Dodaj do ulubionych

zgubna prostolinijność

20.12.13, 01:13
Mój 6-letni syn jest fantastycznym, ciepłym, empatycznym, wrażliwym chłopcem. Na razie jest jedynakiem.

Wychowując Go staramy się (!) być konsekwentni, jesteśmy słowni, uczciwi... Jeśli coś obiecujemy - zazwyczaj dotrzymujemy słowa, jeśli sytuacja wymyka się spod kontroli - tłumaczymy dlaczego nie mogło być zgodnie z planem. Bardzo zwracaliśmy z mężem uwagę na szczerość, dobro, prawość... Ale oczywiście z pewną dożą wariactw, nie jesteśmy święci ..Synek swoją drogą ma inklinacje do pedanterii - jest dzieckiem dla którego kiedyś spryskana wodą bluzeczka była "musowo" zmieniana.. Wyjście za linię podczas rysowania było tragedią. Nieudany rysunek był dramatem. Niezgoda ze strony współtowarzyszy na reguły wymyślonej przez niego zabawy była i jest problemem. Np. jeśli na podwórku jest zabawa z kolegami i chłopcy chcą stworzyć drużyny i nagle okazuje się że mają być dwie drużyny 3+1 - synek robi awanturę p.t. "nie zgadzam się", potem jest awantura "nie!!!", dopiero jak go wezmę na bok, trochę się uspokoi dowiem się że "on się nie może na to zgodzić bo jak to ma być że jeden najmniejszy Adaś ma grać przeciwko im trzem...".
Miał i ma tendencję do dramatyzowania. Jeśli coś jest bardzo nie po jego myśli - nie potrafi odnaleźć się w grupie w takiej sytuacji. Jest krzyk, płacz,... awantura..
Wiem że ma DOPIERO 6 lat, wiem że to małe dziecko. Nie wymagam żeby umiał rozwiązać każdy problem. Jednak martwi mnie to że w swoich reakcjach bardzo odstaje od rówieśników. Mam na myśli to że w większości z tych sytuacji koledzy najzwyczajniej w wiecie "olewają" problem i bawią się dalej. Jest taka elastyczność w zabawie.
U mojego synka nie... Z jednej strony jest dzieckiem pogodnym, towarzyskim, bardzo pozytywnie przez wszystkich postrzeganym, lubianym w grupie, a z drugiej strony - na większości urodzin/grupowych spotkań/dziecięcych imprez przychodzi prędzej czy później moment kiedy mój syn się "dekompensuje" i jest problem że zamyka się sam w pokoju, lub zaczyna płakać, ... zawsze jest jakiś konkretny powód, ale ... dotyczy nie tylko jego i większość dzieci potrafi "wyluzować". On nie.
Bierze wszystko bardzo dosłownie. Ostatnio jak dwóch jego, zaznaczam dobrych, kolegów bawiło się w walkę na miecze, jeden z nich rzucił do syna "zaraz i Ciebie zabiję".. (może dziwna zabawa ale nie mam wątpliwości że to była zabawa) - nigdy nie widziałam takiego wyrazu twarzy u niego.. i jednocześnie mówił "jak to....Ty?.....mnie??...co????". Bardzo bardzo dosłownie bierze do siebie takie sytuacje.
Jest dzieckiem które jak ma powiedziane w przedszkolu że przedstawienie dla rodziców to tajemnica - od początku przedszkola - nigdy nie wiemy z mężem co na przedstawieniu będzie. Inni rodzice dostają od dzieci cynk.
Jak miał dochować tajemnicę z kuzynką o niespodziance i ona wygadała się swojej mamie - długo nie potrafił się z tym pogodzić, mówił "zdradziłaś ..!!!".
Jest chłopcem bardzo mądrym, zdolnym...
Kiedyś próbowałam z nim robić jakieś ćwiczenia/utrwalanie umiejętności poznawanych w przedszkolu ale jeśli w/g niego nie było wykonane coś zadowalająco to była awantura z płaczem na ok godzinę ... dlatego szybko zaprzestałam i naprawdę od 2 lat nic kompletnie nie robimy z nim z tego co jest w przedszkolu. Dużo czytamy, oglądamy filmy przyrodnicze, dużo rozmawiamy.. NICZEGO nie uczymy (literki, cyferki, szlaczki, itd). Tutaj chcę podkreślić że nie ma w domu żadnej presji żeby coś umiał, był mądry, czegoś się nauczył. Tego jestem pewna. Szybko się zorientowałam że luz musi być przede wszystkim w domu. I jest. Po prostu czytamy i rozmawiamy. Jednocześnie zapewniamy rozrywki typowo dziecięce..
Nie jesteśmy rodzicami idealnymi, na pewno nie. Ale nie mam pomysłu co robimy źle że starając się już kilka lat - nadal nie ma efektu. Mam wrażenie że on sam stawia sobie poprzeczkę bardzo wysoko i już. Bardzo często jak np.sobie coś rysuje do niego mówię "super, jest w porządku, no przecież tak jak jest - jest dobrze", jest złość że wcale nie, nie może tak być, nie da się już tego naprawić,...
Martwię się - z jednej strony wiem co może powodować że jest nadwrażliwy, z drugiej zaś strony martwi mnie że bardzo wyróżnia się wśród rówieśników..
Nie chcę na siłę szukać w nim większych problemów. Czuję że wystarczy jakoś konkretnie postępować, tylko nie wiem jak... żeby nauczyć go większej tolerancji do otaczających zdarzeń, luzu...

Pani wychowawczyni w zerówce, która zna go od 4 lat mówi że to rywalizacja.. I przywołuje jako przykład sytuację w której kolega z drużyny przeciwnej na gimnastyce strzelił gola po ogłoszeniu końca zajęć.. I mówi mi że to rywalizacja. A jak idziemy do domu to synek przeżywa "jak on mógł strzelać gola jak już było po czasie, przecież jak koniec gry to koniec gry". Owszem, jak każde dziecko musiał w dziecięcych grach nauczyć się przyjmować przegraną. Ale ta sytuacja, jak inne pokazuje, że dla niego zasady - czy to gry, zabawy, że nie bije się kolegów,... wszystkie są na jednym poziomie - zasada jest rzeczą świętą. I nie ma miejsca na luz.

Może mi coś podpowiecie..?
Obserwuj wątek
    • morekac Re: zgubna prostolinijność 20.12.13, 07:24
      A nie macie wy nadmiernej skłonności do pedanterii, 'sztywniactwa' i kontrolowania reguł gry?

      ają być dwie drużyny 3+1 - s
      > ynek robi awanturę p.t. "nie zgadzam się", potem jest awantura "nie!!!",
      No bo to jest w oczywisty sposób nie fair. Tak samo jak strzelenie gola po ostatnim gwizdku - twoje dziecko zostanie może sędzią piłkarskim? ;-)
      Ale jeśli dziecko zupełnie nie kłamie - to jednak byłoby chyba niedobrze.

      z drugiej st
      > rony - na większości urodzin/grupowych spotkań/dziecięcych imprez przychodzi pr
      > ędzej czy później moment kiedy mój syn się "dekompensuje" i jest problem że z
      > amyka się sam w pokoju, lub zaczyna płakać,
      Może styki ze zmęczenia przepalają mu się wcześniej niż innym - na takich urodzinach jest mnóstwo dodatkowych bodźców, hałas itp. - cześć dzieci może być zmęczona szybciej niż inne. Moja młodsza też wysiadała wcześniej niż reszta na tego typu imprezach, też nie cierpiała poplamionych bluzek (i jeszcze skarpetki musiały być w tym samym kolorze, co majtki, inaczej 'nie pasowały' ;-) ) - hałas w szkole zawsze ją męczył (i męczy) - wyrosła na spokojną i cichą nastolatkę (przynajmniej w wersji demo dla rodziców), ale bez żadnych kłopotów towarzyskich. No i też długo dostawała histerii o byle bzdety. Jest straszną legalistką - prawo to prawo. Nawet do tego, że dzieci powinny pomagać rodzicom w domu przekonałam czytając jej stosowny artykuł kodeksu rodzinnego (jako że wcześniej twierdziła, że żądanie od niej posprzątania jej własnego pokoju jest straszliwym wyzyskiem i dzieci nie mogą pracować ;-) ).
      • czaplaczarna Re: zgubna prostolinijność 20.12.13, 12:30
        > A nie macie wy nadmiernej skłonności do pedanterii, 'sztywniactwa' i kontrolowa
        > nia reguł gry?

        pedanterii i sztywniactwa nie, to ostatnie z punktu widzenia dzieci na pewno tak, w ujęciu zwracania uwagę że coś już wykracza poza żart i może być niesprawiedliwe lub nieuczciwe, niemiłe. ale bez przesady, tak przy okazji
        Też nie zagłaskujemy go, nie jest wychuchany wydmuchany... Konflikty najczęściej, o ile się da, rozwiązujemy przez obrócenie sytuacji w żart, przedstawienie jej w zabawny sposób bo tak najszybciej można się dogadać, syn szybko rozumie o co tak naprawdę chodzi - że chodzi np.o mechanizm, o drobiazg, i śmiejąc się przyznaje rację

        > ają być dwie drużyny 3+1 - s
        > > ynek robi awanturę p.t. "nie zgadzam się", potem jest awantura "nie!!!",
        > No bo to jest w oczywisty sposób nie fair. Tak samo jak strzelenie gola po osta
        > tnim gwizdku - twoje dziecko zostanie może sędzią piłkarskim? ;-)
        > Ale jeśli dziecko zupełnie nie kłamie - to jednak byłoby chyba niedobrze.

        Niech będzie kim tam sobie chce. Sytuacji nie fair jest w życiu mnóstwo, chodzi mi o to że inne dzieci nad tym przepływają - on robi dramat. Jeśli chodzi o kłamanie to psoci po dziecięcemu i te sytuacje wyjaśniają się w żarcie. Nie było tak żeby nagle okazało się że wprowadził nas w błąd tak na poważnie, lub kogoś innego, żeby okazało się to po jakimś czasie

        > Może styki ze zmęczenia przepalają mu się wcześniej niż innym - na takich urodz
        > inach jest mnóstwo dodatkowych bodźców, hałas itp. - cześć dzieci może być zmęc
        > zona szybciej niż inne.

        Tak, tak jest. Zdecydowanie lepiej egzystuje nawet późnym popołudniem z 1 kolegą/koleżanką w domu niż w grupie. To chyba wszystkie dzieci tak mają ;)
        Raczej zgodnie bawią się wtedy raz w/g zasad jednych raz drugich.

        > wyrosła na spokojną i cichą nastolatkę (przynajmniej w wersji demo dla rodziców), ale bez > żadnych kłopotów towarzyskich.

        Wyolbrzymianie problemu przez mojego synka nie niesie za sobą towarzyskich konsekwencji. Jest bardzo lubiany pozytywnie odbierany przez większość dzieci i dorosłych. Nie jest męczącym chłopcem zawsze psującym najlepszą zabawę..
        Jest uczuciowy i bardzo lojalny (dziwne słowo jak na dziecko ale takie najbardziej mi pasuje). Jak ma przyjaciela, jeśli kogoś bardzo lubi - nie stworzy sytuacji 'przeciw' temu komuś.
        Np. jest zaprzyjaźniony z kumplem z przedszkola, wiele rzeczy robią razem, przytulają się często, nie mogą się pożegnać jak wychodzą z przedszkola, odwiedzają się nawzajem itd.. W przedszkolu w grupie bawią się razem i oddzielnie, różnie. Pojechaliśmy razem na wakacje, gdzie były nieznane nam dzieci, a dobrze znane kumplowi. Były różne przetasowania towarzyskie i pewnego dnia mój synek usłyszał że kumpel woli się bawić z kimś innym, że mój syn przeszkadza i żeby sobie poszedł. (słyszałam jak się wcześniej namawiali, stare jak świat). No i się zaczęło. Owszem chłopcy byli nieprzyjemni, ale dzieci czasem się tak bawią... z tego co obserwuję, a potem wszystko wraca do normy.. Synek był wstrząśnięty. Dla niego to było jak zdrada. Zaczął krzyczeć 'jesteście niemili", i coś tam coś tam no i skończyło się tak że mój pacyfistyczny syn który nigdy nie brał udziału w przepychankach w przedszkolu kopnął swojego kupla.. czyli taki święty nie jest..
        Starsza kilka lat kuzynka, wyrocznia mądra i wspaniała dla mojego synka, kiedyś bardzo się na niego złościła (a krewką jest dziewczynką) jak nie chciał robić tego co ona chciała i odpychała go to on też był w stuporze, płaczu i afera gotowa. Pogadałam z nią - że dla niego to nie jest zwykła kłótnia z kuzynką i on nie może zrozumieć dlaczego ona-najwspanialsza na świecie - tak się na niego złości, że bardzo to bierze do siebie. Że jeśli tylko mogłaby, czując że zaczyna w niej buzować, zrobić przerwę, odpuścić, poprosić mnie, albo cokolwiek innego, byłoby super. Kuzyneczka jest bardzo inteligentna no i lubi synka, zrozumiała o co mi chodzi i następnym razem mu mówiła w takich sytuacjach np "słuchaj muszę iść na chwilę do pokoju bo coś widzę że Ci zaraz żyłka pęknie" , czasem on przyznaje jej w tym rację, no i robi się wesoło.. ;)) Od tamtej pory, dogadują się nadal dobrze ale zdecydowanie na niższej temperaturze ;)
        Chodzi mi o to że w swojej prostolinijności bardzo przeżywa sytuacje których jest miliony, i będzie dużo, i gdyby mógł trochę wyluzować żyłoby mu się po prostu łatwiej.
        Nie jestem rąbniętą mamuśką która będzie wszędzie chodzić i upraszać o specjalne traktowanie synulka..

        > Jest straszną legalistką - prawo to prawo. Nawet do tego, że dzieci powinny pomagać >rodzicom w domu przekonałam czytając jej stosowny artykuł kodeksu rodzinnego
        > (jako że wcześniej twierdziła, że żądanie od niej posprzątania jej własnego pokoju jest
        > straszliwym wyzyskiem i dzieci nie mogą pracować ;-) ).

        no nieźle ;))

        pls jak macie jakieś pomysły jak można pomóc 6latkowi wrzucić na luz to podsuńcie mi je, będę wdzięczna ;)
        • morekac Re: zgubna prostolinijność 20.12.13, 18:29
          Pokaż go może psychologowi - mnie on wygląda po prostu na dziecko nadmiernie skoncentrowane na sobie i bez skłonności do jakichkolwiek negocjacji. Jeśli wykluczycie zaburzenia (a jeśli nie wykluczycie, to prawdopodobnie poradzą wam, jak pomóc synkowi), to proponowałabym jednak zmienić tryb rozmowy:
          jeśli syn złości się, że coś mu nie wychodzi, to zamiast przekonywać go, że jest super, rysunek prześliczny i ogólnie nie powinien marudzić , możesz po prostu powiedzieć "Widzę, że jesteś niezadowolony" i daj mu się po prostu wygadać.
          Naprawdę, dzieci nie umierają od tego, jeśli potwierdzi się czasem, że nieco coś schrzaniły. Bywa - i trzeba nauczyć się z tym żyć, tak samo jak rodzice powinni nauczyć się żyć z nieidealnymi dziećmi. Nie wyszło i co z tego?
          A co do wybuchania lamentem w trakcie imprez/zabaw: po prostu naucz się rozpoznawać pierwsze objawy przepalania styków i żegnajcie się chwilę wcześniej.
          • czaplaczarna Re: zgubna prostolinijność 20.12.13, 20:14
            dziękuję za odpowiedzi
            właśnie tutaj chcę zebrać myśli przed spotkaniem z psychologiem
            Nie ma o czym negocjować jak on płacze bo myślał że kolega naprawdę chce mu zrobić to czy tamto,..
            jak jest spokojny to wynegocjować można dużo
            nie mówimy że wszystko cudownie robi, na rysunki najczęściej mówię że ciekawy rysunek
            Nie wyszło i co z tego mówię bardzo często, tak samo jak nie zawsze się udaje, może wyjdzie następnym razem, nie zawsze wychodzi, albo ze jak dla mnie to nie trzeba poprawiać, albo jak nie mam już cierpliwości to po prostu mówię że jestem zmęczona i nie mam ochoty na awantury o zwykły rysunek.
            Ależ ja spokojnie mogę żyć ze swoim nieidealnym dzieckiem, tylko przykro mi patrzeć jak marnuje sobie zabawę, przejmuje się drobiazgami, lub najbardziej jak zrozumie coś dosłownie jeśli ta dosłowność jest bardzo przykra.
            Chcę mu pomóc sobie z tym radzić, a nie go naprawiać.

            • morekac Re: zgubna prostolinijność 20.12.13, 23:09
              Ale akurat na to niewiele poradzisz - możesz co najwyżej przytulić i potrzymać za rączkę, a nie upierać się, że powinno mu być mniej przykro niż jest. I że nie powinien czuć tego, czego czuje. Weź na klatę, że ten typ tak ma, że ryczy z byle powodu i sama się trochę mniej przejmuj jego histeriami, bo oszalejesz z powodu, że któryś tam nie chciał się bawić wczoraj i są pokłóceni do samej śmierci.

              Nie wyszło i co z tego mówię bardzo często, tak samo jak nie zawsze się udaje,
              > może wyjdzie następnym razem, nie zawsze wychodzi, albo ze jak dla mnie to nie
              > trzeba poprawiać,
              Jak ci przynosi rysunek, to może spytaj po prostu , czy on jest z niego zadowolony. Albo że rysunek ma żywe kolory. Albo że był chyba bardzo pracochłonny. Albo jeśli jest strasznym rysownikiem, możesz mu opowiedzieć o swoich pałach z plastyki i że widocznie talent po mamusi/tatusiu itp.
              Naprawdę nie musisz nieustannie go pocieszać - daj mu się samemu uporać ze smutkiem i złością, pomóż mu nazywać uczucia. No trudno, popłacze trochę, emocje mu opadną, może jeśli dasz mu się wygadać, to sam dojdzie do wniosku, że ten problem rzeczywiście nie jest taki straszny i da się to przeżyć. Daj mu czas na refleksję i dojście do pewnych wniosków samemu... Na razie usuwasz mu pyłki spod stóp - sytuacja z kuzynką jest tego przykładem. A mogła być Mary Lennox dla twojego Colina Cravena...
              • czaplaczarna Re: zgubna prostolinijność 21.12.13, 00:17
                Ło matko..
                Dziękuję za przypomnienie jednej z ulubionych książek w dzieciństwie ;)
    • Gość: domza2 Re: zgubna prostolinijność IP: *.rzeszow.vectranet.pl 20.12.13, 15:17
      Że się szybciej przemęcza, też o tym pomyślałam, tak mam ja z córką, zawsze trzeba ją wczesniej ewakuować z takich różnych imprez, żeby uniknąć sytuacji, gdy się już przestanie kontrolować. Jeśli u Was w domu , jak opisujesz jest humor i elastyczność, a w reakcji dziecka wyraźnie brak elastyczności, ja bym się wybrała do psychologa. On oceni, skąd to się bierze. Najlepiej, jeśli Cię coś jako matkę niepokoi, udać się do specjalisty. pozdr
      • verdana Re: zgubna prostolinijność 20.12.13, 16:43
        A mnie to by jednak trochę zaniepokoiło, bo syn najwyraźniej nie rozumie umowności i przenośni - wszystko rozumie absolutnie dosłownie. Sześciolatek powinien znać reguły zabawy, wiedzieć, zę zabawa to nie zycie realne i "zabiję cię" jest częścią roli, a nie groźbą. Powinien też wiedzieć, kiedy "tajemnica" jest tajemnicą, a kiedy rzeczą umowną.
        Ja bym się przespacerowała do psychologa, bo mnie to wygląda na bardzo łagodne zaburzenia - jakiś łagodny ZA, czy coś takiego. Nie ma to większego znaczenia dla przyszłości dziecka, ale jak sadzę, bardzo utrudnia mu życie - może więc warto wiedzieć, czy nie ma jakiś metody pracy z dzieckiem, aby uświadomić mu umowność pewnych norm.
        Być może też dziecko ma po prostu charakter legalisty i będzie z niego rewelacyjny sędzia:)
        • czaplaczarna Re: zgubna prostolinijność 20.12.13, 20:24
          Właśnie największym problemem jest ten dosłowny odbiór komunikatów..

          Z zasadniczością robimy postępy. Z tym że warto czasem odpuścić i np nie pilnować gry też jest lepiej. Ale te emocjonalne rozdarcia są bardzo przykre..

          • aqua48 Re: zgubna prostolinijność 21.12.13, 16:01
            czaplaczarna napisała:

            > Właśnie największym problemem jest ten dosłowny odbiór komunikatów..

            A czy syn odbiera emocje innych ludzi? potrafi odczytywać wyraz twarzy, rozumie abstrakcyjne żarty i dowcipy? Jeśli tak, to powinno być wszystko w porządku, jednak ja też przeszłabym się do psychologa aby podpowiedział jak pracować z dzieckiem.
            Czytacie mu żartobliwe wierszyki? Zagadki? Bawicie się w wymyślanie sytuacji "na niby"? Dotykacie, głaszczecie, tarmosicie razem na dywanie?
            Myślę, że sporo dobrego dałyby mu zabawy plasteliną, modeliną, ciastem solnym, w lecie taplanie w mokrym pisaku, albo błocie. Malowanie rękami na dużym kawałku brystolu. Kredą na asfalcie. Takie zabawy pozwalają nie przejmować się ograniczeniami, rozwinąć wyobraźnię i poszaleć, a także trochę "wyjść" poza ograniczenia ładu, porządku i karność.
            Ja bym też o ile macie warunki sprawiła takiemu dziecku psa. Pies jest nieprzewidywalny i kontakt z nim uczy, że można sobie z tym radzić i czerpać radość z nieprzewidywalności, a jednocześnie uczy stawiania granic. Jeśli nie możecie sobie na zwierzę domowe pozwolić, to może dogoterapia?
            • czaplaczarna Re: zgubna prostolinijność 21.12.13, 19:32

              > A czy syn odbiera emocje innych ludzi? potrafi odczytywać wyraz twarzy, rozumie
              > abstrakcyjne żarty i dowcipy?

              potrafi; rozumie; pociesza smutnych kolegów/koleżanki, zaprasza do zabawy
              w zabawie "na miny" odgaduje dobrze emocje, sam też je fajnie przedstawia

              > Czytacie mu żartobliwe wierszyki? Zagadki? Bawicie się w wymyślanie sytuacji "n
              > a niby"? Dotykacie, głaszczecie, tarmosicie razem na dywanie?

              jeśli w pytaniu o wierszyki chodzi o to czy odczytuje humorystyczne znaczenie - to tak.
              Tarmosimy.

              > Myślę, że sporo dobrego dałyby mu zabawy plasteliną, modeliną, ciastem solnym,
              > w lecie taplanie w mokrym pisaku, albo błocie. Malowanie rękami na dużym kawałk
              > u brystolu. Kredą na asfalcie. Takie zabawy pozwalają nie przejmować się ograni
              > czeniami, rozwinąć wyobraźnię i poszaleć, a także trochę "wyjść" poza ogranicze
              > nia ładu, porządku i karność.

              OK, dzięki.

              > Ja bym też o ile macie warunki sprawiła takiemu dziecku psa. Pies jest nieprzew
              > idywalny i kontakt z nim uczy, że można sobie z tym radzić i czerpać radość z n
              > ieprzewidywalności, a jednocześnie uczy stawiania granic. Jeśli nie możecie sob
              > ie na zwierzę domowe pozwolić, to może dogoterapia?

              Mamy koty. Które on uwielbia. Oczywiście przy zadrapaniach było "jak ona mogła mi to zrobić, przecież ja ją tak kocham (płacz)", ale z czasem coraz rzadziej i zdecydowanie te epizody pomagały/pomagają wyjaśniać że nie można dosłownie traktować różnych sytuacji, że to zabawa.
              • danaide Re: zgubna prostolinijność 22.12.13, 13:22
                Tak a propos tego kota - moja córeczka była kiedyś smutna, że kot jej nie pociesza, więc tłumaczyłam jej na czym polega natura kota czy psa. Trochę mam wrażenie, że stworzyliście synowi bardzo bezpieczną i przewidywalną przestrzeń, niestety, life is brutal i on z tą brutalnością styka się teraz. U nas różnie bywało i czasem nie byłam w stanie zaoferować córeczce innego wytłumaczenia niż "takie jest życie" - choć podobno to też nie jest dobre, bo rodzi niskie poczucie sprawczości=). Mimo wszystko na razie mam przed oczami chłopca z dobrego domu, z wyselekcjonowanym gronem znajomych, nad którym przewagę ma każde "dziecko ulicy" =}
              • aqua48 Re: zgubna prostolinijność 22.12.13, 15:16
                Myślę, że wobec tego macie dziecko o takiej "poukładanej" konstrukcji psychicznej. Trzeba mu zapewniać powtarzalność i ład w życiu codziennym, ale uczyć dystansu do siebie i do innych. Wymyślajcie też zabawy i sytuacje "na niby", wszelkiego rodzaju udawanki, teatrzyki i zabawy połączone z przebieraniem się i dużo rozmawiajcie z synkiem. Dobrze jest też razem z dzieckiem przeanalizować sobie stresujące go sytuacje, po fakcie, na spokojnie, opowiedzieć je sobie jeszcze raz, pytając, a jak myślisz co on miał na myśli, a jak ty się czułeś kiedy on ci tak powiedział, a jak jeszcze inaczej mógłbyś postąpić i jak sądzisz, co by się wtedy stało? A gdybyś zrobił tak, albo tak, to jaki byłby skutek?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka