carbogrom
24.07.02, 03:14
Może któraś matka pomysli..
Sowa
=============================================
"Optymalni" nr 5 (21) maj 2001
Poznań 20 marca 2001
Szanowna Redakcjo
Żywimy się optymalnie całą rodziną (5 osób) od dwóch lat. Długo
poszukiwałam alternatywy dla siebie. Ciągle walczyłam z nadwagą.
Przestestowałam na sobie tysiące tzw., "Diet Cud", oczywiście z wiadomym
rezultatem. Mając 38 lat zaszłam po raz trzeci w ciążę, której końcem było
osiągnięcie wagi 104 kg przy 169 cm wzrostu. Ale urodziłam cudowną,
upragnioną córeczkę. W ciąży na początku mialam bardzo złe wyniki i
obawiałam się o zdrowie swoje i dziecka. Ciągle miałam anemię. Przedtem 6
lat jarskiej diety. Pani doktor - ordynator szpitala w Poznaniu, prowadziła
mnie w ciąży, zapisywała bezustannie żelazo w tabletkach i mnóstwo witamin.
Przy moich hemoroidach zrobienie kupki raz w tygodniu było nie lada
wyczynem. Pani doktor skwitowała to odpowiedzią, że to normalne i tak musi
być. Ogarniała mnie panika. Wpychałam w siebie szpinak i sok z marchwi.
Do momentu rozwiązania bóle kręgosłupa nie dawały mi w nocy odwrócić się na
drugi bok. Rano witała mnie migrena i nienormalne wymioty. Gdy już dane mi
bylo trzymać dziecko w rękach, bóle nie ustąpily. Żyłam ze świadomością, że
tak musi być, bo wszyscy zbliżający się do czterdziestki na coś tam stękają,
a jeśli nic nie boli - to znaczy, że nie żyjesz, tylko że to wcale nie jest
zabawne. Mialam również nerwicę serca. Objawiała się ona dusznościami,
nierównomiernym biciem, uczuciem paniki. Oczywiście to też było normalne u
wielu ludzi i nie miałam sobie tym głowy zawracać. W takim razie po co
istnieje ta służba zdrowia, komu służy i kto dostaje, płacone przez nas co
miesiąc, przymusowe składki na ZUS? Po porodzie wyglądałam i czułam się jak
60-latka. Dziecko było zdrowe, karmiłam je piersią, co czynię do dziś.
Za wszelką cenę chciałam schudnąć. Kupiłam sobie gazetkę "Super Linia", w
której właśnie znalazłam króciusieńką wzmiankę o diecie dr. Kwaśniewskiego.
Nie czekałam, syn przywiózł mi książkę "Dieta optymalna", przeczytalam ją
jednym tchem, całą noc. Wszystko w niej zawarte było odwrotnością tego, co
robiłam dotychczas. Rano od razu kupiłam ser, jaja, smalec. Pomyślałam
"... albo będę ważyć 150 kg, albo ten facet ma rację...".
I miał. Razem z mężem, z zaufaniem, przystąpiliśmy do generalnie prostej
metody żywienia. Po dwóch tygodniach - waga w dół, u mnie - 6 kg,
u męża - 8,5 kg. Ważyłam, liczylam, mierzyłam. Nareszcie! Wcześniej mąż mój
był ciągle zmęczony, stawy go bolały, żylaki na nogach dokuczały, miał
częste rozstroje żołądka.
I co mogę powiedziec teraz, po dwóch latach żywienia optymalnego?
- nigdy w życiu nie czuliśmy się tak dobrze, nawet mając 16 lat
- nic mnie teraz nie boli
- kręgosłup stał się giętki i silny
- hemoroidy zniknęły na zawsze
- wypróżniam się regularnie (bez tabletek, ziół, lewatyw)
- zniknęły bóle migrenowe głowy, połączone z wymiotami
- serce pracuje jak szwajcarski zegarek
- ciśnienie 110/85
- cukier po śniadaniu 90
- cera wyładniała, jest bardziej sprężysta, jednolita, ładna, poznikały
plamki i odbarwienia.
- zęby nie bolą, nie psują się, nie krwawią dziąsła.
- wysypiam się w ciągu 6-7 godzin
- wszystko jest łatwe i możliwe, problemy zmalały
- odwaga wzrosła
- polepszył się stosunek do innych
- każdy dzień jest ważny
Muszę jeszcze napisać coś o swoich dzieciach. Najstarszy syn miał 16
lat - grubasek, ospały, ciągle w książkach, kolegów niewielu. Nauka sama
wchodzi mu do głowy, jest bardzo szczupły, znikł brzuch i duże pośladki,
trądzik przebiega bardzo łagodnie. Chłopak jest silny, odważny, dobry,
czuły, zdecydowany, mądrzejszy, bezkonfliktowy, nie sięga po używki, mało
śpi, szybko się uczy, ma lepsze wyniki w szkole. W lipcu kończy 18 lat -
będzie tort optymalny.
Drugi syn teraz ma 13 lat. U niego również nastąpiły poważne zmiany na
lepsze. I-sze miejsce w konkursie ortograficznym, świadectwo z czerwonym
paskiem. Nigdy nie jest zmęczony, tryska energią.Wstawanie o 6.30 nie
stanowi dla niego żadnego problemu. Uwielbia jajecznicę na boczku. Pomału
znikają blizny od poparzeń z dzieciństwa. Ma trzeźwy pogląd na świat, jest
rozsądny, szybko się uczy, nie sięga po używki i nie zadaje się z
"elementem".
Córka 15 kwietnia skończy 2 latka. Nie miała jeszcze okazji chorowania.
Nie podawałam jej nigdy wit. D3, ani żadnych specyfików zapisywanych bardzo
chętnie przez pediatrów, tzw. witamin. Karmię ją cały czas piersią, na
żądanie. Czasami jest ciekawa i zjada trochę obiadku na który składa się
łyżeczka ziemniaków utartych z masłem, kawałeczek mięska, obgryza chętnie
kości. Do picia ma zawsze wodę, lub herbatkę, wszystko bez cukru. Uwielbia
lody i bitą śmietanę. Wszystko wg książki kucharskiej dr. J.K. Z dzieckiem
nie mam żadnych problemów. Jest przede wszystkim zdrowa, wesoła, rośnie
troszkę wolniej, lecz prawidłowo. Polecam taki sposób żywienia dzieci
wszystkim mamusiom. Naprawdę to jest to! Często mówią one, że nie mają
pokarmu, albo za małe piersi. Ja miałam najmniejsze piersi i mam mnóstwo
pokarmu. Nie należy, za żadne skarby, odstawiać noworodka od piersi!!!
Trzeba zostawić wszystkie obowiązki i zająć się dzieciątkiem. Podawać pierś
na każde piśnięcie. Jeżeli wytrzyma tak ok. 3 tygodnie, laktacja nie
ustanie. Mleko poleci, a wszystkie kłopoty wokół dziecka znikną. Warunek -
matka optymalna. Naprawdę warto. Jest higienicznie, miło, cudownie blisko,
pieszczotliwie. Tylko mamusia, dzidziuś i natura. Przestańcie wymyślać i
kombinować, tak niewiele potrzeba, a tak wiele dostaje się w zamian. Mogę
mówić na ten temat, bo mam porównanie i doświadczenie. Dziecko nie lubi
słodyczy, ani owoców. Mniej śpi, niż rówieśnicy żywieni cukrem. Lepiej się
rozwija, nie śliniła się, nie miała zasmarkanego noska, skóra jej jest
biała, lśniąca, bez jakichkolwiek krostek, czy przebarwień jakie miewają
małe dzieci. Można powiedzieć: super dziecko.
Teraz, jako dwulatek, zjada z nami normalne posiłki, tylko bardzo
malutkie plus oczywiście pierś. Na śniadanko np. : płaska łyżka jajecznicy
na boczku. Obiadek - 100 ml wywaru na kościach z żółtkiem, podwieczorek - 20
ml lodów optymalnych, truskawkowych, z łyżeczką bitej śmietanki posypanej
kakao, 2 kosteczki czekolady gorzkiej, lub 4 orzechy. Dziecko optymalne, to
cudowne dziecko. Dopiero przy nim wiadomo, co to macierzyństwo
pełnowymiarowe. Jest to najtańsze i najzdrowsze żywienie, jakie znam, a
umiem liczyć, zwłaszcza pieniądze. Niektóre mamusie, zamiast kupić dobre
jedzenie dla swoich pociech, wolą wydać na lekarza i w aptece, podtruwając
powoli swoje dzieci. A to właśnie dzieci powinny jeść najoptymalniej. Nie ma
się czego bać.
Ja służę radą i w każdej chwili pomogę każdej matce, doradzę, co robić krok
po kroku.
Z poważaniem
Małgorzata Miedziarek
61-058 Poznań ul. Górska 8