czaplaczarna
20.12.13, 01:13
Mój 6-letni syn jest fantastycznym, ciepłym, empatycznym, wrażliwym chłopcem. Na razie jest jedynakiem.
Wychowując Go staramy się (!) być konsekwentni, jesteśmy słowni, uczciwi... Jeśli coś obiecujemy - zazwyczaj dotrzymujemy słowa, jeśli sytuacja wymyka się spod kontroli - tłumaczymy dlaczego nie mogło być zgodnie z planem. Bardzo zwracaliśmy z mężem uwagę na szczerość, dobro, prawość... Ale oczywiście z pewną dożą wariactw, nie jesteśmy święci ..Synek swoją drogą ma inklinacje do pedanterii - jest dzieckiem dla którego kiedyś spryskana wodą bluzeczka była "musowo" zmieniana.. Wyjście za linię podczas rysowania było tragedią. Nieudany rysunek był dramatem. Niezgoda ze strony współtowarzyszy na reguły wymyślonej przez niego zabawy była i jest problemem. Np. jeśli na podwórku jest zabawa z kolegami i chłopcy chcą stworzyć drużyny i nagle okazuje się że mają być dwie drużyny 3+1 - synek robi awanturę p.t. "nie zgadzam się", potem jest awantura "nie!!!", dopiero jak go wezmę na bok, trochę się uspokoi dowiem się że "on się nie może na to zgodzić bo jak to ma być że jeden najmniejszy Adaś ma grać przeciwko im trzem...".
Miał i ma tendencję do dramatyzowania. Jeśli coś jest bardzo nie po jego myśli - nie potrafi odnaleźć się w grupie w takiej sytuacji. Jest krzyk, płacz,... awantura..
Wiem że ma DOPIERO 6 lat, wiem że to małe dziecko. Nie wymagam żeby umiał rozwiązać każdy problem. Jednak martwi mnie to że w swoich reakcjach bardzo odstaje od rówieśników. Mam na myśli to że w większości z tych sytuacji koledzy najzwyczajniej w wiecie "olewają" problem i bawią się dalej. Jest taka elastyczność w zabawie.
U mojego synka nie... Z jednej strony jest dzieckiem pogodnym, towarzyskim, bardzo pozytywnie przez wszystkich postrzeganym, lubianym w grupie, a z drugiej strony - na większości urodzin/grupowych spotkań/dziecięcych imprez przychodzi prędzej czy później moment kiedy mój syn się "dekompensuje" i jest problem że zamyka się sam w pokoju, lub zaczyna płakać, ... zawsze jest jakiś konkretny powód, ale ... dotyczy nie tylko jego i większość dzieci potrafi "wyluzować". On nie.
Bierze wszystko bardzo dosłownie. Ostatnio jak dwóch jego, zaznaczam dobrych, kolegów bawiło się w walkę na miecze, jeden z nich rzucił do syna "zaraz i Ciebie zabiję".. (może dziwna zabawa ale nie mam wątpliwości że to była zabawa) - nigdy nie widziałam takiego wyrazu twarzy u niego.. i jednocześnie mówił "jak to....Ty?.....mnie??...co????". Bardzo bardzo dosłownie bierze do siebie takie sytuacje.
Jest dzieckiem które jak ma powiedziane w przedszkolu że przedstawienie dla rodziców to tajemnica - od początku przedszkola - nigdy nie wiemy z mężem co na przedstawieniu będzie. Inni rodzice dostają od dzieci cynk.
Jak miał dochować tajemnicę z kuzynką o niespodziance i ona wygadała się swojej mamie - długo nie potrafił się z tym pogodzić, mówił "zdradziłaś ..!!!".
Jest chłopcem bardzo mądrym, zdolnym...
Kiedyś próbowałam z nim robić jakieś ćwiczenia/utrwalanie umiejętności poznawanych w przedszkolu ale jeśli w/g niego nie było wykonane coś zadowalająco to była awantura z płaczem na ok godzinę ... dlatego szybko zaprzestałam i naprawdę od 2 lat nic kompletnie nie robimy z nim z tego co jest w przedszkolu. Dużo czytamy, oglądamy filmy przyrodnicze, dużo rozmawiamy.. NICZEGO nie uczymy (literki, cyferki, szlaczki, itd). Tutaj chcę podkreślić że nie ma w domu żadnej presji żeby coś umiał, był mądry, czegoś się nauczył. Tego jestem pewna. Szybko się zorientowałam że luz musi być przede wszystkim w domu. I jest. Po prostu czytamy i rozmawiamy. Jednocześnie zapewniamy rozrywki typowo dziecięce..
Nie jesteśmy rodzicami idealnymi, na pewno nie. Ale nie mam pomysłu co robimy źle że starając się już kilka lat - nadal nie ma efektu. Mam wrażenie że on sam stawia sobie poprzeczkę bardzo wysoko i już. Bardzo często jak np.sobie coś rysuje do niego mówię "super, jest w porządku, no przecież tak jak jest - jest dobrze", jest złość że wcale nie, nie może tak być, nie da się już tego naprawić,...
Martwię się - z jednej strony wiem co może powodować że jest nadwrażliwy, z drugiej zaś strony martwi mnie że bardzo wyróżnia się wśród rówieśników..
Nie chcę na siłę szukać w nim większych problemów. Czuję że wystarczy jakoś konkretnie postępować, tylko nie wiem jak... żeby nauczyć go większej tolerancji do otaczających zdarzeń, luzu...
Pani wychowawczyni w zerówce, która zna go od 4 lat mówi że to rywalizacja.. I przywołuje jako przykład sytuację w której kolega z drużyny przeciwnej na gimnastyce strzelił gola po ogłoszeniu końca zajęć.. I mówi mi że to rywalizacja. A jak idziemy do domu to synek przeżywa "jak on mógł strzelać gola jak już było po czasie, przecież jak koniec gry to koniec gry". Owszem, jak każde dziecko musiał w dziecięcych grach nauczyć się przyjmować przegraną. Ale ta sytuacja, jak inne pokazuje, że dla niego zasady - czy to gry, zabawy, że nie bije się kolegów,... wszystkie są na jednym poziomie - zasada jest rzeczą świętą. I nie ma miejsca na luz.
Może mi coś podpowiecie..?