cruach C46 20.09.02, 10:40 Można plagiatować. Można plagiatować samego siebie. Można nawet robić swoje i po smierci. Można ostatecznie www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=3025034&a=3032249 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: yavorius 998 IP: *.smrw.lodz.pl / *.radio-gazeta.pl 20.09.02, 17:26 Straż pożarna, straż pożarna! Odpowiedz Link Zgłoś
aard Surreal zbliża się wielkimi krokami do M(iasta) 20.09.02, 15:53 kto wprowadzi Go przez Bramę Millenijną? Poczynajcie w imię Światacze - ja spadam z netu :-( Muszę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: yavorius 995 IP: *.smrw.lodz.pl / *.radio-gazeta.pl 20.09.02, 17:23 Ja go wprowadzę. Choć nie wiem jak :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ayea M IP: *.smrw.lodz.pl / *.radio-gazeta.pl 20.09.02, 17:27 Na imię mi tysiąc. Jestem. Dziękuję za urodzenie mnie. A we wtorek o 18 :) Odpowiedz Link Zgłoś
aard dziękujemy! 21.09.02, 15:18 Cieszymy się, że jesteś. Co prawda mnie odchody ominęły, ale niniejszym świętuję Hurraaaaaaaaaaaa!!! Odpowiedz Link Zgłoś
aric Hello 23.09.02, 15:20 Dopiero teraz trafiłem na ten post.:( Jak miło cie przeczytać.:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: yavorius ey8 (rozdział 7) - 997 IP: *.smrw.lodz.pl / *.radio-gazeta.pl 20.09.02, 17:25 ROZDZIAŁ SIÓDMY Następnego dnia rano Jowita wyszła do "Bonanzy" po śniadanie dla siebie i Czerwonego Kapturka (Jowita zamieszkała u niej). Jowita już chciała przejść przez most, gdy spod niego usłyszała głos: - Kiedyś dbałem o to, by moje teksty miały doskonałą formę. Widać było po nich technikę i znajomość rzeczy. - Hej, kim jesteś? - zawołała Jowita pod most. - Jestem Podpalaczem z detonatorem w mózgu - odpowiedział ktoś. - I co? Podpalisz mnie czy wybuchniesz? - zapytała Jowita, delikatnie się wycofując. - Co?! Ja??? Ja wybuchnę?! - wybuchnął Podpalacz - Jestem zupełnie spokojny. - Zupełnie spokojny? Hmm... - zastanowiła się Jowita - I co? Podpaliłeś już kogoś? - Taak... - rozmarzył się Podpalacz - Moją planetę. Niestety, powstrzymali mnie. Jowita jednego była pewna - ten facet to psychol. Zaczęła biec. - Nie uciekaj złotko - krzyknął Podpalacz - I tak dogonię cię z mocą Diesla. Jowita biegła jak najszybciej przed siebie, nagle poczuła, że o coś zawadziła i przewróciła się. Drut kolczasty wrzynał się w jej nogę, która krwawiła. - Tak właśnie biegnie biały człowiek - pokiwał smutno głową Indianin, który nie wiadomo skąd pojawił się przy Jowicie - Gdy biegniesz, musisz wczuć się w Naturę, związać się z Nią. - Ktoś ty? - zapytała Jowita. - Jestem Czerwonym Prorokiem z plemienia Shaw-Nee - odpowiedział Indianin. - Co tu robisz? Indianin nie odezwał się. Przemienił się w azteckiego boga Tezcatlipoca (to od niego właśnie Wilk nauczył się perwersyjnych praktyk seksualnych). - Uprawiam voodoo i poszukuję ofiary - wyjaśnił. - Taak. Czytałam, że voodoo jest bardzo interesującą religią, zwłaszcza dla tych jej członków, którzy już nie żyją... - Nagle uzmysłowiła sobie, co powiedział aztecki bóg i obudziła się w niej dusza masochistki - Czy mogę zostać twoją ofiarą? - zapytała. - Jasne - odpowiedział Podpalacz. Azteckiego boga gdzieś wcięło - Fajny mam system maskujący? - zapytał Podpalacz będący teraz Marylin Monroe. - Aaaaa! - wrzasnęła Jowita i pokuśtykała w kierunku "Bonanzy" (nie zapominajmy o krwawiącej nodze). Szła prawie godzinę, Podpalacz jej nie ścigał. Wreszcie stanęła przed "Bonanzą". - Puk, puk - zapukała ustami, bo nie było drzwi, które właśnie zniknęły. - Tu jesteśmy! - odpowiedziały drzwi. Stały za nią i groźnie kłapały. - Aaaaa!!! - krzyknęła Jowita najgłośniej jak potrafiła - To jakiś koszmar! Nie chcę tu być, nie!!! - odwróciła się i uciekła. - Stój! - krzyknął nagle krzak. - Zamknij się! - odpowiedziała Jowita - Krzaki nie mówią! Zza przydrożnego krzaka wyszedł nagle pluszaty stwór. - Nie jestem krzakiem, ale trollem - powiedział. - A ja jestem Jowita - Jowita także się przedstawiła - Wiesz, przypominasz mi mojego kolegę Grubasa. - Znam go! - ożywił się troll - Strasznie niewyraźnie mówi! - Tak, to on - przytaknęła Jowita - To twój krewny? Chyba nie, bo ty mówisz wyraźnie. - Nie, nie krewny. Kiedyś piłem z nim wódkę. - Wódkę? - zainteresowała się Jowita - A co to takiego? - To taka woda, tylko śmierdzi i piecze - wyjaśnił troll - Po jej wypiciu Grubas mówił... nie, bełkotał zupełnie niewyraźnie. A ja go rozumiałem! - Ale super - krzyknęła Jowita - Czy ja też mogę się napić? Masz trochę wódki? - Pewnie - Troll wyciągnął z sakiewki butelkę i poczęstował Jowitę. Ta łyknęła z gwinta. Nagle poczuła przemożną ochotę uderzenia głową w drzewo. Drzewo pod wpływem uderzeń zwaliło się, zabijając trolla. Nagle zza mrowiska wyturlał się Grubas, obejrzał ścierwo Trolla i zabrał mu naszyjnik oraz złoty pierścień. - Jowifo, czy zostaniesz moją foną? - zapytał z nadzieją w głosie, wkładając jej na palec pierścień. - Przecież ty już masz żonę... - Jowita oglądała swoją rękę. - Tak Jowifko, nawet tfie. - To po co ci trzecia? - Piełfaa jest stała i obleśna, a długa to moja łęka/cółka/siosłra/gumowa łałka (niepotrzebne skreślić). Jowita ożywiła się - A co zrobimy z tymi dwiema? - zapytała. - Wyrzucę na śmietnik, bleble twoja mać! - odpowiedział Grubas. - Tak po prostu? - zdziwiła się Jowita - A co będzie, jeśli znudzisz się mną? Też mnie wyrzucisz? - Ty mi fię nigdy nie znuwif - stwierdził Grubas przypominając sobie, jak wcześniej mówił to swoim lalkom. - A co będzie, jeśli to ty mi się znudzisz? - spytała Jowita. Kiedyś chodziła z jednym chłopakiem z jej wsi (Gostynina) dwie godziny, po czym znudziwszy się nim, rzuciła go. - Wtedy mnie wufisz, a ja będę wufony. Rąbnę o mur, rozpłafczę się i będę wyglądał jak ten tłoll. - Dobra, zgadzam się - powiedziała Jowita - Jestem twoją żoną. - Eftra - ucieszył się Grubas. - Rzucam cię - powiedziała stanowczo Jowita - Masz rąbnąć o mur! - A noc poflubna??? - Grubas był wyraźnie niepocieszony. - Przecież jeszcze jest dzień - zauważyła Jowita. Nagle zapadła noc. Grubas wyciągnął swe obleśne łapy w kierunku Jowity, złapał ją za kibić i zaczął rozbierać. Biedna dziewczyna szarpała się, ale bezskutecznie. I stało się - Grubas po raz kolejny implodował z podniecenia. Jowita-wdowa została sama. Położyła się pod drzewem i usnęła. * * * Obudził ją przeraźliwy jazgot budzika. Spojrzała nań - była 7:00. Za godzinę zaczynał się wykład z makrostruktur. Postanowiła jednak zostać w domu. Sięgnęła pod łóżko i wyjęła swoje ulubione czasopismo. Zaczęła właśnie czytać o kole gospodyń wiejskich z Gostynina, kiedy zadzwonił telefon. Jowita z niechęcią przerwała lekturę i podniosła słuchawkę. - Słucham - powiedziała. - To ja - szepnął namiętny kobiecy głos - Czerwony Kapturek. Czemu wczoraj nie wróciłaś? - Och... - westchnęła Jowita - To długa historia... Co tam u ciebie? - Jowita właśnie przypominała pierwsze namiętne pocałunki z Czerwonym Kapturkiem. - Jakoś leci. Jeśli wiesz, co mam na myśli. - Czemu dzwonisz? - zapytała Jowita - Chyba nie służę ci jako sex-telefon? - Nie, nie... - odpowiedziała zmieszana Czerwony Kapturek - Dzwonię, bo chcę byś do mnie przyszła. Tu straszy i boję się być sama. - Co straszy? - Jowitę przeszedł dreszcz (na wylot) - Chyba nie troll? - Nie wiem, może to on. Chodź tu szybko - niecierpliwiła się Czerwony Kapturek. - Nie wiem, jak się do ciebie dostać - jęknęła Jowita - Poprzednio... chyba spałam, a teraz nie i... nie wiem, gdzie jest twój świat. - Wypij butelkę borygo, a wtedy mój świat przyjdzie do ciebie. Na razie - Czerwony Kapturek odłożyła słuchawkę. Jowita poszła na stację benzynową, kupiła borygo. Poszła do parku i szybko osuszyła butelkę. Gdy się ocknęła, była w innym świecie. - Czerwony Kapturku! - krzyknęła Jowita - Widzę cię, ale... nie mogę się ruszyć! - To niedobrze! - zmartwiła się Czerwony Kapturek - Potrzeba ci jeszcze wzmocnić zmysły. Masz amfę? - Nie... - zmieszała się (z błotem) Jowita - Nie mam. - To sobie kup, szybko! - Czerwony Kapturek niecierpliwiła się coraz bardziej. Jowita przetoczyła się z parku koło stacji benzynowej do pobliskiej speluny. Dojrzała tam dealera. - Kupię, sprzedam! - krzyczał dealer - Amfa, Hera, Extasy!!! - Dla mnie działkę amfy - szepnęła Jowita. - Borygowcom nie sprzedaję - odrzekł (!) dealer stanowczo. - Ale ja tylko raz... - sprostowała Jowita. - Nie! - wrzasnął dealer - Nie mogę! - Ale ja muszę mieć wzmocnione zmysły - chlipnęła Jowita - Muszę!!! - To idź do tego gościa - pokazał dealer palcem. W kącie speluny siedział facet z ciężkimi okularami na głowie. Machał ręką i wrzeszczał coś do mikrofonu umieszczonego przy ustach, odchodzącego od słuchawek. - Przepraszam... - Jowita próbowała zagadać wskazanego faceta. - What the fuck!!! - wrzasnął facet - Nie wiesz, że od tego można wypłaszczyć?! - zdjął gogle VR. - Wy... co? - spytała Jowita. - Wypłaszczyć EEG - wyjaśnił facet - Zajść w stan śmierci klinicznej. - Nie wiedziałam - odparła pokornie Jowita - Chciałam tylko wyostrzyć zmysły, a dealer nie sprzedał mi amfy i... - Dobra, dobra - powiedział facet - Jestem Neuromancer, s Odpowiedz Link Zgłoś
p8 Szpieg szoguna donosi 20.09.02, 17:35 Edykt cesarski: Niniejszym zaprzecza się jakoby kiedyś skały srały:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Snake Re: Wątek surrealistyczny IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 20.09.02, 18:37 Przeczytalem ten watek dokladnie co zajelo mi 2 dni i w zwiazku z tym mam pytanie. O co tu biegnie, ludzie? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: teufel Re: Wątek surrealistyczny IP: *.cordef.net.pl 20.09.02, 19:38 Siedze i pisze i patrze na pingwina który siedzi koło mnie. To halucynacje za długo siedzę przed kompem!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
yavorius do Teufela 21.09.02, 00:53 Halucynacje, nie halucynacje, witamy na surrealu. A o co chodzi w tym wątku? Hm... Odpowiedz Link Zgłoś
aard Do Snake'a 21.09.02, 15:20 O dobrą zabawę, Wężu. Witaj wśród nas. Mam nadzieję, że zabawisz dłużej :-)) Odpowiedz Link Zgłoś
orissa Re: :-)))))) 21.09.02, 16:40 Nie rozumiem jak mozna czytac ten watek przez dwa dni! Mi to zajelo cztery godziny ale moze dlatego szybciej mi poszlo, bo czytalam jednym tchem :-))) Odpowiedz Link Zgłoś
aard Re: :-)))))) 23.09.02, 11:28 orissa napisała: > Nie rozumiem jak mozna czytac ten watek przez dwa dni! Mi to zajelo cztery > godziny ale moze dlatego szybciej mi poszlo, bo czytalam jednym tchem :-))) Mamy rozumieć, że tak cię podobało? To ekstra! Witaj na surrealu i zaglądaj jak najczęściej. Redaktor naczelny Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Snake Re: Do Snake'a IP: 213.76.63.* 21.09.02, 18:12 Takie jakby Pulp Fiction troche cos? Rozumiem. Albo jak mowią piloci - Rodżer. Odpowiedz Link Zgłoś
eyemakk dzis dzien surrealistyczny 21.09.02, 17:52 dzis mialem surrealistyczny dzien, ktory co ciekawsze nadal trwa. pomijając mało istotne szczegóły, napomkne tylko o tym, że przyjezdzam do Łodzi a tu na Piotrkowskiej luduuuuuuuuu (a to 9 rano); na placu wolności jakies baby śpiewaja i tanczą na modłę (nienawidze tego słowa, acz w tym wypadku pasuje) ludową, a 59 nie uswiadcze, bo zamknięty przejazd przez ten caly cyrk. no może cyrku nie bylo ale jakiś festyn żywnościowy i bungee.. nie wiem, może liczyli że jak ktoś skoczy to zwymiotuje i zgłodnieje przez to? i pojdzie żreć? a może odwrotnie, kto wie? dziewczyn ładnych to w żadnym innym jednym dniu nie widzialem tyle fajnych jak dzisiejszego dnia. chyba z 5 naprawde takich "naj" co sie widuje taką jedną na miesiąc. troche przez ten festyn, a troche nie. i jeszcze pare takich ale po co to mówić, skoro i tak pozostało mi jeszcze 63 godziny i nie wiem co z nimi zrobię...? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Snake * To wszystko ma wyjasnienie naukowe * IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 21.09.02, 19:19 Nie wiem, czy to co mowisz jest jednoznaczna odpowiedzia. Byc moze, ale jest prostsze rozwiazanie problemu. Sadze, ze wystarczy sprowadzic wszystko do wspolnego mianownika, niewiadomą przeniec na prawo, pozostala czesc zamknac nawiasem i otworzyc drugi nawias kwadratowy. Calosc n elementow do k elementow razy 15, dalej n silnia - zamykam drugi nawias - dalej zostaje mi prawa strona, ktora dziele przez iloczyn naszej mediany czyli 51 czyli 4, wsparty korelacja rank szeregu przestawnego C i tutaj poprzez aproksymacje otrzymuje wynik drugiej niewiadomej, z ktorej pierwiastek 3go stopnia wyprowadza mnie do dominanty czyli do niewiadomej czyli do wyniku czyli 5. Ot co. A Ty cos liczysz i liczysz... Odpowiedz Link Zgłoś
eyemakk Re: * To wszystko ma wyjasnienie naukowe * 21.09.02, 20:11 licze stracone szanse licze stracone chwile licze dni spedzone w samotnosci licze rany na swej duiszy licze kase co mi pozostala licze kapsle po piwie co leżą na kredensie licze komórki mego ciała co sie starzeją licze na szczeście, na zmiane, na hosse miast bessy ale przede wszystkim licze na siebie... wyjątkowo niesurreralistyczne? życie to surreal. wiec wszystko jest surrelistyczne, nawet "Ala ma kota." Odpowiedz Link Zgłoś
eyemakk Biała Armia 21.09.02, 20:15 kocham te piosenke... właśnie sobie leci ps. mialo byc "dusza" a nie "diusza" jakby co:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aard Krowa niedziela IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 22.09.02, 20:38 Dziś mnie boli głowa Więc nie będzie intersującego wpisu. Tylko takie pieprzenie, jak tutaj. Chłam i ohyda. Ale ogólnie jest git! aard.Vader Odpowiedz Link Zgłoś
aard Ma się rozumieć, powiedział prosiaczek! 23.09.02, 09:16 Ja miałbym nie pamiętać?! Odpowiedz Link Zgłoś
cruach C48 23.09.02, 09:00 SURRYSZARD SURRYNKOWSKI (allegrosso crom fuckoco) Jak płomień żyraf imć Dalego Palę się i nie wierzę oczom Wykrztuś no z życiem coś surreo Nie pędź już bimbru, daj odpocząć Życie, życie jest surreo, z Dali której nigdy dosyć Wczoraj biały, biały proszek, jutro czarne, czarne glosy Życie, życie jest surreo, panzerfaustmefistonogą Czasem chcesz się opalić, ale nie masz od kogo Każdaard rodzina ric yav orius Kłamie się, śmieye, makk ją zmienia Ni to stAry mann, ni to Ur-mózg Szczypta poczytna, łyk ukrwienia Nobel, nobel jest nagrodą, której nigdy nie mam dostać Wczoraj biały, biały demon, jutro czarna, czarna postać Życie, życie jest Surreo, co ciągnie za rzepa Z czasem rzecz urywa, przed czasem człowieka Odpowiedz Link Zgłoś
aard Opary nonsensu nad Himalajami absurdu 23.09.02, 11:36 Świat jest absurdalny. Choćby przez fakt, że chodzę po nim ja. To znaczy nie tyle chodzę, ile brodzę po dendryty w zupie życia. Żuję glony i kopię klony. Po łydkach i po korzeniach. Razem z moim bratem żółwiem wspinamy się na najwyższe gałęzie i uczymy się latać od Mamy i Taty. Choć machamy łapkami z całej siły, to jednak te szpacze popisy aeroakrobatyczne ni kija nam nie wychodzą i ciągle spadamy do tej zupy. Aż się coś we mnie wtedy gotuje, więc znów włażę na ten cholerny czubek drzewa, spadam i tak w kółko. Chyba Rodzice zapomnieli powiedzieć mnie i bratu, że jesteśmy adoptowanymi dziećmi. Odpowiedz Link Zgłoś
yavorius Re: Opary nonsensu nad Himalajami absurdu 23.09.02, 11:55 Byłem drzazgą wbitą w Jej palec W końcu mnie usunęła Teraz plątam się po ziemi Odpowiedz Link Zgłoś
eyemakk Od nHimay aRenonslnsu: ajpare 23.09.02, 13:48 Yavorian o tej porze powinien byc w pracy aby dla swoich rodzicow calkowicie byc cacy bo jak Yavorian do pracy nie pojedzie to w straszliwej sie znajdzie biedzie i drugą nerke sprzeda i nową Nokie sprzeda bieda bieda bieda biedronka Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aard To Yavo qpił? IP: 195.117.14.* 23.09.02, 15:57 nową Nokię już? Czy pod żebro wsadził nóż? aard Odpowiedz Link Zgłoś
aard jaki Pocio? O co chodzi?! 24.09.02, 08:46 Z tą warą (górną czy dolną) to było do mnie? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: eyemakk Pocio IP: 212.191.66.* 24.09.02, 10:24 Pocio to ja (przez nazwisko zapewne brzmiące podobnie w uszach Yavoriusa ktory ich nie myje). wara oczywiscie dolna bo gorna czasem sie bija w zęby tak jak stringi wbijają się w... czajnik. tak, w czajnik. w koncu to jest wątek surrealistyczny no nie? Odpowiedz Link Zgłoś
aard ()statnio czytałem... 24.09.02, 08:22 Czytałem ostatnio w swojej Księdze Życia. Właściwie nie tyle była to księga, co raczej biuletyn - dwadzieścia kilka stron na marnej jakości papierze (takim, na jakim kiedyś drukowano "Szaradzistę"), w formacie nieco mniejszym niż B4, każda strona podzielona na cztery kolumny. W tym biuletynie każdy dzień z mojego życia obejmował przeciętnie jedną do półtorej szpalty. Czytałem go (tzn. biuletyn, nie dzień, chociaż dni też) i zastanawiałem się, dlaczego te informacje w nim zawarte są tak zdawkowe? "Tego i tego dnia wstał o siódmej, pojechał autobusem do pracy, pracował przez 8 godzin, poszedł na zakupy, wrócił do domu, czytał książkę, zjadł kolację, poszedł spać." Albo znów innego dnia poszedł wieczorem do pubu, jeszcze kiedy indziej przespał się z taką to a taką dziewczyną, czy spotkał z kumplami na brydżu. Dosłownie, oprócz nazwisk (które przemilczę z oczywistych względów) lub nazw miejsc (też przemilczę, bo to nieistotne) nie ma nic więcej! Jak ja w tej sytuacji mogę sobie te wydarzenia wyobrazić, skoro nie wiem, jaki to ma być pub, co w nim mam pić, o czym rozmawiać, jakie były rozdania w tym brydżu, co jadłem na tę kolację, czy wreszcie czy seks był udany, czy nie (nie mówiąc już o jakichkolwiek szczegółach samego aktu)?! Jak ja mam wczuć się we własne (podobno) doświadczenia, jak wreszcie mam je PRZEŻYĆ?!! Czy moje życie życie rzeczywiście jest tak mało istotne, a zarazem puste, że Stwórca nie miał o nim nic konkretnego do powiedzenia? Powiem Wam coś jeszcze - nie doczytałem do końca. Z tym, że to akurat mnie cieszy, bo chyba nie chciałbym zobaczyć tej ostatniej strony... Odpowiedz Link Zgłoś
aard Wstęp do C49 24.09.02, 09:29 www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=2581004&a=3055564 ten i następne 9 postów to wstęp do Cruachowskiego C49 poniżej. Proponuję przejrzeć - czysty surreal! Odpowiedz Link Zgłoś
cruach C49 24.09.02, 08:55 SURRA MATHEMATICA Po ab ovo cnej dyskusji z Akademikiem Zamkiem www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=2581004&a=3057979 doszedłem do następujących wniosków: 1. Istnieje LICZBA SURROJONA. Jest to liczba zespolona o części rzeczywistej zawsze i tylko zawsze nierównej części nierzeczywistej. Wynika to z pewności, że może być więcej realu niż surrealu i vice versa. 2. Liczbę surrojoną można przedstawić jako iloczyn mnożnej jednostki surrojonej (pkt 2) przez mnożnik X. 3. Szczególnym przypadkiem liczby surrojonej jest JEDNOSTKA SURROJONA. Jednostka surrojona (S) ma tę właściwość, że podniesiona do potęgi (i) wynosi -1 [przy czym (i) to jednostka urojona] S^i = -1 Dalsze implikacje rachunku operatorowego pomijam. Nadmienię jedynie, że w ten sposób pozbywamy się problemu kwadratu (z ewentualnym podnośnikiem), koła (w jego kwadraturze), koła Macieju i zrównania ujemnienia z urojeniem. 4. Jako patriotki mniej bardziej lokalne, liczby surrojone przedkładają polską notację odwrotną, Szkocką Szkołę Lwowską, rachunek krakowianowy, łódziany (i tak dalej). 5. Jako że nie można ciągnąć podobnych bredni w nieskończoność, ustalam, że nieskończoność jest (pozornie) skończona. W przykładowym zapisie x,(7) część surrojona znajduje się poza punktem nieskończoności N, a zatem np. x,(7)S Przykład: Powszechnie twierdzi się, że liczba 1 jest równa 0,(9). Dowód (surrealistycznie chybiony): X = 0,(9) 10X = 9,(9) 10X - X = 9,(9)-0(9) 9X = 9 X = 1 A przecież wyczucie podpowiada, że 1 nie może być równe 0,(9). Przecież jeśli wyciągniemy okres w nieskończoność (czytaj do punktu N), to zawsze pozostanie infinitezymalnie mała cząstka różniąca 1 od 0(9). Wyczucie nas nie myli. Bo tak naprawdę 1 = 0,(9) + X(S) Liczby surrojone mają już zastosowanie praktyczne. Oto, co kupię baterię, to napisane jest na niej np. że podziała do r. 2005. Tymczasem nie działa nawet do 2003 i zdycha. Jeśli spytać sprzedawcę, odpowie zapewne, że data "do 2005" dotyczy baterii w stanie spoczynku, tzn. nieeksploatowanej. Co również się nie sprawdza. Bateria wrzucona do szuflady będzie zachowywać właściwości bateryjne góra do roku 2004. Ale do 2005 na pewno nie dociągnie. Dzieje się tak dlatego, że wiek baterii jest liczbą surrojoną. Surrojone (2005) bywa rzeczywistym (2003�2004�itd.). Podobnie, kiedy zapyta ktoś o wiek kobietę, bywa że w odpowiedzi padnie liczba co nie ma nic wspólnego z tzw. wiekiem metrykalnym. Otóż, wiek kobiety jest również liczbą surrojoną. Dzwonek. Na dziś styknie. Klasa rozejść się. Zadanie domowe: Udowodnij twierdzenie Fermata na mniej niż 100 kartkach papieru albo 1000 liściach dębu. Odpowiedz Link Zgłoś
aard Zadanie domowe (w pracy) 24.09.02, 09:56 cruach napisał: Zadanie pracowe (w domu) > Zadanie domowe: Udowodnij twierdzenie Fermata na mniej niż 100 kartkach papieru > albo 1000 liściach > dębu. Założenie: Fermata = łuk (w odwzorowaniu równoodległościowym, które każdemu elementowi przestrzeni rzeczywistej przypisuje przystający element przestrzeni rzeczywistej w obrocie o 90st. zgodnie z ruchem wskazówek zegara) + kropka symbolicznie: F = (' + . Hipoteza: F = t(n), gdzie t oznacza czas, n -> inf.i jest funkcją PsychikiMuzyka i CharakteruUtworu, symbolicznie n = f(P,C) Dowód: L = F = (' + . = legato + 0,5 wartości poprzedzającej = 1,5 legato P = t(n) = t[f(P,C)] = t[f(komputer osobisty)] = t(funkcjonowania komputera osobistego) = 1,5 roku* = 1,5 bez legalnego oprogramowania = 1,5 anlegato** Z prawa liczb surrojonych wynika, że S^i = -1 => część rzeczwista liczby surrojonej jest różna od części nierzeczywistej <=> dane pojęcie jest tożsame swojemu zaprzeczeniu. Przykłądowo społeczny = aspołeczny, chroniczny = anachroniczny, surrealizm = basrealizm, legato = anlegato => L = 1,5 legato = 1,5 anlegato = P Q.E.D. * na podstawie prawa czasu podwajania się liczby tranzystorów w procesorze ** "an" - łac. annum (rok), legato: od "legis" - łac. prawny i ato - pol. "a to pech, znów mnie skubnęli za piracki program) Odpowiedz Link Zgłoś
cruach C50 24.09.02, 10:44 ======== Uwaga w dzienniczku ucznia: Państwa syn przeprowadza dowody w sposób błyskotliwy. Się można było spodziewać :) Gratuluję szczerze! Nazwałbym go księciem matematyków, princeps mathematicorum, ale jakiś czas temu przezwałem tak już Gaussa a nie chciałbym się powtarzać. Elewa Aarda nazwę więc roboczo "princeps inter pares". Sugeruję dalsze kształcenie nad poziomem wyższym. ======== Na boku do Aarda: Niezły jesteś. Łapiesz liczby surrrojone w myk (mig). Niemniej zwróć następnym razem uwagę na chytre pułapki, które na ciebie zastawiam. 1) Zadanie należało udowodnić Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ojciecimatkaaarda miło nam IP: 195.117.14.* 24.09.02, 11:50 cruach napisał: > Uwaga w dzienniczku ucznia: > Państwa syn przeprowadza dowody w sposób błyskotliwy. Się można było spodziewać > :) Gratuluję szczerze! Niezwykle nam miło słyszeć o nim tak pochlebne słowa. Zawsze wierzyliśmy, że sur poziomy wyleci. > Nazwałbym go księciem matematyków, princeps mathematicorum, W takim razie proponujemy printemps matematiciennes, czyli w bardzo powolnym tłumaczeniu "nadzieja (inductio de absurdum) matematyków" ale jakiś czas tem > u przezwałem tak już Gaussa a > nie chciałbym się powtarzać. Elewa Aarda nazwę więc roboczo "princeps inter par > es". Więc został piecykiem benzynowym? Tj., chcieliśmy rzec: prymusem?! jakże się cieszymy! Sugeruję dalsze kształcenie > nad poziomem wyższym. Oczywiście, że zwrócimy w przyszłości na to uwagę. aardowie z ojca praojca Odpowiedz Link Zgłoś
aard Zadanie do mowy 24.09.02, 12:27 cruach napisał: > Dzwonek. Rozejść się. Wmieszać w tłum. Zadanie domowe (dla Aarda nieobowiązkowe > , dla reszty i owszem): > Wykaż prostotę krzywej Gaussa. Krzywa gaussa to taki rodzaj gaussy, który stosunkowo łatwo wyprostować. Robi się to tak: Bierzemy prostokątny układ współrzędnych wraz wykresem owej krzywej (jak pamiętamy jest to krzywa dążąca po osi odciętych w minus nieskończoności i plus nieskończoności do pewnej asymptoty y=n, która ma maksimum lokalne w punkcie x=m i punkty przegięcia w x=m' i x=m"; jest to krzywa, której przebieg obrazuje tzw. rozkład normalny, co tylko pozornie kłóci się z duchem surrealizmu i teorią licz surrojonych; oto bowiem jeśli), osiom układu współrzędnych nadamy kształt hiperboli o dwóch gałęziach dążących asymptotycznie do odpowiednio plus i minus nieskończoności, to wyrysowana w takim układzie krzywa gaussa stanie się prostą gaussą, mimo, że równanie ją opisujące pozostanie takie samo. Jak widać chodzi zaledwie o odkształcenie przestrzeni odwzorowań i już prowadzi to do zadanego wyniku. Odpowiedz Link Zgłoś
aric Gdzieś zgubiłem świat 24.09.02, 10:01 Gdzieś zgubiłem świat. Oczy, które powoli otwierałem nie mogły dostrzec niczego poza migotaniem barw. Spróbowałem wybrać się na poszukiwania, jednak moje nogi nie mogły znaleźć oparcia. - Gdzie jesteś do cholery? - Próbowałem go zawołać, jednak mój głos gdzieś zanikał. Jakby trzy milimetry od moich ust istniała wygłuszona do niewyobrażalnych możliwości ściana. - Odezwij się, proszę. - Już było trochę lepiej. Mój głos dotarł do moich uszu. Z daleka, chociaż nie wiedziałem, z jakiej odległości zaczęło się coś wyłaniać. Nie był to jednak świat, tylko jasna plamka. To było już coś. Zaczynała w mnie drzemać nadzieja, że jednak odnajdę to, co zgubiłem. Zacząłem się zastanawiać co było przyczyną mojego obecnego stanu organizmu. Chyba zbyt długo trwałem w stanie nieważkości i musiałem przeholować z używkami poprzedniego wieczora. Nagle moje nogi zaczęły znajdować coś, co było chyba asfaltem. Tak leżałem na asfalcie. Ogarnął mnie chłód a moje całe ciało zaczęło odczuwać ból. Żyłem. Świadomość powracała, a ja zmierzałem coraz szybciej do kresu procesu odzyskiwania równowagi. Nastąpił okropny ból głowy, odrętwienie i chęć jak najszybszego sięgnięcia po jakiś alkohol. - Już jesteś na miejscu, a myślałem, że cię nie odnajdę. - Odezwałem się do przestrzeni otaczającej moją osobę. Kontury budowli i przedmiotów w moim sąsiedztwie stały się bardziej wyraźne. Zacząłem odruchowo szukać jakiejś butelki z płynem. Najlepiej zawierającym dużo alkoholu. Niestety wszystkie naczynia mogące stanowić ogranicznik dla płynów zostały opróżnione. Postanowiłem się podnieść. Najpierw łokciem, a później dłońmi zacząłem odpychać się od asfaltu. Proces był długotrwały, ale po jakiejś minucie stałem chwiejąc się i szukając oparcia dla rąk by nie stracić równowagi. Ogromna betonowa podpora mostu, pod którym spędziłem noc, okazała się zadawalającym wyjściem z sytuacji. Stałem tak próbując zorientować się gdzie jestem. Nagle niewiadomo skąd dobiegł głos, który z pewnością kiedyś słyszałem. - Boże, jak ty wyglądasz. - Powiedział mężczyzna z mojej prawej strony. Wyłonił się zza podpory niewiadomo kiedy. Chociaż mógł tam stać nawet kilka minut, nie byłem w stanie go wcześniej dojrzeć. Powoli dokonałem procesu określanego w militarnym języku w prawo zwrot i ujrzałem kogoś. Nie wiedziałem kim jest, ale domyślałem się z ogromnym trudem, że ten ktoś mnie zna. Powoli twarz wyłoniła się zza mgły. Był to Francis, którego nie widziałem od... Właściwie nie mam pojęcia od kiedy. Pewnie od momentu mojego zatracenia się dla innego życia. - Francis? - Wybełkotałem, ledwie mogąc się zrozumieć. - Masz coś do picia? - Niestety nie pomyślałem, że tego właśnie będziesz potrzebował. - Przemówił do mnie. Odpowiedz Link Zgłoś
aard Łodzi spokojna, Łodzi wesoła... 24.09.02, 14:06 Za to dziś wieczorem się będzie działo dookoła! Miast obecnego Łodzi spokoju Ugrzęźniemy w natłoku wątków, Jako że na surrealu piszemy to rymu nie będzie. Odpowiedz Link Zgłoś
aard CuKrownie na orbicie 24.09.02, 14:30 Chyba mamy braci w surrealu w trójmieście! :-) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=57&w=3058630 dzięki Aric, za wskazanie mi tego forum! Odpowiedz Link Zgłoś
poranna_rosa Re: Z dedykacja dla.... 24.09.02, 15:42 Uwaga! Czytanie ponizszego tekstu grozi powaznymi uszkodzeniami rdzenia kregowego (lub mozgu jesli ktos ma..;-) ). Calkowity zakaz czytania na glos. Osoby przeciwne karze smierci moga doznac strat moralnych. Ludzie wschodu maja lepsze podejscie i znaja wiecej sposobow usmiercania ludzi pozbawionych czlowieczenstwa.. Taki jeden powiedzal mi, ze takiego osobnika mozna usmiercic korzystajac z dualizmu kopuskularno-falowego. Korpus kandydata traktujemy czyms ciezkim, a potem jakies fale zalatwiaja reszte. Np takie fale swietlne, ktore powstaja podczas rozpalenia ognia. Wlasciwie juz ludzie pierwotni byli w stanie usmiercac bezduszne istoty, ale tylko polowicznie, tzn korpuskularnie, poniewaz z ognia korzystali przy posilkach. Tylko jesli korpus czyms ciezkim...itd. to sie rozpadnie na male czesci, ktore bedzie ciezko pozbierac i upchac do kuchenki mikrofalowej.W sumie ktos moglby domowym sposobem zabawic sie w badania na ludziach pozbawionych czlowieczenstwa - mogliby siasc nago naprzeciwko otwartej i pracujacej mikrofalowki, posiedziec z 6000 lat i byliby jak po godzinie pracy w elektrowni przy stosie, proste, mozna wykonac w warunkach domowych. Oczywiscie mozna to przyspieszyc stosujac katalizator promieniowania typu IBM pc. A moze ktos ma lepszy sposob? Moze cos oparte na wykresach i wyliczeniach ?;-))) ...aarda ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
aard dziękuję pięknie Poranna Roso :-) 24.09.02, 15:54 Zapamiętam sobie tę metodę. A swoją drogą, jak trafiłaś/ -eś na surreal? Odpowiedz Link Zgłoś
aard Dobre wieści! 24.09.02, 19:42 Dla surrealu, ale chyba jeszcze nie zdradzę... Odpowiedz Link Zgłoś
aard Breaking news 24.09.02, 21:20 www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=3073420 Odpowiedz Link Zgłoś
eyemakk NAJWYŻSZY CZAS COŚ SPŁODZIĆ 25.09.02, 20:06 CO PRAWDA SAM AKT płodzenia jest mniej przyjemny niż w przypadku płodzenia dzieci, ale za to następstwa mniej szkodliwe. W radio leci piosenka pewnej nastolatki i to o takim dziwnym imieniu i nazwisku... ale panna fajna jest, bo znam z teledysku. Tylko niska bardzo, ale za to gra na gitarce (choć dla mnie to mała zaleta). W ogóle to ta piosenka bardzo mi przypomina piosenkę niejakiej Pink, tej w wersji czarnowłosej, choć wcale nie wiem czemu. Zastanawialiście sie kiedyś czemu tak dużo odgrzewanek w przemyśle muzycznym? może rzeczywiście ilość melodii jest wyczerpywalna i już się chyli ku końcowi? ostatnio jak słyszę całkiem nową piosenke to i tak mam wrażenie że podobną już gdzieś słyszałem. Takie muzyczne deja vu. Tak samo czasem jest gdy rozkręcam fortepany: patrze, a w środku struny i młoteczki - czyli zupełnie jakbym rozkręcił kota. kot też ma strunę (jest strunowcem wszakże, aczkolwiek bardzo rozwiniętym), młoteczek też ma w uchu a nawet 2 w każdym uchu po jednym. Nie jestem specjalistą i nie wiem, ile potrzeba kotów by stworzyć fortepian? zakładając, że z każdego kota uzyskamy 2 młoteczki i jedną strunę? może jest tu jakis specjalista od fortepianów???? Ale jak w teatrze grali, to gościu sie spytał, czy jest na sali lekarz. I jak był, to sie spytał: "dobrze grają, doktorku, no nie?". Zupelnie jak Królik Buggs. I to niby miało być śmieszne, zresztą było, choć bardziej śmieszne wydarzenia miały miejsce później, jak ten facet miał siorę i jego siorka i ten lekarz.. eh, nieważne. To historia na inną okazję. W każdym razie była kwaśna jak cytryna, hehe. Tak w ogóle to ktoś proponował, by nasze texty ociekały seksem. No to ja sie pytam: sexem męskim, czy żeńskim? bo jeśli żeńskim, to ok, ale jeśli męskim, to ja wysiadam. nie chce sie pobrudzić. Odpowiedz Link Zgłoś
aard Kot a ustrój polityczny fortapianów 27.09.02, 09:16 eyemakk napisał: Tak samo czasem jest gdy rozkręcam > fortepany: patrze, a w środku struny i młoteczki - czyli zupełnie jakbym > rozkręcił kota. kot też ma strunę (jest strunowcem wszakże, aczkolwiek bardzo > rozwiniętym), młoteczek też ma w uchu a nawet 2 w każdym uchu po jednym. > Nie jestem specjalistą i nie wiem, ile potrzeba kotów by stworzyć fortepian? > zakładając, że z każdego kota uzyskamy 2 młoteczki i jedną strunę? Sprawa przedstawia się tak - fortepin ma 88 klawiszy z czego każdy powysza jednym młoteczkiem. Każdy z młoteczków uderza (w zależności od wysokości dźwięku) w jedną, dwie lub trzy struny. Ponieważ na z każdego kota mamy dwa młoteczki, a tych w fortepianie jest 88, więc <lim inf.K = 88:2 = 44>, gdzie K - liczna kotów potrzebna do wykonania fortepianu. Wszelako ponieważ z każdego kota mamy jedną strunę, a liczba strun jest większa lub równa 88, więc <lim inf. K = 88> Dokładną liczbę strun można obliczyć ze wzoru <S = b + 2s + 3w>, gdzie S - liczba strun, b - liczba dźwuęków basowych, s - liczba dźwięków średnich i w - liczba dxwięków wysokich. W fortepianach marki "Kamienna Droga" liczby b, s, i w wynoszą odpowiednio 10, 22 i 52. Ergo S = 10 + 22*2 + 52*3 = 210. Do wyprodukowania wysokiej klasy fortepianu potrzeba zatem 210 kotów. Pozostaje jeszcze problem wieku i, co za tym idzie, rozmiaru kotów, albowiem struny muszą być przecież różnej długości i grubości. Zadanie domowe: skonstruuj model ilustrujący rozkład wieku i długości tułowia populacji kotów potrzebnej do skonstruowania pianina marki Legnica. Odpowiedz Link Zgłoś
aard Melduje się aard 26.09.02, 09:01 Z bardzo surrealowego miejsca, jakim jest hotel "Baranowski" w Łomzy. Hotel jest (na oko trzygwiazdkowy), ale brakuje lampek nad lustrm w łazience, a naprzeciwko są obory drewniane i stodoły z filcu. I mieszkają tu tabuny (dokładnie dwóch) Szwedów! Odpowiedz Link Zgłoś
aard jak to możliwe, że surreal upadł tak nisko?! 27.09.02, 08:57 Dziś gościmy w analogowej. Odpowiedz Link Zgłoś
aard To tu, to tatu 27.09.02, 10:14 www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=3084285&a=3084285 by Yavo Odpowiedz Link Zgłoś
cruach C51 27.09.02, 10:41 KOINOS KOSMOS A-TOPOS 1. Na początku rozejrzał się Światak 2. i stwierdził Światak, ależ tu realnie. 2. Bo zobaczył Real 4. Ale dobry był Real do bólu. R 5. Bólem zbolały powiedział Światak, niechaj się stanie Surr! 6. I stał się Surr. 7. Światak widząc, że Surr jest dobry a bez bólu, dał go nad Real 8. żeby łatwiej było Mu do półki poń sięgać 9. bo wysoki jest Światak okrutnie i góruje On. Surr | R 10. I nazwał Światak Real Realem a Surreal Surrealem 11. czyli się jąkał 12. chyba 13. [pusty werset dla przesądnych] 14. Aż upłynął Światak w nieznane. 15. A upłynąc, wiedział, że świat okrągły jest, skoro orle gniazdo Jego okrętu znikało za horyzontem, gdyby kto nań patrzył z molo. Ale nikt nie patrzył, bo Ludzi ni Surrludzi nie było tam ów czas. A upływając z Realu do Surr stwierdził Światak, że dalej nie daje rady, bo teoretycznie okrągłość się gdzieś zatraciła w praktyce 16. albo ją kto ukradł? 17. Uczynił więc Światak (naprędce) Sous pod Realem. 18. I dzięki temu mógł upływać do woli w kółko. Surr | R | Sous 19. A upływając od Sous do Surr i od Surr do Sous wokół Realu był i jest i będzie Światak jakoby 20. Ourobouros 21. co własny ogon zjada, Lewiatan, jak chcą inni: www.midrasz.home.pl/2001/mar/mar01_4.html 22. A jak von Stradonitz patrzył na Ourobourosa, to mu się z benzenem skojarzyło 23. o czym wiemy z Kopalińskiego 24. co to zupełnie z innej historii 25. co stwierdził Kipling 26. co to jeszcze inna historii 27. no, ale trudno 28. objawienie to objawienie A skutek pomylności ludzkiej nastąpiło pomyleństw wielkie pomylenie. A Światak bywał świstakiem. A miał nawet swój Dzień Święty Świstaka. A Sous stawał się susłem. A Surr surrofretką. A Real był raz to Auchanem, raz to Geantem. A trudno by odgadywać różnice między niemi. A wyżej wspomnianemi A men. Odpowiedz Link Zgłoś
aric Zajeboza!!!!!!! 27.09.02, 12:55 I tyleż mam do napisania. Bo gdy cichną odgłosy miasta, on przemierza samotnie ulice w poszukiwaniu niespokojnych dusz błakających sie bo bezkresnych kwartałach. Te dają mu natchnienie, i nie wiedząc czemu lgną do niego. Staja się nim, a on pochłania ich energię nabierając sił. Kim są owe dusze, zalegające w kwartałach, a uwalniajace się na jego widok. To nasze alter ego, pragnące doswiadczyć czegoś czego siedząc przed telewizorem i zajadając się chpsami doswiadczyć nie mogą. Odpowiedz Link Zgłoś
aard tuszę, że 27.09.02, 14:24 Moja alter ten-tego nie nic do tego. Raczej wprost przeciwnie i w oczywisty sposób rozbieżnie, jak gąsiennice traktora. A ta opowiastką będzie zdecydowanie chora. Kto podejmie pałeczkę i odbije piłeczkę? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dos Mollendos Re: tuszę, że IP: 212.191.74.* 27.09.02, 16:25 Nie przejmując się pałeczką, ni piłeczką, zapytuję niniejszem: czy tuszyć (ja tuszę, ty tuszysz, on tuszyn?... too shin?...) to prysznic brać, czy w atramencie się ba brać? Odpowiedz Link Zgłoś
aard Witaj Huanie na naszym wątku!! 30.09.02, 09:46 Przedstawiam wszystkim Huana dos Mollendos (Aric to go nawet zna osobiście), surrealistę, jakich mało! Witaj i pisuj (co nie znaczy, że sikaj) u nass (czyli u mokrych, jak by powiedizeli Niemcy) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dos Mollendos Re: Witaj Huanie na naszym wątku!! IP: 212.191.74.* 30.09.02, 10:54 Dziękuję za Przywitanie. Na początek kilka Siurków ku uciesze: Finka=Parafina Parafinka=Finka dla Finki Kaszanka=KrewNa Grilu Pudeł=psu w pudle. W Pudełku - Pudełek (wymyśliłem to na po-czekaniu gdy czekałem na P.O.) A teraz o tym, co my za jedni. Nie Gdyś, lecz one Gdaj (1 Gdj) temu na zad, za 7 mtn-ami i 7 rv-ami puścili się przez puszczę bracia. Było ich Czech: Rus i Lech i każdy z nich miał inną grupę krwi hihi. A ponieważ krew młoda gorąca i siała Baba mak, więc stało się, stało się to co miało się stać. Po środku dziewiczej (eh, bajki) puszczy rósł na wzgórku potężny Babołap czyli takie drzewo co przechwyciło np. Stasia i Nel i Kali i Gula. Podjechawszy bliżej uskutecznili włam do owego. I cóż się ukazało oczętom zdumiałym-bławatnym braci naszych? Ukazała się sówmiarka w otoczeniu puszczyków, czyli nieobyczajnie prowadzącej się Sowy. I od razu się zaczęli zapisywać od tyłu, bo podobno od tyłu najprzyjemniej. Zaraz też się w cholerę rozdzielili niczym prawy i lewy półdupek w Dwójcy Jedyny. Lech pojechałbył na północ, bo takie miał wskazówki bo mu stanął w samo południe 15:10 do Yumy, a miał 12-godzinny cyferblat. Dotarł wnet nad morze i go pytają: "co czynisz?" A on na to: "Mierze Ja!" I tak nazwali to miejsce od imienia jego, bo nie znali ortografiji i zostało za przeproszeniem przez samo Ha. Tymczasem rus od tyłu się tak rozmnożył i oby tak dalej po dzień dzisiejszy i aż do końca wszechświata!!!!! JAK=Amen w Pacierzu. A teraz zadanie mocno szkaradziarskie. Czy pamiętacie bajkę gdzie: (i tu cytat) "Sakreble zaklął Szpetnie Hrabia"? Pytanie brzmi: Czy zaklinał zwierzę zwane Sakrebla, czy wręcz przeciwnie, zwierzę zwane Szpetnia? A wszystkie w liczbie mnogiej. A może to nie zwierzę? Kto to wi niech powi mi. Huanito Mollendito y Franczesko degarcijalorka Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dos Mollendos Re: Witaj Huanie na naszym wątku!! IP: 212.191.74.* 30.09.02, 17:45 Jako Zawołany Cyklista, domagam się tego cyklicznego kolaża już! co się nazywa tak jakoś na eS ("coś jak Etiopia, lecz ładniej") i się przekłada niczym Zębatka na niemały priorytet twu autorytet. W przypadku niespełnienia mojego prośba zamieniam się w Boing Ladena i spływam w inne Afganoforumistany Jaźni. No dobra, blefowałem... Odpowiedz Link Zgłoś
aard Huanie, półsówkami mówisz, acz rozumiemy 01.10.02, 11:08 I zdradzę Ci, nie zaś Cię, że kolaż ów będzie surrealną niwę GW przemierzał już od piątku tegoż, co nadchodzi i Wielkimi Krokwiami ze wschodu się zbliża. Zaczem (sz)czekaj i cierp Liwie lub może jakieś inne urocze wiasty. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dos Mollendos Re: Huanie, półsówkami mówisz, acz rozumiemy IP: 212.191.74.* 02.10.02, 10:37 A MOŻE BY TAK... > > > > DLA NAJMNIEJ SURREALNYCH WPISÓW NA TYM SZACOWNYM WĄTKU? > > > pRZYZNAWAĆ ZŁOTEGO (CZY ZŁO TO ZŁOTO?) > ... EKWADORA!!! CZEKAJĄC NA ODZEW, AŻ SIĘ ZWIJAM Z NIEŚMIAŁOŚCI OUROBOROS (OKRĄGLĄC OWAL O SERPENTYNIĄC SKRĘTNOŚĆ ES JAM JEDEN Z NICH JEST: O...S!) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dos Mollendos Re: Witaj Huanie na naszym wątku!! IP: 212.191.74.* 30.09.02, 17:47 Acha, zgodnie z de wizą: Nie ja kość, a il ość: Mam w szkole nadgorliwy Pisuar. Wybucha w trakcie spłukiwania. Odgłos jest przy tym gloglogloglogloglbulka. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dos Mollendos Re: Witaj Huanie na naszym wątku!! IP: 212.191.74.* 30.09.02, 17:51 Zaś "alaavilaahaalanmailavaala", co znaczy po fińsku: "Naaniskichłąkaachmgłaaścielesięgęsto". Pisuar mówił z innym akcentem, widocznie grzybków z niskich łąk nie pojadł... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dos Mollendos Re: Zajeboza!!!!!!! IP: 212.191.74.* 27.09.02, 16:08 Pozdrawka dla Arika. Ja se tam myślę, że Ten swiatak, o którym tu mowa na tem Forumie, to ma coś wspólnego ze Świstakiem, tym, co siedzi i ... siedzi, bo nie miał Biedak immunitetu, co by Go ochronił. Ale ja jestem dopiero początkujący, wic, kto mnie tam wie... Odpowiedz Link Zgłoś
vladip jak udowodnić... 27.09.02, 11:01 nieścisłości nieścisłościami.. a podam wam przepis jak najszybciej udowodnić twierdzenie Fermata.. 1. piszemy twierdzenie na udzie.. 2. napuszczamy wody do wanny 3. wchodzimy do (wanny) 4. zanurzamy udo w wodzie i mamy udo-wodnione twierdzenie.. CBDO Odpowiedz Link Zgłoś
aard Pięknie Vladipie! 27.09.02, 12:52 I Ty się do surrealu nie przyznajesz, wstyd... ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
aard Ida i jej facetofobie 27.09.02, 12:29 www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=3090877&a=3091538 Polecam wejścia Arica - kolega w najwyższej formie. jak tak dalej pójdzie, to surretonik na śniadanie gładko spłynie do czytelniczego przełyku. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Graveyard Tombston Re: Ida i jej facetofobie IP: 212.191.74.* 27.09.02, 16:16 A propos Idy, przesyłam utwór P.T. Osioł Subkulturny Na Pohybel Gustawowi M. (orcinkowi: Osioł mioł grzywkie Być - był Hippisek Dostać Pomordkie Iść z Idy Łysek Odpowiedz Link Zgłoś
aard Różnica 27.09.02, 14:55 Pozwolę sobie zacytować pewnego mojego Przyjaciela: A czym się różni pomiędzy sobą dwóch Panów: Salvador Dali > > > > > > i > > > > > > > > > Jean Claude Van Damme [Żan Klot Wan Dam]? > > > > > > > > > CZASEM (przeszły, przyszły) i LICZBĄ (mnogą i pojedynczą) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aard Aricu IP: 195.117.14.* 27.09.02, 15:46 powyższy tekst jest autorstwa właśnie Huana dos Mollendos, o którym dziś... Skotlandj.aard by Huan Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dos Mollendos Zdarzenie czyli akcident IP: 212.191.74.* 28.09.02, 15:34 Całkiem niedawno, idąc rondem imieniem Waryńskiego Ludwika doszedłem do karambolu. Pogoda dzisiaj Ładna, niebo niebieskie, więc przystanąłem i popatrzyłem. Zapewne wkrótce wcześniej ciężarówka marki Star jadąc od strony Tuszyna uderzyła w tył samochodu osobowego marki Łada, który, rzecz jasna, niniejszym jechał przed ciężarówką marki Star z tego samego kierunku, oczywiście, nim doszło do tego karambolu, a więc także w momencie, kiedy jeszcze również i ja znajdowałem się w pewnej, choć już raczej niewielkiej odległości od wspomnianego powyżej ronda imieniem Waryńskiego Ludwika. Efektem owego zdarzenia czyli akcidentu było to, że przystanąłem i popatrzyłem, zwłaszcza, że pogoda dzisiaj ładna, a niebo niebieskie. Star też jest niebieski, zaś Łada - czerwona. Na skutek tego zdarzenia (czyli akcidenta) otworzył się początkowo tylny bagażnik czerwonej Łady, a niezadługo potem także bok czerwonej Łady. Z boku czerwonej Łady wysiadła Kobieta, która następnie przeszła do tyłu owej czerwonej Łady, by zobaczyć otwarty bagażnik wspomnianej wyżej. Kobieta miała na ustach czerwony makijaż, przód zaś pozostał nietknięty. W bagażniku leżały niebieskie dżinsy (blue jeans). Słońce zachodziło tym czasem na czerwono, niebo pozostawało niebieskie. Wszak Łada jechała z kierunku Tuszyna, nieprawdaż? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dos Mollendos Re: Zdarzenie czyli akcident IP: 212.191.74.* 28.09.02, 17:31 Sam sobie odpowiadam. Taki Autoerotyzm. Samochodouwielbienie. A właściwie dwa auta, jak już wcześniej opisałem. A tak przy okazji, niech mi Ktoś odpowiada. Na takie oto pytanie: Czy wyrzekanie się dorzeczy rzek jest w rzeczy samej rzeczywiście niedorzeczne?... Głowię się nad tym aż po-szyję. Krawiec. Odpowiedz Link Zgłoś
vladip Re: Zdarzenie czyli akcident 28.09.02, 20:32 Gość portalu: Dos Mollendos napisał(a): > Głowię się nad tym aż po-szyję. Krawiec. Krawiec - człowiek który kracze na wiecach. Polityk. [ze słownika vladipolszczyzny} Odpowiedz Link Zgłoś
aard niedorzeczne wodąpliwości 30.09.02, 10:10 Gość portalu: Dos Mollendos napisał(a): > Czy wyrzekanie się dorzeczy rzek jest w rzeczy samej rzeczywiście > niedorzeczne?... > Głowię się nad tym aż po-szyję. Krawiec. Z dorzeczami kwestia jest taka, że trzeba sobie rzec otwarcie: nie przybędzie Odry Warcie. Nie stanie się też krzywda Wiśle, nawet, gdy ją kijem świśnie. A Kijów mimo że nad Dnieprem (nieNiemnem)i tak do zawracania Wisły się nie nadaje. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dos Mollendos Re: niedorzeczne wodąpliwości IP: 212.191.74.* 30.09.02, 17:23 Dzięki. Miałem niezłe Zlewisko czytając to wszystko. Mała Syrenka. Odpowiedz Link Zgłoś
poranna_rosa Re: niedorzeczne wodąpliwości 03.10.05, 19:34 Nie wierzę własnym oczom, po trzech latach wróciłam na forum a ten wątek jeszcze istnieje.:-))) -- Rosa Odpowiedz Link Zgłoś
mikroprofesor JAKTO?! Czy to ten wątek? 04.10.05, 10:41 Kiedy ją zobaczyłem, nie czułem nic szczególnego. Ot, zwyczajna dziewczyna - ładna, ale zwyczajna. Z drugiej strony, pomyślałem - czemu nie...? Podszedłem, zagdałem, poszliśmy na kawę, potem do mnie. Była niezła, ale nie zaskoczyła mnie niczym szczególnym. Oddała mi się i odeszła. Ja też odszedłem. W sumie taki seks z przypadku. Zostało mi tylko wspomnienie. Pamięć przypadkowego dostępu. Random access memory. Odpowiedz Link Zgłoś