frodolong
05.06.05, 11:18
sory, że dopiero teraz piszę, ale z małym Mateuszkiem nie bardzo mam czas
wchodzić na forum. Załozyłam nowy wątek, bo nie wiem czy zajrzysz jeszcze do
tamtego - o moim PCO-sowym syneczku. No więc już odpowiadam. Leczyłam się u
lekarza z Bytomia (oprócz łodzi i Białegostoku są tu chyba najlepsi
specjalisci od niepłodności). Po zdiagnozowaniu PCO od razu wziął mnie na
laparoskopię - bez żadnych wstępów farmakologicznych - i myślę, że to było
bardzo słuszne. inny lekarz u którego też byłam powiedział mi wyraźnie, że
według najnowszych statystyk laparoskopia w przypadku PCo ma tak wysoką
skuteczność, że ładowanie hormonów przed a nawet po zabiegu nie ma sensu. No
ale oczywiscie może być różnie. U mnie po laparo od razu dostała clo i
dufaston na drugą fazę cyklu. Brałam je przez 3 cykle. Miałam też monitoring
i dwie inseminacje (nieudane). Mierzyłam temperaturkę i badałam śluz (na śluz
brałam wiesiołka - bardzo mi pomógł, bo było więcej śluzu i można było łatwo
zbadać). No a w sumie w ciążę zaszłam w 4 cyklu, kiedy mój lekarz pojechał na
wakacje i nam też kazał sobie zrobić wakacje od tabletek, monitorngu itp. No
i ten wakacyjny nastrój pomógł!! Byłam też w międzyczasie u
bioenergoterapeuty, który stwierdził, że miałam przestawione pole magnetyczne
i dlatego nie mogłam zaciążyć. Taką wizytę tez polecam, bo jak od niego
wyszłam, to czułam się uskrzydlona i "potwornie płodna" :) Może to też
działanie psychiczne. Grunt, że skuteczne!!!!!! Życzę powodzenia! Zobaczysz,
że już niedługo będziesz narzekać na rozstępy na brzuchu, pogryzione przez
dziecko brodawki, nieprzespane noce i wtedy pomyslisz sobie nawet nie raz "po
co tak mi się spieszyło do tego dziecka". Ale kiedy będzie leżał ci przy
persi albo kiedy wreszcie uda się go uśpić, będziesz patrzeć na niego i
płakać ze szczęścia, którego nie da się opisać!! Zobaczysz, to wszystko przed
tobą.