cccykoria
21.09.11, 10:57
czy też tak macie?
człowiek całe życie się uczy, skąd mogłam wiedzieć, że mama umiera? ;(
zaczęło się od wymiotów i biegunki potem same wymioty, byłam przy mamie do 13.30, potem siostra , ja pojechałamdo dr na zdjęcie szwów.Dr która przyszła stwierdziła zatrucie przepisała leki na biegunkę i metoclopramid, a na krew która pojawiła się w wymiotach, powiedziała, że to od przełyku.
znów zaufałam i nie mogę sobie z tym dać rady.
dzwonilam jeszcze kilka razy, stan nie poprawia się, co robić? dzwonić na PR? co powiedzą? przecież była dr
o godz 19 podjęłam decyzję , nie ma żatrów dzwonię na pogotowie, ostatnie słowa jakie usłyszałam od mamy przez tel ratujcie mnie, nie zostawiajcie ja już nie mam siły.Wymieniła mama moje imię i powiedziała, ze jestem sprawiedliwa i na mnie zawsze może liczyć.
pogotowie szybko przyjechało. Ja cały czas na tel, decyzja szybko zabierają mamę do szpitala, powiedzieli co jest, siostra nie mogła sobie przypomieć i nagle mama zaczęła charczeć, ostatnie słowa jakie powiedziała do mojej siostry "strasznie mi duszno" Moja siostra nie zdawała sobie sprawy, ze to już agonia, karetka stała chwilę i odjechała na sygnale".Reanimacja" w szpitalu trwala około pół godziny, przywrócili akcję serca..Ratowali za wszelką cenę nie patrząc się na wiek.Doszło do dużych zmian w mózgu rokowania? wielka niewiadoma.Dr pozwolił na wizytę, gdy weszłam, mama szybko oddychała, przewracała szybko oczami i nagle zaczęla jej drgać prawa ręka. Siostra do dr krzyczy Panie dr, musiałyśmy wyjść.Mama odeszła na drugi dzień o godz. 10
w akcie zgonu niewydolność krążeniowo- oddechowa, nie dowiedziałyśmy się co bylo tego przyczyną, udar serce? itp
szok rozpacz i poczucie winy.Nie mam prawa wglądu do dokumentacji i dalej nie wiem.
nie ma żadnej innej opcji aby się dowiedzieć, jedyną rzeczą jaką mogę zrobić to złożyć doniesienie do prokuratury i dzisiaj zrobiłam to, teraz czekam ...
mam poczucie winy, są takie dni, że płaczę ukradkiem bez końca, nie chę aby małżonek ani dzieci wiedzieli o tym, bo oni również przeżywają..
jest mi lżej
mamo pomimo swej niepełnosprawności chciała żyć nawet w bólu ile ona się wycierpiala to nikt nie wie. Złamała sobie szyjkę kości udowej operacja, na wizycie kontrolnej ortopeda powiedziała, że nie trzeba jej żadnych rehabilitacji, bo to i tak nic nie pomoże, znieczulica itp jak można tak powiedzieć.
była wzorową pacjentką cwiczyła nie chciała się poddać, wszystko prywatnie.Dzień przed śmiercią zadzwoniła do mnie, że będzie chodzić, pojedziemy w jej rodzinne strony.To było jej jedyne marzenie
kupiłam jej dresy i w tym dniu siostra przesłała mi mms, fotkę mamy, jak siedzi na łózku ubrana i uśmiećhnięta.
tak chciała pokazać mi jak się cieszy moim prezentem a to było dzień przed śmiercią skad mogłam wiedzieć?
jest mi lżej, trzeba żyć dalej ale są takie dni jak dzisiaj, totalny dół....