Tak więc, nasza Netinka miała od ponad tygodnia problemy z oczkami. Pojawił
jej się taki krwisto-ropny wysięk. Poza tym wszystko było okej, humor i apetyt
dopisywał. Poszliśmy do weterynarza, ten stwierdził, że to prawdopodobnie
zapalenie spojówek - choć "może i coś poważniejszego". Zalecił dicortineff do
oczu oraz serię zastrzyków (antybiotyk plus środek przeciwzapalny) przez pięć
dni. Ową serię skończyliśmy wczoraj i wydawało się, że wszystko jest już
dobrze, oczka w porządku. Temperatury podwyższonej kicia nie miała, ani
żadnych niepokojących objawów.
A dziś rano Netinka zaczęła kichać. I to tak ostro - całe serie kichnięć,
oddech ma jakby cięższy - mniej więcej tak, jak ostro zakatarzony człowiek

Ciągle się smaruje łapą po nosku, jakby wycierała smarki. Martwię się i mam
wyrzuty sumienia, że ją przeziębiliśmy podczas wyprawy do weta - okrywaliśmy
transporter ręcznikiem, ale pewnie to było za mało.
Co zrobić? Nie mam doświadczenia z kocim katarem. Neti ma dobry apetyt (temu
kotu chyba apetyt dopiero na łożu śmierci odejdzie...), poza tym, że jest
zasmarkana, nie sprawia wrażenia cierpiącej. Lecieć do weta? Ale ona wszak
jest właśnie po serii pięciu zastrzyków z antybiotykiem, jeszcze wczoraj
wieczorem lekarz powiedział, że wszystko jest super, poza tym boję się ją
znowu przeziębić, kurcze...
Przepraszam, jeśli przesadzam w którąś ze stron, ale nie mam doświadczenia z
kocim zdrowiem
Aha - i chyba lepiej nie dawać jej w takim stanie tabletki na odrobaczenie,
prawda?