Swoboda twórcza...

08.09.05, 09:22
Jak uważacie - do jakiego stopnia autor może sobie dziś pozwolić na swobodę
twórczą? Mam na myśli pisanie bez oglądania się na podstawowe zasady pisowni
polskiej, łamanie pewnych sztywnych językowych norm. Wielu młodych pisarzy
teraz to stosuje. Czy Wam się to podoba? Jaką rolę w produkcji
takiego "dzieła" odgrywa korektor?
    • autumna Re: Swoboda twórcza... 08.09.05, 10:34
      > teraz to stosuje. Czy Wam się to podoba? Jaką rolę w produkcji
      > takiego "dzieła" odgrywa korektor?

      Korektor na widok takowego dzieła pada na miejscu rażony apopleksją...
      • czarnaba Re: Swoboda twórcza... 08.09.05, 11:21
        Tak myślałam :))
    • barbara7 Swoboda twórcza czy tfurcza sfowoda 08.09.05, 15:13
      czarnaba napisała:

      > Jak uważacie - do jakiego stopnia autor może sobie dziś pozwolić na swobodę
      > twórczą?

      Moim zdaniem autor ma prawo robić co zechce, w końcu to on decyduje o kształcie
      swego dzieła. Wiele dzieł łamało "podstawowe zasady" i dlatego literatura się
      rozwijała. Tyle o swobodzie twórczej.

      Natomiast - tfurcza sfowoda. Aaaa, to jósz je zópełnie inna sprawa. Jeśli ałtor
      zastempóje brak pomysłu lub nieómiejentność pisania i zwykłe nieóctwo protestem
      antyjenzykowym, to jego "dzieło" zwykle trafia tylko do jego własnej szóflady. I
      na szczenście.
    • rekwizytornia Re: Swoboda twórcza... 08.09.05, 16:23
      Przykład Doroty Masłowskiej udowodnił, że pisać książki może każdy, choćby i
      półanalfabeta i ćwierćinteligent. W jednym. Latoś nam takowych "autorów"
      obrodziło, aż strach do księgarni wchodzić. Bełkot, takoż intelektualny, jak i
      językowy, a tego razem znieść się nie da. Że każdy temat jest dobry, to już
      kilkaset lat temu pisarze i poeci zaczęli udowadniać, ale wciąż trzymali się
      polszczyzny - nomen omen - literackiej. Teraz panuje wolna amerykanka,
      wystaczy, że człowieczek umie włączyć "kompa" i walnie kilka razy w klawisze.
      Piszesz "kóra", "bżóch" czy "wzionć"? Jakiś ty oryginalny! Pardon, orginalny.
      Cóż za język świeży, postmodernistyczny (a fuj!) - wydajemy, to się sprzeda!
      Pani Jadzia z warzywniaka i kolo w dresie spod bramy "zrozumią", bo to książka
      o nich, dla nich! No kurde cool!
      Matko i córko...
      Co innego staromodna (starodawna? starożytna?) swoboda twórcza - patrz
      Gombrowicz. Interpunkcja leży i kwiczy, słownictwo potoczne bądź dziwaczne,
      zdania jakieś takie powykręcane. A ja przed tym na twarz padam, bo to i
      śmieszne, i prawdziwe, i mądre. Ale niech mi nikt nie wmawia, że młoda gwardia
      "lyteracka" też kiedyś będzie doceniana kiej Witold G., bo w to nigdy nie
      uwierzę. Gdzie Rzym, a gdzie Krym, na litość boską i diabelską!

      Pozdrawiam
      Rekwizytornia-tradycjonalistka
      • kaylene1 Re: Swoboda twórcza... 12.09.05, 07:09
        Przed chwila wyczytalam w innym poscie,ze piszesz. Nazywanie Masloskiej cwierc
        inteligentka swiadczy o kompletnym jej braku(inteligencji) tudziez braku sluchu
        literackiego.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja