Dodaj do ulubionych

Przywitam się :)

21.11.12, 21:56
Dziękuję bardzo za gościnne otwarcie drzwi Kociego Zakątka. Od dawna tu regularnie zaglądam.Dzięki temu, uzyskałam wiele bardzo cennych informacji. Nigdy nie pisałam, bo raczej nie udzielam się na portalach, forach, głównie z powodu braku czasu. Jednak teraz potrzebowałam porad doświadczonych "kociarzy". Pozwolę sobie skopiować wiadomość, którą wczoraj wpisałam na sąsiednim kocim forum.

Znajoma mi osoba, mieszkająca w centrum miasta dokarmia kotki.Od pewnego czasu pojawiła się w gromadce cudnej urody kotka, która po kilku dniach przyprowadziła dzieciaki.Szóstkę równie urodziwych kociaków. Początkowo pojadły razem z mamuską i zabierała je w sobie tylko wiadome miejsce. Nie pozwoliły się do siebie nawet zbliżyć, całkiem dzikuski. Po miesiącu korzystania ze stołówki, któregoś pięknego dnia, mamusia zostawiła dzieci pod opieką karmicielki. Po prostu poszła sobie. Po kilku dniach tylko zajrzała-co z dziećmi i tyle ją widzieli. Małe jadły same, ale nadal nie dawały podejść, wiały i ukrywały się w różne zakamarki. Został im zrobiony domek-schronek, regularnie karmione rosły i....powoli się oswajały. Były tak cudne-rude, płowe, biało-szare i jeden szarek, że po oswojeniu, udało się znaleźć im domki. Zostały dwa, dwóch nierozłącznych braci. I tu cały klops. To ja znalazłam dom, ale pani z racji finansowej, mogła sobie pozwolić tylko na jednego kotka. Zawiozłam do niej szaraczka. Pani mieszka w domu z dużym ogrodem, ale też dosyć blisko b. ruchliwej ulicy. założenie było,że Szaruś będzie domowym, głownie z powodu tej ulicy, wiadomo, że zwykłe ogrodzenie to żadna przeszkoda. Szaruś znalazł kochaną panią, wiem, że byłoby mu tam b. dobrze, ale...on strasznie, przeraźliwie tęskni ! Tęskni chyba za braciszkiem, za tym wolnym życiem. Od soboty nie je.Może pije, bo robi siku-do kuwetki ! Mimo, że widział ją pierwszy raz w życiu! Kochany Szaruś. Serce mi pęka. W ciągu dnia, jest długo sam, bo pani pracuje, ale jak wraca to go głasia,mizia, a on mruczy jak szalony. Ale w nocy chowa się w kąty. Po domu chodzi z brzuszkiem przy ziemi, boi się chyba.Nie wiem czego, bo spokój tam panuje. Siada na parapecie okna i patrzy w dal, płacze, tak pomiaukuje.Najbardziej się martwimy tym niejedzeniem. Czy lepiej go zabrać i zwrócić mu wolność? Byłby dalej dokarmiany, ma budkę, ale...wiadomo jaki może być los takiego wolnego kotka. Co robić? Może ja go na siłę uszczęśliwiłam? Tak mi go szkoda. Dodam, że Szaruś ma juz ok. pół roku. może to za późno na adopcję?

Tak było wczoraj. Dzisiaj dostałam wiadomość, że Szaruś-właściwie ma na imię Stefan- zaczął jeść i pić. Dostaje małe porcje i często, żeby nie zachorował po tym poście. Więc najgorszy problem się rozwiązał. Jednak on cały czas tęskni, jest wyraźnie smutny. Ile to może potrwać? Stefuś pewnie tęskni za bratem,. ale może bardziej nawet za swobodą i wychodzeniem na dwór. Czy jest szansa, że odpuści, że przyzwyczai się do zamknięcia. Nie chcę, żeby był smutny i nieszczęśliwy za cenę bycia domowym kotem. Sama przez to jestem rozbita, ciągle mam dylemat i żal, że niepotrzebnie Stefcia tam umieściłam. Z drugiej strony wiem, że będzie kochanym pupilem ehhh.
Od razu napiszę, że nie ma takiej możliwości, żeby pani mogła wziąć też braciszka Stefka. Ja nie mogę na nią naciskać i wymuszać takiej decyzji, chociaż przyznam, że namawiałam. Nawet jeszcze dzisiaj. Czasem tak jest i już. Gdyby nie ona, Stefuś nie miałby wcale domu. Od pół roku szukałyśmy domków dla kotków, to nie jest łatwe, tym bardziej, że nie chciałyśmy, żeby źle trafiły.Rudaski i płowe szybciej znalazły dom, chyba z racji wyjątkowej urody.Więc gdy trafiła się możliwość adopcji choć jednego kotka, skorzystałam. To jest miejscowość oddalona od naszej o niemal 2 godz. jazdy. Zawiozłam w sobotę Stefcia, właśnie dlatego, że Pani nie ma szans na dni wolne w tygodniu. Od soboty codziennie rozmawiamy, więc jestem na bieżąco. Pani bardzo się stara, żeby pomóc Stefkowi przejść przez te trudne dni, wiem,że naprawdę trafił w kochające ręce. Tylko, czy to naprawdę dla Niego najlepsze wyjście?
Obserwuj wątek
    • wladziac Re: Przywitam się :) 21.11.12, 23:21
      miło powitać tak wrażliwą osobę na koci los ale sama wiesz jaki żywot czeka kota na wolności a Ty dałaś kociaczkowi szansę na długie i szczęśliwe życie,to że teraz tęskni minie i przyzwyczai się do nowych warunków tylko potrzeba czasu i dużo miłości i poświęcania kotu czasu przez nową opiekunkę,sama trochę kociaków wydawałam i rzeczywiście tam gdzie udało się ulokować dwa kotki obywało się bez tego rodzaju problemów ale też miałam sytuację gdzie do adopcji oddałam kocurka siedmiomiesięcznego straszliwego mamisynka i mimo że w domu była już kotka bardzo,bardzo tęsknił przez dość długi czas ale w końcu zapomniał o przeszłości,przy każdej adopcji wylewałam morze łez ale tak dla kotków jest lepiej,trzymaj się i podtrzymuj nową opiekunkę Stefana na duchu,będzie dobrze
      • majolkaa Re: Przywitam się :) 21.11.12, 23:35
        Wielkie dzięki za te słowa. A już myslałam, że coś ze mną nie tak, bo ryczę, zamiast się cieszyć, że Stefuś ma swój dom. Oczywiście, ze staram się podtrzymać panią Stefcia na duchu. Zaciskam zęby i ją pocieszam, konczę rozmawiac i...koniec ze mną.
        Tak w ogóle, to już sama chciałam, Stefcia wziąć do siebie. Odwiedzałam go, i już się zaprzyjaźniliśmy, gdy tylko mnie usłyszał, biegł z głośnym mruczankiem z tej swojej budki. Jednak napotkałam zdecydowany opór męża na dokoceniesad Bo mamy już kocurka, Felusia. jak opanuję wklejanie fotek, to oczywiście jego też przedstawię. Felusia przygarnęliśmy 3 lata temu. Jest kotkiem "z przeszłością", nawet jego doktor miał poważne wątpliwości, czy koci towarzysz nie spowoduje problemów. Dlatego mąż stawił taki opór, twierdząc, że z Felusiem wyszliśmy na prosta i "szukam kłopotów". Więc uległam i szukałam Stefciowi domu. Znalazłam, a teraz on jest smutny i nieszczęśliwy, a ja razem z nim. I na dodatek ta odległość, która uniemożliwia nam spotkania...
        • k1234561 Re: Przywitam się :) 22.11.12, 06:35
          Odpisywałam już Tobie na forum Koty,kocury,kociaki.Skoro najnowsze wieści są takie jak tu opisujesz,to niestety nie pozostaje nic innego,jak uzbroić się w mega pokłady cierpliwości i miłości i czekać.Czas tylko działa na Stefcia korzyść.Wielka szkoda,że nowa pani nie chce drugiego kotka,ale tak bywa,trudno.Trzeba się z tym pogodzić i jak to mówią "jechać dalej".Stefciu za jakiś czas zapomni o wychodzeniu,o innych kotach itd.Zadbaj tylko,aby pani dużo się z kotkiem bawiła,głaskała,mówiła do niego.Żeby nie czuł się samotny.Dobrym rozwiązaniem jest zostawienie na czas nieobecności właściciela włączonego cicho radia.Niektórym zwierzakom głos człowieka pomaga.
          Bardzo dobrze,że Stefanek w końcu zaczął jeść.Jeśli możesz zainteresuj się czym on jest karmiony.Na razie nie robiłabym mu rewolucji,ale jeśłi karma supermarketowa to za jakiś czas,podsunęłabym coś bardziej wartościowego.Ale to temat na późniejszy czas.
          Pisz co słychać u Stefka i nie rób sobie wyrzutów,że go unieszczęśliwiłaś.Wręcz przeciwnie,dałaś mu drugie życie.Pełne spokoju,ustabilizowania,bez chorób,walki o przetrwanie.Gdyby Stefciu nie trafił do tej pani,a biegał na wolności,to kto wie ile by na tej wolnosci przeżył i jakiej jakości byłoby jego życie.
          Acha,co jeszcze mi się przypomniało,Stefek ma z tego co kojarzę pół roku.Powoli pomyślcie o kastracji.On się wyciszy,nie będzie znaczył na śmierdząco moczem powierzchni płaskich pionowych i ogólnie będzie dobrze.
          • majolkaa Re: Przywitam się :) 22.11.12, 21:13
            Tak, czytałam ta odpowiedź, dziękuję. Pomysł z włączonym radiem jest ciekawy, podpowiem Ani. Dodam, że Ania miała wcześniej kotka, dozył sedziwych lat. Był też szaraczkiem i głównie z tego powodu Ania b. chciała własnie Stefcka. Więc ma dużo doświadczenia i jestem pewna, że zrobi wszystko, żeby Stefciowi pomóc.
            Stefuś na razie dostaje do jedzenia to, co jadł wcześniej. Jednak wiem, że Stefcio nigdy wybredny nie był, więc szybko mozna mu rozszerzyć dietę. Kamien spadł mi z serca,. jak Stefuś zaczął jeść. W sumie to martwię się teraz, zeby nie popadł w jakąś kocią depresję z tej tęsknoty za wolnością i braciszkiem.
            Najgorsze, że braciszek Stefka, też za nim tęskni. Zrobił się apatyczny, stale siedzi w domku. Mniej je. Ehh szkoda, że nie udało się gdzieś ich razem umieścić. Cały czas szukam domu dla drugiego kocurka. Też jest śliczny, szary pręgowany grzbiecik i biały brzusio i łapeczki. A ogonek w poziome prązki.
            A co do kastracji, to jasne, że za jakiś miesiąc, góra dwa, Stefuś straci jajeczka. Musi tylko się przyzwyczaić do nowego miejsca.
            Staram się być dobrej myśli, że jednak się zaaklimatyzuje. Dzisiaj dowiedziałam się, że całą noc spał wtulony w pańcię, mruczał i udeptywał jak się na momenty przebudzał. A jak przyszła z pracy, to stał w progu i dosłownie wskakiwał na jej ręce, tulił się jak szalony. Tak czułam, że Stefcio bedzie pieszczochem, bo jako dzikusek dawał się miziać i zaraz włączał bardzo głośny motorek.
            • k1234561 Re: Przywitam się :) 23.11.12, 06:28
              Dzisiaj dowiedziałam
              > się, że całą noc spał wtulony w pańcię, mruczał i udeptywał jak się na momenty
              > przebudzał. A jak przyszła z pracy, to stał w progu i dosłownie wskakiwał na j
              > ej ręce, tulił się jak szalony

              Słuchaj,to naprawdę rewelacyjne wiadomości.Kotek musiał p.Anię bardzo pokochac skoro nawet udeptuje.Zrobił duże postępy.Jesteś pewna,że jeśli opowiesz p.Ani,że ten drugi kotek,braciszek Stefcia,tak bardzo za nim tęskni,jest apatyczny i bardzo nieszczęśliwy,to ona nie zechce go wziąć?Z tego co wiem,naprawdę 2 koty to niemal tak jak jeden,a w tym przypadku to nie jest kaprys,tylko zwierzaki cierpią bez siebie.Może uda się tą p.Anię jakoś przekonać.No chyba,że ma jakieś mocne argumenty,żeby nie wziąć drugiego kota.No i poza tym braciszek Stefcia też szary,a pani Ania ma chyba sentyment do szarych kotków.Pogadaj może z nią jeszcze,ponamawiaj,może się uda,może jeszcze nie wszystko stracone.Idą święta,może taki prezencik dla Stefcia by zrobiła.I stęsknionemu kotkowi pomoże i Stefciu się ucieszy.Będzie miał towarzysza,ja zostaje sam.Nie chodzi o to żeby wziąść jakiegoś kota,chodzi o tego konkretnego,jedynego,bo są ze sobą bardzo związani.Spróbuj powalczyć.
              • k1234561 Re: Przywitam się :) 23.11.12, 06:36
                A jeszcze mi się przypomniało.Może mogłabyś powiedzieć,żeby p.Ania zechciała choć na próbę,wziąć braciszka Stefcia,choć na tydzień,dwa.Jak stwierdzi,że to jej wybitnie nie pasuje,no to wtedy kotka odda i mówi się trudno.Ale ja bym nie odpuściła.Nie wierzę,że ktoś kto kocha zwierzęta,jeśli zobaczy jak koty się kochają i jak są z sobą zżyte oraz jak jest im dobrze w nowym domku,żeby nie zgodził się w tak wyjątkowym przypadku na dokocenie.
    • majolkaa Re: Przywitam się :) 23.11.12, 22:39
      Wiem, że byłoby fantastycznie, jakby Ania wzięła braciszka Stefkowego. I praktycznie w każdej rozmowie jej to sugeruję. Jednak nie mogę naciskać. Tak w ogóle, to Ania po stracie swojego kotka, postanowiła nigdy więcej nie mieć zwierzaczka. I dosyć długo w tym wytrwała. Trochę nad nią "pracowałam", żeby się zdecydowała na Stefcia, a przeważyła fotka, którą jej wysłałam. Mam pewien chytry plan. wymyśliłam, że zabiorę Stefkowego brata na wycieczkę i pojedziemy z wizytą do Ani wink No, a jak ona zobaczy, braterskie przywitanie, to...może... Zafunduje trochę stresu Stefkowemu bratu, bo nie wiem czy dobrze znosi podróż. Stefus super zniósł, wyjełam go z kontenerka i cały czas trzymałam na rekach. wtulił się we mnie i grzecznie siedział całe dwie godziny jazdy. W razie jakby Ania jednak się nie zgodziła, jest jeszcze szansa, ze mojemu mężowi ostatecznie serce zmięknie i Braciszek wyladuje u nas. Tak sobie to wymyśliłam. Tylko, żeby jeszcze Felo nie zrobił jakiejś strasznej sceny na przywitanie, bo męzuś mnie wywali do budki razem z Braciszkiem wink Niestety, nie mogę planu wprowadzić w życie w ten wekend, bo oboje pracujemy, dopiero w następny bedzie to możliwe.
      Mój Felo był szczepiony, odrobaczony itd, ale też troche się boję, czy w kontakcie z takim kotkiem ulicznym czegoś nie złapie. Braciszek niby jest zdrowy, ale wiecie jak to jest, czasem coś nie jest oczywiste.
      A Ania nie chciała dwóch kotków, ze względów finansowych głównie.I nie chodzi tu o karmę, tylko o wydatki, które wiadomo, czasem się pojawią niespodziewanie w związku z leczeniem kotka. Ania miała z Gustawem takie problemy, leczenie Gusia to była fortuna. Dzięki niemu żył sobie długo, ale tak naprawdę to tylko ona wie jak było ciężko. I nie jest to osoba, która na tym chce zaoszczędzić, nie szuka pomocy, tylko sobie chce sama poradzić. I ja to rozumiem doskonale, po doświadczeniach z Felkiem, więc to jest powód, że tylko namawiam, ale w żaden sposób nie chcę na nia naciskać emocjonalnie. Cieszę się, że Stefuś znalazł dobry dom i panią, która go pokocha.
      Stefus to jest taki kotek, którego pokochanie przychodzi po 30 sekundach z nim kontaktu. Mruczy tak głośno, że nawet nasz wet. był zdziwiony. Potrafił mruczeć na wetowej kozetce. Patrzy w oczy, mruczy. Staje na tylnich łapkach, włazi przednimi na czlowieka i depcze, mordusią się ociera. jak się go wzięło na ręce, to wtulał się tak mocno, jakby się wklejał w człowieka. Nigdy nie zadrapał, nie wystawił nawet pazurków. Gdy raz podszedł znienacka w pobliżu pies, a Stefcia miałam na rękach, to tylko schował mi łepek pod pachę , też nie wystawił pazurków, a widac było, że się przestraszył. Mój Felo też jest miziakiem, ale Stefus jest mega miziakiem. Dlatego tez i ja się do niego szybko przywiązałam i strasznie chciałam, żeby miał swój dom . W tym szaraczku jest tyle miłości do człowieka, że chyba kamień by go nie pokochał.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka