illmatar
07.02.12, 13:57
Całkiem niedawno byłam świadkiem spektaklu na Facebooku. Pewna młoda polsko-francuska kompozytorka stworzyła muzykę filmową na zamówienie pewnego archiwum. Jej matka na fb się pochwaliła i zalinkowała. Posłuchałam, ale nic nie napisałam, bo uznałam muzykę za banalną i samopowielającą, już parę bliźniaczych dzieł tej pani słyszałam. A publiczność (złożona ze znajomych zupełnie nieanonimowych przecież) pospieszyła z pochwałami.
Nagle czytam, oczom nie wierząc, jeden pan walnął prosto z mostu, że "muzyka nieoryginalna, niedostosowana do tematu filmu i do jego charakteru, że więcej się po kompozytorce spodziewał, a tu taka nędza".
Ciekawe było dalej. Autorka odpowiedziała spokojnie, że klient zadowolony, zapłacił i o co chodzi. Matka, że facet się nie zna, że już dawno chciała skrytykować jego obrazy i przez grzeczność się powstrzymała, ale przecież są one do kitu, a córka ma kwalifikacje z odpowiednich uczelni, więc jego opinia się nie liczy. Rozmowa niebywała toczyła się dalej, w końcu facet oddalił się, bez niuansowania swojej krytyki, za to dokładając, że wymiana zdań zeszła na poziom, którego nie akceptuje.
Zdarza się ostra krytyka w mediach, ale pierwszy raz natknęłam się na takie zjawisko w dużym gronie znajomych.