Dodaj do ulubionych

slodycze u babci

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.07.10, 13:26
Witam,

mam 3 letnią corkę, tzw "niejadka". W domu mam taką politykę, ze nie mamy słodyczy (corka akurat to moze jesc bez limitow), a jesli juz cos sie pojawia, to mamy jasne zasady kiedy - tzn. kiedy talezyk po obiedzie bedzie pusty lub widac, ze obiad solidnie zjedzony. czasem idziemy na lody, rurke z kremem, w upaly lody są bez okazji.

Dosc czesto jezdzimy do babci na dzialkę, corka to uwielbia, dziadkowie zajmują sie nią z duzym oddaniem. W wakacje przebywa tam takze syn siostry. I siostra, i babcia mają inną politykę slodyczowa, tzn. bez limitow. Slodycze stoją na wierzchu i prosze sie czestowac. Siostrzeniec ma 7 lat, je ilosciowo dosc konkretnie, choc stroni od owocow i warzyw, ale nie je slodyczy bez opamietania jak moja corka.

Ostatnio bylismy u babci tydzien. Babcia na nasza prosbe sprzatnela slodycze ze stolu, 7 latek byl poproszony o dyskrecje w ich konsumpcji. Jednak corka szybko odkryla,w ktorej szafce sa slodycze, a 7 latek tygodnia "w ukryciu" ze slodyczami nie wytrzymal (zreszta, czy mam prawo go o to prosic?). Corka sama sie czestowala, a gdy probowalam ograniczac, czula sie pokrzywdzona, bo kuzyn wlasnie wcinał lizaka, a przeciez slodycze sa w zasiegu reki.
W efekcie zjadla ich wiecej niz normalnie w ciagu miesiaca lub nawet dluzej.

Mialam wiec do wyboru:
- ciagle zabierac corce slodycze(ale przy jedzacym kuzynie to krzywdzące)
- zabrac slodycze obu dzieciom (ale oczywiscie nie mam prawa)
-pozwolic corce jesc

Babcia poza zasieg dzieci slodyczy juz nie chciala przelozyc, i szczerze, takiego zapasu by nie mialł gdzie upchnąć (hurt normalnie).

Zdecydowalam sie na polaczenie opcji 1 i 3, ale i tak uwazam, ze zjadla za duzo slodkosci. Do tego podczas pobytu u babci corka prawie nie je nic innego. ! sdzien, ok, ale tydzien? i tak nam trudno nakarmic ją, a sldycze raz, ze psuja apetyt i zeby, to jeszcze tworzą precedens...np. corka u babci dowiedizla sie,co to sa lizaki i teraz domaga sie ich w sklepie.

Prosze o podpowiedz, co nastepnym razem zrobic w takiej sytuacji?
Obserwuj wątek
    • verdana Re: slodycze u babci 18.07.10, 14:53
      Nic.
      Tydxień nie wieczność. Uprzedzić córke, ze słodycze u babci są, w
      domu nie ma. Nie zabierać, nie nadzorować, bo to tylko wzmaga ochotę
      na więcej - tak bywa z zakazanym owocem.
      I pamiętać, zę psychologowie juz dawno przeprowadzili badania, ktore
      wskazują na to, ze polityka "dostaniesz coś slodkiego, jak grzecznie
      zjesz obiad" obrzydza skutecznie obiad i powoduje, ze słodycze staja
      się najbardziej pożądaną rzeczą. Bo dziecko rozumuje tak "skoro
      slodycze są w nagrodę, to sa dobre, a jak daje się nagrodę za
      wykonanie zadania - czyli zjedzenie obiadu - to najwyraźniej
      jedzenie obiadu nie jest przyjemnoscią".
      Czyli - nigdy słodycze za zjedzenie czegoś "zdrowego".
      • Gość: nowek.ewa Re: slodycze u babci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.07.10, 16:23
        dzięki za mądre słowa:-)
        tylko jak tłumaczyć córce, ze jest czas i miejsce na słodycze, a innym
        razem nie? generalnie staram sie uzywac slowa "deser", nie "nagroda"...
        poza tym, czy u dziecka kiedykolwiek slodycze lub fastfood maja szanse
        wygrac z normalnym jedzeniem i nie trzeba tego reglamentować? jak w
        takim razie najskuteczniej wyrobić dobre nawyki żywieniowe?
        • verdana Re: slodycze u babci 18.07.10, 16:46
          Zwyczajnie "Babcia pozwala na slodycze, a ja nie, b uwazam, ze są
          niezdrowe". dzieci doskonale rozumieją, ze kazdy pozwala na trochę
          co innego - mama, tata, pani w przedszkolu. Ja zwykle wprost mowiłam
          dzieciom o swoich metodach wychowawczych "Nie pozwalam ci na to, bo
          mnie to denerwuje i tyle, nie wiem czy mam rację", albo "Pozwalam ci
          tak robic, ale wiem, ze niektorzy uwazają, ze tak się robić nie
          powinno".
          Niezaleznie jakiego slowa używasz, dziecko i tak wie, że to nagroda.
          Czasem lepszy lizak przed obiadem, niż lizak jako najbardziej
          pożądana rzecz pod słońcem. Naprawdę.
          Cóż, moj syn, chowany w domu, gdzie rzadko są słodycze, ale nie ma
          żadnego zakazu ich jedzenia, raczej je owoce niż czekoladę, nawet
          jak jedno i drugie jest w domu. Moim zdaniem skuteczne nawyki to
          zdrowy umiar. Najlepiej, aby w domu nie bylo tego, czego jeść się
          nie powinno (ja nie kupuję np chipsów), ale z drugiej strony jak
          sobie dzecko chipsy kupi, to zje. I nie umrze od tego. Zakazy
          powodują wyłącznie to, ze dziecko zaczyna marzyć o zakazanym
          jedzeniu. Mam tego zywy przyklad w domu. Moje starsze dzieci i mąż
          nienawidza mleka, ja tez nie przepadam. Wszyscy przymusowo pilismy w
          dzieciństwie. Najmlodszy był na bezmlecznej diecie 4 lata. Patrzył
          jak dzieci w przedszkolu jedzą zupę mleczną i piją kakao - on
          dostawał soczek. Efekt - uwielbia mleko. Marzył przecież o nim
          patrzac, jak inni piją.

          No i nie zmuszanie do jedzenia tego, czego dziecko nie lubi, chocby
          bylo najzdrowsze na świecie.
          • mruwa9 Re: slodycze u babci 18.07.10, 23:46
            Kolejne wyjscie- ograniczenie czasu spedzanego u dziadkow, co bedzie
            rownoznaczne z ograniczeniem dostepu do slodyczy (nie jest to
            wyjscie idealne, ale jakies jest, zwlaszcza, gdy dziadkowie sa
            niereformowalni). Poza tym praca u podstaw, zarowno z dzieckiem ,
            jak i z dziadkami ( tlumaczenie, dlaczego slodycze nie sa
            obowiazkowym i korzystnym skladnikiem diety dziecka, nie tylko
            chodzi o niejedzenie obiadu, ale rowniez o prochnice i generalnie-
            ksztaltowanie zlych nawykow zywieniowych, uzaleznienia od
            slodkiego). Ustalenie zasad , kiedy jemy slodycze (np. u nas w domu
            w weekendy po zjedzonym obiedzie). latem mozna sie umowic z
            dzieckiem i dziadkami na dyspense, ze codziennie sa dozwolone np.
            lody po obiedzie, jako stosunkowo akceptowalny slodycz (lepszy od
            lizakow, mordoklejek i czekolady).
          • mama303 Re: slodycze u babci 20.07.10, 18:41
            verdana napisała:

            > Najlepiej, aby w domu nie bylo tego, czego jeść się
            > nie powinno (ja nie kupuję np chipsów), ale z drugiej strony jak
            > sobie dzecko chipsy kupi, to zje.

            Pod warunkiem że to Ty wyłącznie robisz zakupy, ponadto kupujesz
            jedynie to, co sama uznajesz za potrzebne/niepotrzebne itd i nie
            bierzesz pod uwagę prośb czy życzeń innych członków rodziny. Ale
            nawet jeśli tak jest to i tak jednak reglamentujesz a nie zapewniasz
            wolny dostęp.
            • verdana Re: slodycze u babci 20.07.10, 18:47
              Oczywiście, ze regamentuję - od tego jestem. Jedzenie w domu nie
              zalezy od woli dziecka, tylko od tego, czym rodzice je karmią, to
              chyba normalne. Oczywiście, w przypadku malych dzieci.
              Mogę nie dawać dziecku rzeczy, których nie lubi, ale nie musze
              kupować niezdrowych rzeczy, ktore lubi, aby byly dostępne. Nie
              zakazuję całkowicie, ale na codzień - w domu tago nie ma.
              Nikt nie mowi przecież, że dziecku należy zapewnić wolny dostęp do
              wszystkiego co lubi - to byłby absurd. Natomiast nie należy w panice
              zakazywać jedzenia pewnych rzeczy czasami, w gosciach, z jakiejść
              okazji.
              • mama303 Re: slodycze u babci 21.07.10, 19:27
                verdana napisała:

                > Natomiast nie należy w panice
                > zakazywać jedzenia pewnych rzeczy czasami, w gosciach, z jakiejść
                > okazji.

                Wątek nie jest o jakiejś okazji tylko o tygodniu pobytu u babci i do
                tego w obecności mamy /jak zrozumiałam/.
                Nie chodzi o panike tylko o zdrowie dziecka. Jakbym się z babcią nie
                mogła dogadać w kwestii nadmiaru słodyczy a dziecko miałoby z tym
                problem to nie zostawiałabym chyba na tak długo bez kontroli.
                Moje dziecko ma problem ze słodyczami więc wiem co czuje autorka
                wątku. Babcia na szczęście rozumie to i jesteśmy zgodne w kwestii
                słodyczy.
                • verdana Re: slodycze u babci 21.07.10, 19:32
                  Tydzień pobytu u babci - to jest okazja.
                  Poza tym dom babci to dom babci. nie rodzice mają decydować, co
                  babcia ma w domu i czym karmi gosci. Naprawdę sądzisz, że tydzień
                  jedzenia slodyczy zagrozi dziecku? Najwyżej je zemdli i tyle.
                  A zadaniem rodziców jest najwyżej nauczyć dziecko, ze się nie je
                  słodyczy bez opamiętania - a jak widać metoda scislej reglamentacji
                  tego wlasnie nie uczy.
                  • mama303 Re: slodycze u babci 22.07.10, 17:18
                    verdana napisała:

                    > Tydzień pobytu u babci - to jest okazja.

                    Wg mnie to nie jest okazja. Okazję to jednorazowe przyjęcie


                    > Poza tym dom babci to dom babci. nie rodzice mają decydować, co
                    > babcia ma w domu i czym karmi gosci.

                    Raczej babcia powinna zrozumieć, że dziecko ma problem

                    > Naprawdę sądzisz, że tydzień
                    > jedzenia slodyczy zagrozi dziecku? Najwyżej je zemdli i tyle.

                    Owszem tak sądzę bo mam dziecko, które ma problemy z podejściem do
                    słodyczy. Gdyby mi bacia taki numer zrobiła to niestety z bólem
                    serca musiałabym zrezygnować z takich długich odwiedzin u babci.
                    Może nie miałas nigdy takiego problemu ale słodycze bardzo
                    uzależniają. To cos jakbyś alkoholikowi walczacemu z nałogiem,
                    proponowała bez zrozumienia alkohol.


                    > A zadaniem rodziców jest najwyżej nauczyć dziecko, ze się nie je
                    > słodyczy bez opamiętania - a jak widać metoda scislej
                    reglamentacji
                    > tego wlasnie nie uczy.

                    To bywa strasznie trudne, szczególnie jak ktoś przez tydzień niweczy
                    wszelkie wysiłki rodziców.

                    • verdana Re: slodycze u babci 22.07.10, 18:13
                      Cóż, to oznacza przede wszystkim, ze powinnaś zacząć uczyć dzieko
                      podejscia do slodyczy. Kontrola nad dzieckiem stosunkowo szybko się
                      konczy - a wtedy zaczyna się problem.
                      Probklem tu zatem nie w babci, tylko w rodzicach - ktorzy nie
                      nauczyli dziecka samokontroli. Albo nie nauczyli, ze powinno sluchać
                      ich poleceń i gdy tylko nie stoją nad nim - natychmiast robi rzeczy
                      zabronione.
                      Nie rozumiem, jak można dopuscić do uzaleznienia własnego małego
                      dziecka, to dla mnie niepojete. Uzależnione dziecko wymaga terapii.
                      • Gość: nowek.ewa Re: slodycze u babci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.07.10, 20:36
                        dodam tylko , ze moje dziecko nie jest uzależnione. pyta sie u babci,
                        czy może, i respektuje moją opnie, ale nie mam serca jej zabierać i odmawiać co chwila. skoro juz je - to niech ma z tego przyjemność, a
                        nie wyrzuty sumienia.

                        SKĄD w babciach w polsce taki pęd do maltretowania dzieci jedzeniem??
                        wciaz slad po wojnie i glodzie??
                        • verdana Re: slodycze u babci 22.07.10, 21:57
                          Oczywiscie, ze nie jest:)
                          dziecko po prostu lubi slodycze. Nie bardzo wierze w ogóle w
                          żadne "uzaleznienie" dziecka od slodyczy. To obecnie jeden z
                          najbardziej nadużywanych terminów.
                          Gdyby jakies dziecko bylo na prawde uzaleznione, to bylaby kleska -
                          uzaleznienie bowim wymaga całkowitej abstynencji, a więc na przyklad
                          odizolowania dziecka na zawsze od srodowiska rówieśnikow:) W życiu
                          nie słyszałam o czyms takim - nie należy mylić tego, ze dziecko
                          kocha słodycze (niedobrze, wymaga zmiany diety) z tym, ze dziecko
                          jest od czegoś uzależnione (fatalnie, potrzebna dlugoletnia terapia
                          i kontrola do konca zycia...).
                          Ja tam nie wiem - moja matka nigdy nie kazała dzieciom jeść, nawet
                          tolerowała mego syna niejadka, ktory potrafił po prostu nie zjeść
                          niczego cały dzień. Jej dewizą w stosunku do dzieci jest "Będzie
                          głodne, będzie żarło".
                          A przezyła getto i obóż.
                        • mama303 Re: slodycze u babci 23.07.10, 19:38
                          Gość portalu: nowek.ewa napisał(a):

                          > dodam tylko , ze moje dziecko nie jest uzależnione. pyta sie u
                          babci,
                          > czy może, i respektuje moją opnie,

                          No wiesz problem słodyczy jest bardzo poważny. Wielu rodziców się z
                          nim boryka bo dzieci sa bardzo podatne na tą zgubną "przyjemność" a
                          świat wciska rodzicom dodatkowo bajki np. o tym że nutella to
                          pełnowartościowy posiłek a płatki śniadaniowe nafaszerowane cukrem
                          są zdrowe.
                          Trzeba naprawdę uważać bo od uwielbiania słodyczy do objawów
                          uzależnienia od nich jest cieniutka linia.
                          A że można sie od nich łatwo uzależnić /podobnie jak od alkoholu czy
                          narkotyków/to już coraz czesciej sie mówi i nie powinno się problemu
                          lekceważyć.

                      • mama303 Re: slodycze u babci 23.07.10, 19:26
                        verdana napisała:

                        > Cóż, to oznacza przede wszystkim, ze powinnaś zacząć uczyć dzieko
                        > podejscia do slodyczy.

                        Powiedziała, co wiedziała. Cały czas ją uczę.

                        > Kontrola nad dzieckiem stosunkowo szybko się
                        > konczy - a wtedy zaczyna się problem.

                        Wbrew pozorom życie codzienne nie jest takie słodyczami
                        przepełnione. Dziecko przebywa w przedszkolu czy w szkole i owszem
                        zje jakiegos batonika czy inną słodycz ale przeciez nie jest tak że
                        ma udostepnione non stop stosy słodyczy.

                        > Probklem tu zatem nie w babci, tylko w rodzicach - ktorzy nie
                        > nauczyli dziecka samokontroli.

                        Wiesz to dziecko jest włąsnie w trakcie uczenia się życia i
                        samokontroli. Proces trwa!.Nie jest zakończony, dziecko dorośleje,
                        mądrzeje, rozsadku mu przybywa i doświadczeń.
                        Nie mówię że problem jest w babci a raczej w dziecku, w jego naturze.
                        Babcia może jedynie pomóc a nie niweczyć wysiłki rodziców.

                        >Albo nie nauczyli, ze powinno sluchać
                        > ich poleceń i gdy tylko nie stoją nad nim - natychmiast robi
                        rzeczy zabronione.

                        Owszem jeśli chodzi o słodycze ja /i pewnie wielu rodziców/ borykam
                        sie z takim problemem u mojej córki. Nad innymi powiedzmy ponuję.

                        > Nie rozumiem, jak można dopuscić do uzaleznienia własnego małego
                        > dziecka, to dla mnie niepojete. Uzależnione dziecko wymaga
                        terapii.

                        Nie dziwię sie że nie rozumiesz bo to problem dośc skomplikowany i
                        nawet specjaliści od uzależnień nie do końca poznali ich mechanizmy.
                        Ludzie dorośli sobie nie do końca radzą a co dopiero dzieci. Są np.
                        teorie że ze skłonnościami do uzależnień się rodzimy.



            • morekac Re: slodycze u babci 19.07.10, 09:52
              Trzeba ograniczyć ilość lodów w lodówce - żeby starczyły najwyżej na
              1 posiłek. Czyli po prostu trzeba je komisyjnie zjeść i w ten sposób
              pozbyć się problemu nadmiernego spożycia lodów przez potomstwo. :-)
              • verdana Re: slodycze u babci 19.07.10, 10:28
                Dla mnie ograniczenie kontaktw z dziadkami, aby dziecko nie dostało
                próchnicy - to po pierwsze pomylenie hierartchii waznosci spraw, po
                drugie przyznanie sie do kompletnej porazki wychowawczej. Zadaniem
                rodziców jest nauczenie dziecka pewnych zachowań, a nie izolowanie
                od rodziny... Cóz, niedługo dziecko pójdzie do szkoły i co? Izolowac
                od rówiesnikow, bo moga poczestować slodyczami?
                • mruwa9 Re: slodycze u babci 19.07.10, 12:35
                  ograniczenie czasu z dziadkami nie z powodu prochnicy, ale z powodu
                  drastycznej rozbieznosci koncepcji wychowawczych- raczej takiego
                  argumentu bym uzyla. Czyli- albo akceptujemy to, w jaki sposob
                  dziadkowie zajmuja sie wnukami i przyjmujemy ich pomoc z calym
                  dobrodziejstwem inwentarza (obejmujacym rowniez nadmierne
                  rozpieszczanie i slodyczne wedle zyczen), albo, jesli absolutnie nie
                  akceptujemy i jest do bardzo, bardzo sprzeczne z naszymi zasadami,
                  wtedy zabieramy zabawki na swoje podworko i radzimy sobie sami,
                  reglamentujac czas spedzany z dziadkami. Chyba, ze zdarzy sie
                  sytuacja posrednia, idelana, tzn. mozliwosc wspolnego ustalenia z
                  dziadkami, na co (i w jakim zakresie) pozwalamy dzieciom, a na co
                  nie (oczywiscie, zwykle u dziadkow wnukom wolno nieco wiecej, niz w
                  domu ;-) na tym polega caly urok spedzania czasu z dziadkami :-)
                  Z moimi rodzicami udala sie ta trzecia sytuacja, respektowali nasze
                  zasady odnosnie zasad jedzenia slodyczy, zreszta teraz dzieci
                  dyscyplinuja sie juz same, nawet, jesli slodycze leza w szafie i sa
                  dostepne, dzieci czekaja do soboty. Oczywiscie bez betonowego,
                  sztywnego podejscia, jesli z jakiejs wyjatkowej sytuacji slodycze
                  pojawia sie w ciagu tygodnia, czy lody w wakacje niemal codziennie,
                  to nikt nie robi z tego afery i nie wyrywa dzieciom slodyczy z
                  garsci czy z buzi, bez przesady. Ale zasady sa jasne i znane, a
                  dzieci wiedza, dlaczego jest wlasnie tak, a nie inaczej.
                  • verdana Re: slodycze u babci 19.07.10, 13:01
                    Czy jedzenie slodyczy/niejedzenie słodyczy to naprawde "dramatyczne
                    rozbieznosci w koncepcji wychowawczej" - szczególnie, gdy dziecko
                    nie przebywa z dziadkami codzinnie, ale tydzień w czasie wakacji?
                    Rozumiem reglamentację, gdy dziadkowie robią rzeczy kompletnie
                    niedopuszczalne - leją, zaniedbują, ucza nietolerancji. Ale w innych
                    wypadkach - uznać, gorsze jest jedzenie przez tydziń slodyczy niż
                    ograniczenie kontaktów z najbliżsżą rodziną? Że przejściowa zmiana
                    diety jest tak istotna, ze warto dopuścić do utraty kontaktow
                    dziecka z dziadkami i dopuscić, aby dziadkowie cierpieli, nie widzac
                    dzieci, ktore kochaja? I być tak 100% przekonanym, ze się wie
                    lepiej, co dla dziecka ważnijsze - kochający dziadkowie czy tydzień
                    luzu.
                    Dramatycznie powiem - czy warto uczyć dziecko, że warto krzywdzić
                    ludzi, jeśli bezwzglednie nie podporzadkują się koncepcjom
                    wychowawczym rodziców? I opamiętać przy tym, ze później możesz nie
                    widzieć wlasnych wnuków, bo bedziesz wymagałqa, aby nie jeść
                    slodyczy przed obiadem, a matka dziecka uzna, ze to bzdurny
                    wymóg...
                    • mruwa9 Re: slodycze u babci 19.07.10, 15:57
                      Tydzien -dwa w wakacje to w ogole nie problem. problem jest wtedy,
                      gdy mowa jest o codziennych, stalych kontaktach.
                      A poza tym nie zgadzam sie z sytuacja, gdy slodycze maja byc forma
                      nagrody, a ich brak- kara dla dziecka. jedzenie nie wchodzi w system
                      nagrod i kar IMHO.
    • justyna_dabrowska Re: slodycze u babci 19.07.10, 13:28
      Zgadzam się z verdaną. Nic dodać nic ująć. Dziecko będzie się stykało z
      róznorodnością postaw, zasad, hierarchii. Nic w tym złego. Pomyślcie jak to jest
      w rodzinach multikulturowych - jaki tam jest tygiel...Ważne by przekaz od
      najważniejszych osób był spójny.
      A swoją droga odradzam nagradzanie jedzeniem. Jedzenie ma zaspokajać głód a nie
      koić, pocieszać, kompensować coś.
      No i ma byc zdrowe. W piramidzie żywienia słodycze występują - w niewielkich
      ilościach, ale jednak są. Czyli to nie trucizna.

      pozdrawiam
      jd
      • mehil.dam Re: slodycze u babci 19.07.10, 19:44
        Ja pojadę przykładam z życia mojego :) Taką koleżankę w podstawówce
        miałam, co u mniej w domu wszystko było zdrowe i żadnych słodyczy, chipsów
        nie było. Jak ktoś w szkole na przerwie kupował to ona wręcz się na to
        rzucała, dzieci od niej stroniły...
        U mnie w domu zawsze były słodycze, do tej pory się zażeram, żelkami, niekiedy jem chipsy na kolację, wiem - niezdrowo. Ale tak naprawdę uważam,
        że są ważniejsze rzeczy w życiu niż restrykcyjne przestrzeganie diety. Np
        przebywanie u babci (chociaż ona nigdy chipsów i żelek nie kupuje ;) ) Nie
        popadać w paranoję w żadną stronę.
        Dla mnie zawsze jakoś był naturalny przekaz, że po obiedzie jest deser a
        jak się nie jadło obiadu to deseru też naturalnie nie, może dlatego, że
        nikt mi nie wmuszał, że muszę jeść dużo i to co wszyscy...
    • mama303 Re: slodycze u babci 19.07.10, 20:17
      Ja bym jednak próbowała dogadać się z mamą i siostrą. Tydzień
      przekarmiania słodyczami może mieć nieprzyjemne konsekwencje
      zdrowotne dla małego organizmu.
      Przeciez możecie iść na kompromis, powiedz że masz z dzieckiem
      problem z tymi słodyczami. Powinny zrozumieć, umówcie się że
      słodycze jednak reglamentujecie w pewien obgadany sposób.
    • Gość: joanna Re: slodycze u babci IP: *.147.46.35.nat.umts.dynamic.eranet.pl 23.07.10, 14:35
      W moim przypadku ograniczenie kontaktów z dziadkami było naturalną
      konsekwencją ich nieodpowiedzialnego postępowania. Jednym z trzech
      zasadniczych powodów była właśnie ich "polityka słodyczowa". Dziadek
      po prostu obżera się słodyczami, potrafi nie zjeść posiłku
      najczęściej kolacji za to obstawić się słodkościami przed TV i
      konsumować w niesamowitych ilościach. Na moje nieszczęście obydwoje
      dziadkowie kupuja słodycze hurtowo: po co np. kupić dzieciarni po
      jednej czy dwóćh gałkach lodów na spacerze skoro za te same
      pieniądze można kupić kilka pudełek, gdzie lodów jest wielokrotnie
      więcej? Dziecko nie dostawało od dziadków jednej słodkości w
      opakowaniu z widoczną datą waźności za to w mieszkaniu pełno było
      kupowanych na kilogramy ciastek, cukierków a nawet markiz, co do
      jakości których miałam poważne wątpliwości (zakup od kobiety na
      targu, która swoje towary eksponowała na upale przez wiele godzin).
      Owoce, które kupowałam potrafiły leżeć wiele dni a babcia
      tłumaczyła, że dzieci nie jadły, bo nie chciały. Kiedy ja szykowałam
      tace z umytymi i obranymi owocami, konsumował je w przeważającej
      większości dziadek, dzieci coś tam skubnęły, a zamiast namówić albo
      przynajmniej dać im czas na ich zjedzenie (u mnie w domu ta zasada
      się sprawdza: owoce są na stole zazwyczaj na podwieczorek i
      dzieciaki je zjadają, jeśli nie od razu, to po jakimś czasie)
      dziadek wyciągał z zakamarków ulubione słodycze i fast foody. Kiedyś
      miarka się przebrała: poszłam do kuchni, żeby przygotować obiad, a
      tu słyszę dobiegający z pokoju głos mojego wtedy 5-cio czy 6-cio
      letniego dziecka: dziadku, ale chipsów nie je się przed obiadem! Bo
      dziadek prowadził sobie ze mną taką partyzantkę polegającą na tym,
      że za moimi plecami wciskał im różne "smakołyki" twierdząc, że to
      dlatego, że ja im rygorystycznie zabraniam. A ja nigdy nie
      zabraniałam, kupuję, choć nie nadużywam, kupuję również na życzenie
      dzieci, ale też z umiarem. Teraz dzieci mają już kieszonkowe i gdyby
      chciały mogą je wydać na słodycze. Na szczęście nie zauważam
      słodyczomanii.

      Przykro mi z tego powodu, ale uważam, że nie było innego wyjścia niż
      ograniczenie kontaktów z dziadkami, którzy nie potrafili ze mną
      współpracować w wychowaniu dzieci, tylko ustawiali się w kontrze: my
      dobrzy dziadkowie i ta zła matka.
      • Gość: monia Re: slodycze u babci IP: 195.8.217.* 23.07.10, 15:14
        U mnie slodycze w domu zawsze byly dostepne.
        Ja jakos specjalnei duzo ich nie jadlam. Za to jak przyszla do mnie
        kolezanka, ktora miala "reglamntacje" na slodycze w swoim domu, moja
        mama musiala szybko chowac miski z cukerkami , ciasta chowac gleboko
        w szafkach, bo moja przyjaciolka wszystko wyjadala:)

        Ja stouje podobna zasade, slodycze sa w domu, ale nie w jaksi duzych
        ilosciach i moj synke jesli ma ochote to je. O dziwo synek nie jest
        jakims fanem slodyczy. Chipsow nie jada, bo sami nie jemy.
        Nie rzuca sie na slodycze, zje jednego cukeirka, czy jeden kawalek
        czekolady i tyle mu wystarczy.
        Czasem towar zakazany jest bardziej pociagajacy niz ten dostepny:)
        Zarowno w moim wypadku jak bylam dzieckiem, jak i w przypadku mojego
        synka ta metoda sie sprawwdza.
        • mama303 Re: slodycze u babci 23.07.10, 19:12
          To nie jest wcale taka prosta zależność jak sie niektórym wydaje.
          U mnie np. w domu słodycze to był rarytas, z tego chociażby względu
          że jak ja byłam dzieckiem to trudno było poprostu cos kupić.
          I ja o dziwo, na słodycze nie byłąm i nie jestem jakoś nakręcona
          specjalnie. Jeszcze przez dzieckiem poprsotu cos tam w domu zawsze
          słodkiego było ale sobie leżało i czasem skubnęłam jak mnie chęc
          naszła.
          Mój małżonek słodyczy w ogóle nie jada.
          A moje dziecko to jest zupełnie inna bajka, jest na granicy
          uzależnienia do tego stopnia że ja nie miałam wyjścia i poprostu
          słodycze musze jej ograniczać bo ona nie ma umiaru.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka