Miłość, śmierć, żal, gniew

09.12.06, 11:32
Witam!
Przeczytałam wiele postów tu umieszczonych. I ciągle mam niedosyt. Prawdą
jest, że ludzie w żałobie (w większości przypadków) pragną mówić o śmierci, o
ukochanej osobie, by w jakiś sposób to wszystko sobie racjonalizować. A
ludzie najczęściej uciekają od tego typu rozmów. Mam 35 lat, 6 miesięcy temu
zmarł mój mąż. Umarł nagle, śmierć dała nam tylko 19 dni. Źle się poczuł,
miał silne bóle w okolicy kręgosłupa i wysoką temperaturę. Trafił do
szpitala. Tydzień później już wiedzieliśmy sarcoma (mięsak). Jeden z
najbardziej złośliwych nowotworów. Przerzuty pojawiały się z dnia na dzień.
Bardzo cierpiał. Na cztery ostanie dni Jego życia trafiliśmy do hospicjum.
Tak jak szpital to koszmar (zarówno złe warunki, jak i złe traktowanie
pacjentów), tak hospicjum to wielki spokój. Byłam przy mężu do ostatniej
chwili. Gdy umierał to trzymałam go za rękę. Byliśmy 11 lat małżeństwem. Mąż
miał 32 lata. Mamy trzyletnią córeczkę. Powinnam zatem widzieć sens życia w
moim dziecku. Ale ja nie umiem go odnaleźć. Nie mówcie proszę, że czas
pomoże. Ja bowiem z każdym dniem funkcjonuję gorzej. Na początku to był szok
i w tym szoku wydawało mi się, że jakoś to będzie. Teraz z każdym dniem
widzę, że nie udaje się. Byłam już u psychiatry, i u psychologa na terapii,
ale to wszystko nie dla mnie. Czuję się bardzo osamotniona. Wielu wydawałoby
się naszych przyjaciół odsunęło się od nas. Nie mam rodzeństwa. Mąż ze swoją
rodziną nie utrzymywał kontaktu. Mam rodziców, których bardzo kocham, ale oni
uważają, że należy się otrząsnąć i żyć dalej. Rozumiem ich to taka forma
obrony, ale wszystko to pwoduje, że nie mam z kim porozmawiać. Bardzo się z
mężem kochaliśmy. Każdego wieczora obgadywaliśmy dzień miniony i
rozmawialiśmy o dniach następnych. Tak bardzo mi tego brakuje. Chcę by wziął
mnie w ramiona i powiedział kocham Cię, nie martw się, będzie dobrze. Jest we
mnie tyle buntu i gniewu. Ale nie krzyczę już: Boże dlaczego? Bo Boga nie ma.
    • hope13 Re: Miłość, śmierć, żal, gniew 09.12.06, 14:40
      Mam 32 lata. Półtora roku temu zmarł nagle mój mąż. Nie mogłam trzymać go za
      rękę i ostatni raz powiedzieć "kocham", bo zmarł w ciągu sekundy na zawał.
      Po 6 miesiącach, tak jak i w Twoim przypadku, wcale nie było lepiej - było
      coraz gorzej. Po pracy topiłam smutek w papierosach, alkoholu i tabletkach
      nasennych, bardzo mało jadłam. Po roku zaczęłam mieć problemy ze zdrowiem:
      znaczna niedowaga, kaszel, bóle brzucha itp. Wtedy też zmarł nagle mój tato.
      Skończyłam jedną żałobę i zaczęłam drugą. Ale nie załamałam się bardziej. Byłam
      już tak dobita, że pozostawało tylko odbić się od dna. Rzuciłam palenie i
      alkohol, zaczęłam jeść i dbać o siebie. I tak jest do dzisiaj. Nadal jestem
      nieszczęśliwa, ale staram się żyć dalej i znajdować małe radości takie jak np.
      kurs tańca.
      Co się tyczy psychatrów i psychologów to wszytko to przerabiałam, ale podobnie
      jak Tobie, nie pomogli mi.
      Uwierz mi, że cały czas nie będziesz znajdować sie w tak złym stanie
      psychicznym jak teraz. Mi również wydawało się, że z tego nie wyjdę.
      Bardzo pomaga mi czytanie postów na tym i innych forach o śmierci. Spotkałam
      się nawet z jedną dziewczyną, która straciła narzeczonego i cały czas jesteśmy
      w kontakcie. Mam jeszcze mamę i brata, ale mieszkam sama. I tak naprawdę to
      przyzwyczaiłam się do samotności.
      • manuskrypt Re: Miłość, śmierć, żal, gniew 09.12.06, 17:36
        To co piszesz jest raczej przygnębiające. Jak można przyzwyczaić się do
        samotności? Piszesz, że wyjdę z tego stanu. Myślę, że nie, bowiem czekam na
        niemożliwe. Ja cały czas czekam, aż obudzę się z tego koszmaru i będzie jak
        przedtem. Mam córeczkę i ona powinna mi pomagać, ale za każdym razem, gdy na
        nią patrzę, to tryska fontanna łez. Była ona oczkiem w głowie tatusia, i
        wzajemnie, tatuś był dla niej najważniejszy. I żal mi jej, że za kilka chwil
        zapomni jak bardzo wzajemnie się kochali. I żal mi, że mąż nie doczeka tych
        chwil o których marzył, jak z małego szkraba staje się coraz bardziej
        samodzielnym człowiekiem. Nie umiem borykać się ze światem beż niego,
        przerabiałam już różne złe myśli. Boli mnie też jacy ludzie potrafią być
        okrutni. Powinni wspierać, a zostawiająw najgorszym momencie życia w samotności.
        Piszesz, że nie pożegnałaś się ze swoim mężem, bo była to śmierć nagła. Ja też
        do końca się nie pożegnałam, bo ciągle naiwnie wierzyłam, bo nadzieja umiera
        ostania. Ale uwierz czasem lepsza szybka śmierć, niż straszliwy ból przez który
        przeszedł mój mąż. Dziś zamiast myśleć o 11 latach wspaniałego małżeństwa mam
        ciągle przed oczyma i odtwarzam krok po kroku 19 dni umierania. Koszmar.
        • hope13 Re: Miłość, śmierć, żal, gniew 11.12.06, 11:25
          Nie chcemy ci tu dokopać, źle nas zrozumiałaś. Ja na początku też sądziłam, że
          zwarjuję z bólu i tęsknoty, pytałam dlaczego mnie to spotkało, przeżywałam
          śmierć męża w myślach, snach, układałam różne scenariusze itp. Poczytaj posty
          na innych wątkach tego forum, wejdź na inne fora. Pomoże Ci świadomość, że nie
          jesteś jedyną osobą na świecie, która straciła bliską osobę, bo odnoszę
          wrażenie, że tak uważasz. Każdy z nas cierpiał i cierpi okrutnie. Niektórzy z
          nas są poprostu na dalszym etapie żałoby i dają rady oparte na własnym
          doświadczeniu. Uwierz mi, że będzie lepiej, inaczej. Zakończysz etap buntu i
          złości. Wejdziesz na inny. Załoba potrwa to długo, ale stopień nasilenia bólu
          będzie się powoli zmniejszał. A co do znajomych - ja też wielu straciłam.
          Większośći to pary małżeńskiez dziećmi. Za to poznałam osoby, które podobnie
          jak ja straciły kogoś bliskiego i nie poddały się. Spotkania z nimi dają mi
          ogromną siłę. Skąd jesteś - ja z okolic Poznania.
          • manuskrypt Re: Miłość, śmierć, żal, gniew 11.12.06, 12:19
            Hope13 wiem, że nie chcesz mi dokopać. Nie do Ciebie kierowałam te słowa, tylko
            do pani Winch. Dziękuję Ci, że starasz się mnie zrozumieć mimo mojej złości.
            Wiem, że wielu ludzi cierpi jak ja. Przeczytałam wszystkie posty na tym forum i
            na innych, myśląć, że jak poczytam o rozpaczy innych to pomoże, to pomyslę, że
            ja nie mam jeszcze najgorzej. Ale niestety nie pomaga. Nie pomaga myśl, że inni
            cierpią tak samo. W moim małym światku cierpię tak tylko ja. Raz jeszcze
            dziękuję. Do Poznania mam 120 km.
            • hope13 Re: Miłość, śmierć, żal, gniew 11.12.06, 12:51
              Gdybyś miała ochotę, napisz do mnie: jolmail@poczta.onet.pl
    • bozena.winch Re: Miłość, śmierć, żal, gniew 10.12.06, 00:09
      Mam wrażenie,że jestem w stanie sobie wyobrazić jak uporczywie trzymasz się
      myśli " by było jak kiedyś" i jak bardzo nie chcesz przyjąć do wiadomości
      rzeczywistości.Zapewne chciałabyś mówić o tych 19 ostatnich dniach, tylko już
      ludzie wokół Ciebie nie chcą tego słuchać.I także dlatego jesteś aż tak
      osamotniona.
      Dla mnie te Twoje działania mają na celu spowodowanie by Twój mąż nadal był
      tutaj, czy to przez rozważanie dni ostatnich, czy to przez Twoją niezgodę na
      jego brak.
      Z mojego punktu widzenia jedynym sposobem na zapewneinie mu bycia tutaj jest
      troska o Wasze dziecko, życie tak jak razem to planowaliście,dbanie o to by
      Twoja córeczka pamiętała o tacie. "Nie wszystek umrę" jak mówił poeta. Nie
      rozpacz, rozważanie przeszłości i odcinanie się od teraźniejszości, ale dbałość
      o teraźniejszość i o Twoje bycie z dzieckiem w tejże teraźniejszości.Do Ciebie
      należy wybór drogi, na której będziesz dbała o pamięć o swoim mężu.
      Z tonu Twojego drugiego postu wyziera niechęć do przyjmowania innych
      doświadczeń niż Twoje. Jesteś w buncie, złości i rozpaczy, i bardzo nie chcesz
      czuć innych emocji, bo to oznacza przyjęcie do wiadomości,że nie da się
      odwrócić biegu zdarzeń.Jesteś sama zapewne także dlatego,że odsuwasz się od
      ludzi,którzy przeżywają tę stratę inaczej niż Ty, którzy już przyjęli
      rzeczywistość taką jaka ona jest.
      Piszesz, że dziecko nie jest uzasadnieniem dla Twojego życia, że fakt istnienia
      Waszej cóeczki nie staje się dla Ciebie potwierdzeniem sensu życia. z mojego
      punktu widzenia to nei o sens życia chodzi, W moim odczuciu jesteś dla córeczki
      źródłem bezpieczeństwa i oparcia,i jesteś za nią odpowiedzialna. Nie opuszczaj
      jej stając się niedostępną emocjonalnie. Ona też jest sama. Jej, jeszcze
      bardziej niż Tobie, nie daje się ogarnąć dziecięcym rozumem tego,że taty nie ma.
      Nie wiem czy juz "powinnaś" się otrząsnąć, czy jeszcze nie.Sądzę,że warto byś
      swoje uczucia jakoś zwróciła ku córce, jej się to po prostu należy od Ciebie.
      Bożena Winch
      • manuskrypt Re: Miłość, śmierć, żal, gniew 10.12.06, 20:50
        Pani Bożeno!
        Nie ma Pani racji. Nie zna mnie Pani i z moich postów "wydumuje" Pani pewne
        prawdy. Nigdy z nikim nie rozmawiałam o 19 dniach męki mojego męża, bo to jest
        tylko moje przeżycie. Nie dlatego jestem osamotniona. Nie dlatego, że ludzie
        nie chcą słuchać. Ja o tym nie rozmawiam. Wychodzę z założenia, że kto tego nie
        przeżył nie zrozumie, a zatem byłyby to puste slowa. Jestem osamotniona,
        bo "niby przyjaciele" odcięli się od nas. Przestali z nami utrzymywać kontakty.
        Jedni to tłumaczyli, że nie mogą na nas patrzeć, bo myślą wtedy o swoich
        rodzinach i boją się, że ich to też spotka, a inni nie tłumaczyli. Ucieli
        kontakty i już. A zatem nie ma Pani racji. W jednym natomiast ma Pani rację,
        jestem w buncie, złości i rozpaczy. Płaczę każdego dnia. Żyję jednak dla córki.
        daję jej poczucie bezpieczeństwa, bowiem wiem, że zostało ono mocno
        nadszarpnięte. Tatuś był dla niej kimś bardzo ważnym, a mając 2,5 roku (tyle
        miała jak umierał) nie rozumie się co znaczy śmierć. Naopowiadałam jej o
        niebie, Bozi itp., ale to i tak abstrakcja. Żałuję, że napisałam swój post.
        Oczekiwałam raczej wsparcia, a nie kopniaka w dupę. Całe życie ktoś próbuje
        mnie kopać, ale na mnie to nie działa. Od Pani też dostałam kopniaka.
        • anula36 Re: Miłość, śmierć, żal, gniew 10.12.06, 23:08
          nie da sie udzielic wparcia czlowiekowi ktory nie pozwala sie wesprzec i
          zarzuca osobom ktore przynajmniej probuje, zla wole i chec skopania.Nikt nie
          chce robic za najgorszego wroga, nawet najlepszy przyjaciel. Byc moze twoich
          tez to przeroslo.
        • bozena.winch Re: Miłość, śmierć, żal, gniew 11.12.06, 00:01
          Każda wymiana myśli czy to w rozmowie ,czy w pisaniu ma swoje ograniczenia
          wynikające z kłopotów z niezrozumieniem intencji. Nie miałam ochoty Pani
          dokopaywać.Przykro mi,że Pani tak to odebrała.Niezależnie od tego jak to Pani
          odebrała i jak Pani rozumie moje intencje, bywa tak,że wsparciem nie jest
          głaskanie po głowie tylko pokazanie różnych innych perspektyw w patrzeniu na
          życie czy na siebie.Mam wrażenie z Pani ostatniego postu,że Pani odbiera różne
          słowa przeciwko sobie.Swoj gniewie na los, na Boga, na świat przelewa Pani też
          na innych ludzi i na różne sytuacje.Napisałam,że wyobrażam sobie jak Pani
          cierpi, jak Pani jest trudno i jak wielka jest Pani rozpacz.Starałam się
          przekazać Pani,że pewnym sposobem na zapewnienie obecności Pani męża w Pani
          zyciu jest dar pamięci jaki Pani może dać swojej córce. Jeżeli dla Pani to są
          ciosy, to jeszcze raz wyrażam swoją przykrośc z tego powodu i przepraszam Pania.
          Bożena Winch
          • manuskrypt Re: Miłość, śmierć, żal, gniew 11.12.06, 12:28
            Ma Pani rację, pewnie wzajemnie nie zrozumiałyśmy swoich intencji. Wolałabym by
            wsparciem było też głaskanie po głowie. Myślę, że potrafię patrzeć z
            perspektywy na siebie. Jest bowiem ona tylko jedna: żyć trzeba dalej. Cóż z
            tego, gdy życie tak boli? Nie wiem czy doświadczyła Pani kiedyś takiego bólu?
            Jest on bardzo dziwny. Boli w środku, wewnątrz ciała, czuje się go bardzo
            fizycznie. Zawsze myślałam, że rozpacz siedzi w głowie, a teraz mam wrażenie,
            że siedzi w każdym zakątku mojego jesestwa. I nie jest to objaw żadnej
            somatycznej choroby. Chcę się od tego uwolnić i nie mogę. Chcę być dobrą matką
            i dać mojej córeczce z życia to co najpiękniejsze. Kultywujemy wspólnie pamięć
            o tacie, przeglądamy zdjęcia, oglądamy taśmy video, rozmawiamy o tym jak mała
            była malutka (jakby teraz była duża :-). Wiem, że wielu ludzi cierpi jak ja.
            Stąd znalazłam to forum, bo pomyślałam, że czytanie pomoże zrozumieć jak to
            można przeżyć, niestety nie pomaga. Przepraszam za bałagan w wypowiedzi, ale to
            właśnie owe ograniczenia.
            • bozena.winch Re: Miłość, śmierć, żal, gniew 11.12.06, 21:49
              Szanowna Pani!
              Bywa tak,że ból,rozpacz i cierpienie wypełniają każdy zakątek ciała i myśli
              człowieka.Rozumiem,że Pani żyje w dwóch płaszczyznach- w jednej ,w której
              zajumuje się Pani różnymi sprawami życiowymi,a w drugiej doświadcza Pani bólu i
              cierpienia. Wspólczuje Pani.Bardzo trudno jest tak żyć.
              Nie każdemu pisanie i czytanie niesie ulgę.Pani zapewne potrzebuje kontaktu
              bezpośredniego z kimś kto by Pani wysłuchał i czyje współodczuwanie mogłaby
              Pani poczuć.Były na tym form posty od osób,którym pisanie pomagało, a nawet z
              tej wymiany wyniknęły osobiste kontakty.
              Pozdrawiam Bożena Winch
              • manuskrypt Re: Miłość, śmierć, żal, gniew 11.12.06, 22:13
                Witam!
                I tym razem ma Pani zupełną rację. Dokładnie tak funkcjonuję. W dwóch światach.
                Tym zwyczajnym: praca, obowiązki domowe, zabawy z córką i tym bolesnym, gdzie
                pełno cierpienia. Być może znajdę gdzieś pomoc. Być może wypowiedź na forum nie
                była bezowocna. Znalazło się, bowiem kilka osób w podobnej sytuacji jak moja,
                które zaproponowały wsparcie. Dziękuję wszystkim i Pani również. Pozdrawiam.
    • gagunia4 Re: Miłość, śmierć, żal, gniew 22.12.06, 21:04
      Bóg jest,chociaż ja tak jak Ty zadawałam milion takich samych
      pytań:dlaczego,dlaczego on( mój kochany tatuś),dlaczego teraz...pytałam i
      czekałam na odpowiedź...niestety nie znam odpowiedzi i prawdopodobnie nigdy jej
      nie poznamy! Podobno bóg zsyła nam tylko tyle cierpienia, ile potrafimy znieść!
      Mój scenariusz bólu i rozpaczy jest podobny: 7 miesięcy temu całkiem
      przypadkowo na rtg wyszło "coś" niepokojącego na płucach.Kolejne
      zdjęcie ,koszmarny opis i w końcu diagnoza rzucona bez większych emocji mamusi
      i siostrze: nowotwór złośliwy płuca z przerzutami do węzłów chłonnych!!!
      Następne dni to jedna wielka panika i walka z czasem, postępującą błyskawicznie
      chorobą!!! Jeden szpital,badania- wypis,drugi szpital,badania-wypis,trzeci
      szpital,badania-....pogrzeb!Tyle...ból,rozpacz,pytania i bezsilność....a do
      tego morze wylanych łez...Mam prawie tyle lat co Ty,niestety mój tatuś nie
      doczekał się wnuków, Twoja córka będzie znała tatusia ze zdjęć...Opowiadaj jej
      jaki był wspaniały,dobry, kochający ,jak bardzo Was kochał....i jeszcze
      bardziej chciałby z Wami być! Widocznie tak musiało być zarówno w Twoim jak i w
      moim przypadku, i w milionach innych ale jakże podobnych tragicznych historiach
      choroby ,życia, śmierci...Czas wcale nie leczy ran ja już dawno przestałam się
      łudzić że tak będzie, może tylko bunt i gniew będzie mniejszy! Teraz jest
      szczególnie ciężko,okres świąt kiedyś dla mnie wspaniały i radosny,na zawsze
      zmienił swój charakter...jest tak jakoś nijak! Wierze, że ci którzy odeszli są
      koło nas pomimo swej fizycznej nieobecnośći!!!
    • agathah9 Re: Miłość, śmierć, żal, gniew 23.07.07, 22:57
      ...zbyt dużo słów i pouczeń... ma Pani prawo do buntu, a żadne moralizujące
      wypowiedzi nie zmniejszą Pani cierpienia. Bardzo serdecznie Panią pozdrawiam i
      wierzę, że rzeczywiście jest Pani na innym etapie, że choć zapewne nie jest
      lżej, być może jest inaczej...wierzę, że uda się Pani pokonać rozpacz. Z
      pozdrowieniami - Agata
Pełna wersja