Pozwólcie, że podzielę się z Wami tym co przechodziłam po sterylce mojej koteńki. Wczoraj w godz.9:00-10:00 miała zabieg. Jak przyjechałam po nią jeszcze spała. Niestety były komplikacje. Miała skurcze, problemy z narkozą, "poplątaną macicę". Przestawała oddychać. Cięcie ma duże, bo jak się nie mylę 3-4 szwy. Wczoraj była w bardzo złym stanie, około godziny 17:30 zaczynała się ruszać. Miała małe wymioty. Ja cała noc prawie nie spałam, bo trzymałam ją na sobie, tylko w taki sposób kocinka mogła odpoczywać, jak tylko ją odkładałam, próbowała chodzić, tzn. kroczek i bęc, kroczek i bęc. Jakoś przetrwałyśmy noc

Swoją drogą bardzo miło leżeć z futerkiem na swoim dekoldzie. Dziś minimalnie lepiej. Troszkę zjadła rano, popiła, po południu już zjadła więcej. Do tej pory nie była jeszcze w kuwecie. Jutro jedziemy do kontroli, mam nadzieje, że szybko dojdzie do siebie, bo strasznie mi jej szkoda. Jest taka kruchutka, ma niewiele ponad 6 m-cy. Dodam też, że dwa tygodnie temu kastrowałam kocurka, braciszka kociczki, ale jak to chłop, na drugi dzień już szalał