mara_28
27.12.04, 09:03
Pani Moniko,
Chciałam sie podzielić z Panią oraz innymi forumowiczkami pewną historią,
która przydarzyła się mojemu dziecku. Piszę o tym, gdyż moim zdaniem jest to
temat, który powinniscie kiedyś poruszyć na łamach waszego miesięcznika. Na
pewno uspokoiłby wiele mam, które były targane wątpliwościami, nerwami i
bezsilnością zrozumienia problemu. Wiem, że takie mamy są, ponieważ
uruchomiłam swego czasu kontakty z rodzinami, które miały ten problem i
zachodziły w głowę od rad pediatrów, tak różniących się w swoich opiniach.
Problem dotyczy wypróżniania niemowląt, karmionych piersią.
Moja córeczka od kiedy skończyła drugi miesiąc życia zaczynała się coraz
rzadziej wypróżniać. Najpierw po trzech dniach, potem pięciu, dziesięciu i w
konsekwencji co piętnaście dni.Stan ten trwał trzy miesiące.Zaniepokojona
tymi objawami skontaktowałam się z Panią telefonicznie. Oczywiście Pani
doradziła i jednocześnie mnie uspokoiła. Według pani dziecko karmione piersią
może nawet raz na 3 tygodnie się wyprózniać. Uspokoiłam się i nie aplikowałam
czopków, które pediatra i to niejeden, kazał aplikować już po trzech dniach
braku kupki. Jednak zawsze jakiś niepokój został, czy aby Pani na pewno ma
rację.Podczas comiesięcznego bilansu jeden z pediatrów, który kontrolował
moje dziecko (ordynator oddziału dziecięcego-co wpłynęło dodatkowo na mój
niepokój- w końcu fachowiec), który usłyszał ode mnie o częstotliwości
wypróżnień dziecka stwierdził, że jestem nieodpowiedzialną matką, gdyż to
jest bardzo niepokojący objaw. Podejrzewał chorobę Hirszprunga, braku
unerwienia jelit. Zalecił wprowadzenie kontrastu(dziecko wówczas miało trzy
miesiące) i prześwietlenie jelita.Dał skierowanie na oddział. I tu zaczęła
się moja gehenna. Co robić? każda ingerencja w tak młody organizm jest
ryzykowna- słyszałam z jednej strony głos mojego sumienia-a z drugiej w końcu
to specjalista wie co robi. Skontaktowałam się z mamą dziewczynki, która
miała podobny problem i trwał u niej 7 miesięcy. Juz nawet czopki dla
dorosłych nie działały-bo oczywiście pediatrzy kazali je aplikować tak samo
jak mojemu dziecku.. Postarała się wówczas mama tego dziecka o skierowanie
do jednego z instytutów zrdrowia dziecka. Tam długo się zastanawiano czy
wprowadzać kontrast-przypomnę u 7 miesięcznego dziecka-a moja córeczka miała
wówczas 3 miesiące. W Instytucie powiedziano, że takie badanie to
ostateczność, bo dziecko jest ruchliwe, nie można uśpić na czas badania, i
wprowadzenie sondy mogłoby niekiedy uszkodzić jelito. Jednak w jej wypadku,
po wielu konsultacjach zdecydowano sie na to badanie-na szczęście wykluczyło
chorobę Hirszprunga.Usłyszawszy tą historię również postarałam się o
skierowanie do kliniki gastroentorologicznej. Udało mi się dostać do jednej z
lepszych w Polsce kliniki dziecięcej. Tam przeprowadzono badania krwi, moczu
(mi wcześniej tego nie zalecano)zbadano jelita na zawartość kału- i na
szczęście stwierdzono, że nie musi być sondowana. Według prowadzącego
pediatry takie badania to ostateczność i zdziwiono się, że lekarz w mojej
miejscowości od razu chciał dziecko skierować na kontrast. Pani peditara
potwierdziła słowa Pani Moniki- najwyraźniej dziecko ma bezcząstkowe
wchłanianiae mojego pokarmu-jednocześnie przyznając, że pediatrzy boją sie
tego typu stwierdzeń. Potwierdziła kolejne Pani słowa o pediatrach, że ich
zasób wiedzy na ten temat jest bardzo niski. Zalecono mi czekać, jednocześnie
podając soczki jabłkowy z dodatkiem dyni.
I czekałam-soczki nie przyniosły szybko efektów-przyspieszyły jednak
wypróznianie. Moje dziecko zaczęło robić kupki raz na 10 dni, a nie co dni 15.
Jednak z momentem ukończenia przez moją córeczkę piątego miesiąca życia i
wprowadzenia jej stałego pokarmu w postaci kaszki Sinlac-dziecko zaczęło
robić kupki codziennie.
Potwierdziły się słowa Pani Moniki o bezcząstkowym wchłanianiu pokarmu matki.
Stały pokarm równa się więcej produktu ubocznego wynikającego z trawienia i
układ wydalniczy zaczął działać. Wcześniej nie miał takiej potrzeby.
Szkoda tylko, że w całej tej histoii miałam tyle stresu. Już oczyma wyobraźni
widziałam zabieg hirurgiczny na jelicie mojego dziecka. Mogłam od razu zaufać
Pani słowom. Jednak proszę o zrozumienie- to pediatrzy podważyli Pani słowa,
a ja szalona im próbowałam uwierzyć.
Teraz dziecko ma skończone 6 miesięcy i problem został rozwiązany.Jednak
teraz musze uważać, bo zaczynają sie zaparcia-tak dziecko reaguje na ryż.Mam
teraz inny problem, ale nie tak drastyczny.Musze przekonać dziecko do kaszek
kukurydzianych, których nie cierpi.Ale jabłuszko z dynia to dla nas rewelacja-
zaczynaja się zaparcia dostaje przecier i po problemie.
pozdrawiam i mam nadzieję, że uspokoilam kilka z nas....