Dodaj do ulubionych

Wtrącanie.

25.03.12, 21:01
Ingerencje wszelakie. Należy czy nie? Było cos takiego, bodaj u Makuszyńskiego, jeśli mój przyjaciel ma wejść w g.... to ja go nie mogę powstrzymać, ale moge go przestrzec. Całe moje zycie wtrącałam się w cudze sprawy. Zawsze obrywałam za to po uszach wiem, że nie powinnam, ale nie jestem w stanie się powstrzymać. Bardzo staram się przestrzegać zasady przestrzegania, a nie wtrącania, ale i tak na jedno wychodzi.
Moje pytanie do fora brzmi: wtracacie się czy nie?
A jak tak to czy wbrew sobie?
Aj ak nie to w jaki sposób?
Ostatnio stanelam wobec dylematów życiowych, nie moich teoretycznie, ale które moje życie zakałapućkały by kompletnie. Już ich nie mam, ale pytania pozostałysad
Obserwuj wątek
    • monia.i Re: Wtrącanie. 25.03.12, 22:29
      Czasem - i czasem wbrew sobie.
      A jak - cóż, w zależności od sytuacji - generalnie delikatnie.
      W ogóle - to zależy od relacji z osobą, do której życia się wtrącam. I od rodzaju sytuacji. Chyba nie ma recepty, po prostu trza się zdać na wewnętrzną wrażliwość i wyczucie.
      Im dalsza mi osoba, tym mniejsza chęć do wtrącania się. Osoby mi obojętne mogę obserwować na chłodno, osoba bliska mam nadzieję, będzie czuła, że za moim wtrąceniem się idzie nie czysta ciekawość, chęć ingerencji - ale chęć bycia i ewentualnej pomocy.
      • bbetka_1 Re: Wtrącanie. 25.03.12, 23:04
        A ja walczę ze sobą i bardzo staram się nie wtrącaćsmile ze skutkiem różnym wink Między innymi dlatego, że zazwyczaj -niestety- wiem jak co się skończy...mam nadzieję, że jeśli się nie wtrącę to może jednak potoczy się lepiej... Osoby bliskie wiedzą, że można ze mną przedyskutować wszelkie warianty rozwiązań, i wesprę (także czynnie) każdą podjętą decyzję, ale niepytana się nie odezwę i będę wspierać milcząco. W ogóle mam to z domu, że "dzieci i ryby głosu nie mają" i opcja zadawania pytań jest mi organicznie obca, ale za to zmysł obserwacji i wyciągania wniosków z przesłanek mam opanowany bardzo dobrze smile Ogólnie jak mi ktoś czegoś nie powie, to ja zpewnością o to nie zapytam. No chyba, że to przemyślę ustalę sama ze sobą, że mogę zadać takie pytanie (albo co gorsza, że wypada je zadać!!!) no to za jakieś pięć lat dam radę big_grin
        Do ludzi obcych wtrącam się bardzo rzadko i tylko w sytuacjach krytycznych obok których normalny człowiek przejść spokojnie nie może...
        Chętnie wtrąciłabym się np w postępowanie życiowe mojego brata w ostatnim czasie, ale ...no właśnie? co bym miała mu powiedzieć? że powinien się rozwieść??? interweniuję w sprawach drobnych (18-stka bratanka), na które wydaje mi się że mam możliwość wpływu...

        Poza tym Fed, to chyba nie o "wtrącanie się" chodzi, a udzielanie pomocy w naszym najlepszym pojęciu, co można czasami uznać za wtrącaniewink I to mi się zdarza częściej i równie często wychodzę na tym jak "Zabłocki na mydle"smile bo albo -wbrew sobie- muszę wszystko zrobić sama, bo nie potrafię kogoś poprosić o zrobienie czegoś co nie należy do jego obowiązków (a i wtym przypadku mam trudności...) albo pakuję się w sytuację "daj palec, a będą chcieli całą rękę"....
      • verbena1 Re: Wtrącanie. 25.03.12, 23:13
        Wtracam sie ,pouczam ,daje dobre rady bo uwazam ,ze wiem lepiej ,mam doswiadczenie i chce pomoc. To chyba juz TEN WIEK, uwazam ,ze jestem ludziom winna dawac dobre rady, zeby nie bladzili i nie popelniali bledow ,ktore ja kiedys popelnialam.
        Jestem przerazona sama soba.
        Wtracam sie do sposobu zycia przyjaciolki, probuje ja lata cale uparcie zmienic i wsciekam sie ,ze mnie nie slucha.
        Innej znajomej, ktora narzekala na meza, poradzilam sie rozwiesc, dajac siebie jako przyklad szczesliwego zakonczenia. Rozwiodla sie i nie jest tak jak sobie wyobrazala a ja czuje sie troche winna.
        Obiecuje sobie ,ze juz nigdy wiecej. Do czasusmile
        Tak po cichu dodam ,ze lubie sie wtracac, z wiekiem coraz bardziej. Moze skoncze jako wstretny babsztyl wiszacy cyckami za oknem i kontrolujacy zycie calej wsi? Problem tylko w tym ,ze parapety mam za niskosmile
        • mammaja Re: Wtrącanie. 25.03.12, 23:26
          A ja z wiekiem wtracam sie coraz mniej. Moze miałabym wielka ochote wtracic sie, ale w zycie doroslych dzieci to wiecie jak trudno. Innym tylko sami z tym przychodza. Bo jest bezsensu wtracac sie dla samego wtracania smile
          A Makuszyskiego też zapamietałam, tam było ze nie nalezy sie wtrącac ale trudno nie złapac przyjaciela za ramię kiedy widzimy że wchodzi w bloto. G.. tez moze byc smile
          • jan.kran Re: Wtrącanie. 26.03.12, 12:30
            Ja sie generalnie malo wtracam natomiast duzo rozmawiam.Podobno wielu osobom
            pomoglam , tak twierdza , ale ja mam takie zycie ze moznaby kilka zyc moim CV obdarzyctongue_outPP i w zwiazku z tym mam doswiadczenie.
            Wiem ze jezeliby ktorykolwiek z Towarzyszy Zycia moich paru przyjacioleczek sprobowal podniesc na nie reke fizycznie lub psychicznie tobym sie wtracila ale na szczescie nie bylo do tej pory potrzeby.
            Wiem ze jakby ktos z moich bliskich , nawet na wlasne zyczenie , zjezdzal po rowni pochylej tobym zareagowala.
            Zgryzam warge i sie nie wtracam bo mam doswiadczenie z drugiej strony...
            Moje malzenstwo przez wiele lat starannie dazylo ku koncowemu rozwiazaniu.
            Dzis , z perspektywy czasu , jestem wdzieczna ze moi Bliscy , mimo ze lekko
            przerazeni ,poczekali az nadejdzie Apogeum i sie nie wtracali.
            Moja przyjaciolka dala mi finalnego kopa prostym zdaniem:
            - Ile razy jeszcze ?
            Chodzilo o to ze moj ex po piatej zmianie miejsca pracy i kraju mial kolejny pomysl ktory rujnowal moje plany starannie.
            Po tym zdaniu pojelam ze rzeczywiscie trzeba exa spuscic ze schodow.
            Ale sytuacja byla dojrzala i zdanie bylo kamyczkiem do kopcatongue_outPPPA ,za wtracenie Przyjaciolki jestem wdzieczna.

            Bardzo trudno nie wtracac sie do osob ktore sie kocha.

            Tak dlugo jak widze ze Dana Osoba jest zadowolona , mimo ze z logicznego punktu widzenia nie powinna byc trzymam morde w kubell.
            Zawsze rozwazam czy moje wtracanie cos zmieni , polepszy ...
            Jak np. moja Przyjaciolak ma przyjemnosc rabac jak gornik w kopalni , pare etatow , habilitacja na Sorbonie , dwojka doroslych dzieci na karku i maz Nicpotem ale jest szczesliwa i spelniona to co ja Je bede truc ze moze Maz by zarobil jakis grosz...
            Ona jest wprawdzie wykonczona ale szczesliwa a wszyscy Meza Nicpotem lubia i przezylil razem kilkadziesiat lat w szczesciu i zgodzie.

            Nie wtracam sie kiedy moje dzieci ktore maja lby jak sklep ale nie przekuwaja wiedzy na brzeczaca monete tylko Ich plany zyciowe przeciagaja sie w czasie .
            Moze powinnam ale na razie czekam spokojnie az sie odnajda i je wspieram.

            Czekam i wesze czy ktos oczekuje wtracania, tak bym to ujela...
            Kran


      • jutka1 Re: Wtrącanie. 26.03.12, 12:10
        Mam jak Moniek. smile
    • ewelina10 Re: Wtrącanie. 26.03.12, 16:22
      Zależy na ile inni mi na to powolą, czy sami tego chcą ode mnie, jak jestem blisko z nimi i czy sprawa wymagająca "wtrątu" nie zazębia się o moją smile A tak wogóle wtrącam się coraz rzadziej, bo wbrew pozorom ludzie maja swoją mądrość smile i dokładnie zdają sobie sprawę z rzeczywistości, a jeśli czasami zdarza się że Nie to i tak nic ich nie ustrzeże przed popełnieniem błędu.
      • en.ej Re: Wtrącanie. 26.03.12, 18:36
        Wtrącam się i nie patrzę czy kogoś lub w niektórych wypadkach mnie to zaboli.
        Oczywiście wcześniej obserwuję, układam puzelki i jak mi jakiś nie pasuje do układanki to daję temu wyraz.
        Przez to staję się wrogiem numer jeden, do momentu aż przetrawią .
        Trafiam też na betonowych, do nich żadne argumenty nie docierają, wtedy drażę niczym kropla skałę smile
        I wiecie co w 99 przypadkach na 100 wychodzi na moje.
        2 z takich, którym wygarnęłam , żeby nie przyznać mi racji poszli po radę do Pana B smile
        • verbena1 Re: Wtrącanie. 26.03.12, 19:30
          Dochodze do wniosku ,ze doswiadczenie ,chocby nie wiem jak bogate nie przydaje sie na nic. Kazdy ma inne kryteria, jedni trwaja w toksycznych zwiazkach przez cale lata, inni rozwodza sie po pierwszej klotni, kazdy ma inne granice wytrzymalosci, szacunku do siebie, wybaczania.
          Jednak czesto wtracanie sie pomaga spojrzec na problem z innej strony, podjac decyzje, podniesc na duchu i dodac odwagi.
          Trudno jednoznacznie ocenic ten problem ale dobrze jest podyskutowac na ten temat.
          • fedorczyk4 Re: Wtrącanie. 26.03.12, 20:26
            No właśnie, trudno jednoznacznie, generalnie.
            Ja tez z upływem czasu zrozumiałam, że nie da się uchronić nikogo ale, że to nie zwalnia z obowiązku wyrażenia mojej opinii jelłi jestem o nia pytana, a nawet jeśli nie jestem, a tylko mam wysłuchac to w sumie potrzeba mówienia jest jakąś taka proźbą. Z tym że często to idzie dalej, proźby o opinie i rady to mały pikuś. Czasem i bardzo często angażuję się w działanie na rzecz i wtedy dopiero jest źle. Bo nie da się zadziałać za kogoś. Czasem zadziałanie wychodzi dobrze i jest ok. Ale czasami osoba która chciała żebym zadziałała , bo sama sie bała, nagle zmienia zdanie i całe "działactwo" obraca sie przeciwko mnie z osobą na czelesad Od lat starm sie nie nie angażować i pozostawać na obrzeżach cudzego życia i od lat co i raz pakuję się w takie sytuacje z kopytamisad Starałam się to przepracować, przemyśleć dlaczego robię to co robię, usunąć z "robienia" własne motywacje takie jak pycha czy potrzeba waloryzowanie samej siebie, nawet mi sie to udawało przez jakiś czas. No to się dowiedziałam, że tchórzę i egoistycznie chowam we własne majtki. I jak tu znaleźć równowagę?
            • en.ej Re: Wtrącanie. 26.03.12, 22:27
              Fed, nigdy nie znajdziesz równowagi. Jak wiadomo " Jeszcze się nie urodził taki żeby wszystkim dogodził". Ja jak wierzę w swoje działanie to nie zwracam uwagi na nikogo, nawet jak obrywam bez łeb. Na czas takiego działania wyłączam słuchanie i dylematy moralne i prę jak czołg do celu. Jedyna rzeczą do której postanowiłam się nie wtrącać to wychowanie synalka siostry. Jakbym mogła to bym go utopiła w łyżce wody, ale wiem, ze każde złe słowo wypowiedziane na jego temat bardzo ją zranią. Bardzo dużo mnie kosztuje to postanowienie, ale kiedyś jemu powiem to co w zasadzie powinnam powiedzieć jej.
              • fedorczyk4 Re: Wtrącanie. 26.03.12, 22:43
                No kurcze, to właśnie tak jak ja walczyłam z soba w stosunku do syna U.P.Próbowałam z nim rozmawiać przez całe lata, aż dałam sobie spokój z tego samego powodu. Ostatnio do niego dotarło, tylko szkoda, że tak późno. Mógł pomóc, nie pomógł, mógł bardzo poprawić sytuację, ale był zajęty wyłącznie sobą. Podejrzewam, że po wszystkim będzie miał do nas żal, że nie został zmuszony, tylko niby kto miał i jak zmusić go do otwarcia patrzałek i empati?
                Próbowałam przez lata U.P. przestrzec przed wychowywaniem syna na kompletnego egoistę, potem juz było za późo na takie rozmowy. Teraz i on i ona cierpią. On nie umie sprostać sytuacji, ona jest sama. I wiem, że ponieważ nie jest idiotą to do końca życia będzie miał ten ciężar na garbie. Nie widzialem jak moja matka umiera, nie pomogłem, a mogłemsad
                Syf który zemści się na nim i jego przyszłych bliskich. Tylko, że on nie będzie miał dookoła siebie takich przyjaciół których ma ona. No chyba żeby sie całkiem zmienił. Czego mu zyczę z całego serca.
                Swoja drogą pdziawiam Twoje podejście do sprawy wtracania. Masz rację. Ja niestety mam zawsze zbyt wiele wątpliwości. Nie mam pewności słuszności. I im jestem starsza tym mam mniej pewnościsad
                • en.ej Re: Wtrącanie. 26.03.12, 23:59
                  Też mam wątpliwości jak pierwszy raz się z czymś spotykam. Ale zawsze staram się wysłuchać drugiej strony, zasięgnąć języka, pogadać z ludźmi nie mającymi pojęcia o sytuacji,
                  żeby to była opinia w miarę obiektywna.
                  Czytam jakieś opracowania, jak trzeba to i statystyki, żeby porównać podobne sprawy.
                  Robię rachunek za i przeciw i jak większość przeważa szalę za mim zdaniem to nie ma zmiłuj.
                  Dodatkowo mam Was, doświadczone i będące nie raz na wozie jak i pod nim i to też jest skarbnica wiedzy.
                  • mammaja Re: Wtrącanie. 27.03.12, 01:59
                    Ale jestescie, madre kobity, słowo daję ! Wiedziałam o tym, ale nie moge nie wyrazić słownie uznania. A w sytuacji z synem UP to nie jest wtrącanie - to jest nakaz moralny, powiedzieć jeszcze raz facetowi co mu się nalezy. A co z tym zrobi - to już jego problem. I jego przyszly garb, jak słusznie napisała Fed.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka