aby udalo sie Wam czasem zrobc cos spontanicznego...
        sprobujcie, bo to fajne. przesylam pozdrowki.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka