Remont łazienki zakończył się wczoraj, po pięciu tygodniach horroru. Dzisiaj sprzątaliśmy i ogarnialiśmy cały ten bajzel.
Zanim pokażę efekt końcowy, przypomnę, jak to wyglądało przedtem:
Różnokolorowe płytki na podłodze, w dwóch rozmiarach; różowa umywalka, sedes nieprzytwierdzony do podłogi, zabetonowana wanna, cieknący junkers i ogólny radosny dizajn oraz bajzel. Umywalkę wymieniliśmy sobie na samym początku, dwa lata temu. A teraz (za zgodą i na koszt właściciela domu) zrobiliśmy sobie taką łazieneczkę:
W miejsce wanny wstawiona solidna kabina z brodzikiem, junkers przeniesiony na inną ścianę, sedes wiszący ze spłuczką podtynkową, duża umywalka, oświetlenie halogenowe no i przede wszystkim inne płytki, inne kolory!
Nie udało mi się zrobić zdjęcia, które dokładnie oddawałoby barwę płytek. Są jaśniutkie, w kolorze kremowym, z lekkimi kawowymi naciekami.
A na półce pod lustrem mam taką wystawę:
I teraz chwila prawdy: ten pojemniczek na ostatnim zdjęciu był katalizatorem wszystkich naszych poczynań remontowych. Nosiliśmy się z zamiarem zrobienia w łazience porządku, ale jakoś schodziło. A potem nagle zobaczyłam na półce w markecie ten pojemnik, i od tej pory sprawy nabrały tempa. Wiedzieliśmy, że chcemy porządną łazienkę już teraz, i to w takich właśnie kolorach. I jak idioci szukaliśmy płytek, które będą pasować do tego pojemnika! A że Pan Bóg czuwa nad wariatami, więc udało nam się trafić na czyszczenie magazynów w Leroy merlin i dopadliśmy płytki w cenie 25zł/m2. Wykupiliśmy też wszystkie dostępne pojemniczki w tym kształcie i z tym wzorem.
No i teraz zachwycamy się naszą łazieneczką