Dodaj do ulubionych

etapy żałoby

25.02.08, 14:44
Podobno jest kilka etapów żałoby. Czy czujecie wyraźnie, że coś się
z czasem zmienia w waszym przeżywaniu żałoby? Ja czasem mam
wrażenie, że żałoba mniej boli, a potem wracają czarne, smutne,
ciężkie emocje...
Obserwuj wątek
    • annmaria Re: etapy żałoby 26.02.08, 08:02
      Moj Tatus zasnal pol roku temu (dokladnie w czwartek 28 mija pol roku)Fakt minal
      fizyczny bol odretwienie. Nie dusi juz w klatce piersiowej troche lepiej spie bo
      po smierci Taty to byl koszmar. Bezsenne
      dlugie niekonczace sie noce. I podobnie jak u Ciebie sa dni kiedy jest lzej. A
      potem nagle jakis obraz jakis zapach jakies wspomnienie i bol wraca . Nie ma
      dnia zebym o Nim nie myslala i nagle w sklepie gdy robi zakupy zaczynam ryczec
      bo stoje bezwiednie przed polka gdzie leza Jego ulubione rzeczy. Najgorzej jest
      jak mysle o tym ze juz nigdy nigdy nie przytule sie do Niego nie pozozmawiam nie
      poradze sie. Pomaga mi chodzenie na cmentarz. Choc do dzis nie moge uwierzyc ze
      On tam jest. Mysle ze to jeszcze dlugo bedzie trwalo a tak naprawde nie minie
      migdy.Bo przeciez wraz z Nim umarl kawalek mnie. Anka
    • evaz_1 Re: etapy żałoby 26.02.08, 13:08
      ja czytałam o tych etapach, mój tata przezywa żałobę w taki sposób
      jak jest ona opisywana, widzi u siebie te etapy, natomiast w moim
      przypadku chyba zaczęła przebiegać wg innych etapów, już sama nie
      wiem.chce się wybrać do psychologa, chociaż nie wiem, czy warto, czy
      on pomoże. od smierci mojej mamy mineły 3 m-ce. praktycznie myślę o
      niej cały czas, ale czasem mam wrażenie, że jest troche lżej. wogóle
      łapię się na tym, że staram się wymazać jej wypadek z mojej pamięci,
      przekonać samą siebie, że to nie miało miejsca, po czym po paru
      dniach po raz kolejny sobie uświadamiam, że to jednak zdażyło się
      naprawdę, że nigdy juz jej nie zobacze. praktycznie od 2 tyg wogole
      nie jeżdzę na Jej grób, po prostu nie mogę, bo każda ta wizyta u
      niej uświadamia mi to co się stało, a to przecież nie mogło się
      zdażyć.
    • kall3 Re: etapy żałoby 28.02.08, 23:24
      Polecam do lektury ksiązkę Manu Keirse "Smutek, strata, żałoba".... świetnie sie
      ją czyta. Pisze on między innymi o etapach żałoby oraz o tym jakie emocje wtedy
      w nas powstają..
      1. akceptacja rzeczywistości po stracie lub w związku ze stratą
      2.doswiadczanie bólu straty
      3.przystosowanie do rzeczywistosci bez osoby zmarłej
      4.znalezienie dla osoby zmarłej nowego miejsca w naszym zyciu....

      Autor ksiązki jest psychologiem klinicznym.. dla mnie ta książka jest terapią...
      polecam
    • moreno68 Re: etapy żałoby 06.03.08, 17:27
      Moja mama zmarła 11 lat temu, nie ma dnia żeby nie była w moich
      myślach.Czas nie goi ran ale uodparnia na ból.Może to też zależy jak
      bardzo było się z kimś blisko.Zresztą nie mówię o tym na głos, bo
      ktoś kto nie przeżył takiej straty nie zrozumie , tylko zacznie
      pocieszac w stylu ,,trzeba byc silnym,,.W listopadzie zmarł mój
      tata , nawet w myślach jest dla mnie w czasie terażniejszym...
      • edzia764 Re: etapy żałoby 07.03.08, 20:09
        W pełni się z Tobą zgadzam - kto tego nie przeżył ... nie zrozumie.
        Moja Mama zmarła 15 lat temu i nie ma mowy, żeby o Niej zapomnieć. Z
        czasem ustępował ból, żal lecz tęsknota pozostała i nigdy nie
        przeminie. 2,5 roku temu odszedł również Tato ... ale to jest
        jeszcze zbyt "świeża rana" ... musi upłynąć troche czsu ....
        Pozdrawiam .. trzymaj się...
        • kam.mar Re: etapy żałoby 25.08.08, 14:00
          Minęło ponad osiem miesięcy od śmierci mojej mamy, myślałam, że już
          jestem spokojna i pogodzona i już normalnie funkcjonuję... niestety
          coś takiego się stało że wrócił ten ból, złość, słabość, potrzeba
          dostawania wsparcia od innych... Chciałabym spotkać się z kimś przy
          kim mogła bym powiedzieć, że wszystko jest beznadziejne smutne puste
          i bez sensu... i nawet świadomość, że ten stan prawdopodobnie minie
          mi nie pomaga... po prostu znowu potrzebuję oprzeć się na kimś i
          płakać... nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że żyjący rodzice,
          nawet jeśli kontakt z nimi jest dość sporadyczny, są dużym żródłem
          wsparcia... i kiedy umierają tak bardzo czegoś brak...
    • basia2012 Re: etapy żałoby 25.08.08, 17:23
      na stratę ,pustkę nie idzie się uodpornic,to wraca i człowiek chce
      już zacząc życ a nie da się nie ty piersza i nie ostatnia tak
      mówisz, że dasz radę i co i nic za jakiś czas wraca ta tęsknota i
      nic nie można zrobic to boli i będzie bolało,po takiej traumie jest
      się innym człowiekiem,czy nam się podoba czy nie.Walcz do upadłego o
      siebie żeby wygrac. POZDR. BASIA
    • kopciuszek125 Re: etapy żałoby 25.08.08, 21:29
      Tak macie racji żałoba nigdy nie mija , moja mamusia odeszła rok temu była
      strasznie chora i mówiła do mnie że śmierć będzie dla niej ulga i dla nas
      popłaczemy 3 miesiące i będzie dobrze, ale tak nie jest płakać nie mogę a
      tęsknię coraz gorzej. Na samym początku była ulga że nie cierpi a teraz tęsknota
      która jest okropna, ale muszę żyć bo jest jeszcze chory tato i syn
      niepełnosprawny i mąż też chory.
      • estoy_triste_25 Re: etapy żałoby 07.04.09, 17:07
        Mam dni kiedy płacze bez przerwy (minał miesiac od smierci taty)a sa dni kiedy
        jestem całkiem spokojna ale ciagle o nim mysle:(narazie jestem na etapie takim
        ze do ludzi nie wychodze:( ogolnie nie moge sie pozbierac
        • dorrita79 Re: etapy żałoby 08.04.09, 22:02
          ja widzę u siebie kolejne etapy. I to nie jest tak, że po pól roku, roku możecie
          się spodziewać pogodzenia ze stratą, zwłaszcza gdy była to dla was bardzo
          bliska osoba. To jest naprawdę bardzo długi proces i bardzo indywidualny. Nie ma
          kalendarza, że ot mamy 4 miesiące a to już wskoczył etap złości. Ale też nie da
          się żadnej fazy przeskoczyć. Mogą się one przeplatać ze sobą, wracać... ale musi
          każda przejść by wreszcie gdzieś na samym końcu pogodzić się ze stratą. I myślę,
          że to pogodzenie się jest realne, ale nie oczekujmy od siebie tego od razu i nie
          oczekujmy, że przyjdzie ono, podczas gdy my będziemy to dusić w sobie, nie
          rozmawiać tj "nie pracować nad tym"
          W moim przypadku wyglądało to tak. Ponieważ była to straszna tragedia, gdzie
          zginęło mi 5 najbliższych osób, faza szoku (tzw zaprzeczenia) trwała ok (aż)4-5
          miesięcy, tzn ze w tym czasie nie dopuszczałam do siebie wiadomości, że ich już
          nie ma. Żyłam jakgyby nigdy nic, w pracy normalnie funkcjonowała,, nadal byłam
          duszą towarzystwa. Oczywiście przychodziły w międzyczasie fale potężnego bólu,
          które zwalały mnie z nóg, ale nie trwały one długo. Potem przyszedł czas na
          kolejną fazę, tzw złości.... złościłam się na wszystko i wszystkich, na Boga, na
          los, na ludzi, że oni mają rodziny a ja nie i na końcu złościłam się na NICH, że
          jak mogli mnie tu zostawić??!! No ja, Egoisci? Kiedy ja tu tak cierpie, a oni
          sobie już tak wygodnie istnieją. I rok temu przyszedł czas na 3 fazę smutku, tzn
          depresja. Zapłaciłam słoną cenę, za to że tak długo starałam się być silna, bo
          tąpnęło mną okrutnie. Tak,że to cud, że jeszcze tu jestem. I powiedzmy ona sobie
          trwa do dziś, ale i czasem znów wskakuje złość i czasem staram się o tym
          wszystkim nie myśleć (no może prawie zawsze a nie tylko czasem). Ból, kiedy
          przychodzi już nie jest tak potężny jak kiedyś, choć owszem boli, choć owszem
          tęsknię i tęsknić będę zawsze i rozmyślać co by było gdyby. Jednak nie jest to
          sprzeczne z tym, że kiedyś będę się mogła z tym pogodzić. Przez rok praktycznie
          byłam wyłączona z życia, przestałam chodzić do pracy, studia zawiesiłam i byłam
          jak taka roślinka której brakuje wody do życia. Ale po roku depresji...coś
          zaczęło się ruszać do przodu....powoli wracam do życia, znów spotykam się ze
          znajomymi, niedługo rozpocznę szukanie pracy i mam zamiar zakończyć studia. Ale
          na to wszystko potrzebowałam czasu, potrzebowałam dojrzeć. Bo to co dzisią robię
          jeszcze pół roku temu wydawało mi się nie do pomyślenia, nie do przeskoczenia,
          że ja już nigdy nie dam rady, że ja już sie do niczego nie nadaję. Na szczęscie
          dałam sobie czas. Nie mówię, że teraz jest mi łatwo, bo wiele walk wewnętrznych
          toczę ze sobą, ale myślę....że na wszystko przychodzi czas. Dla każdego inny.
          Myślę sobie, że do samego procesu akceptacji jeszcze długa droga przede mną, ale
          już jest inaczej niż było. Jednak patrząc z perspektywy najgorszy był drugi rok
          -głebokiej depresji. Teraz się zaczął 3 rok i myślę, że może jakoś to będzie
          (choć mam wiele obaw).
          żałoba to nie jest ciągły stan, to są fale bólu, które przychodzą do nas
          czasami, na początku częściej na dłużej i boleśniej, potem trochę rzadziej.
          I co ważne, nie da się przeżyć żałoby, jeśli się o tym nie mówi, jeśli zaprzecza
          się swoim uczuciom, jeśli na zewnątrz stara się być twardym. W żałobie jest
          miejsce na wszystko, na złość, na bycie jak za szybą, na rozpacz, na poczucie
          bezsensu, na chęć izolacji, na bycie słabym i na wiele irracjonalnych zachowań.
          Tak, właśnie - czasem irracjonalnych.
          Też tak sobie myślę, że w tej naszej żałobie bardziej rozpaczamy nad sobą, nad
          tym co my straciliśmy, nad tym czego dla nas już nie będzie. To takie trochę
          egoistyczne, ale to NORMALNE.
          Bo oni już tam są, oni już nie cierpią, im jest już dobrze. A naszym zadaniem
          jest zacząć układać sobie życie na nowo, już bez nich....po prostu żyć (choć w
          sercu z pamięcią i z miłością do nich)
          Trochę chaotycznie napisałam i jakby w formie wykładu, ale mam nadzieję, że nie
          dobierzecie tak tego. Chciałam się podzielić z Wami swoją wiedzą i doświadczeniem
          przytulam Was wszystkim do mego skromnego, skaleczonego serducha
          • justynakm1 Re: etapy żałoby-do Dorrita79 10.04.09, 21:48
            Droga Dorrito79!
            Ja jestesm wlasnie w fazie zaprzeczenia, negacji, ze Kubusia nie ma.
            W pracy jest jako tako, dosc normanie (pewnie wszyscy maja mnie za
            twardzielke), a ja sobie wmawiam rozne glupty i nie chce nawet
            myslec, ze jest jak jest... wiem, ze dopadnie mnie ta depresja, moze
            nie w pelnym tego slowa znaczeniu, ale ta faza ogromnego smutku,
            zapewne za pare miesiecy. Na spotkania nie mam czasu, ale staram sie
            dobierac telefony od znajomych bo wiem, ze sie o mnie martwia i
            kochali Kubusia. Nie wiem jak dlugo beda o Nim pamietac, ale o
            dobrych ludzaich pamieta sie zawsze, nawet jesli nie codziennie..
            Dziekuje Ci za te wsypowiedz, bo to bardzo madre slowa. Jestes
            bardzo silna, trzymam kciuki za Ciebie i TWoje zycie! Masz 5
            cudownyhc Aniolow, One otocze Cie opieka!
            pozdrawiam,
            Justyna
      • justynakm1 Re: etapy żałoby 10.04.09, 21:58
        Ja jestem na etapie zaprzeczania, negacji. Minal miesiac i prawie 2
        tyg, na razie jest NIBY normlanie, wspieraja mnie ludzie na forum,
        znajomi, rodzina. Do Kuby jezdze na cmentzra codziennie, tam mi
        najlepiej bo najblizej Niego, chco tam zawsze dopada mnie placz i
        rozpacz. zadyhc zdjec nie moge ogladac, bo taka rozpacz, ze szok.
        poki jest ze mna Mama to jako tako, zawsze jak byla Ona to u Kubusia
        bywalam mniej, ale teraz juz chce byc sama, bo nie moge sie
        oszukiwac. Czasami czuje, ze oszaleje, umre, z tego zalu i tesknoty,
        kochalam Go nad zycie, jak juz byl w strasznym stanie zawsze tak MU
        moiwlam, powtarzalam, wbrew wszytskiemu i wszytskim wierzylam, ze
        nie odejdzie, nie chcialam widziec jak chudnie, jak zabiera mi Go ta
        wstreta nieuleczalna choroba.... nawet nie chce myslec, co przezywal
        tak oderwany od pieknego zycia, tchorze, nie mam sily. NIGDY nie
        moiwlismy o smierci, ja nie dopuszczalam tej mysli.. nawet gdy bylo
        tragicznie... wiem, ze Kuba bedzie moja najwieksza milosci, moze
        dltego,ze tak okrutnie mi zabrana, pewnie dlatego,ze zakochalam sie
        od 1 wejrzenia, Kuba byl spelnieniem moich marzen... stracilam
        przyjaciela, opeikuna, narzeczonego, przyjaciela, kompana, moja
        połóweczke...na Boga jestm juz nie zla, ale obrazona. i tak
        cholernie nieszczesliwa.
        • dorrita79 Re: etapy żałoby 10.04.09, 22:55
          Rozumiem co czujesz. Dobrze, że jeździsz na cmentarz jeżeli Ci to pomaga. I
          dobrze również, że płyną łzy. Ja też na początku pochowałam zdjęcia (a miałam
          ich mnóstwo na ścianie z moim kochanym rodzeństwem). Dzisiaj już mogę patrzeć.
          Też przychodzi taki czas, że potrzebujemy się izolować (choć niby wiemy, że to
          nie jest dobre). Ale to jest wpisane w żałobę. Wiem jak to jest czuć, że się
          oszaleje, że serce pęknie z rozpaczy, że już dłużej tak nie można, że to za duży
          krzyż na nasze barki. Te chwile są bardzo trudne. Ale jedyne co Ci pozostaje i
          co możesz zrobić, to poprostu pozwolić być tym chwilom, temu bólowi - przeżyć. I
          dobrze, żeby w takich momentach był ktoś przy Tobie, kto nie musi nic mówić,
          wystarczy, żeby był, potrzymał za rękę czy przytulił. Trudno jest pogodzić się z
          takim losem. To wydaje się być takie niesprawiedliwe. Pytania: dlaczego mnie to
          spotkało?? A ja sobie wtedy zadawałam pytanie: a dlaczego nie? w czymże ja
          lepsza jestem od innych. Widać tak miało być /(choć boli), być może ten krzyż
          ktory niosę jest po coś.
          Dobrze, że masz wsparcie. Ale prosze, nie zakładaj sobie niczego jeżeli chodzi o
          czas różnych faz, to będzie przychodzić samo. Może nie będzie to w twoim
          przypadku depresja, może smutek. Ale nie ma sensu dzisiaj o tym myśleć. Po
          prostu bądź, z tymi emocjami, które do Ciebie przychodzą. Daj sobie prawo do ich
          przeżywania, do swoich odczuc.
          Jestem z Tobą

          ps. i wcale nie jestem silna;-) swoje piekło na ziemi przeszłam. Ale miałam
          prawo byź słaba, i gdyby nie Przyjaciele.... Na szczescie ich mam, czego i Tobie
          życze

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka