Dodaj do ulubionych

niebezpieczne zabawy...

27.10.08, 20:41

witam...:)
do jakich niebezpiecznych zabaw możecie sie przyznać?Pytam tych,
którzy moga czytać to forum, co znaczy, że wyszli żywi z tych
zabaw....Robiłem rzeczy które straszno wspominac :) To na dłuższą
opowieść, jeszcze tu wróce...:)
Obserwuj wątek
    • minerwamcg Re: niebezpieczne zabawy... 27.10.08, 20:49
      Byliśmy wożeni samochodami bez fotelików :)))
    • anmar123 Re: niebezpieczne zabawy... 27.10.08, 21:03
      Przerżnąłem harmonię (guzikową) ojca, żeby zobaczyć co w niej gra. Potem jedną częścią bawiłem się w maszynę do pisania.

      Pod koniec szkoły średniej kolega zrobił balon z bibułki na ogrzane powietrze. "Napędem" był kłąb waty nasączony butelką (0,5l) rozpuszczalnika. Balon wystartował, zahaczył o budynek młyna i przeleciał nad całym miastem (kilka km). My za nim na rowerach. Ludzie wychodzili z pracy (ok. 15:00) i wszyscy patrzyli w niebo z zainteresowaniem, co to za UFO?
      • jestem-tu Re: niebezpieczne zabawy... 27.10.08, 21:44
        to z harmonią to niebezpieczenstwo dostania lania pasem???:-)
        • jestem-tu Re: niebezpieczne zabawy... 27.10.08, 21:45
          jestem-tu napisał:

          > to z harmonią to niebezpieczenstwo dostania lania pasem???:-)
          mysle o wiekszych niebezpieczenstwach.....
          • michalng Re: niebezpieczne zabawy... 30.10.08, 07:08
            Jeżdżenie na przeciwwagach od wind, wspinanie sie na dźwigi i zabawy w wykopie
            na budowie metra.
    • jestem-tu Re: niebezpieczne zabawy... 27.10.08, 21:50
      juz w latach przedszkolnych bawiłem sie prądem elektrycznym, i
      poznałem elektrowstrząsy..... Ale o tym jutro opowiem...:_)
    • tamsin Re: niebezpieczne zabawy... 28.10.08, 21:04
      nie wiem jak my przezylismy dziecinstwo, ale latwo nie bylo ;-)
      Z takich zabaw co mozna bylo z nich trupem zostac, moge zaliczyc
      podduszanie jeden drugiego az do prawie nieprzytomnosci - robili to
      chlopcy sobie nawzajem na podworku, dziewczynki tylko grzecznie sie
      przygladaly.
      W zimie chodzilismy wszyscy po jeziorach, stawach i innych, czasami
      ktos tam sie skapal, ale o cudo nikt sie nie utopil.
      Koledzy z podstawowki znalezli niewypal i przyniesli go dumnie na
      posterunek milicji! Na drugi dzien mielismy apel w szkole i dluga
      przemowe na temat niewypalow.
      Przy jakichkolwiek wykopach ulicznych, wszyscy z poworka bawili sie
      w tych wykopanych dziurach, jakims cudem nikogo nigdy nie przysypalo.
      Jak sobie przypomne wiecej to dopisze.
      • ewa9717 Re: niebezpieczne zabawy... 28.10.08, 22:04
        Penetrowanie bunkrów (trochę ich było w okolicy), skoki z szopy z
        rozpostartym parasolem w roli spadochronu, wyprawy na bagna,a
        najfajniejsze - włazenie do piwnic i wdrapywanie się na wieżę
        (schodów już nie było) rozwalającego się zamku. No i indiańskie
        próby dzielności, dziewczynki też. Rany, czegóż nasi rodzice na
        szczęscie o nas nie wiedzieli!!!!! Oprócz tego mielismy hurtem
        dziwne upodobanie do zielonych, niedojrzałych owoców popijanych
        zimną kranówą. Wszyscy przeżyli ;-)))
        • skrzydlate Re: niebezpieczne zabawy... 13.11.08, 22:19
          ja nieco podkradalam owoce, narazając sie na zemste wlasciciela, straszne
          • minerwamcg Re: niebezpieczne zabawy... 14.11.08, 15:34
            W Krakowie, a w szczególności w Podgórzu, to się nazywało
            chodzić "na grandę" :) a sama czynność "grandzić".
            • woman-in-love Re: niebezpieczne zabawy... 15.11.08, 11:56
              w słowach pewnej piosenki z warszawskiego folkloru Czerniakowa też jest "granda"
              "w spelunkach tam, gdzie granda wódkę piła
              I Stach też pije, choć serce z bólu łka"
              no, ale nie dotyczyło to dzieci :-)
              • skrzydlate Re: niebezpieczne zabawy... 16.11.08, 20:13
                to bylo pod Krakowem, i nie nazywalismy tego granda, zwyczajnie szlismy na
                agrest do ciotki Maryski
      • jestem-tu Re: niebezpieczne zabawy... 28.10.08, 22:30
        taaak, nie było łatwo... :-)
        Przerażają mnie Twoje opowiesci o chodzeniu po cienkim lodzie...
        Na zabawe niewypałami nie załapałem się,za mały byłem, daleko od
        domu nie odchodziłem. A jak już byłem dosc duży na to to
        przeprowadzilismy sie do dużego miasta juz bez wojennych ruin
        zarosniętych zielskiem i bez wojennego złomu na polach.Walniecie
        młotkiem w nabój karabinowy to sie nie liczy... mało wazny drobiazg.
        Blizna mała jest do dzisiaj.
        Od małego bawiłem się prądem elektrycznym.Na schodach w starym
        poniemieckim domu byla skrzynka z bezpiecznikami, nisko, w sam raz
        dla dziecka w wieku przedszkolnym. Te porcelanowe białe oprawki
        bezpiecznikow topikowych mają taka dziurkę przez ktora widac czy
        bezpiecznik jest przepalony. Dziurka w sam raz dla palca
        przedszkolaka :). Elektrowstrzas byl straszny, ale fascynowało mnie
        to i powtorzylem, chociaz strasznie sie bałem. Nawet namowilem inne
        dziecko do tego...
        Teraz uwaga, bedzie najstraszniejsze :-). Milczalem ponad
        dwadziescia lat zanim zaczalem opowiadac.... Obok nas budowano dom w
        ktorym mialy byc sklepy. Na jednej scianie blisko ziemi było
        zakonczenie podziemnego kabla elektrycznego. Kabel byl gruby bardzo
        zakonczony trojkatnym plaskim elementem zalanym smolista masa
        izolacyjna (ta masa nazywa sie pak, teraz juz to wiem). Element
        wyroznial sie na tle sciany i stanowil znakomity cel do cwiczen
        celnosci w rzucaniu kamieniem. Miejsce bylo osloniete od chodnika i
        nadawalo sie do robienia siusiu. Po obtluczeniu tej izolacji
        stanelismy wachlarzykiem 3 chlopcow i zaczelismy na to jednoczesnie
        lac
        • jestem-tu Re: niebezpieczne zabawy... 28.10.08, 22:42
          cd.
          fioletowe iskry lecialy na wszystkie strony, a my wysiusialismy sie
          do konca. Nastepnego dnia juz sam jeden powtorzylem to. Jacys ludzie
          szli blisko, to zeby mnie nie zobaczyli (wstydzilem sie, hihihihi)
          to przysunalem sie jeszcze blizej do tego, prawie dotykalem malym
          tego.Iskier bylo jeszcze wiecej, juz nie fioletowych, tylko zolte
          (chyba palaca sie izolacja). Jak to mozliwe ze nas nie porazilo?
          Mysle, ze uratowala na to, ze byl odsloniety rowniez przewod zerowy,
          i zwarcie poszlo od przewodu fazowego do przewodu zerowego a nie do
          nas i przez nasze bose stopy (latem tak chodzilo sie)do ziemi. A
          moze ta przedwojenna niemiecka siec byla bez przewodu zerowego? (
          polaczenie w trojkat 3x220 ?).
          Oprocz tego w szkolnych juz latach duzo bawilem sie ogniem i
          mieszankami wybuchowymi, zadnego pozaru nie bylo....
          • bogiemslawiena Re: niebezpieczne zabawy... 29.10.08, 12:17
            Skakałam na piach z tarasu z pierwszego piętra domu mojej siostry.
            Zastanawiam się, dlaczego nie połamałam sobie nóg.
            Kiedy miałam ok. 7 lat, poszłam z rodziną na imieniny do kogoś z
            rodziny. Na jego szambie nie było wylanej góry z betonu, tylko
            leżała na nim dość cienka plandeka. Mama mówiła, żebym tam nie
            łaziła... No a ja na złość chyba robiłam chodziłam wokół tego szamba
            aż do niego wpadłam... Do tej pory mama nie wie, dlaczego w
            momemcie, kiedy wpadłam do szamba, wyszła z domu i zaczęła mnie
            szukać. Nie mogłam krzyczeć, bo dusiłam się oparami gówna :) Mama do
            tej pory wzdryga się na wspomnienie obmywania mnie z zawartości
            szamba :) Czy wygrałam konkurs na najniebezpieczniejszą zabawę? :D
            Nie wiem, czy to też będzie niebezpieczna zabawa, ale jako dziecko
            łaziłam po polu pewnego rolnika, który strasznie się wściekał, że mu
            dzieci wydeptują plony. I kiedyś biegł za mną przez swoje pole z
            kosą, jego żona z widłami. W sumie gdyby mnie dopadli, to by było
            niebezpiecznie ;)
            • jestem-tu Re: niebezpieczne zabawy... 29.10.08, 13:22
              na tym etapie wygrałaś, to szambo to straszne bylo....
          • zygmund podobno strumien moczu rozpada się na kropelki 30.10.08, 10:05
            W brainiacu sprawdzali, czy da się umrzec sikajac na trzecia szyne
            metra. Nie udawalo sie. Strumien przechodzil w kuliste kropelki po
            kilku centymetrach lotu i nie chcial przewodzic pradu. Moze ciebie
            to uratowalo
    • jurek.powiatowy Re: niebezpieczne zabawy... 29.10.08, 13:35
      My z kumplami bawiliśmy się w przypalanie sobie włosów na rękach;:) Nie wiem
      jakim cudem nic nam się nie stało.
    • testusuwania Re: niebezpieczne zabawy... 29.10.08, 14:15
      Mój ojciec ze swoim kumplem urządzili mnie i dwóm synom owego kumpla konkurs skoków z huśtawki na odległość. Konkurs został przerwany po pierwszej złamanej ręce, a tatusiowie zamiast pomóc poszkodowanemu zaczęli debatować jakby całą sprawę ukryć przed swoimi małżonkami.
    • fomica Re: niebezpieczne zabawy... 29.10.08, 15:56
      Wywijanie na żelaznym trzepaku nad betonowym podłożem i 1,5 m nad ziemią (czyli
      wyżej niz wtedy się miało wzrostu). Fikołki, przewrotki, chodzenie po tej rurze,
      zwisanie głowa w dół... Może nie groziło śmiercią, ale okaleczeniem po upadku na
      pewno.
      • skrzydlate Re: niebezpieczne zabawy... 29.10.08, 20:06
        trzepak to byla norma, wcale tego nie odbieralam jako niebezpieczne, w koncu to
        mala wysokosc, ja mieszkalam wlasciwie na trzepaku, dziwie sie ze dzieciaki
        teraz tego nie robią
        • fomica Re: niebezpieczne zabawy... 29.10.08, 21:07
          Oczywiście że to była norma, myslisz, że wtedy analizowałam racjionalnie
          prawdopodobieństwo upadku i złamania? Dzieci nie mysla w takich kategoriach. Co
          nie zmienia faktu że to była niebezpieczna zabawa.
          • skrzydlate Re: niebezpieczne zabawy... 13.11.08, 22:11
            daj spokoj, zycie jest niebezpieczne i tyle, a rolki to bezpieczna zabawa?
            jakbys widzial co za kasza zrobila sie mojemu dziecieciu na rolkach z piszczeli
            i strzalkowej... jakbysmy tak sie trzesli ze strachu.. to bysmy umarli z samego
            strachu... zreszta dorosli tez sie bawia w niebezpieczne zabawy np jeżdża szybko
            albo inne glupoty robia... zycie jest takie i już, corka kolegi potknela sie na
            schodach i cud ze zyje... uratowala ja kulka wlosow na karku
        • ewa9717 Re: niebezpieczne zabawy... 29.10.08, 21:23
          U nas się to nazywało przewijanki ;-)))
    • gulgul231 Re: niebezpieczne zabawy... 29.10.08, 15:57
      1. dostałem od zaprzyjaźnionego z ojcem milicjanta pocisk do
      pistoletu, kal. 7,62 mm, jako zapewnienie że za jakiś czas (przy
      następnej okazji) ‘z balkonu postrzelamy do gołębi’. Do niczego nie
      doszło, bo milicjant z ojcem wytrzeźwieli (tzn. na następną imprezę
      stawili się trzeźwi). Za to że obyło się bez ofiar w ludziach i
      zwierzętach powinni być chyba wdzięczni wszyscy mieszkańcy
      warszawskiego Bródna. BTW: pocisk nigdy nie został ‘właściwie’ użyty.

      2. swego czasu w Warszawie modne było puszczanie ‘bączków’, czyli
      kapsli od wódki wypełnionych mieszanką saletry, cukru pudru i siarki
      z zapałek. Kumplom i mi udało się wystrzelić ‘bączka’ na wysokość 6-
      ego piętra, choć inni twierdzili że ‘bączki’ latały ponad 11-12
      piętrowymi blokami. Z tym są związane dwie historie:
      kumpel wypełnił sporą puszkę (taką jak do mleka skondensowanego) ww.
      mieszanką i nakazał swojemu pomagierowi potrzymać puszkę kiedy on
      będzie zapalał a potem rzucić. Udało się bez urwania ręki.
      Ja natomiast odpaliłem swoją mieszankę w kuchni. Spaliło się
      linoleum i tyle.
      wybuchów ogni sztucznych ‘in-your-face’ (bez trwałych poparzeń) nie
      ma co przywoływać.

      3. wkładaniu palców rąk do kontaktu nie liczę. Natomiast z
      prądem ‘zaprzyjaźniłem się’ parę razy i na parę sposobów:
      zapoczątkowaliśmy w podstawówce m.in. zabawę polegającą na ładowaniu
      kondensatora w kontakcie i dotykaniu innych osób - najlepiej w
      momencie kiedy ta osoba niczego się nie spodziewała (zabawa była
      między kumplami, nie dręczyliśmy więc maluchów ani osób z klasy
      które nie chciały się w to ‘bawić’). Cała sprawa skończyła się po
      paru dniach kiedy to kolega (elektronik-amator, syn elektronika-pół-
      amatora) przyniósł kondensator o takiej pojemności, że spalił mi
      skórę na ręce (szczęście że tylko tam dotykał, bo mógł np. na szyi)
      a ktoś inny (ja?) ładując kondensator wywalił korki w części szkoły.
      któregoś razu dokonując odwiertów geologicznych (pod budowę drogi,
      czy innej kanalizacji) wkręciliśmy się w linię niskiego/ średniego
      napięcia pociągniętą środkiem polnej drogi. Co ciekawe, szła też
      linia na słupach. Na 99% ktoś uskuteczniał lewiznę. Dobrze to zrobił
      bo na drodze nie było śladu po kopaniu/ ciągnięciu kabla.
      • hiperrealizm jeśli chodzi o geologie, to... 29.10.08, 20:05
        jedna z ekip, przy stawianiu masztu UGBowca nie zauwazyła
        (było "mglisto";) linii eneretycznej NS.
        W wyniku zwarcia maszyna na chwilę zamieniła się w choinkę.
        Na szczęście to nie było na moim dozorze.
    • kowaliska Re: niebezpieczne zabawy... 29.10.08, 16:11
      Dorośli chyba do dziś są strasznie naiwni z przestrogami typu "Tylko żebyś
      nie..." Przecież wiadomo że dziecko od razu pójdzie sprawdzić dlaczego NIE.
      Pamiętam, jak moja mama robiła wielkie porządki w domu. W stercie śmieci
      znalazłam rozwaloną wtyczkę bez kabla. Spytałam czy moge się pobawić, a mama na
      to "Dobrze, tylko nie wkładaj do kontaktu". hmmmmmm.... :)
    • the_rapist Re: niebezpieczne zabawy... 29.10.08, 16:43
      Jeden patent to bylo odpalenie ok. 1 kg mieszaniny saletry z cukrem
      na parterze 11 pietrowego bloku. Dym walil ze wszystkich okien
      klatki schodowej, az dziw, ze sie blok nie zapalil. Mozna tez bylo
      nasrac komus na wycieraczke, przykryc to jakimis papierami i
      podpalic. Pukalo sie wtedy do drzwi, ktos je otwieral i widzac pozar
      na wycieraczce zaczal go gasic przydeptujac palace sie gazety.
      • anmar123 Niebezpieczne zabawy...dorosłych 29.10.08, 19:59
        Wędkarz-kłusownik zrobił petardę z kany na mleko. Wsypał karbidu, wziął to na ponton i wypłynął na środek jeziora. Tam podlał karbid wodą, zamknął kanę na zamek, podpalił i wrzucił w toń jeziora. Tylko już nie zdążył z tego gejzeru odpłynąć ....
        --
        • the_rapist Re: Niebezpieczne zabawy...dorosłych 30.10.08, 01:07
          Nie moja zabawa, ale napiszę. Opowieść autorstwa jednego z profesorów mojej uczelni. Akcja miała miejsce na terenie jednego z zakładów chemicznych w Polsce. Dwóch robotników otrzymało polecenie zneutralizowania sporego słoja sodu. Neutralizacja ta polegała na stopniowym i z zachowaniem wszystkich zasad BHP dodawaniu sodu do alkoholu metylowego. Nasi dzielni robotnicy chcieli zaoszczędzić parę godzin i wpadli na szybszy sposób rozwiązania problemu. wiedzieli, że sód reaguje z wodą i wymyślili, swoim zdaniem, najlepszy sposób na wykonanie pracy. Wrzucili naczynie z sodem do przepływającej obok fabryki rzeczki, a że nie stłukło się ono od rrazu, rzucali w nie kamieniami. Tuż po stłuczeniu słoja eksplozja rozrzuciła jego zawartość na całą szerokośc i kilkanaście metrów długości rzeczki. Ta rozrzucona zawartość zapłonęła chwilę później baaardzo żywym ogniem. Spanikowani robotnicy pobiegli do fabryki, dopadli pierwszego telefonu i zadzwonili do zakładowej straży pożarnej ze zgłoszeniem. rozmowa z dyzurnym wyglądała mniej więcej tak:
          - nazywam się Kowalski, jestem z wydziału piątego, chciałem zgłosic pożar
          - W porządku, co i gdzie się pali?
          - pali się eeee.... Strumyk
          Dopiero po chwili robotnikowi udało się powiedzieć co z kolegą zrobili, a do strumyka życie wróciło dopiero następnego roku.
    • skrzydlate Re: niebezpieczne zabawy... 29.10.08, 20:04
      uprawialam wspinaczke nadrzewną .. na bardzo wysokich drzewach.. jak nabcia
      zobaczyla to sie modlic zaczela od razu o moje zycie.... i zjeżdżałam z bardzo
      stromej górki na takim czyms z kółkami, oj co to byloa za frajda, to bylo
      strasznie zakazane
      • hiperrealizm z górki też zjeżdżalismy 29.10.08, 20:13
        u podnóza górki był młodnik.
        My zjeżdżaliśmy po ścieżce która z tego młodnika wychodziła.
        Oczywiście chodziło o to by rozwinąć jak największa predkosć.
        Gdy ja zjeżdżałem i nabrałem solidnej predkości to z tego młodnika
        wytoczyła się na rozwerze taka strasznie gruba baba (swoim ciałem
        wypełniała cale światło ścieżki w obrębie młodnika) z pełnimi
        zakupow siatami.
        No nie było wyjścia... musiałem się polozyć na stoku...
        Zakotłowało się... Zatrzymałem się na pierwszych sosenkach....
        Cholera jakim cudem skończyło się tylko na kilku otarciach i
        solidnym bólu brzucha.... :)
    • boncza Re: niebezpieczne zabawy... 29.10.08, 20:15
      Pierwsze co mi przychodzi do głowy to pływanie na płatach styropianu
      po wykopie zalanym wodą. Wykop byl dość głeboki o czym się
      przeknolam jak wylądowalem w wodzie.;)
      • mdro Re: niebezpieczne zabawy... 29.10.08, 20:24
        Ursynów, przełom lat 70./80.? Moje koleżanki taki sport uprawiały...
    • benelton Re: niebezpieczne zabawy... 29.10.08, 23:17
      Kiedyś mieliśmy wielgachną chuśtawkę, tzw. tarzan. Jeden koniec liny był
      zaczepiony do gałęzi jednego drzewa, drugi do kawałka drąga, na którym się
      siadało. Wchodziło się na drugie drzewo, na wysokość ok 2m (wersja dla
      hardcorowców-ok. 4 metrów) no i się frunęło. Przy najwyższym wychyleniu było się
      ok. 8-10 metrów nad ziemią i przy okazji nad sporymi kamieniami :) W drodze
      powrotnej można było przyrżnąć plecami o drzewo. W wersji dla hardcorowców
      leciało się chwilę swobodnie zanim się napięła lina. Gdybym robił taką chuśtawkę
      teraz, sprawdziłbym wszystko dwa razy, bujałbym się na podwójnej linie, w
      uprzęży, przyczepiony dwoma karabinkami, a lina była była by przyczepiona do
      dwóch gałęzi, cholera wie czy jedna nie pęknie. Ahh, to były beztroskie czasy... :D
    • leonsjo77 Re: niebezpieczne zabawy... 29.10.08, 23:39
      lata 80 .... z kumplami zrzyciliśmy worek cementu z dachu 10 piętrowego wieżowca
      w trakcie budowy - efekt mini bomby atomowej.
      Do tego głupawe zabawy na tymże dachu. Wojny międzypodwórkowe na bryły gliny
      które z czasem przeobrażały się w wojny na kamienie - było trochę guzów na
      głowach. Wypalanie wyschniętych haszczy badyli na opuszczonych ogródkach
      działkowych za pomocą tzw "katjuszy" tj. plastikowa folia lub butelka po ludwiku
      na kiju podpalona skapywała w postaci płonących kropli i ładnie podpalała
      wszystko na co spadła - nieraz interweniowała straż pożarna. Rzucanie kamieniami
      w przejeżdzające pociągi dalekobieżne - to było wyjatkowo mądre.
    • drinkit Re: niebezpieczne zabawy... 30.10.08, 09:55
      seks bez zabezpieczenia w liceum:) Tyle ze te zabawe uprawia bardzo
      wiele dorosłych osob
    • cromwell1 Re: niebezpieczne zabawy... 30.10.08, 18:58
      woreczek saletry kosztowal 2.20
      dla lepszego efektu zageszczalismy ja topiac z cukrem na wolnym ogniu
      tylko raz zdarzylo sie przekroczyc temperature krytyczna
      efektem bylo cale mieszkanie do malowania
      i spalona para czerwonych rajstop dzieciecych suszacch sie nad kuchnia

      rzucalismy nozami do tarczy
      na poczatek
      po wizycie w cyrku kazdy po kolei stawal
      za starymi drzwiami
      reszta walila w delikwenta
      o dziwo
      mimo dwutygodniowej kanonady nikomu nic sie nie stalo

      palenie suchych traw to tradycja
      bralo sie gumowe opony z przewodow elektrycznych
      rozpalalo ognisko
      zapalalismy gume i szlismy tyraliera co ok 100 metrow
      robiac z zapalonej gumy wiatrak
      po 15 minutach plonely hektary

      w lesie zjezdzalo sie na brzozkach

      jezdzilo kolejka linowa do transporu wegla zawieszona na wysokosci 15m

      jezdzilo sie na buforach wagonow

      skakalo z rusztowania do piachu

      gonilo po rusztowaniach do poznej nocy

      pzdr.
      • oryginal23 Re: niebezpieczne zabawy... 02.11.08, 19:00
        Podczas wakacji nad morzem obserwowałem pieski,które aportowały
        patyki rzucane do morza przez włascicieli,bardzo ta zabawa mi się
        podobała więc następnego dnia kiedy kąpałem się z tatą i zobaczyłem
        w falach pływajacy kawałek patyka postanowiłem zabawić się w psa.
        Podpłynąłem do tego patola i zacisnąłm na nim zęby.
        Nie opiszę szczegółów doznań smakowych,ale mój patyk okazał
        się sporej wielkości kawałkiem gów.. jednego z kąpiących się
        w morzu.
        To naprawdę nie była bezpieczna zabawa.
        23.








        • woman-in-love Re: niebezpieczne zabawy... 04.11.08, 18:01
          czepianie się samochodów jadąc na łyżwach (takich przykręcanych do butów)
          Rodzice oszaleliby, gdyby wiedzieli co się wyprawiało!
          • skrzydlate Re: niebezpieczne zabawy... 13.11.08, 22:13
            byly takie tramwaje, kowbojki zesmy je nazywali, drewniane, fajnie bylo do nich
            wskakiwac albo wisiec na zewnatrz...
    • a_p4 Re: niebezpieczne zabawy... 11.11.08, 09:18
      kolega mieszkał w mieszkaniu obok, a ponieważ jego balkon oddalony
      był od naszego o <1m to nie używało się klatki schodowej. 2 piętro.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka