Wlasnie czytamy z moja przekroj i sie posprzeczalismy troche - ja nigdy nie
palilem, ona rzucila 10 dni temu (hurra

)
I teraz kwestia jest taka: czy zakaz palenia wszedzie, poza wlasnymi
mieszkaniami to jest dyskryminacja palaczy?
Zgadzamy sie co do jednego: jezeli ten zakaz nie bedzie traktowany z polskim
czepialstwem tylko bedzie narzedziem dla niepalacych do walki ze smrodem.
Mam tu na mysli taka sytuacje: jestem sobie nad jeziorem, siedze, dajmy na to
lowie ryby. Siada 10 metrow ode mnie palacz i sobie zapala. Jezeli go dzisiaj
poprosze o niepalenie narazam sie na wielka dyskusje o tym, czy mi smierdzi
czy nie. A tak - krotka pilka: smierdzi mi, zwracam mu uwage, ze sie nie
pali, on przeprasza i gasi papierosa albo se idzie w jakies krzaki. Krzaki
oczywiscie sa 100 m ode mnie, wiec mi to nie przeszkadza ze on pali, niech
sobie pali. Tak dla mnie by to wygladalo najlepiej.
Z drugiej strony: jestesmy w Polsce i prawdopodobnie scena ta bedzie wygladac
tak, ze ten palacz bedzie mnie mial w dupie, bo bedzie wiedzial, ze moge mu
skoczyc. Tymczasem drugiego palacza, ktory byl mily i uprzejmy i poszedl
palic sobie 200 m dalej ode mnie wytropi nadgorliwy straznik miejski i
chociaz on nikomu nie przeszkadza, wlepi mu 50 zlotych zeby sobie poprawic
statystyki...
Drugim tematem dyskusji bylo: 3 osoby. Zalozmy sobie, ze zakaze sie palenia
wszedzie poza wlasnym domem. I teraz tatus - palacz bedzie fajczyc w domu i
truc swoje niewinne dzieci. Moja mowi, ze wlasnie dlatego nie powinno sie
tego robic, bo te biedne dzieci. A ja uwazam, ze to jednak zalezy od tatusia
palacza - jezeli dla niego fajki sa wazniejsze niz dzieci, to chyba kiepski z
niego tato (moj rzucil, kiedy moj mlodszy brat okazal sie astmatykiem -
alergikiem). Powinien rzucic palenie: jezeli nie umie (wiadomo, to nalog, nie
jest latwo) to niech w mroz i deszcz nawet zasuwa na dol i pali na dworze. Ze
jest mu trudniej - na pewno. Ale to on pali: to byl jego wybor, albo blad
mlodosci.
3 punkt: palarnie w firmach powyzej 20 osob. Wyobrazmy sobie, ze jestesmy
szefami prywatnej firmy. Zatrudniamy 21 osob, i nagle jedna z nich zaczyna
palic i my musimy zbudowac dla niej palarnie, doprowadzic klimatyzacje,
spelnic normy sanepidu, cuda, wianki na kiju - slowem, fortuna. Moim zdaniem
powinna byc krotka pilka: albo jestes w stanie wytrzymac te 8 godzin kiedy
dla mnie pracujesz bez papierosa, albo dowidzenia. Ale to sie nie da, bo
bedzie, ze dyskryminacja "nie widza we mnie fachowca, tylko palacza" - mowi
pani w artykule.
I jeszcze, tak przy okazji: pracuje ze Szkotami. Oni pala jak smoki.
Potrafimy podczas 8 godzin pracy zmarnowac z 45 minut na palenie papierosow.
Gdybym ja byl pracodawca wkurzalo by mnie to (tak mi to wisi: mi placa za
godzine, ja ich wywalam z ciezarowki, bo prawo nie pozwala im palic w
pojezdzie i czytam sobie gazete, a pieniazki mi leca). A jezeli ktos ma
argument taki, ze jemu palenie pomaga w skupieniu, bo inaczej jest
rozkojarzony i nie ma zdolnosci tworczych, to dla mnie znowu sprawa jest
jasna: zwalniam go i zatrudniam kogos kto nie potrzebuje palic, zeby wykonac
dla mnie ta sama prace tak samo dobrze.
I co, jestem faszysta?