rubens22
16.07.10, 10:38
mam w domu dwoch chlopakow:2 lata 2 miesiace i 4,5 miesiaca.
Problemy duze mam z zachowaniem dwulatka. Ma takie fazy, ze sie w ogole mnie
nie slucha, a na dodatek smieje sie z tego. Najpierw mowie spokojnie, ale
stanowczo, ze nie wolno, ale nie dociera do niego, potem krzykne ale tez nie
pomaga. Juz pare razy mi nerwy puscily i mlody dostal po lapach ( wczoraj na
przyklad za wpychanie palcow do mojego nosa - moje uwagi, ze to boli,
wychodzenie z pokoju nic nie daja). Dopiero po rekoczynach ( uderzenie w reke,
klaps, zamkniecie go samego w pokoju, wziecie pod pache i zaniesienie do
domu/drugiego pokoju) sprawia, ze najpierw ryczy wnieboglosy a po uspokojeniu
sie przestaje robic krzywde mnie/bratu/dzieciom w przedszkolu (bije, szczypie,
gryzie) Ucieka mi na ulice smiejac sie i tylko sie oglada, czy go gonie.
Przedszkolanki rowniez zwracaly mi setki juz razy, na ten problem, np. wszyscy
zbieraja sie z placu zabaw na obiad, stoja pod drzwiami a moj synu ucieka i
sie smieje. Ostrzejsze slowa nie pomagaja, trzeba po niego isc i wziac za
reke/pod pache i z ogromnym krzykiem prowadzic do reszty dzieci.
Juz nie wiem, jak mam na jego zachowanie reagowac. Nie chce krzyczec ani bic
wlasnego dziecka, mam po tkich akcjach wyrzuty sumienia, dzis sie poplakalam w
przedszkolu, ale do niego mowienie, tlumaczenie nie dociera, krzyk tez rzadko,
odwracanie uwagi nie dziala.
Help.....