Dodaj do ulubionych

Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I problem:\

15.10.08, 23:29
Poszłam po cukier do sklepu, bo akurat robię nalewkę z aronii.
Miałam iść jutro rano,ale diabli podkusili.I jak płaciłam w kasie,
to wleciał mały koteczek. Ekspedientla go wygoniła. Wyszłam, patrzę
stoi taki malutki bidulek pasiasty na wielkim chodniku w
ciemności.Ja też stoję i nie wiem, co mam robić. Wszedł znowu do
sklepu, ja stałam na zewnątrz. Wróciłam się, było pełno ludzi przy
kasie i każdy się zachwycał "och" "ach" i nic z tego nie wynikało.
Ekspedintka wyniosła malucha na dwór znowu, to się pytam, czy to
niczyj kotek. Ona mówi,że niczyj. No i ....wróciłam z kotem do domu.
Wiem,że bym sobie nie darowała, jakbym go tak zostawiła. I problem
jest-moje koty-Misia i Misiek są wystraszone [wykastrowane, ponad
roczne], właśnie poleciały na dwór [noc] i nie chcą wracać. Kociak
jest mały, ale już je sam. Na Miśka siedem razy większego
powarczał.Misia syczała na malucha i zwiała. A ja siedzę i martwię
się, co dalej-kotek śpi w kartonie.
Dziewczyny, napiszcie, że będzie dobrze. Mam złe doświadczenia z
dokacaniem-nie przyjęły strszej od siebie Kici. A ten jest malutki,
myślałam,że nie będą się bały...Tak mi szkoda Misia i Misi-pewnie
obraziły się na mnie. O tej porze już zawsze Misio leżał koło mnie i
mruczał.
ajaaj....
Obserwuj wątek
    • nioma Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 16.10.08, 08:48
      jak my wzielismy mała kote to nasza starsza byla juz kilkuletnia
      rezydentka, pania na włościach, rozpieszczona, uwielbiana i
      najwazniejsza na swiecie
      jak zobaczyla malucha to sie obrazila smiertelnie, schowala pod
      fotel i przez tydzien nie wychodzila.
      nie odzywala sie do nas, nie przychodzila, nie dawala sie poglaskac.
      tragedia.
      jak mala sie zblizala to warczala i fuczala.
      mialam straszne wyrzuty sumienia ze zafundowalam jej taki stres, ze
      ona cierpi a ja swinia jestesm.
      po tygodniu zaczela sie wysuwac ze swojej kryjowki, przestala
      warczec, obwachala malucha, dala sie poglaskac, stopniowo oswajala
      sie z sytuacja. Harmonia zapanowala po mniej niz miesiacu.
      Koty sa madre. twoje tez. Maluszka po poczatkowym szoku zaakceptuja,
      daj im tylko troszke czasu.

      I wiesz? Dobry czlowiek jestes, cudnie ze zaopiekowalas sie
      dzieciakiem,
      • br0mba Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 16.10.08, 16:26
        nioma napisała:

        > jak my wzielismy mała kote to nasza starsza byla juz kilkuletnia
        > rezydentka, pania na włościach, rozpieszczona, uwielbiana i
        > najwazniejsza na swiecie
        > jak zobaczyla malucha to sie obrazila smiertelnie, schowala pod
        > fotel i przez tydzien nie wychodzila.
        > nie odzywala sie do nas, nie przychodzila, nie dawala sie poglaskac.
        > tragedia.
        > jak mala sie zblizala to warczala i fuczala.
        > mialam straszne wyrzuty sumienia ze zafundowalam jej taki stres, ze
        > ona cierpi a ja swinia jestesm.
        > po tygodniu zaczela sie wysuwac ze swojej kryjowki, przestala
        > warczec, obwachala malucha, dala sie poglaskac, stopniowo oswajala
        > sie z sytuacja. Harmonia zapanowala po mniej niz miesiacu.
        > Koty sa madre. twoje tez. Maluszka po poczatkowym szoku zaakceptuja,
        > daj im tylko troszke czasu.

        u mnie z Gruchem i Funią bylo identycznie, teraz sie bardzo kochają
        tak ze nie przejmuj sie na zapas bo zobaczysz ze z czasem bedzie dobrze
        zwlaszcza ze koteczek jest maly i sie nim zaopiekuja smile)

        no i koniecznie zdjęcia poprosze!!!
    • orchidka77 Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 16.10.08, 12:39
      Przede wszystkim - bardzo dobrze, że zabrałas maluchasmile Niestety w naszym społeczeństwie reagowanie na krzywdę zwierzaków nie jest normąsad Dobrze, że się tam znalazłaśsmile

      Syki przy dokoceniu - to norma. Maluszki jednak szybko się aklimatyzują.
      Jeśli podjęłaś już decyzję, że kociak zostaje - możesz wspomóc zawieranie przyjaźni, używając Feliwaya lub kropli dr Bacha.

      Jesli masz wątpliwości - zawsze możesz kociakowi poszukać innego domu na stałesmile
      W końcu znalezienie kociaka nie obliguje Cię do zatrzymania go dożywotnio. Będąc dla niego domem tymczasowym - i tak uratowałaś mu życiesmile
    • orchidka77 Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 16.10.08, 12:39
      Przede wszystkim - bardzo dobrze, że zabrałas maluchasmile Niestety w naszym społeczeństwie reagowanie na krzywdę zwierzaków nie jest normąsad Dobrze, że się tam znalazłaśsmile

      Syki przy dokoceniu - to norma. Maluszki jednak szybko się aklimatyzują.
      Jeśli podjęłaś już decyzję, że kociak zostaje - możesz wspomóc zawieranie przyjaźni, używając Feliwaya lub kropli dr Bacha.

      Jesli masz wątpliwości - zawsze możesz kociakowi poszukać innego domu na stałesmile
      W końcu znalezienie kociaka nie obliguje Cię do zatrzymania go dożywotnio. Będąc dla niego domem tymczasowym - i tak uratowałaś mu życiesmile
      • misia007 Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 16.10.08, 13:12
        Będzie dobrze , nam dokacanie zawsze wychodziło ale ważne jest twoje
        nastawienie.Wyjaśniam w czym rzecz.Biorąc nowego byliśmy zawsze w sytuacji
        przymusowej, podobnie jak ty teraz i w związku z tym nie przejmowaliśmy się
        nastrojami rezydentów.Po prostu nie było innego wyjścia.One to chyba wyczuwały,
        nasze zdecydowanie i po kilku sykach był spokój.
      • kotapsota Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 16.10.08, 13:15
        Nioma, Orchidka, dzięki za wsparcie.
        Noc jakoś minęła. Rezydencja nie reagowała na moje wieczorno-nocne
        wołanie. Dopiero o 2.30 w nocy Misio cichutko wszedł mi na łóżko i
        trochę pospał, ale o 4 znów poleciał gdzieś. Misia nic nie je i w
        ogóle nie wchodzi na górę. Mały zażądał o 4 jedzonka i zabawy.
        Nasiusiał mi pod łóżkiem. Warczy na swoje odbicie w lustrze. Misiek
        też syczy na niego i ucieka albo zasypai na fotelu, jak Mały śpi w
        kartonie. Misi musiałam dać jeść oddzielnie, bo w ogóle nie
        przychodzi do miseczki i ucieka, biedna kiciuniauncertain Będę szukać dla
        Małego domku, na razie niech sobie podje, i pośpi w ciepełku.W sumie
        to nie wiem na razie czy to kocurek czy koncurynka-zaglądałam pod
        ogonek, ale jakoś tak nic nie widać na 100%smile
        Pozdrawiam
        Trzymajcie kciuki
        • annb Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 16.10.08, 13:25
          tez chcialam wesprzeć ale od rana nie mog enic wpisac
          jakas ogolnoforowa awaria albo cus
          • nioma Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 16.10.08, 13:37
            Kotapsota> a tak sobie mysle, bo wnioskuje, ze masz calkiem niezle
            warunki lokalowe (ja mam niewiele ponad 30 metrow) - moze zaczekaj
            jak sie sytuacja rozwinie i jesli strasze koty zaakceptuja maluszka
            to moze zostanie?
            to taka niesmiala sugestia smile)

            a siusiu pod lozkiem to i tak super
            nasza mala kota pierwsze siusiu zrobila na lózku na ktorym lezalam
            bo duza nie chciala jej wpuscic do lazienki do kuwety smile
            • kotapsota Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 16.10.08, 13:56
              Rzeczywiście od rana jakaś awaria. Dzięki Wam wszystkim. Bardzo mi
              się kotek podoba-tygrysek. Sytuacja lokalowa jest w miarę ok-wszyscy
              gnieździmy się na strychu, bo na dole jest zimno jak w psiarnismile
              Czyli tak naprawdę to jeden pokój z łazienkąsmile i kawałkiem kuchni
              Zobaczę, jak się sytuacja rozwinie (w grę wchodzi również to, czy
              mnie rodzina zabije na amensmile Wiecie, ja tak głośno myślę, biję się
              z myślami. Mały śpi w kartonie przy ciepłej butelce w góralskiej
              skarpecie. Misiek odsypia nocne łażenie na fotelu. Misi nie ma.
              Pozdrawiam
    • dorotakatarzyna Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 16.10.08, 15:43
      Ech, jak ja bym chciała znaleźć kota.... Mąż łaskawie pozwala na dokocenie, pod
      warunkiem że będzie to jakaś znaleziona sierotka... A tu dookoła same dorosłe,
      zadowolone z zycia koty, i to w niewielkich ilościach... Normalnie wam
      zazdroszczę, że tak o, przypadkiem, znajdujecie koty wink
      • wladziac Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 16.10.08, 16:47
        Dorotko-chyba żartujesz małych czy młodych kotów jest
        zatrzęsienie,schroniska przepełnione,ludzie nie nadążają ze
        sterylkami i szukaniem domów tymczasowych,wejdz na forum.miau tam
        ogłoszeń o znajdkach jest cała masa,masz wspaniałego męża że myśli o
        biednych bezdomnych kotach zbliża się zima wiesz ile cierpień ich
        czeka i zabierz chociaż jednego,pozdrawiam
        • nioma Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 16.10.08, 17:06
          mezowi pewnie chodzi o to, ze jak juz WEJDĄ na kota to go wezma.
          nie, ze specjalnie beda szukac po ogloszeniach czy schroniskach.
          • joisana Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 16.10.08, 20:16

            DOkładnie o to mu chodzi bo i u mnie taka sytuacja M stawia warunek-
            to kot ma nas znaleźć a nie my jego. A mnie kurcze nigdy nie pcha
            się pod nogi taka bida z nędzą którą trza ratować.
            • scrivo Joisano i inni... 16.10.08, 20:52
              ci, którym nie pcha się pod nogi kocia bida żadna. Może znajdzie się ktoś chętny na wsparcie w trudnej zyciowej chwili rocznej kotki czarno białej z obciętym ogonem? POjawiła się pare dni temu taka sirota przy bloku moich znajomych i wegetuje dokarmiana przez nich w blokowej piwnicy. Może tak pociągnąc jakis czas, to pewne, ale gdyby znalazła dom było pięknie. Ktoś zrobił jej krzywdę i wyrzucił. To widać bo łasi sie do ludzi, mruczy, wyraźnie oswojona. Na razie nic więcej nie wiem bo to świeża nowinka sprzed paru godzin. Aha, kociak jest w łodzi. Znajomi mają 2 kotki, wieloma innymi sie zajmują wożąc na sterylki i regularnie dokarmiając. Szukają domu dla każdego kocura w potrzebie. Obiecałam im pomoc zatem pytam i tu.
              • nioma Re: Joisano i inni... 16.10.08, 20:57
                Joisano> u mnie tez tak bylo z moim facetem, marudzilam o drugim
                kocie ale on byl na nie, az w koncu uzgodnilismy, ze jak kot nas
                znajdzie to damy mu dom.
                Kot nas znalazl wprawdzie przez internet (tutejsze forum) ale kiedy
                pokazalam mu zdjecie i opowiedzialam cala historie to sie od razu
                zgodzil i nie mial watpliwosci.
                Moze to jest tez sposob na dyplomatyczne dokocenie Twojego meza?
                Taka koteczka bez ogonka zginie bez pomocy, nie ma nikogo kto by jej
                pomogl i....
                U mnie to zadzialalo.
                • joisana Re: Joisano i inni... 17.10.08, 19:29

                  Drogie niomo i scrivo, podejrzewam że M można by było przekonać, ale
                  jest ale niestety to ale to Rudolf adoptowany przez gazetowe forum.
                  Jestem w 100% przekonana, ze nie zaakceptowałby kota dorosłego a tym
                  bardziej upośledzonego bo jest wielkim brutalnym łowcą i obawiam się
                  kocim likwidatorem-ma prawie 7 kg mięśni i jest tak łowny ze
                  przywleka z pola zające a z zagród kury, okoliczne koty albo
                  zdezintegrował albo wystraszył tak ze dawno żadnego nie widziałam,
                  kiedy wyczuje słabsze zwierze nie patyczkuje się z nim nawet jeśli
                  jest to dorosły bokser sąsiadów . Nasz wet daje jednak nadzieje na
                  szczęśliwe dokocenie kociątkiem (robiliśmy próbę podając mu pod nos
                  kociaka kotki weta i zareagował pozytywnie) może po kastracji ma
                  instynkt maciezyński czy co? A co do znajdowania zwierzakó jest w
                  tym jednak coś, czasem pewne rzeczy są nam pisane po prostu tak było
                  z moją I Kotką i ze świeczka szukać by było pary takiej jak my dwie,
                  wręcz wiedziałam co ona myśli, czego chce, a ona wykonywała każą
                  prośbę czy polecenie jakby rozumiała słowo w słowo, spałyśy razem ja
                  z nią pod pachą przez całe jej życie-13 lat, to ona ocaliła moje
                  nienarodzone dziecko sygnalizując że coś jest nie tak, choć ja sie
                  świetnie czułam i nic nie czułam podczas gdy minuty dzieliły cókę od
                  śmierci córka powinna dostać imię po Niej kiedy odeszla żałowałam że
                  nie dałam dziecku na imię Masza wink. Wierzę, że to Ona była moją
                  zwierzęcą drugą połówką. Kocham Rudolfa, i On mnie kocha, doceniam
                  to że jest wyjątkowo piękny, sprytny i interesujący, idealny samiec,
                  ale chciałabym jeszcze raz przeżyć to co z Maszą, ale może dwa razy
                  sie to nie zdażą. Może powinna wystarczyć świadomość że dobrze sie
                  robi ratując kocie istnienie, ale tak podchodząc do sprawy
                  przygarnęłabym każdą bidę z nęzą a to przecież i tak byłoby mało :-
                  (, ząłuję żę nie mam mnóstwa pieniędzy i możliwość opiekować się
                  wszystkimi potrzebującymi, i tysiąca rąk aby każde miało swoją do
                  głaskania.
              • dorotakatarzyna Re: Joisano i inni... 17.10.08, 09:04
                Jak w Łodzi, to mogłaby się poplątać w okolicach Zachodniej 12... Mój ślubny tam
                teraz mieszka (jesteśmy ze Szczecina, a on tam pracuje)... A nuż coś by w nim
                drgnęło wink
                • orchidka77 Re: Joisano i inni... 17.10.08, 12:08
                  Dorota,
                  A cóż to za problem znaleźć kota?smile
                  Wejdź tu: forum.miau.pl/viewforum.php?f=13
                  Napisz, że szukasz kota w Łodzi... i na pewno ktoś się znajdzie kto Ci kota podrzuci na trasie praca-domwink A mężowi powiesz, że błąkał się pod pobliskim śmietnikiem/blokiem etc... No nie mogłaś zostawić malucha przecieżsad

                  Ja ostatnio też znalazłam kota... ale naprawdę znalazłamsad
                  Satysfakcja z uratowania takiego glucika - absolutnie bezcennasmile
                  Wdzięczność malucha - okazywana na każdym krokusmile
                  forum.miau.pl/viewtopic.php?t=82364
                  • nioma Re: Joisano i inni... 17.10.08, 12:24
                    orchidko> probowalam sie dopisac w watku na miau ale cos mnie wywala
                    jesli bedzie potrzebny transport na terenie wawy i okolic to daj mi
                    znac
                    mam samochod, moge pomoc
                    najlepiej na maila otma@interia.pl
                    Ania mnie zna, jezdzilam do niej do Grodziska karmic koty podczas
                    jej nieobecnosci.
            • paulina.galli Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 19.10.08, 11:47
              joisana - o matko...
              dziwne te argumenty Twojego męża (z całym szacunkiem)i absolutnie nie odbieraj
              tego jako atak.
              Po prostu nie rozumiem. Znam ludzi ktorzy absolutnie kotów miec nie chcą, znam
              takich ktorzy tylko kupnego i rasowego i calkiem spora grupkę takich ktorzy
              tylko ze schroniska a czasem schroniskowego i jak najbiedniejszego (tych
              przedostanich i ostatnich najb. lubie smile) - ale argumentu ze kot ma sie
              "znaleźć" sam na ulicy i wtedy go sie przygarnie (a ze schroniska to juz nie) -
              do tej pory sie nie spotkałam ....uncertain

              A swoja droga - co za problem zaaranżować takie "spotkanie"?
              Wystarczy jakis bezdomny kociak, zaprzyjazniona osoba ktora w odpowiednim
              momencie wypusci kocine na np. klatke schodowa i już.
              Się "znalazł"

              Ja taki numer zrobiłam w dzieciństwie - bo moja mam nie zgadzała sie na kota (z
              tym ze absolutnie na żadnego) a kolezanka miała małego kociaka "na zbyciu".
              Zaaranzowałyśmy to w wielkiej tajemnicy smilesmilesmilea mama złamała sie widzać
              "bezdomnego" kotka miauczacego pod drzwiami które "przypadkiem" otworzyłam o
              okreslonej godzinie.
              (pare lat póżniej okazało sie ze mama domysliła sie szatanskiego planu i tego ze
              to bylo ukartowane a zgodziła sie min. daltego ze bała sie co jeszcze w
              despeeracji wymysle smile)
              • kena1 Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 19.10.08, 12:59
                A ja mogę trochę zrozumieć taką argumentację. Sama czekałam jakiś rok z
                dokoceniem, bo myślałam w ten sposób, że może poczekać na jakąś kocią bidę, na
                którą wpadnę i wtedy będę mogła bez problemu ją przygarnąć. Po prostu bałam się,
                że jak już będę miała dwa koty i wtedy trafi mi się jakieś biedactwo na
                chodniku, to będę miała problem, bo przecież tak nie zostawię, ale z drugiej
                strony trzy koty to dla mnie za dużo, a dom dla kota znaleźć ciężko.
                Po jakimś czasie dotarło do mnie, że na to "biedactwo na chodniku" mogę czekać
                następne 30 lat uncertain Dlatego zdecydowałam się na adopcję koteczki zgarniętej przez
                kogoś innego "z chodnika".
                A jak mi się trafi to "biedactwo na chodniku" to zabiorę, zaopiekuję się i
                poszukam domku.
    • kotbert Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 17.10.08, 13:09
      Kotapsota - przede wszystkim to wspaniale, że masz wielkie serce i
      nie przeszłaś obok koteczka obojętnie. Jestem przekonana, że
      odwdzięczy Ci się za to wielką miłością.
      Dokacanie się małymi kotami jest stosunkowo najprostsze. Nasze
      ostatnie - czwarte - futro zlądowało u nas jakiś miesiąc temu,
      zaczepiwszy nas na parkingu. Koteczka jest młodziutka, teraz ma
      pewnie ze 3 miesiące. Na początku była standardowa obraza majestatu
      u starszej gromady, przy czym największego focha miał Rudy, dla
      którego było to pierwsze dokocenie, no i stracił pozycję rodzinnego
      dżuniora. Młoda natomiast zakochała się w rudzielcu na zabój, nie
      daje mu wręcz spokoju, więc rudy wariat w końcu przyzwyczaił się do
      tego, że coś mu wisi na ogonie lub siedzi na głowie, no i wreszcie
      ma się z kim bawić, bo starsze księżniczki obchodzą go z daleka.
      Jestem pełna dobrej myśli co do Twojego dokocenia, potrzeba tylko
      trochę czasu, żeby się wszystko poukładało.
      • wladziac Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 17.10.08, 19:20
        jak dajesz sobie radę z dokoceniem?
        • kotbert Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 17.10.08, 20:19
          To do mnie to pytanie? suspicious
          • wladziac Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 17.10.08, 20:47
            zapytałam Autorkę wątku bo nic się nie odzywa co się
            dzieje,pozdrawiam
            • kotapsota Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 17.10.08, 21:31
              Dziękuję za zainteresowanie
              Sytuacja z placu zabaw: Mały czuje się dobrze, wsuwa chrupki dla
              małych kotów namoczone w wodzie i podgryza te dla dużych, pije
              jogurt, śpi smacznie,lata za moimi nogawkami spodni, jak chodzę,
              obgryza mi skarpety. Właśnie wyciagnął mi z półki folię do
              kserografu i jest wniebowzięty.Co do rezydencji-no to gorzej Misia w
              ogóle nie wchodzi na górę, ja jej znoszę jedzenie, siedzę przy niej
              i ją głaszczę i poddrapuję, żeby nie była taka smutna.Rozpaliłam dla
              niej kominek, żeby sobie w ciepełku posiedziała na fotelu. Misiek
              już trochę lepiej, śpi na górze na sofie i obserwuje małego spod
              oka. Miały dzisiaj spotkanie nos-w nos-Mały jak zobaczył Wielkie
              Paski, podbiegł uszczęśliwiony, ale Misiek powąchał Małego i zwiał
              Nie mogę tego zrozumieć-Misiek jest 15 razy większy od Małego i
              zwiewa pzred nim. Misia dziś go zobaczyła, to posyczała, podniosła
              początek ogona (bez stroszenia) i też zwiała. Szukam jednak domku
              dla malucha. Była dzis koleżanka i umówiłysmy sie,że za 2-3 tygodnie
              go weźmie, jak się rodzina zgodzi.
              Trzymajcie kciuki za moje kochane Misie, bo one biedne są w tej
              całej sytuacji. Siostra przyniosła mi Faliway, ale nie widzę żadnych
              rezultatów.
              Nie miała baba kłopotu...(cały czas mam nadzieje,ż ejednak to sie
              wszystko jakos uspokoi)
              Pozdrawiam
              • wladziac Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 17.10.08, 21:52
                to nie to że Twoje Misie się boją chociaż takie duże tylko na razie
                maluch jest czymś nieznanym i to w ich własnym domu nie do
                pomyślenia,nie wiedzą czym im zagraża ta obecność,ale i tak kotom
                łatwiej jest zaakceptować malucha niż dorosłego osobnika,rezydenci
                mają to do siebie nie lubią [jakiś czas to trwa ]zmian i to wg nich
                na niekorzyść,ale jak już lepiej się poznają powinno być dobrze,a
                jak znajdziesz mu dobry domek to też będzie wspaniale,najważniejsze
                że maluch uratowany no bo jak by to było że zostałby tam gdzie go
                znalazłaś przecież nie mogłabyś spać w nocy spokojnie,życzę
                unormowania stosunków kocio- kocich i dużo radości z posiadania
                malucha i nie zamartwiaj się,powodzenia
                • kotbert Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 18.10.08, 07:23
                  Zwłaszcza że z tego co widzę, nie ma się czym zamartwiać. Sytuacja jest normalna, a za jakiś czas koty będą przekonane, że zawsze było ich trzy sztuki.
                  • kotapsota Zdjęcie malucha 18.10.08, 14:04

                    Maluch ma się dobrzewink Wkeljam zdjęcie zkomórki. Jakos mi nie
                    wychodzi zumieszczanie zdjęć między img i /img w nawiasach
                    kwadratowychsad I nie wiem, dlaczegosad

                    fotoforum.gazeta.pl/3,0,1519045,2,1.html
                    Pozdrawiam
                    • barba50 Re: Zdjęcie malucha 18.10.08, 14:43
                      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/4/db/sd/mp9d/iZXn2Pjjk4VlXT3GFX.jpg

                      A skąd bierzesz link do zdjęcia? Ze swojego komputera? To musi być adres zdjęcia
                      zamieszczonego gdzieś w sieci. Klikasz prawym na zdjęcie, kopiujesz ADRES
                      OBRAZKA i wklejasz między i. Musi się udać, nie ma siły suspicious
                      • kotbert Re: Zdjęcie malucha 18.10.08, 16:22
                        Tak czy owak - cuuuuuuuuuuuudo :]
                        • wladziac Re: Zdjęcie malucha 18.10.08, 16:40
                          ucałuj odemnie tą słodką łepetynkę,niech się zdrowo chowa,pozdrawiam
                        • nioma Re: Zdjęcie malucha 18.10.08, 18:22
                          slicznosci slodkie
                          a jak maz?
                          • kotapsota Re: Zdjęcie malucha 19.10.08, 07:25
                            Dzisiaj (niedziela) była pobudka o 5-Misio sobie zażyczyłsmile. Zresztą
                            i tak mnie brzych bolał od antybiotków, to wstałam i wypiłam coś
                            ciepłego. Mały oczywiście się wygramolił z pudełka i zaczął latać.
                            Ja się położyłam i czytałam. To tak próbował, aż wreszcie wspiął się
                            na moje łózko, co było dla niego nie lada wyczynem. Skakał sobie,
                            chodził po mnie, aż wreszcie usiadł mi na głowie, mruczał jak
                            traktor i zasnął. Jest taki leciutki,-jest to zdumiewające-bo
                            przywyczajona jestem, jak czasem 7 kilo kota po mnie chodzi, jak
                            gdyby nigdy nic. Ugotowałam wczoraj soebie rosoł, to kawałek
                            gotowanego dałam maluchowi-wsuwał, aż miło.Misia nadal osowiała i
                            smutna, nawet nie podbiega do zabawy ze swoim ukochanym laserkiem.
                            Miesik tez chodzi jak struty. Ech, te koty...
                            • paulina.galli Re: Zdjęcie malucha 19.10.08, 11:48
                              Kotek jest przesliczny smile
                            • kena1 Re: Zdjęcie malucha 19.10.08, 13:05
                              Kotapsota, nie przejmuj się, to kwestia czasu: mojemu Karmelowi zajęło jakieś
                              kilka tygodni, żeby przestać uciekać przed nowym nabytkiem i przestać obrażać
                              się na pańcię. Później przez jakiś rok na mój widok jak głaszczę Toffi, podnosił
                              ogon, odwracał się dupskiem i z godnością odchodził... Teraz jest dużo lepiej:
                              obydwa koty układają się po moich dwóch stronach i jest głaskanie symultaniczne smile
                              • kotapsota Re: Zdjęcie malucha 20.10.08, 09:29
                                smile https://images41.fotosik.pl/21/136b51a71fa596cf.jpg
                                • nioma Re: Zdjęcie malucha 20.10.08, 12:04
                                  nie bede oryginalna jak powiem, ze jest przecudniasty?
                                  • kotapsota Re: Zdjęcie malucha 20.10.08, 16:16
                                    https://images35.fotosik.pl/22/42bba2235706ed71.jpg
                                    Maluch ma się dobrze. Zaczepia Misia-podbiega i pac łapką,
                                    koniecznie chce się bawić z takim Wielkim Kotem też pasiastym.
                                    Niestety, Misio nie ma ochoty i zwiewa. Misia dalej w depresji,
                                    trochę je. Kupiłam starszym walerianę, ale najpierw sama wypiłamsmile
                                    dzis w nocy Misio spał obok mnie i mały koniecznie też chiał. Trzy
                                    razy go odnosiłam do jego legowiska, ale wytrwale wracał i wspinał
                                    się na moje łóżko.To dałam spokój.
                                    Pozdrawiam i dziekuje za wsparciesmile
                                    Joanna
                                    • kasia.grecja22 Re: Zdjęcie malucha 20.10.08, 16:33
                                      Jakie cudne kociątko. Mam nadzieję, ze jakos się domruczą- tzn. dojda do
                                      porozumienia.
                                    • paulina.galli Re: Zdjęcie malucha 20.10.08, 20:33
                                      (...) Kupiłam starszym walerianę, ale najpierw sama wypiłamsmile (...)

                                      hehehe smile czasem i "kielich" pomaga smile
                                      Kot jest po prostu przecudniasty i ma strasznie fajne takie "zdziwone" slepki smile
                                      Mysle ze - raz, ze przekona do siebie starszych a dwa - rozrusza zblazowane (i
                                      depresyjne) smile towarzycho
                                      I na te intencje - wznosze toast (bynajmniej nie z waleriany smile)
    • princessofbabylon Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 20.10.08, 20:42
      Masz dobre serducho, wzruszyłam się aż. wink Będzie dobrze smile

      Też bym tak chciała, ale nie mam warunków. Inaczej wzięłabym
      wszystkie koty jakie spotykam na ulicy. To też dlatego będę miałą
      duży dom z ogrodem jak pójdę na swoje ;P
      • princessofbabylon Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 20.10.08, 20:47
        a kociamber rzeczywiście przepiękny smile
        • kotapsota Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 20.10.08, 22:01
          Dziekuję Wam wszystkimsmile Oczywiście,że kielich też dobry-machnęłam
          dwa tej nalewki z aronii, od której to się wszystko zaczęło
          (polazłam po cukier). Jednak znalazłam domeczek dla kocika-
          koleżanka, która zawsze miała koty, kiedyś przygarnęła koteczkę,
          okazało się,że koteczka kotna, no i miała maluchy-znalazła im domki,
          sama sobie zostawiła jednego.Potem chyba musiała oddać rodzicom-nie
          wiem dokładnie. I teraz jest bez kota. Była wczoraj i Maluch robił
          za modela (akurat wzięło go na żarcie), poprosiła o kilka dni
          zatrzymania kocika. No i najprawdopodobniej kocik powędruje w tym
          tygodniu do nowego domku. A ja siedzę i piję tę walerianę, bo się
          denerwuję moimi futrami. Zrobiłam parę zdjęć ku pamięci...(powinien
          album sie wkleić) images36.fotosik.pl/22/98e68fa6b300e1a8.jpg" border="0" alt="images36.fotosik.pl/22/98e68fa6b300e1a8.jpg">
          Ech, no ciężko na sercu. Nie ma co ukrywać. Kotek właśnie wlazł mi w
          nogawkę i podrapuje delikatnie.Jest taki maluteńki w porównaniu z
          Misiemsmile Nie mogłam zdążyć zdjęcia zrobić jak raz były obok
          siebie.Im szybciej pojedzie do nowego domku tym lepiej dla Malucha,
          dla Misiów no i dla mnie...(juz mi łzy sie kręca ..) Ech...
          Pozdrawiam
          Joanna z tzrema (jeszcze) kotami
          • kotapsota Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 20.10.08, 22:04
            Tu ten albumik
            kotapsota.fotosik.pl/albumy/526695.html
            • paulina.galli Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 20.10.08, 22:32
              zakochuje sie smile
              ps. ta fotka z ksiazka i chusteczkami (?)
              ja dopiero teraz zalapalam ze ona jest przekrecona i to wszystko - kot,
              paczuszka i ksiazka - jest w poziomie
              Przedtem tak siedzialam i sie zast. czy ta ksiazka nie spadnie i nie walnie
              kicki po łebku?!
              smilesmile
            • nioma Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 20.10.08, 22:34
              jak kiedys znalazlam dwa male kociaki i pierwszy pojechal do nowego
              domu to histerii glupia dostalam.
              druga koteczka trafila do sasiada z pietra wiec sie caly czas
              widujemy.

              ciesze sie ogromnie, ze ta historia tak dobrze sie konczy.
              oby wiecej takich zakonczen
              • kotapsota Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 21.10.08, 13:35
                Mały koniecznie chce się zaprzyjaźnić z Misiem. Wczoraj pomalutku
                podszedł do śpiacego Misia, obwąchał i chyba pomyślał,że to może
                jego mama-bo zaczął mu tam szpearać w futerku na brzuchalku. Misiek
                się wkurzył totalnie-nie dość że spać nie może to jeszce cos mi tam
                grzebiesmile. Dzisiaj mały leciał za Misiem-wdzięczny widok-najpierw
                duuuży, za nim mały kroczkami tup tup...
                https://images27.fotosik.pl/285/45bd6490c4500605.jpg
                • kasia.grecja22 Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 21.10.08, 13:45
                  Może Misio i Misia małego zaakceptują i jednak zostanie u ciebie?? Taka
                  nieśmiała sugestia i życzeniesmile) Musisz miec niesamowite widowiskosmile A jak
                  Misia? Odobraziła sie czy nadal zagniewana?
                  • nastja Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 21.10.08, 17:54
                    jaaaki wielki kot!! to dopiero kilka dni jak koty się znają, daj im
                    trochę czasu, moze się polubiąsmile mały wyglada na bardzo towarzyską
                    istotęsmile
                    • kotapsota Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 21.10.08, 23:46
                      Tak, Mały jest bardzo towarzyski, wesoły, pojętny. Urwis. Z Misiem
                      pewnie by się jakoś dogadały, ale z Misią to nie. Misia przeżywała w
                      swoim życiu przybycie nowych kotów i zawsze to dla niej był szok.
                      Jak była malutka, to nastał Misiek-też maluch-i niestety, była
                      bardzo wystraszona, smutna (dziwiło mnie to, bo przeciez miała
                      rodzenstwo).Wspólnie chorowały (Misiek był chory i Misia sie
                      zaraziła)-to je zbliżyło-leżały razem opatulone skarpertami
                      wełnianymi, i jakoś zaprzyjaźniły. Rok temu nastała trzyletnia Kicia
                      ze schroniska-Misia okazała swój stres "zapominając", gdzie jest
                      kuweta i brudząc strasznie moje łóżko i dywany-to było okropne-mnie
                      po nocach już śniły się wieeeelkie kupencje. Siusiała wszędzie.Jak
                      Kicia odeszła po roku-Misia uspokoiła sie.Teraz ten maluch. Widzę,że
                      Misia po prostu taka jest-ona nie toleruje nowych kotów.Już
                      koleżanka wszytsko przygotowała na przybycie Malucha. Maluch idzie
                      do nowego domku w piątek po południu. Do tego czasu, mam nadzieję,
                      nie oszalejęsmile Myślałam,że właśnie będzie spokój. A gdzie tam. Mały
                      zaczął latać za Misiem, Misiek wściekły,że zakłóca się jego spokój-
                      zaczął zwalać wszystkie moje papiery z biurka i rwać na
                      kawałeczki... Jest wesołosmile teraz obydwa już zasnęły a ja siedzę i z
                      tegow szytskiego wsuwam buły z serem żółtym (dla "spokojności"smile)
                      https://images45.fotosik.pl/22/9369117c90764622.jpg
                      https://images37.fotosik.pl/22/85d51fbaf87b2920.jpg
                      https://images33.fotosik.pl/390/aaa6f4f4a5d21468.jpg
                      • kasia.grecja22 Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 22.10.08, 10:01
                        Ocaliłas życie maluchowi, a to najwazniejszesmile Gorąco pozdrawiam i trzymam palce
                        a moje koty pazury za malucha.
                        • biljana Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 22.10.08, 12:15
                          Cudny mały koci kosmitasmile
                          • nioma Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 22.10.08, 12:46
                            Boski jest chłopaczek.
                            • paulina.galli Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 22.10.08, 14:34
                              Genialny!
                              Zwl. podoba mi sie to czarno - biale zdjecie z Misiem w tle smile
                              • hakdil Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 23.10.08, 10:14
                                Cudny mały szkrabiczeksmile)))Jesteś wielka,Kobietosmile))))
                                • kotapsota Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 24.10.08, 07:49
                                  https://images23.fotosik.pl/286/5ea3d7d84bacc0a9.jpg
                                  https://images50.fotosik.pl/23/caccaea5ddaa3f9d.jpg
                                  • wladziac Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 24.10.08, 11:45
                                    prześliczny urwis,kiedy się rozstajecie?niestety tak czasami trzeba
                                    bo jest lepiej dla rezydentów i malucha bo jak podrośnie może być
                                    gorzej,ja tak musiałam rozdzielić koty na dwa domy,mój Misiu
                                    wychodzący nie zaakceptował kocurka u siebie i wolał zostać u
                                    syna,ale i tak ma lepiej niż u mnie ma wyjście na balkon i zaraz
                                    zejście po kracie do ogródka [parter]który jest jego królestwem i z
                                    trudem toleruje w nim dziczki które dokarmiam,bez możliwości
                                    wychodzenia jest okrutnie nieszczęliwy,mam nadzieję że Twój maluszek
                                    u koleżanki szybko się zaaklimatyzuje i będzie szczęśliwy,może
                                    będziesz mogła go odwiedzać?pozdrawiam
                                    • kotapsota Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 24.10.08, 13:48
                                      Dzisiaj o 17 koleżanka przyjedzie po malucha. Na pewno będę
                                      informowana na bieżąco, jak się sprawy mają, bo razem pracujemysmile
                                      Dziś w nocy maluch pzreszedł sam siebie-bez przerwy budził mnie
                                      włażeniem pod kołdrę i łażeniem po mnie z pazurkami, co było
                                      szcególnie "atrakcyjne" jak maszerował po plecach. Tłumaczyłam to
                                      tym,że wczoraj bardzo długo pracowałam i nie było mnie calutki dzień-
                                      to się po prostu rozhasał. Stawiałm go na podłodze i próbowałam
                                      dalej spać. I tak z pięć razysmileDziś też jest bardzo wesoły,
                                      ruchliwy, lata za wszytskim, urządza polowania. Nawet Misiek
                                      popatrzył na niego i zaczął skakać za myszą jak mały kotsmile Ale dalej
                                      jest atmosfera gniewno-niechęciowo-depresyjna u większych. Koleżanka
                                      jest wielbicielką kotów, więc na pewno będzie maluchowi dobrze w
                                      domeczku.Cieszę sie, że przez ten tydzień popracowałam nad "dobrymi
                                      manierami" koteczka-załapał, gdzie ma toaletkęsmile [bo zdarzała się na
                                      początku i tu i tam niespodziankasmile] I chyba to jest koteczka, a nie
                                      kotek. Tak stwierdził mój tata wczoraj i rzeczywiście dziś jakoś tak
                                      więcej widać dziureczkęsmileAle ta koteczka to UrwisNieZTejZiemi!!!
                                      Dziekuję Wam za wsparcie i zainetresowanie.
                                      Pozdrawiam
                                      Joanna z trzema (jeszcze) ogonkami
                                      • wladziac Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 24.10.08, 14:23
                                        wszystkie tymczasy jakie miałam u siebie w domu pozostały w mojej
                                        pamięci i na zdjęciach które czasami przeglądam i nawet po kilku
                                        latach od wydania kotka tęsknię za nim ale cóż taka jest rola domu
                                        tymczasowego że trzeba szukać domków bo wszystkich nie da się
                                        zostawić,rezydenci też muszą mieć godne warunki do życia,życzę
                                        maluszkowi wszystkiego dobrego,pozdrawiam
                                        • kotapsota Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 24.10.08, 17:15
                                          Kotek pojechał do nowego domku. Bedzie miał superowy domek. A ja
                                          siedzę i ryczę jak głupia-to niezależne ode mnie.Ostania fotka-kocik
                                          bawi sie z myszą. Pozdrawiam i życzę Wam, aby Wasze kotki były
                                          zdrowe, wróciły z gigantów, były wesołe i szczęśliwe, a jeżeli
                                          odeszły-to niech wrócą w nowych futerkach. Dziekuję Wam za dodawanie
                                          otuchy. Moje "rezydenty" wreszcie nie bedą naburuszone i będzie
                                          święty spokójsmile
                                          Joanna z dwoma ogonkami
                                          https://images46.fotosik.pl/23/7150c961e4f54f77.jpg
                                          • nioma Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 24.10.08, 20:29
                                            kiedys tez jak oddawalam kocia znajdke to ryczalam jakby sie
                                            tragedia stala, a przeciez to radosc wielka, ze kot znalazl dom.
                                            pewnie z jednej strony sie cieszysz, a z drugiej serce peka.
                                            najwazniejsze, ze Kot na swojej drodze spotkal tak dobrego czlowieka
                                            jakim Ty jestes. Miejmy nadzieje, ze takich historii z dobrym
                                            zakonczeniem bedzie jak najwiecej.
                                            Trzymaj sie cieplutko i placz sobie spokojnie.
                                            • paulina.galli Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 24.10.08, 21:11
                                              Och, wcale sie nie dziwe ze ryczysz ...
                                              Ale najwazniejsze ze kotek bedzie mial swoj dom. Szkoda ze bedzie tam jedynakiem
                                              - na pewno taki urwis chcialby miec kociego kolege albo koleżankę smile
                                              • nioma Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 24.10.08, 23:47
                                                moze kolezanka da sie namowic?
                                                • kotapsota Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 25.10.08, 16:20
                                                  Koleżanka nie spała całą noc "z nerwów". Kotek zaaklimatyzował się
                                                  od razu, bawi się, lata wszędzie.
                                                  Ja za to miałam następne atrakcje. Złamał mi się ząb-to jedno.
                                                  Drugie-denerowałam się całą noc, bo Misio nie przychodził. Nie było
                                                  go i nie było...Wreszcie rano coś mnie tknęło i poszłam otworzyć
                                                  taki składzik z narzędziami na podwórku. Otwieram-Misio wylatuje.
                                                  Wczoraj z tych nerwów w ozcekiwaniu na przyjazd nowego domku-
                                                  sprzątałam jak głupia w domu i na podwórku grabiłam stosy liści.
                                                  Misio był wniebowziety, latał za liśćmi, pomagał mismile No i
                                                  nieopatrznie go zamknęłam w tej szopie. PIERDOŁA SASKA-bo inaczej
                                                  powiedzieć nie można. Moje koty juz spokojniejsze, Misia przyszła
                                                  dzis do mnie na kolana, ugniatała, przytulała się... Miso latał po
                                                  domu, jakby szukał małego???
                                                  W każdym razie wszystko dobrze. Mam nadzieję,że koleżanka z nowego
                                                  domku jakoś sie wyśpismile
                                                  Pozdrawiam
                                                  Joanna z dwoma ogoniastymi
                                                  https://www.cats.alpha.pl/catdesigns/animations/anim33.gif
                                                  • barba50 Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 25.10.08, 17:41
                                                    Czyli /no oczywiście oprócz złamanego zęba - aaauuua sad/
                                                    wszystko dobrze https://www.cosgan.de/images/midi/froehlich/a030.gif

                                                    Czekamy na dalsze wieści o powrocie spokoju u Miśków https://www.cosgan.de/images/midi/konfus/a015.gif
                                                    i relacje z nowego domku malucha https://www.cosgan.de/images/midi/froehlich/d025.gif

                                                    A z zamknięciem Miśka w składziku - znam to suspicious znam big_grin
                                                    Ciągle zdarza mi się któreś /najczęściej Ksikę/ zamykać w garażu. Potem latam w środku nocy zajrzeć które tym razem wink

                                                    Joasia "ukradłam" sobie rysunek kota. Nie gniewasz się ?
                                                    kiss
                                                  • kotapsota Re: Polazłam po cukier.Przyszłam z kotem.I proble 26.10.08, 12:34
                                                    Barba50, podpatrzyłam rysunek (inny) u kogoś na forum w innym wątku
                                                    i tak mi się spodobał,że zaczęłam grzebać w Internecie. I
                                                    znalazłam,że ta grafika jest na stronie:

                                                    www.cats.alpha.pl/catdesigns/animacje.htm
                                                    Misia cały czas się do mnie przytula, barankuje, ugniata tak, że aż
                                                    czuję przez sweter jej pazurki... I, o dziwo, pzrestała mnie budzić
                                                    o 4 rano, aby jej drzwi otworzyć na podwórko (zaczęło się od
                                                    stycznia tego roku).Misio też spokojny się zrobił.
                                                    Nowych wieści od koleżanki na razie nie mam. Może odsypia?smile))))

                                                    A rysunek, który mi się tak spodobał jest taki (chyba też gwizdnęsmile))
                                                    komuśsmile)):
                                                    https://www.cats.alpha.pl/catdesigns/animations/anim6.gif
                                                    Pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka