ajandgeo
17.12.13, 15:46
Moj Niutek juz nie zyje a ja probuje sie poskladac w calosc.Uslyszalam juz od znajomych" No, przeciez to tylko kot" albo "Przeciez to nie czlonek rodziny" albo inna glupota "Nie wygladas na typowa kociare". czyli niby co??? Jest mi smutno.
Piatek byl ostatnim dniem zycia Niutka.Caly dzien lezal skulony z zamknietym jednym okiem a ja glaskalam go i mowilam o teczowym moscie przez , ktory przejdzie do lepszego zycia. Juz bez choroby. O 17,30 przygotowalam klatke.Wlozylam na dno dwa grube frotowe reczniki i wee-wee pads.To takie podklady nieprzepuszczajace moczu.O 18 z minutami przyjechal maz i wlozyl Niutka do klatki.Kot w ogole nie zareagowal, a kto jak kto, ale Niutek na widok klatki zawsze gnal przed siebie i chowal sie w tylko sobie wiadomym miejscu. Pojechalismy.
Punkt wetenaryjny jasno oswietlony, choinki, kartki swiateczne na pulpicie od klientow i koledy.Wczesniej zapisalam nas na ostatnia wizyte, ale poczekalnia byla prawie pelna. Wygladalismy jak czarny, ponury kontrast na tle tej oprawy.Recepcjonistka nawet nie zapytala nas o nazwisko.Wiedziala, bez pytania bo bylam zaplakana. Od razu dala mi do podpisania jakis formularz, ktory podpisalam nie patrzac nawet co to jest.Po krotkiej chwili dyskretnie skierowano nas do pokoju obok, ktorego jedna sciana miala polki z roznymi urnami. metalowy stol z niebieskim recznikiem, jasno swiecaca lampa skierowanoa na blat stolu. Po chwili przyszedl lekrz.Wyjal Niutka z klatki i zaczal go badac."Niech go pan juz nie meczy" powiedzialam placzac.Lekarz byl zdziwiony jak bardzo Niut sie postarzal przez 3 tygodnie i jaki byl chudy. Wedlug niego rak zajal juz gardlo i Niutek mial stan zapalny w jamie ustnej. Byla cala czarna. Dal mu pierwszy zastrzyk i powiedzial,ze wroci do nas za 10 minut abysmy mieli czas pozegnac sie ostatecznie z Niutkiem. Glaskalam go caly czas a on pod wplywm zastrzyku zasnal i przewrocil sie na bok, bo wczesniej byl skulony. Wtedy dopiero moglam zobaczyc jak bardzo go choroba zniszczyla.Byl taki chudziutki i sierc mial zmatowiala.Zadne moje przemywania i szczotkowania nie nadaly jej zdrowego wygladu.Patrzyl przed siebie szklanym niewidzacym wzrokiem.Glaskalam to biedne cialko i w pewnym momencie powiedzialam " Pamietaj o tym co ci mowilam w domu"Biegnij przed siebie i nie ogladaj sie na mnie". Gdy wrocil lekarz powiedzial,ze moze nam dac wiecej czasu, ale nie chcialam.Balam sie,ze tego nie udzwigne.Weterynarz widzac jak to przezywam zaproponowal abysmy oplate uiscili w tym pokoju a nie tam gdzie wszyscy, ale maz powiedzial ,ze idzie zaplacic. Powrot do domu. "Przeciez wiesz,ze nie bylo dla niego ratunku"
"Tak wiem, ale to nie zmienia niczego' Wcale mniej nie boli"
Wejscie do mieszkania. Wyrzucenie niepotrzebnych juz strzykawek i dwoch opakowan po lekarstwie.W pojemniku zostala 1 tabletka, a drugiej buteleczce troche sterydow w plynie, Sprzatniecie podkladow. Przytulenie drugiego kota, ktory w nocy moscil sie na koldrze pomiedzy nami.I uczucie dziwnej pustki, bo przeciez ...
Czy wiecie,ze koty umieraja z otwartymi oczami? Ja nie wiedzialam, To weterynarz mi powiedzial.Mowil tez o swojej kotce, ktora musieli uspic tez z powodu raka. I o swoim drugim kocie, ktorego przyniosla do domu jego zona.Znalazla go gdzies zwisajacego na plocie.jest u nich juz 10 lat.Powiedzial tez,ze moj kot juz cierpial, ale ja uwazam,ze uspilam go na moment przed faza cierpienia. Takie odzwierciedlenia artykulu, o ktorym juz pisalam "Lagodna smierc, pelna bolu decyzja".
Pozostalo mi jeszcze wybranie urny. Wlasnie znalazlam jedna, ktora sie mi podoba.Maja zadzwonic gdy bedzie mozna odebrac prochy Niutka.A wczoraj w poczcie znalazlam kartke od lekarza z wyrazami wspolczucia z powodu straty naszego Niuta. Wzru7szylam sie ponownie.nie ma znaczenia,ze to biznes , ale podoba sie mi taki gest wobec ludzi, ktorych smierc zwierzecia obeszla.
Ciagle jestem rozkojarzona.Odruchowo szykuje jedzenie dal dwoch kotow. Wczoraj gdy zadzwonil maz powiedzialam " I nie zapomniej kupic kotom puszek" a po chwili dodalam"Kupic kajtkowi puszek". " Niut, kajtek pora na kolacje".
Musze przejsc zalobe po utracie mego kota. Czy wierzycie w teczowy most? Dla mnie zwierzeta maja dusze i zgadzam sie z tym co kiedys przeczytalam " jezeli nie ma nieba dla ciebie to nie ma tez nieba dla mnie".Nie pamietam w jaiej powiesci to przeczytalam ani kto to napisal.Bylo to o psie, ale co za ronica kto na pokocha i kogo my pokochamy.
Kolezanka przeslala mi wiersz o smierci kota.Mozna go znalez w necie.jest piekny, lamie mi serca gdy go czytam, ale oddaje to co czuje.
Tym co dobrneli do konca tego postu obiecuje juz wiecej nie pisac o moim Niucie, slicznym, kochanym i dzielnym kocurku, ktorego odejscie tak strasznie mnie zdruzgotalo.Dziekuje tez ,ze na tym forum zaden troll nie moze umiescic swych "madrosci", bo tego bym nie zniosla.Dziekuje tez za wsparcie, ktore mi daliscie w moich dwoch poprzednich watkach. dziekuje Wam naprawde z calego serca.