Gość: piottre
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
15.11.06, 11:28
Ponieważ przed wyjazdem intensywnie przeglądałem to forum postanowiłem się
trochę odwdzięczyć.
Jadąc w piątek, 10 XI, rano z Warszawy na granicy byliśmy około chyba 13, bez
większych problemów strona polska, na ukraińskiej różowo już nie było.
Pogranicznik puścił, ale skąd inąd urocza celniczka, niestety z wrednym
charaktere, kazała pokazać po 150 USD/osobę lub zawracać. Chwila konsternacji
co robić, wróciliśmy, kazała nam wypełnić deklaracje celne, wypełniliśmy,
dalej każe pokazać po 150 USD. Koleżanka blefuje - dobrze, nie mamy przy
sobie po tyle gotówki, tylko karty kredytowe, wrócimy do Polski, kupimy
dolary i będzie OK, poza oczywiście straconym czasem. Celniczka mięknie, mówi
że to ostatni raz, ciśnienie w nas spada, jedziemy dalej.
Dalej jedziemny prze Kowel do Sarn. Nasze 2 koleżanki w drugim samochodzie
które już wcześniej bez żadnych problemów przekroczyły granicę, wysyłają nam
smsa, że ta droga dla tranzytu jest zamknięta, ich złapała policja, ale
szybko udały nieznajomość ukraińskiego i wytłumaczyły po polsku, że przecież
nic nie wiedziały, etc, etc. Teoretyczny objazd jest aż przez Łuck, lepszymi
drogami do zrobienia około 200 km więcej, razem byłoby więc 400. Milicja je
pościła, przed nami dylemat - udawać tak samo czy rżnąć głupa. Padło na 2
rozwiązanie, objazd spowodowany jest przez remont mostu około 30 km za
Kowlem. NAs nikt nie zaczepiał.
Powrót we wtorek był niestety dużo gorszy.
Dużo mrówek, ale stoimy, co zrobić. Jakoś samochody posuwają się do przodu,
wpuszczanie innych samochodów lub po prostu wjeżdzanie przed kogoś przez cały
czas. Tuż przed punktem kontroli, po około 2 godzinach, podchodzi do naszego
samochodu jakiś gó..arz pogranicznik. Otwieram dzrwi a tez z tekstem:
-Gdzie moja dyszka?
-Jaka dyszko?
-No dyszka.
Robimy głupie miny, że nie wiemy o co chodzi.
-Paierosów ile?
-Jadena paczka.
-???
-A alkohol?
-Nic nie mamy.
-Paliwo?
-Bak do pełna
-A w karnistrach?
-Nie mamy karnistrów.
-Otworzyć bagażnik.
-Jama u was jest?
-??? Jaka jama?
-no jama, nie znacie jamy?
Jeszcze głupsze miny, ja rzeczywiście nie wiedziałem, że jama to po prostu
kanał, wjeżdzasz, rozbebeszają samochód, tracisz czas.
Popatrzył tylko i rzucił na odchodne, że taką starą maszyną, 10 letnim Seatem
Ibizą, trochę co prawda zaniedbanym, więcej mnie nie puści, trzeba zmienić.
Cisnęło się na usta mnóstwo ciekawych słów.
Celnikowi wszystkie mrówki dają przy stemplowaniu kartoniku po 10 hrywien, my
nic. Pogranicznik w budce był bardzo miły i sympatyczny, koleżeńska zupełnie
rozmowa o celu podróży, byliśmu bowiem u batiuszki.
Wjechaliśmy na most, zamiast stać grzecznie zostaliśmy przepuszczeni przez
nieznanych Polaków. Polscy celnicy podobno protestowali i sprwdzali
wszystkich baaaaaaaaaaaardzo długo, Stracone 2 godziny i już w kraju. ALe
łącznie staliśmy 5, zupełnie bez sensu.