Mija rok jak nie ma Gucia. Kota, który był dla mnie bardzo ważny, dzięki któremu zostałam
kociarą mając już trzy koty w domu. I to, że nie mogłam być przy nim w jego ostatnich dniach choroby cały czas mam w pamięci. Miał wspaniałą opiekę Oleńki (Alus59) i mojej sąsiadki Danusi za co nie skończę im chyba nigdy dziękować. Ubiegły rok był dla mnie trudny - moja choroba, szpital ( mam za co dziękować drowi B. z gminnej przychodni w Nowince, bo uratował mi życie wypychając bez zastanowienia do szpitala i nie pozwalając mi na powrót do domu, mogłam po prostu nie przeżyć podróży, a tak szpital w Augustowie zrobił wszystko, żeby szybko postawić mnie na nogi), odeszły trzy moje kociny Gałeczka, Ksikula i Guciej, a o Zawadce, jego wspaniałym charakterze i miękkim futerku zawsze pamiętam. Wszystkie kochane i ważne.
Pozwólcie, że tak powspominam moje tęczowe koty. Zresztą tęcza też moja, zdjęcie zrobione 15 sierpnia z tarasu w czasie urlopu.