Dla mnie, jak chodzi o cc, najgorsze były rozstania z dziećmi, które trafiały
na intensywne terapie. Potem kilka dni na sali z mamami ze swoimi dziećmi przy
piersiach - no wiecie jak to może być trudne psychicznie do zniesienia. Całe
ciało i psychika spowite bólem rozłąki. Potrzebą bycia przy kruszynce, która
leży z mnóstwem kabelków i respiratorem dwa piętra niżej. Po cięciu to kawał
wyboistej drogi

Jak przeżywałyście takie sytuacje? Jak długo czekałyście na
dzieci?