kotapsota
15.10.08, 23:29
Poszłam po cukier do sklepu, bo akurat robię nalewkę z aronii.
Miałam iść jutro rano,ale diabli podkusili.I jak płaciłam w kasie,
to wleciał mały koteczek. Ekspedientla go wygoniła. Wyszłam, patrzę
stoi taki malutki bidulek pasiasty na wielkim chodniku w
ciemności.Ja też stoję i nie wiem, co mam robić. Wszedł znowu do
sklepu, ja stałam na zewnątrz. Wróciłam się, było pełno ludzi przy
kasie i każdy się zachwycał "och" "ach" i nic z tego nie wynikało.
Ekspedintka wyniosła malucha na dwór znowu, to się pytam, czy to
niczyj kotek. Ona mówi,że niczyj. No i ....wróciłam z kotem do domu.
Wiem,że bym sobie nie darowała, jakbym go tak zostawiła. I problem
jest-moje koty-Misia i Misiek są wystraszone [wykastrowane, ponad
roczne], właśnie poleciały na dwór [noc] i nie chcą wracać. Kociak
jest mały, ale już je sam. Na Miśka siedem razy większego
powarczał.Misia syczała na malucha i zwiała. A ja siedzę i martwię
się, co dalej-kotek śpi w kartonie.
Dziewczyny, napiszcie, że będzie dobrze. Mam złe doświadczenia z
dokacaniem-nie przyjęły strszej od siebie Kici. A ten jest malutki,
myślałam,że nie będą się bały...Tak mi szkoda Misia i Misi-pewnie
obraziły się na mnie. O tej porze już zawsze Misio leżał koło mnie i
mruczał.
ajaaj....