Dodaj do ulubionych

Myśleliście kiedyś o śmierci i co po niej?

23.08.05, 16:21
W niekonwencjonalny sposób rodzina i przyjaciele uczcili w nocy z soboty na
niedzielę pamięć zmarłego pół roku temu samobójczą śmiercią kontrowersyjnego
pisarza Huntera Thompsona.
Zgodnie z życzeniem zmarłego, popioły pozostałe po kremacji jego zwłok
zostały wystrzelone w powietrze wraz z kolorowymi fajerwerkami w jego
rezydencji na farmie w miejscowości Woody Creek w stanie Kolorado.

Feeria sztucznych ogni była tłem dla postawionego na cześć Thompsona pomnika
wysokości ponad 50 metrów, w kształcie rakiety z głowicą przypominającą pięść.
Zmarły pisarz już w 1978 r. wydał instrukcje co zrobić z jego prochami po śmierci.

W ceremonii pożegnania uczestniczyli jego przyjaciele, znani politycy, muzycy
i aktorzy filmowi, m.in. były demokratyczni kandydaci prezydenccy George
McGovern (1972) i John Kerry (2004). Z gwiazd Hollywood obecni byli m.in. Bill
Murray i Johnny Depp.

67-letni Hunter Thompson zastrzelił się w swoim domu w lutym. Był
dziennikarzem i pisarzem, autorem m.in. popularnej powieści "Fear and Loathing
In Las Vegas" (Lęk i odraza w Las Vegas), według której nakręcono film.

Thompson, w młodości pilot sił powietrznych, zasłynął nie tylko swoją
twórczością, lecz także z powodu konfliktów z prawem, nadużywania narkotyków i
burzliwego życia osobistego.
/onet/


Miał facet fantazję, nie ma co.
Obserwuj wątek
    • f.l.y Re: Myśleliście kiedyś o śmierci i co po niej? 23.08.05, 16:23
      lepsze to niż podgryzanie przez robale smile

      chciałabym mieć swoje tradycyjne miejsce spoczynku - taki grobowiec rodzinny,
      żeby choć raz w roku ktoś wspomniał babkę Jadzię i świeczkę zapalił....
    • skiela1 Re: Myśleliście kiedyś o śmierci i co po niej? 23.08.05, 17:16
      Chyba nie ma czlowieka,ktory by przez chwile nie zastanowil sie co dalej,zwykle
      jestesmy pod takim wrazeniem gdy ktos umiera ale nie tylko.
      Chce wierzyc,ze po smierci jest"tak samo a inaczej, bo lepiej"."Tam" wybieramy
      sobie scenariusz,aktorow i tylko ta magiczna rozdzka jest nam wreczona
      od...Najwyzszego,a w tej rozdzce cala tajemnica /czyt.baza danych/smile,kazdy
      nasz krok dobrze zaprogramowany.Ot takie moje fantazjesmile)
      • denton76 Re: Myśleliście kiedyś o śmierci i co po niej? 23.08.05, 17:21
        trudno myślec o nicości, a moje szczątki niech wykorzystają ci, którzy tu
        zostają jak najlepiej, resztę spalić, tylko u nas podobno nie można rozsypywać,
        nawet popioły muszą być zachowane
        • skiela1 Re: Myśleliście kiedyś o śmierci i co po niej? 23.08.05, 17:30
          Szczatki to male piwowink...co z dusza mamy zrobic??
          • denton76 Re: Myśleliście kiedyś o śmierci i co po niej? 23.08.05, 17:37
            przestać wierzyć, że istnieje
            • skiela1 Re: Myśleliście kiedyś o śmierci i co po niej? 23.08.05, 18:26
              denton76 napisał:

              > przestać wierzyć, że istnieje
              O nie nie.Ona istnieje i ma sie dobrzesmile
              • denton76 Re: Myśleliście kiedyś o śmierci i co po niej? 23.08.05, 20:30
                skąd ta pewność
                • skiela1 Re: Myśleliście kiedyś o śmierci i co po niej? 23.08.05, 21:03
                  denton76 napisał:

                  > skąd ta pewność
                  Czasami trzeba kogos stracic,zeby czuc istnienie duszy.Trudno to wytlumaczyc.
                  • denton76 Re: Myśleliście kiedyś o śmierci i co po niej? 23.08.05, 21:16
                    rozumiem, z takimi odczuciami się nie polemizuje
                    • goonia Re: Myśleliście kiedyś o śmierci i co po niej? 23.08.05, 21:58
                      o, szczegolnie, jak dwie rozne osoby, nie znajace sie zupelnie, mowia ci ze
                      ktos Tu jest. Nie widze, nie czuje, ale stracha mam.
                      • zettrzy Re: Myśleliście kiedyś o śmierci i co po niej? 23.08.05, 22:15
                        stracha... a mnie sie zdaje ze smierc to wyzwolenie
    • skiela1 Czy boicie sie smierci 24.08.05, 00:26
      ??
      • sloggi Re: Czy boicie sie smierci 24.08.05, 00:28
        Nie, boję się cierpienia przed nią.
        • rafi.raf Re: Czy boicie sie smierci 25.08.05, 17:56
          sloggi napisał:

          > Nie, boję się cierpienia przed nią.

          podpisuje sie pod zdaniem sloggi'ego
          • skiela1 Re: Czy boicie sie smierci 25.08.05, 18:37
            rafi.raf napisał:

            > sloggi napisał:
            >
            > > Nie, boję się cierpienia przed nią.
            >
            > podpisuje sie pod zdaniem sloggi'ego

            Bo smierc to krotka chwila tylko cierpienie przed nia strasznie dlugie.
      • frida2 Re: Czy boicie sie smierci 24.08.05, 00:46
        Ja się boję. Chyba.
    • oczydiabla Re: Myśleliście kiedyś o śmierci i co po niej? 24.08.05, 09:13
      Czy cos było przed życiem? Czy coś czuliście zanim się urodziliście?
      To dlaczego ma coś być po śmierci?
      Umrzemy i koniec. Nic nie będziemy czuli. Przecież jak zasypiamy i nic nam się
      nie śni to nic nie czujemy. Tak jakby nasz umysł zniknął.
      • muraszka1 Re: Myśleliście kiedyś o śmierci i co po niej? 24.08.05, 09:23
        nie boje sie smierci,boje sie tego przed smierca,
        lezenia latami,pampersow,zaleznosci od innych ludzi,
        oby bylo mi dane umrzec godnie,bardzo boje sie cierpienia sad
        rodzinie przekazalam moja wole dawno,
        bo smierc przychodzi kiedy chce sad
        bardzo bym chciala,by po smierci cos tam jednak bylo,
        bo tak wielu czlonkow mojej rodziny nie dane mi bylo poznac
        • rembert Re: Myśleliście kiedyś o śmierci i co po niej? 24.08.05, 09:32
          boję się, że się nie zdążę przygotować na jej wizytę. Z drugiej strony jak
          pomyślę tak jak Ty o tych wszystkich którzy bez końca się przygotowują...
          • lady.oracle Re: Myśleliście kiedyś o śmierci i co po niej? 24.08.05, 09:40
            Nie wiem, czy chcę iść do nieba z moherami i księżmi
            (oni też pewnie by mnie tam nie chcieli),
            a nie do piekła z moimi krewnymi i przyjaciółmi.
            Staram się wierzyć w życie pozagrobowe, ale o ile
            w moim życiu pewne zdarzenia wskazują na istnienie Boga,
            w zycie pozagrobowe nie potrafię uwierzyć.
            • grudniowe.slonko Re: Myśleliście kiedyś o śmierci i co po niej? 25.08.05, 17:31
              Dwa razy byłam jedną nogą po "tamtej stronie" i wiem...nie ma się czego bać.
              Ale kocham życie wraz z gorszą jego stroną i chciałabym jeszcze tak sobie,
              powałęsać się po Ziemi.
              • skiela1 Re: Myśleliście kiedyś o śmierci i co po niej? 25.08.05, 17:34
                A skad wiesz,ze to byla tamta strona?
                • grudniowe.slonko Re: Myśleliście kiedyś o śmierci i co po niej? 25.08.05, 17:48
                  Ponieważ dwukrotnie byłam w stanie tzw. śmierci klinicznej i nie przypominam
                  sobie jakiegoś strachu ,że oddzielam sie od swojego ciała.
                  • skiela1 Re: Myśleliście kiedyś o śmierci i co po niej? 25.08.05, 18:14
                    Te historie sa niesamowite.Trudne do uwierzenia ale prawdziwe.Ja w to
                    uwierzylam dopiero jak kolezanki coreczka,wowczas 5letnia przezyla cos
                    takiego.Nie mozna bylo podwazyc faktow.Nawet lekarze nie mieli nic do
                    powiedzenia na ten temat.
                    • goonia Re: Myśleliście kiedyś o śmierci i co po niej? 25.08.05, 18:23
                      Staramy sie nie myslecsmile stracha mam o tyle, ze dobrze mi na ziemskim padole i
                      wcale sie nie chce po zaswiatach walesac. co nie zmienia faktu, ze wierze, ze
                      dusza nie ginie jak cialo. Boje sie, ze bede jakas blakajaca dusza, zawieszona
                      miedzy niebem i pieklem, i bede mila swiadomosc tego. Brzmi zwariowanie, wiem,
                      ale na prawde coraz czesciej mam przypadki, ze cos jest w poblizu, nie ja to
                      czuje ale nie moge ignorowac. Moje dziecko nieraz pokazuje COS, nic nie ma tam
                      gdzie patrzy a jedenak cos ja fascynuje, nie straszy. Kurcze jak w Six sense z
                      Willisem. Ja dostaje gesiej skory w kazdym razie.
                      • skiela1 Re: Myśleliście kiedyś o śmierci i co po niej? 25.08.05, 18:35
                        Moja jak miala moze 10 lat?zobaczyla dziadka(ktorego zna tylko ze zdjec,bo
                        zmarl przed jej narodzinami).Siedzial sobie w kuchni i pil kawe(a byl
                        niesamowitym kawoszem),ona zeszla wieczorem na dol po picie,zapalila
                        swiatlo...mowi,ze ...zrobily sie takie krysztalki i znikl.Ale byla strasznie
                        wystraszona,tylko co ja jej mialam powiedziec?ze halucynacje ma?Wytlumaczylam
                        jak umialam najdelikatniej niczego nie zaprzeczajac.
                        • goonia Re: Myśleliście kiedyś o śmierci i co po niej? 25.08.05, 18:42
                          podobno dzieci sa bardziej wrazliwe na takie rzeczy, ale z czasem zdrowy
                          rozsadek (?) bierze gore, lub tez tlumaczenia, ze duchow nie ma i zatracaja ta
                          zdolnosc. Nie wiem, wierzyc czy nie ale w pracy mialam taki przypadek, ze 2
                          rozne osoby doswiadczyly "wizji". Nie wiem kto tu przychodzi ani po co ale jak
                          slowo daje rzuce robote jak jeszcze raz cos takiego uslysze. Na szczescie to
                          nie w moim pokoju, te odwiedziny zza swiatow.
                    • grudniowe.slonko Re: Myśleliście kiedyś o śmierci i co po niej? 25.08.05, 18:41
                      skiela1 napisała:

                      > Te historie sa niesamowite.Trudne do uwierzenia ale prawdziwe.Ja w to
                      > uwierzylam dopiero jak kolezanki coreczka,wowczas 5letnia przezyla cos
                      > takiego.Nie mozna bylo podwazyc faktow.Nawet lekarze nie mieli nic do
                      > powiedzenia na ten temat.

                      Za pierwszym razem tłumaczyłam sobie, że to był taki sen w głębokiej narkozie,
                      dopiero za drugim razem gdy miałam takie same odczucia a nie byłam pod
                      narkozą ,dotarło do mnie ,że widziałam swoje ciało z boku. Ale naprawdę lęku
                      nie odczuwałam.
    • chaladia Re: Myśleliście kiedyś o śmierci i co po niej? 25.08.05, 20:43
      Mam to w głębokim poważaniu.
      Wiem, że muszę jeszcze przezyć około 18-20 lat, by zapewnić córce utrzymanie
      przec czas edukacji i stażu zawodowego. Spróbuję się z tego wywiązać.
      Od życia w polskim katolandzie nic dobrego nie oczekuję.
      Pojęcia nie mam, co będzie po śmierci. Każda religia twierdzi co innego, z
      reguły coś sprzecznego - więc prawdopodobieństwo, że wybierając którąś trafię
      na pradziwą jest bliskie zeru. Równie prawdopodobne jest to, że 'tam" nie ma
      nic.
      • skiela1 Re: Myśleliście kiedyś o śmierci i co po niej? 25.08.05, 21:06
        chaladia napisał:

        > Wiem, że muszę jeszcze przezyć około 18-20 lat, by zapewnić córce utrzymanie
        > przec czas edukacji i stażu zawodowego. Spróbuję się z tego wywiązać.
        Czasem jej tego nie obiecuj,bardzo czesto los ma dla nas inne plany a my nie
        mamy nic do gadania.
        • chaladia Re: Myśleliście kiedyś o śmierci i co po niej? 25.08.05, 21:29
          Po prostu sywierdzam, że mam obowiązek ŻYĆ, PRACOWAĆ, ZARABIAĆ, ORGANIZOWAĆ DLA
          CÓRKI CIEKAWE WAKACJE, UCZYĆ JĄ TEGO I OWEGO.
          I po prostu do tego czasu nie mam prawa skończyć ze sobą.
          Gdyby nie ten obowiązek, to już dawno by mnie nie było...
          • grudniowe.slonko Re: Myśleliście kiedyś o śmierci i co po niej? 25.08.05, 21:37
            Chociażby dla córki ,należałoby zmienić swoje myślenie. Jeżeli życie tak mocno
            uwiera to chyba jest potrzebna pomoc "kogoś od duszy".
            • chaladia Re: Myśleliście kiedyś o śmierci i co po niej? 25.08.05, 23:42
              grudniowe.slonko napisała:

              > Chociażby dla córki ,należałoby zmienić swoje myślenie. Jeżeli życie tak
              mocno uwiera to chyba jest potrzebna pomoc "kogoś od duszy".


              To znaczy kogo? Klechy z KRK? Psychiatry?
              • skiela1 Re: Myśleliście kiedyś o śmierci i co po niej? 25.08.05, 23:45
                chaladia napisał:


                >
                > >
                > To znaczy kogo? Klechy z KRK? Psychiatry?

                Tylko nie klechysmile)
              • grudniowe.slonko Re: Myśleliście kiedyś o śmierci i co po niej? 27.08.05, 18:48
                chaladia napisał:
                > To znaczy kogo? Klechy z KRK? Psychiatry?

                Ja kiedyś byłam na takim zakręcie...,że mimo wrodzonego optymizmu nie
                potrafiłam sobie z tym poradzić. Na szczęście znalazła się osoba, która
                namówiła mnie na wizytę u psychoterapeuty i dzięki tym pogaduchom spojrzałam na
                swoje problemy inaczej. Może i dla Ciebie znalazłaby się jakaś recepta smile
                • chaladia Kpisz czy o drogę pytasz? 28.08.05, 11:49
                  grudniowe.slonko napisała:
                  "Ja kiedyś byłam na takim zakręcie...,że mimo wrodzonego optymizmu nie
                  potrafiłam sobie z tym poradzić. Na szczęście znalazła się osoba, która
                  namówiła mnie na wizytę u psychoterapeuty i dzięki tym pogaduchom spojrzałam na
                  swoje problemy inaczej. Może i dla Ciebie znalazłaby się jakaś recepta smile"

                  Ja jestem inżynier i patrzę na świat trzeźwo. Wiem, że mam obowiązek trwać i
                  nie zamierzam się od niego uchylać. Owa o samobójstwo więc nie ma. Za to
                  pogaduchy z psychoterapeutą po 150 zeta za 45 minut nie zmienią faktu, że nie
                  mogę się realizować zaowodow w tym, do czego się przez ćwierć życia
                  przygotowywałem i co pokochałem, że kraj w którym żyję odbieram jako bardziej
                  wrogi niż było GG dla moich rodziców, że nie czuję żadnego wsparcia ze strony
                  niechcianej przez mnie "ojczyzny" w zakresie opieki zdrowotnej, przyszłej
                  emerytury, zapewnienia mi dojazdu do pracy, ochrony przed bandytami itd itp.
                  To nie są "wymysły" to są fakty.
                  Psychoterapeuta może wytłumaczyć, że nie ma diabłów na strychu. Psychoterapeuta
                  nie pomoże na to, że będąc agnostykiem MUSZĘ posłać córkę na religię, bo żona
                  boi się, że dziecko będzie "wyalienowane".

                  Za błędy i dobroć wobec rodziców się płaci - a ja nie wyemigrowałem w
                  latch '80, bo moja Mam nie miałaby opieki (na rodzinę liczyć nie mogłem i - jak
                  się obecnie przekonuję, była to opinia słuszna). Płaci się życiem nie takim,
                  jak się che i - co o wiele gorsze - żalem i goryczą, że tak jest.
                  • grudniowe.slonko Re: Kpisz czy o drogę pytasz? 28.08.05, 19:01
                    No cóż …każdy z Nas ma prawo postrzegać świat po swojemu, więc nie będę na siłę
                    przekonywać do patrzenia przez różowe okulary, nie każdemu w nich do twarzy wink
                    Oczywiście nie oznacza to, że ja nie dostrzegam niedogodności i bezsensu życia
                    a jednak udaje mi się zauważać także dobre jego strony i dzięki temu mam się
                    zupełnie dobrze,mimo (obiektywnie rzecz biorąc) nieciekawego położenia.
                    • skiela1 Re: Kpisz czy o drogę pytasz? 28.08.05, 19:12
                      Nie,nikogo sie nie zmusi ale namawiac mozna.
                      Chaladia,przeciez Ty nie masz rak juz zwiazanych.Swiat otworem stoi.Zamiast
                      samounieszczsliwiac siebie i rodzine(ktora patrzy na niezadowolonego wiecznie
                      ojca,meza...)probuj cos zmienic a nie winisz za wszystko PRL.
                      • chaladia Re: Kpisz czy o drogę pytasz? 28.08.05, 20:26
                        skiela1 napisała:

                        > Nie,nikogo sie nie zmusi ale namawiac mozna.
                        > Chaladia,przeciez Ty nie masz rak juz zwiazanych.Swiat otworem stoi.Zamiast
                        > samounieszczsliwiac siebie i rodzine(ktora patrzy na niezadowolonego wiecznie
                        > ojca,meza...)probuj cos zmienic a nie winisz za wszystko PRL.

                        Problem w tym, że ja z PRLem ułożyłem sobie stosunki całkiem rozsądnie - ja im
                        oddawałem 75% moich dewizowych dochodów, a oni mi utrzymywali taki kurs
                        złotówki do dolara, że mnie i tak się opłaciło pracować overseas. Poczytajcie
                        sobie moje forum - link poniżej w sygnaturce.
                        Ja sobie nie potrafię ułożyć życia z RP3. I nie widzę jakiejkowiek perspektywy,
                        żeby ją szlag trafił wzorem PRLu...
                        • skiela1 Re: Kpisz czy o drogę pytasz? 28.08.05, 23:15
                          Twoje forum czytam regularnie.Niesamowicie ciekawie przezyte zycie...do
                          jakiegos momentu.I odpusc,to bylo.Zamknij ten rozdzial.Zacznij cos nowego.A
                          przede wszystkim zaakceptuj sytuacje w jakiej jestes.Inaczej zniszczysz
                          siebie.Zacznij dostrzegac pozytywne strony Twojego zycia-jestes
                          dobrze "ustawiony",masz corcie,ktora kochasz bez granic,masz jeszcze w miare
                          dobre zdrowie i wiele wiele innych plusow,ktore juz Ty sam mozesz tylko
                          wymienic.Znasz to powiedzenie-gdy zycie podsuwa ci same cytryny.........co sie
                          robi???
                          • chaladia Re: Kpisz czy o drogę pytasz? 29.08.05, 00:45
                            Zacząłem "coś" nowego, bo inaczej zdechł bym z głodu i rozpaczy.
                            To, co robię w jakiś sposób wykorzystuje moje doświadczenie zawodowe i
                            lingwistyczne, ale w przeciwieństwie do pracu overseas nie sprawia mi nijakiej
                            przyjemności. Owszem, poznałem parę ciekawych osób, zbudowałem parę wartych
                            uwagi rzeczy (Rurociąg Yamalski, Sadybę Best Mall, Mteropolitana, teraz Rondo1,
                            ale stosunki w RP3 "bolą": Praca po 10-12 godzin na dobę z zapłatą za 8 "bo tu
                            jest taka zasada", a jak nie to "wont na ulicę", Ksiądz nachodzący dom i
                            wymuszający "kolendę", bo jak nie to córka będzie miała "przechlapane" w szkole
                            na religii (ja bym to olał, posłabym ją na etykę, ale Małżonka pęka ze strachu
                            na samą myśl), szerzący się badytyzm, wymuszający mieszkanie w osiedlu coraz
                            bardziej ufortyfikowanym, przerażająca perspektywa choroby (moja Mama zmarła w
                            polskim szpiatalu w ub. roku, to wiem, jak to wygląda - jeszcze parę lat temu
                            jako nominowany profesor PAN miała prawo do szpitala "rządowego", ale Nowa
                            Demokratyczna Polska ograniczyła krąg uprawnionych tylko do polityków i - z
                            konieczności - dyplomatów akredytowanych w Polsce), itd itp... szkoda
                            wymieniać.

                            Tak sobie myślę, że gdybym wyjechał w latach '80, to miałbym już domek pod
                            Wiedniem i przez myśl by mi nie przeszło, że podobne problemy mogą istnieć.
                            • skiela1 Re: Kpisz czy o drogę pytasz? 29.08.05, 01:35
                              chaladia napisał:

                              >
                              > Tak sobie myślę, że gdybym wyjechał w latach '80, to miałbym już domek pod
                              > Wiedniem i przez myśl by mi nie przeszło, że podobne problemy mogą istnieć.

                              Trudno jest ale jest jak jest.Mieszkajac w Polsce nic nie zmienisz ale mozesz
                              (musisz)to zaakceptowac bo tak wlasciwie to nie ma innego wyjscia.Szkoda
                              zdrowia,nerw na sprawy na ktore nie masz zadnego wplywu.Chalupa jakas w lesie
                              bez radia,telewizji i prasy z widokiem na jeziorko-ot co Ci potrzebasmileCzas
                              wyciszyc sie....bo zwariujesz..
                              • grudniowe.slonko Re: Kpisz czy o drogę pytasz? 29.08.05, 11:25
                                Chaladia …dociera do mnie to co napisałeś i rozumiem Twoje rozżalenie ale będę
                                upierać się przy swoim ,że nasze tzw. szczęście zależy od tego jak spoglądamy
                                na swoje życie. Tylko czy nie szkoda Ci własnego zdrowia na takie nachmurzenie,
                                mnie tam osobiście nie przeszkadza, jak kto tam sobie patrzy na świat a nawet
                                uważam, że dzięki ludziom niezadowalającym się byle czym, mamy wszelkie
                                wynalazki.
                                Masz bardzo ciekawe życie, bo oczywiście się o to starasz, ale nie każdemu taka
                                szansa jest dana. Mnie np. los zafundował na samym progu dorosłości wypadek
                                komunikacyjny po, którym długo walczyłam aby w ogóle chcieć pozostać na tym
                                padole, nie mówiąc o fizycznym poturbowaniu. Dużo czasu mi zajęło by z tym
                                nauczyć się żyć (co nie znaczy, że się pogodziłam) i na pewno mam o wiele
                                więcej powodów niż inni, aby obawiać się niewystarczającej opieki zdrowotnej w
                                naszym kraju, chociaż uważam, że często przesadzamy z tą złą opieką medyczną.
                                Gdybym się uparła to jeszcze bym znalazła kilka porażek, ale po co?
                                Tyle, że ja pozwoliłam sobie pomóc właśnie psychoterapeutom i sama bardzo tego
                                chciałam, dzięki czemu nauczyłam się dostrzegać piękne chwile mojej wędrówki,
                                które są moim udziałem a nie rozpamiętywać, co by było gdyby…
                                A tak na marginesie, w domku pod Wiedniem też znalazłyby się jakieś
                                przeciwności losu (patrz moja sygnaturka)
                                • chaladia Up Spirits, Girl! 29.08.05, 21:46
                                  grudniowe.slonko napisała:

                                  "Mnie np. los zafundował na samym progu dorosłości wypadek komunikacyjny po,
                                  którym długo walczyłam aby w ogóle chcieć pozostać na tym padole, nie mówiąc o
                                  fizycznym poturbowaniu. Dużo czasu mi zajęło by z tym nauczyć się żyć (co nie
                                  znaczy, że się pogodziłam) i na pewno mam o wiele więcej powodów niż inni, aby
                                  obawiać się niewystarczającej opieki zdrowotnej w naszym kraju, chociaż uważam,
                                  że często przesadzamy z tą złą opieką medyczną"

                                  Słoneczko, mój Tato w 1956 roku, gdy ja byłem :w drodze" stracił w wypadku
                                  motocyklowym nogę poniżej kolana. O mały włos, a wogóle by z tego nie
                                  wyszedł... przez 15 lat szukał dla siebie sposobu, by pomimo kalectwa stać się
                                  pełnoprawnym (albo lepiej) członkiem społeczeństwa. Skoro chodził kiepsko (choć
                                  proteza mu wystarczał i nie używał laski alni kuli), to "odbijał sobie" swój
                                  brak sprawności na lądzie w wodzie, gdzie niewielu pełnosprawnych i młodzych od
                                  niego mogło się z Tatą mierzyć. Brał udział w pływackich maratonach przez Zalew
                                  Zegrzyński i innych zawodach. Cały czas pracował, ale w PRL-u lat '60 trudno
                                  było się dorobić czegokolwiek. Za to w latcha '70, gdy zaczął się eksoprt
                                  polskiego budownictwa, Taty znajomość języków obcych i zawodu pozwoliła na
                                  start w tej całkiem nowej dyscyplinie. Na początku Tato jeździł do
                                  Czechosłowacji i NRD, potem zaczął przygotowywać się do wyajazdu do Libii - i
                                  niestety właśnie wtedy, gdy już nasza rodzina jako-takao stawała na nogi
                                  finansowo, Tato zachorował na nowotwór i w ciągu roku zmarł...
                                  • grudniowe.slonko Re: hehe 29.08.05, 22:34
                                    Chaladia, ja również po wielu perypetiach nauczyłam się z tym żyć, choć to było
                                    baaardzo trudne dla tak młodej osoby, jaką wtedy byłam. Tym bardziej, że ja po
                                    wypadku przez 1,5 roku nie chodziłam i rokowania były marne, mimo szeregu
                                    operacji. Na szczęście zdobycze medycyny jakimi są „części zamienne” pozwoliły
                                    mi powrócić do jako takiej sprawności. Staram się normalnie żyć i pracować z
                                    przerwami na kolejne operacje, co nie znaczy ,że takie miałam plany gdy
                                    zdawałam maturęwink Obecnie zupełnie inaczej patrzę na to wszystko i nawet śmiem
                                    twierdzić, że moje życie jest w porządku co dla niektórych jest odrobinę
                                    szokujące
      • grenka1 CHALADIA 25.08.05, 23:19
        popieram Twoją wypowiedź w całej rozciągłości, ale gdyby coś tam po śmierci
        miało by być (jakieś niebo, piekło itp.) to ja wybieram stanowczo piekło.
        Spytasz się zapewne dlaczego?
        Otóż z całą pewnością tam będzie wiele moich znajomych, a że ja jestem z natury
        osobą pogodną to będzie się diabłom robić psikusy.
        A w niebie co? Cały dzień chodzić w białej kiecce i śpiewać nabożne pieśni jak
        ja nie mam głosu?
    • genekgenek Re: Myśleliście kiedyś o śmierci i co po niej? 25.08.05, 22:14
      Bardzo boli śmierć kogoś bardo bliskiego. Ten smutek, poczucie straty a na
      dodatek dochodzi poczucie winy za to, że być może nie okazałem zmarłemu w pełni
      jak go kocham.
      Podobno w własną śmierć zwyczajnie nikt nie wierzy a śmierć ludzi nam obcych
      jest nam obojętna.
      Staram się akceptować własną śmiertelność ale nie zawracam też tym sobie głowy.
      Dla mnie ważne jest tu i teraz. Ważna jest ta chwila, która trwa.
      Nie wierzę w isnienie nieśmiertelnej duszy wię i nie myśle na poważne o tym co
      po tym. Może nie do końca, przecież wpływ wychowania, kultury i różnych mitów
      pojawia się i w mojej świadomości ale próbuję myśleć jasno i odrzucać to co nie
      jest oczywiste.
      Marzę o tym aby moje ciało, bez większych ceregieli, otrzymała przyroda. Jestem
      jej to winien. To całkiem duży kawałek białka - komuś się przyda. Ja przecież
      aby życi także sporo zabijałem i zjadałem ciała innych istot.
      Dlatego też spopielenie ciała uważam za bezczelność. Tylko brać, nic nie
      oddając naturze!
    • pam_pa_ram_pam Re: Myśleliście kiedyś o śmierci i co po niej? 29.08.05, 10:49
      Myślenie o śmierci jest niezdrowe.
      Trzeba myśleć o życiu. Przyglądałem się ludziom z faweli w Brazylii. Gdyby
      Polacy tak żyli, to by się zamartwili na śmierć. A oni tam się bawią lepiej niż
      my, są uśmiechnięci, radośni (zwłaszcza w karnawale) i jakby nie zdawali sobie
      sprawy, że nie mają zapewnionej opieki lekarskiej, emerytur (wątpię, by
      ktokolwiek z nich rozważał perspektywę dożycia wieku emerytalnego) i wogóle
      państwo wywiązuje się ze swoich obowiązków wobec obywateli VIII kategorii
      jeszcze gorzej niż nasza RP3.
    • mam_to_w_nosie Re: Myśleliście kiedyś o śmierci i co po niej? 29.08.05, 12:00
      Ja wierzę, że po śmierci coś jest, nie wiem co ale to się okaże ale NA PEWNO
      nie ma po niej zła, cierpienia itp... Tak musi być bo inaczej życie nie miałoby
      sensu.
      A znacie ten dowcip?
      -Po śmierci Breżniew dostaje się do piekła, zostaje wrzucony do wrzącego kotła.
      Patrzy a tam Hitletr siedzi przy biurku i czyta. Woła diabła i skarży się. -Na
      pewno nie popełniełm więcej zła niż Hitler a ja muszę się smażyć a on sobie siedzi
      i czyta. Na to diabeł -Nie narzekaj, każdy ma swoją karę, on wcale nie czyta tylko
      tłumaczy wszystkie dzieła Marksa na hebrajski.
      wink
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka