Kurde, wylazła jakimś cudem z kontenerka w samochodzie, w bagażniku i nie dała
się w tym bagażniku złapać.
Pozwoliłam jej czmychnąć, i po chwili zobaczyłam jak pędzi w stronę kryjówki
maluchów.
Potem słyszałam tylko powrzaskiwanie, a potem maluchy przyszły jeść....jak
gdyby nigdy nic, matka się nie pojawiła.
Zobaczymy co będzie jutro