Miluś - kot którego całym światem jest kanciapka 2 na 2 metry.
Urodził się wraz z braciszkiem w piwnicy pewnej kamienicy. Gdy zaczęli dorastać piwnica stała się dla nich za ciasna, chcieli poznać co też poza nią się kryje.
Na początku nieśmiało lecz z czasem coraz odważniej, pod czujnym okiem mamy wychodzili przez piwniczne okienko. Spodobał się im nieznany dotąd świat .
Baraszkowali na chodniku, potem coraz śmielej przebiegali na drugą stronę ulicy gdzie było mnóstwo trawy wśród której poruszały się dziwne małe żyjątka. Nieznane dotąd zapachy intrygowały jeszcze bardziej.Z czasem mama coraz rzadziej im towarzyszyła.
Któregoś razu gdzieś poszła i już nie wróciła, ale tak pewnie robią kocie mamy. Nie martwili się tym zbytnio, wszak mieli siebie.
Ktoś podrzucił coś do jedzenia, potem wystawił miseczki. Ale nikt nie przygarnął, a bo i po co.Źle im ?
Aż do momentu gdy któregoś razu przebiegając przez jezdnię, jednego z nich potrącił samochód. Kierowca nawet się nie zatrzymał. Bo po co, to tylko kot.
Kociak czarny jak smoła z białym krawacikiem i skarpetkami patrzył z daleka jak jego braciszek leży bez ruchu. Już chciał podejść gdy zauważył zbliżającego się rosłego człowieka.
Ten wziął buraska na ręce. Kocurek żył. Ocknął się i będąc jeszcze w szoku resztką sił wyrwał się i uciekł.
Przez kilka dni nikt nie widział kociaków. O tym że mają się dobrze świadczyły miseczki które były regularnie opróżniane.
Z czasem kociaki znowu zaczęły się pojawiać, legalnie korzystały z uprzejmości a raczej w kocim mniemaniu powinności napełniania ich burczących wiecznie głodnych brzuszków.
I tak po malutku, człowiek wraz z rodziną zaczęli się zaprzyjaźniać z dorastającymi braciszkami które zaczęły doceniać ludzką dłoń oraz to ile przyjemności może ona sprawić.
Grzbietek wręcz sam się wyginał pod jej palcami, zaś kocie gardło wydobywało pomruki zadowolenia.
Człowiek dał im kawałek kąta w pawiloniku w którym pracował. Mogły w każdej chwili wejść i wyjść.Jedynie na noc były zamykane w środku. Niczego im nie brakowało. Pełna miska, kuweta i ciepło bijące od kaloryfera.
Po dwóch może trzech latach nie wiadomo czemu, kot czarny jak smoła z białym krawatem i skarpetkami zachorował.Któregoś dnia odszedł i burasek został sam. Smutno mu było niemożebnie.Do kogo będzie się przytulał, z kim bawił.Na dodatek ograniczono mu wolność. Nie mógł jak dawniej wychodzić na zewnątrz.
Zaprzyjaźniła się z nim nestorka rodu. Nadała imię Miluś ... hm, a może wcześniej miał tak na imię. tego nikt już nie pamięta. Stał się jej oczkiem w głowie. I wszystko byłoby dobrze ale i ona się rozchorowała, stan nie rokował nadziei. W końcu zmarła.
Opiekę nad kotem przejęła córka. Zaglądała do niego, pogłaskała, karmiła.
Milusiowe życie stało się monotonne. Jedzenie, kuweta, spanie. Jedzenie, kuweta, spanie. Jedzenie ... i tak przez wiele lat. Z braku ruchu Miluś przybrał na wadze.Stał się dorodnym kocurem, zapomniał co to zabawa bo kto niby miał się z nim bawić.
Musiał się zadowolić głaśnięciem od czasu do czasu.Prężył dumnie grzbietek po czym zwijał się w precelek i zasypiał.
Wyjątkowo w życiu mu się nie ułożyło. Kolejna osoba która dbała o niego odeszła tam skąd nie ma powrotu. Z całej rodziny pozostał człowiek oraz jego dorosły syn.
Człowiek po śmierci zony nie miał do niczego głowy a gdzie tu jeszcze kot.
Jako że zostało postanowione iż rodzinny interes zostanie przeniesiony w inne miejsce a co za tym idzie pawilonik zlikwidowany, pojawił się problem. CO Z MILUSIEM ?
Jeśli nikt się nie znajdzie kto by przygarnął kocurka czeka go schronisko, powiedział syn.
Miluś codziennie budzi się w kanciapce 2 x 2 , je, korzysta z kuwety, potem zasypia i nawet nie wie że ważą się jego losy. Stał się kotem niepotrzebnym. Nie ważne ze jest w nim cząstka miłości nestorki rodu, nie ważna jest cząstka żony i matki. Ważne jest aby się go pozbyć.Na co komu kot.
Kto wie, może lepiej byłoby aby nigdy nie został oswojony. Żyłby może krócej ale o wiele ciekawszym życiem, nikomu by nie zawadzał.
Miluś nie wie co to ludzkie kolana bo kto niby miał go nauczyć ze na kolanach jest przyjemnie.Zna jedynie plastikowe krzesło wraz z poduszką a raczej kocem. Nie wie co to przytulne mieszkanie ale być może wkrótce dowie się co to jest schronisko dla zwierząt.
Miluś to kot poszkodowany przez człowieka.