Z powodu 1 maja skorzystalam w tym roku i mam o pol dnia dluzszy week-end.
Z tej racji postanowilam oddac sie dzis lenistwu w formie absolutnej i
zaczelam od tego, ze wstalam o 10.45i to tylko dlatego, zeby zo baczyc moj
ulubiony program w tiwizji, o tym, jak "wszystko rosnie" w ogrodkach,
ogrodach, balkonachi na tarasach.
Wlasnie dopilam ostatnia kropelke kawy zaparzonej pracowicie

przez Kicura.
Tenze zostal poinstruowany jak ugotowac fasolke szparagowa, befsztyka sobie
usmazyc na krwisto umie, bedzie dla kocicy i dla Niego, ja zjem bezmiesnie-
maslano - cukrowo (uwielbiam, a nikt tu tak owej fasolki nie jada.
Ale z racji poznego wstania o biad bedzie duuuzo pozniej niz jest to we
francuskich zwyczajach a ja sobie urzadze seans wanienno - piankowo -
peelingowo - kremow o - perfumeryjny (o pudrze oczywista nie zapominajac),
potem" wyemigruje" na balkon z mini-laptopikiem (sprawdzilam wczoraj, dlugosc
kabelka wystarczy do wlaczenia sie do najblizszego kontaktu. No i na balkonie
wiadomo, tu podlac, tam obskubac, ale to w ramach przujemnosci a nie robot
przymusowych.
Miedzy jednym a drugim skubnieciem skubnac cos dobrego np owoc, narazie
jeszcze kupny, ale kupic tez mam wielka ochote krzaczek truskawek i
pomidoerka koktailowego, bedzie na pozniej.
No i jakies pisemko, ksiazka, morze i drzemeczka - jak na LESerke przystalo,
a Wy?
No, wieeeem - Meto - nianczy, Margu maszeruje z kijkami, Jolixia? no,
wlasnie, nie wiem...Kwiatek? pewnie pakuje bagaze, no a Janou wciaz sie
rozkoszuje doskonalym zarciuszkiem w Ardeches.