Dodaj do ulubionych

Kucharze z fasonem

10.09.08, 23:57
Wiem, wiem nie bardzo ten dział forum ale zainspirował mnie wątek (z
tego działu) o tatarze z koniny - przypomniałem sobie jak to w
krakowskim Molierze kucharz miał widzimusię i od czasu do czasu
serwował za darmo a to śledzika, a to tatara ... tak po prostu żeby
było fajnie. Spotkaliście gdzieś ostatnio knajpkę, bar, restaurację
aby właściciel/kucharz zafundował coś za darmola baz żadnych
zobowiązań? I nie pytam o znajomego kucharza, czy właścicela, z
którym jesteśmy za pan brat ani o akcję marketingową.
Obserwuj wątek
    • Gość: ania_m amuse - gueule, albo amuse -bouche sie to nazywa IP: *.pools.arcor-ip.net 11.09.08, 00:11
      normalna rzecz,
      dostaniesz w niemczech w kazdej lepszej restaurauracji.
      z niemiecka nazywa sie to tez "ein gruß aus der küche", czyli "pozdrowienia z
      kuchni" :)
      mysle, ze w polsce tez w kazdej pozadnej restauracji dostaniesz, w sumie to
      standard. oczywiscie to, co ci podaja, to male kaski nie sluzace najedzeniu sie,
      a zaostrzeniu apetytu.
      nie wiem, jak duze porcje twoj kucharz serwowal i z jakich pobudek. moze np.
      potrawy te musialy szybko "wyjsc" i szkoda mu bylo wyrzucic?
      albo mieli taka zasade, ze jesli klienci zostawiali sporo kasy za alkohol,
      dostawali zagryche, aby miec jeszcze wieksze pragnienie po slonym sledziu?taka
      praktyke widzialam w holenderskiej knajpie, gdzie w weekend o o polnocy szef
      roznosil tace z paleczkami kurczaka na pikantno prosto z pieca. ludzie jedli i
      zamawiali jeszcze wiecej piwa.
      • korek1000 Re: amuse - gueule, albo amuse -bouche sie to naz 11.09.08, 00:25
        No więc, jeśli chodzi o Molier'a, to:
        - knajpa była raczje bardziej 'lekko spelunkowa' i wydaje mi się, że
        nie było raczej co liczyć na dużo większy obrót.
        - porcje były spore
        - nie trzeba było zamówić czegoś większego żeby dostać
        - pora była wczesna (do zamknięcia jeszcze był czas)
        z w/w powodów wydaje mi się, że kucharz działał na zasadzie "żeby
        było fajnie, a co mi tam" bez większych zamierzeń marketingowych.

        Fakt, że np. we Francji zaprosił mnie właściciel na kawkę i coś tam
        jeszcze tak żeby pogadać bez nadzieji na to, że będzie miał ze mnie
        klienta ale w Polsce to rzadkość.

        Wydaje mi się, że Ty bardziej mówisz o działaniach marketingowych a
        mi chodzi, bardziej właśnie, o poczęstunek, który budzi
        bezinteresowny. Pewnie, że darmowy smalec przed zamówieniem, czy
        wiśniówka po, to zwyczaje znane i w Polsce - ale to jakby taki, że
        się powtórzę, marketingowy standard.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka