opornik4
12.04.08, 02:31
Weszlam na forum w lutym,br.Mam HCV,zawansowane stadium.
Napisalam w temacie"Przyznawac sie do nosicielstwa HBV":
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=690&w=72566329&wv.x=2&v=2&s=0
Tak sie balam,ze wolalam wtedy umrzec,niz poddac sie terapii.
Odpowiedzieli mi:-malenkita-:
forum.gazeta.pl/forum/0,62489,1540823.html?f=690&w=72566329&wv.x=2&a=74987159&rep=1
-ada713-:
forum.gazeta.pl/forum/0,62489,1540823.html?f=690&w=72566329&wv.x=2&a=74997720&rep=1
Po ich wpisach,postanowilam zgodzic sie na program.
Dn.9.04 mialam wstepne badania,nastepnego dnia laporoskopie.
Pod narkoza nacieto brzuch - robia 3 dziury,jedna 2 cm.,
dwie po 1 cm,wpompowuja CO² i wprowadzaja instrumenty.
U mnie chodzilo o pobranie kilku wycinkow(m.in.watroby)
i obejrzeniu "flakow".
Dalam tak "popalic" lekarzom,ze bez trudu zgodzili sie bym sobie
poszla.
Tego samego dnia o 17 bylam juz,domka.
Ale po kolei.
Najpierw (gdy sie tylko obudzilam),zakomunikowalam,ze musze wyjsc
zapalic.
[To bylo na Intensivstation].
Pielegniarki stawialy opor,to kazalam wezwac lekarza.
Przyszedl i uznal,iz dla dobra innych pacjentow (ktorym
przeszkadzalam),lepiej bedzie mnie zawiezc na odzial.
Gdy tam dotarlismy,szybciutko sie przebralam (mialam na sobie
zalosna koszuline z OP)i powedrowalam na dymka.
U nas mozna palic tylko poza Klinika,cholernie zimno bylo
i jeszcze deszcz padal.
Gdybyscie widzieli ta groze w oczach lekarza.
Wypalilam 2 papieroski,wrocilam i powiedzialam,ze chce pic.
Z trudem mnie uprosili,zebym poprzestala na wodzie.
Wtedy poszlam lulu.
Obudzila mnie przyjaciolka,mowila,ze wygladalam strasznie,poznala
mnie tylko po kolorze wlosow.
Wykorzystalam sytuacje i znowu wypad na dol,personel juz byl
spokojniejszy,bo tym razem nie szlam sama.
Dopalilam do polowy drugiego i prawie zemdlalam,kolezanka sie
przestraszyla i dawaj holowac mnie z powrotem.
Po drodze sie pozygalam.
Ok.14 okazalo sie,ze wypisuja pacjentke,ktora przyszla
na "chemie",bo potrzebuja pilnie wolne lozko.
Za chwile lekarz mial mnie na lebie.
Zaproponowalam mu zamiane,ze to mnie wypisac moga:)
Nawet sie dlugo nie zastanawial - powiedzial tylko,ze musze
podpisac,iz wychodze na wlasna prosbe,bo w razie czego szpital nie
chce miec klopotow.
Maz sie zdziwil,gdy mu zameldowalam,ze ma po mnie przyjechac.
[planowo mialam wyjsc jutro,jezeli nie bylo by powiklan]
Na pozegnanie powiedzialam wszystkim,iz wiem,ze jestem Verigt
(szurnieta) - ale w domu mniej boli,bo tam moge spokojnie palic.
Moj Mily, usmazyl sobie placki kartoflane i oczywiscie je pozarlam
- ze smietana!
Rozbolaly mnie bebechy,to wzielam silny przeciwbolowiec
(opiat) i poszlam spac.
W piatek,zmienialam sobie opatrunki,nie chcialo mi sie lazic do
lekarza.
Wzielam:kieliszek krzakowki (do przemycia ran,nie doustnie),
jalowe opatrunki,plaster.
Obejrzalam przy okazji swoje "obrazenia".
Brzuch ponizej pepka,jakby czolg przejechal(OLBRZYMI siniak),ranka
troche krwawi.
Najlepiej goi sie ta 2 cm.dziurka,zostawilam ja luzno
- niech sobie oddycha.
Szwy (po 7 dn.) tez sobie sama zdejme,kolega ma mi tylko przyniesc
chirurgiczne nozyczki.
PS.Za 3 tyg.maja byc wyniki wszystkich badan i decyzja
- czy dostane terapie.
Pozdrawiam.