Dzisiaj u nas byl juz przymrozek w nocy, znowu bije sie z myslami, czy wystawiac budke dla kotow

Zanim odsadzicie mnie od czci i wiary

tlumacze sie: dokarmiamy koty, nie wiem kto jada, bo wystawiam wieczorem, ale miska jest oprozniana do czysta. Moje obawy przed wystawieniem budki biora sie z tego, ze jak ktos tam tam zamieszka to mi serce znowu peknie, przywiaze sie do stwora, nie bede spac nocami, stwor bedzie sie pokazywal, wital, Rysiek wscieklego szalu dostanie, znowu zacznie sie sikanie gdzie popadnie

jestem chora, mam depresje i tego typu akcje dobijaja mnie jeszcze bardziej. Z drugiej strony: wczoraj odnalazlam takiego kotka co mi z oczu zginal z mojej ulicy. Znalazlam dosyc daleko, jest chudy, poraniony, ma katar. Niebawem zlapie go i odjajcze, co ja mowie: złapie.... wczoraj malo nie wsiadl mi sam do samochodu

miziaty i lagodny nad wyraz, nie wiem jak w relacji z innym kotami, Ryska ignorowal, gdy jeszcze mieszkal w naszej okolicy. Nie krzyczcie prosze