08.08.05, 17:44
Moja corka (w maju skonczyla 16 lat) jest zamazana na amen. Dopiero teraz w
pelni rozumiem powiedzenie o cielecej milosci; patrza na siebie z tak
strasznie maslanym wzrokiem, ze za kazdym razem musze siegac po relanium wink
Tak. Jako ojciec najchetniej odstrzelibym zboja! Nawet mu powiedzialem, ze
jak skrzywdzi mi dziecko, to mu jajka wyrwe z korzeniami i kaze zjesc...
troche go to przestraszylo, bo za kazdym razem staje na bacznosc na moj
widok... he, he, he... tak ma byc! wink) A tak powazniej to wariacji dostaje;
niby fajny i dobry chopak (rowiesnik), ale tubylec, czyli kanadol z dzialda
pradziada. Nie jest latwo wychowac dzieci w tak mieszanym srodowisku jak
tutaj - w kraju to wszyscy byli przynajmniej jednej narodowosci, jednego
wyznania, jednej kultury i mentalnosci (no... przewazajaca wiekszosc...). Ale
czy aby tylko to jest problemem? Jego_zona chce mi do szmat nakopac i mowi ze
jest to juz paranoja a cora z przerazeniem zerka jak otwieram buzie aby sie
do tego dzwonka zwrocic, bojac sie ze znowu obiecam mu cos wyrwac. Czy ktorys
z Panow tutaj przez to przeszedl?
Obserwuj wątek
    • lablafox Re: Corki. 08.08.05, 18:03
      Mój ojciec tak reagował , mój mąż też , chociaż to nie jego rodzone córki.
      Oboje zazdrośni byli bardzo , ale o coczy o kogo, a wyobraźnia im pracowała
      strasznie.
      Męża mogłam ostudzać w zapędach , z ojcem musiałam walczyć.
      Może jednak odpuścić , nie myśleć o krzywdzie , jaką spotka ukochaną , mniej
      lub bardziej córeczkę, a starać sie chłopaka bliżej poznać.
      marku tak samo bywają zazdrosne mamusie o swoich synusiów -nynusiów , których
      skrzywdzą te młode ladacznice.
      Pytanie - dlaczego tobie przeszkadza chłopak kanadol z dziada /pradziada?
      Tego nie rozumiem.
      • jej_maz Re: Corki. 08.08.05, 18:26
        Nie ze przeszkadza, ale wolabym naszego a tak to nie wiadomo co mu we lbie
        siedzi. Nie jest zle, bo Anglik, ale wyobraz sobie jak dziwczyna zamarze sie w
        jakims arabie... az mnie ciarki przeszly, chociaz znam kilka mieszanych i super
        udanych malzenstw.

        Generalnie chodzi mi o to, ze rola rodzicow nie jest lekka i z pewnoscia
        inaczej wychowuja sie dziewczynki a inaczej chlopcy. O ile moge komus pomoc
        uwagami jak dac sobie rade z nastolatkiem (dalem sobie calkiem niezle ze
        swoim), to szukam uwag doswiadczonych ojcow jak sobie dac rade (chyba przede
        wszyskim z samym soba) gdy coka dorasta.
        • lablafox Re: Corki. 08.08.05, 19:07
          Odpowiedziałam Tobie z pozycji córki.
          Powiem jeszcze ,że lepiej "wroga' oswoic niz doprowadzić do tego ,że dziewczyna
          bedzie się spotykać z nim gdzieś ukradkiem , poza domem , a Tobie kłamać ,że z
          nim zerwała.
          Mój ojciec też oswajał kandydatów , metoda dziwną , ale skuteczną - prowadził z
          nimi rozmowy i to tak ,że ja siedząc obok i obserwując lub uczestnicząc,
          zaczynałam się zastanawiać , co ja takiego w tym facecie widzę i sama się
          odkochiwałam , do czasu kiedy zakochałam się na śmierć (lat 19 mając).
          Wówczas już nic nie pomogło , byłam ślepa i głucha , a im bardziej ojciec
          szalał , tym bardziej odalałam się od niego i robiłam mu wręcz na złość .
          Teraz z perspektywy czasu wiem jedno ,że doswiadczyć tej miłości musiałam i
          momo ,że potem bolało , jak cholera nie żałuję i mam , mimo wszystko , tylko
          wspaniałe momenty w pamięci.
          • ewelina10 Re: Corki. 08.08.05, 19:20
            jej_zona ma rację.

            wygląda na to, że z córą jest wszystko w porządku smile
            • verbena1 Re: Corki. 08.08.05, 22:28
              Usmiecham sie do siebie czytajac wypowiedz Jej_meza bo przypomnialam sobie
              mojego szwagra. Jego reakcja na chlopaka corki byla zupelnie
              idiotyczna ,dostawal szalu na jego widok. No bo jak to, jego ukochana
              dziewczynka, coreczka, dziecinka w objeciach jakiegos obcego faceta.
              Dzika zazdrosc o rywala.
              Skonczylo sie na tym ,ze zaczeli spotykac sie po kryjomu ,ciaza i pospieszny
              slub.
              Urodzila sie dziewczynka,sliczna jak mamusia a dziadek zakochal sie
              nieprzytomnie w malej kobietce ,spokojny ,ze nie ma rywala i cala milosc dla
              siebie.
              Jej_mezu, wiem ,ze trudno sie powstrzymac ale nie strzelaj do chlopakasmile)
              Nie warto, corka znajdzie nastepnego.
    • no_no Re: Corki. 08.08.05, 22:55
      jej_maz napisał:

      > Czy ktorys z Panow tutaj przez to przeszedl?
      -----
      Przeszedł i przechodzi aktualniesmile Broniłem mojej córuni jak lef przed wrogimi
      samcami łasymi na cnotęsmile. Wygląda na to, że jednak będę musiał ostatecznie
      uleccrying(, wziąwszy szczególnie pod uwagę silniejszy od nas wszystkich, tzw. zew
      naturycrying( Wygląda na to, że moje oczko w głowie, zamazało się na amensmile A ten
      jej gnojeksmile, boi się mnie od początku, jak diabeł święconej wodysmile
      Aaaa, dam se chyba spokój, bo nie lubię oglądać łzawych dramatów na kształt
      Romea i Julismile

      P.S. Znajomi moich teściów, bardzo pilnowali swoją córeczkę. Niestety, nie udało
      się imsad Okazało się, że dziewczyna zaszła w ciążę ze swoim wybrankiem. Na
      pytanie: Jak to możliwe, co, gdzie, jak, kiedy to się stało? - odpowiedziała
      szczerze i zgodnie z prawdą. Stało się tosmile)) na balkoniesmile) ich mieszkania,
      podczas gdy rodzice biesiadowali niczego nieświadomismile

      Gdy moja córeczka kochana skończyła 18 lat, wezwałem ją przed swoje surowe
      oblicze, i nieśmiało chciałem uświadomić ją seksualniesmile Odpowiedź córki była
      dla mnie porażająca. Zanim rozwinąłem tematsmile, ta małolatasmile do mnie rzecze:
      Tata, co ty wiesz o seksie?smile)))))))))))))

      no_no - i jak tu można walczyć ze zwemsmile natury?
      • bodzio49 Re: Corki. 08.08.05, 23:20
        Wprawdzie pilnowałem żeby wracała przed 22 i rózne takie ale nie tępiłem
        chłopaka. Dzielnie panowałem nad sobą. Komentowałem wprawdzie długie włosy,
        kucyka i niechęć do nauki ale nigdy przy nim. Starałem się i jakoś pogodziłem
        się z tym. Ale kiedy wzięli sobie kluczyki od samochodu bez pozwolenia to
        zagotowałem się. Długo nie odważył się pokazać w domu. Ale i to jakoś
        zapomniałem i pogodziliśmy się. I na całe szczęście. Chłopak jest w porządku
        niewiele mu można zarzucić. Nawet kucyka ściął.
        A nawet gdyby córka źle wybrała Marku to być może to doświadczenie pozwoli jej
        to w przyszłości uniknąć jeszcze czegoś gorszego. Daj jej żyć własnym życiem i
        uczyć się na własny rachunek. Ciekawe czy teraz byłbym takim wyrozumiałym ojcem
        jak mi się wydaje. Niestety, chyba już tego nie sprawdzę smile
        • jej_maz Re: Corki 09.08.05, 05:12
          Odetchnalem widzac ze nie jestem jedynym zwariowanym ojcem. Tutaj - i to juz
          najzupelniej powaznie - chcialem okazac najwieksze wyrazy podziwu i szacunku
          dla mojej zony. O ile syna wychowywalismy razem ze wskazaniem na mnie, to do
          corke zostawilem jej prawie calkowicie, ograniczajac sie do roli tej ostatniej
          instancji. Tu nie musze chyba Wam mowic, ze kazde z mlodych umie mnie wspaniale
          wziasc pod przyslowiowy wlos i tyle z mojego autorytetu wink) Kazde z naszych
          dzieci darzylismy ogromnym zaufaniem, mimo iz w przypadku syna kilkakrotnie to
          zaufanie bylo wystawione na niezla probe. Dzisiaj jestem przekonany, ze wlasnie
          takie postepowanie pozwolilo nam jedynie scementowac wspolne wiezi a chlopak
          wyrosl na wspanialego syna i dobrego czlowieka. Podobnie z corka, chociaz mam
          wrazenie, ze ona pamietajac przejscia brata, jest niejako bardziej podatna na
          nasze wskazowki, podczas gdy syn probowal samemu przedzierac droge w goszczu
          zycia uczac sie go wiecej na wlasnych bledach. Wracajac do zony, to naprawde
          milo popatrzec jak zachowuja sie i traktuja wzajemnie bardziej jak dwie bardzo
          dobre psiapsiolki niz matka z pociecha. Oczywiscie zona straszy dzieciaki do
          dzisiaj ze jak tatko przyjdzie to mu powie itd itp (kon by sie usmial...), ale
          dzieki jej umiejetnosci balansowania miedzy wyczuciem, a odpowiedzialnoscia za
          rodzine, mamy dzieci, z ktorych naprawde jestesmy oboje bardzo dumni. A wiecie
          co jest najfaniejsze? Otoz to, ze koledzy i kolezanki niejednokrotnie podresla
          jakich cool rodzicow maja nasze dzieciaki. Jest to strasznie mile.

          Wiem ze bedzie dobrze, ale jakos mi zal tych dni, gdy mialem do czynienia z
          malutka i tyko moja dziewiczynka.
          • aszar.kari Re: Corki 14.08.05, 17:30
            Ha ha ha smile Obsmialam sie jak czarna wiewiorka czytajac caly watek - dzieki za
            poprawe humoru smile
            Moja corka lat 18 jest osoba samodzielna od dawna, odkad miala 6 lat jezdzila
            sama na obozy i latala do dziadkow do Francji i do znajomych do Polski, miala
            13 lat gdy pojechala samodzielnie uczyc sie jezyka i mieszkac z kompletnie
            obcymi ludzmi, 16 gdy byla wolontariuszka na innym kontynencie, teraz jest na
            drugim koncu swiata pracujac spolecznie przez cale lato. Moj maz, posiadacz 2
            siostr i bardzo samodzielnej w decyzjach matki, taka tez zawsze chcial miec
            corke. Seks? No przeciez o to chodzi zeby miala fun i zeby wiedziala jak sie
            zabezpieczyc - przede wszystkim przed STD lacznie z AIDS, z ciaza zawsze mozna
            cos sensownego zrobic, z niektorymi chorobami niewiele sad Tak wiec Mloda
            zostala uswiadomiona wczesnie i od kilku juz lat ma wkladane w glowe, ze na
            wakacyjnych wyjazdach najwiekszymi przyjaciolmi dziewczyny sa sunscreen i
            condoms wink Moj maz nigdy nie przejawial zazdrosci czy niecheci wobec kolejnych
            ukochanych, ktorzy przez cale high school pojawiali sie w naszych progach - On
            uwaza, ze Jego (!) corka na pewno wie, co robi i na pewno wybiera wlasciwie.
            Mysle, ze na Jego zaufanie do naszej Mlodej wplynela tez i moja choroba, z
            ktora w pewnym momencie zmagali sie we dwoje majac poczucie, ze moga pozostac
            tylko we dwoje - to Ich bardzo do siebie zblizylo i Mloda "dorosla" w oczach
            taty bardzo szybko. We wrzesniu Mloda pojedzie na uniwersytet do Stanow. Mnie
            sie to podoba umiarkowanie ale jest to Alma Mater Jej tatusia smile no i jest to
            niby jeden z 5 najlepszych uniwersytetow swiata wiec nie bardzo moglam
            protestowac. Ciekawa jestem jak Jej tam bedzie - naszej Mlodej lewaczce wink Jej
            podejscie jest beznadziejnie racjonalne - "wyszalalam sie towarzysko w high
            school, teraz bede sie tylko uczyc" - mam nadzieje, ze zweryfikuje to i tez
            bedzie miala social life i jak najwiecej fun'u - czasy studenckie to najlepsze,
            co czlowiek ma smile Tak tez zawsze powtarzam moim studentom, ze sa na uczelni nie
            tylko po to zeby studiowac ale glownie po to by miec co pamietac przez reszte
            zycia. Alez sie rozgadalam - sorry.
            Aszar
            • lablafox Re: Corki 14.08.05, 20:02
              Aszar , myślałam ,że Ty jesteś ze Stanów , a tu piszesz,że córka pojedzie na
              uniwersytet do Stanów.
              • aszar.kari Re: Corki 14.08.05, 20:21
                lablafox napisała:

                > Aszar , myślałam ,że Ty jesteś ze Stanów , a tu piszesz,że córka pojedzie na
                > uniwersytet do Stanów.

                Po sasiedzku smile
                Aszar
                • lablafox Re: Corki 14.08.05, 23:02
                  hahaha , w Meksyku?
                  • no_no Re: Corki 14.08.05, 23:14
                    lablafox napisała:

                    > hahaha , w Meksyku?
                    ------
                    Koleżanko Labla Fox, przywołuję koleżankę do porządku!
                    Proszę nie ciągnąć tak bezceremonialnie koleżanki Aszar.Kari za jenzyk.
                    A Fe! Nieładniesad

                    no_no - Canadasmile
                    • lablafox Re: Corki 14.08.05, 23:38
                      no_no napisał:

                      > lablafox napisała:
                      >
                      > > hahaha , w Meksyku?
                      > ------
                      > Koleżanko Labla Fox, przywołuję koleżankę do porządku!
                      > Proszę nie ciągnąć tak bezceremonialnie koleżanki Aszar.Kari za jenzyk.
                      > A Fe! Nieładniesad
                      >
                      > no_no - Canadasmile
                      >

                      Da,da , No-No, już nie bendem taka wśpipska smile)
                      Nie ciongnełam ale uściślalam namiary.
                  • aszar.kari Re: Corki 14.08.05, 23:23
                    lablafox napisała:

                    > hahaha , w Meksyku?

                    Tylko nieliczni w rodzinie hablaja po espaniolu wiec Meksyk odpada wink Ponadto
                    cala rodzina wybitnie uwielbia snieg w kazdej ilosci i o kazdej porze roku
                    tudziez canoeowanie przed, po i w czasie radosnych harcow komarzych - Meksyk
                    nie spelnia tych zapotrzebowan. Moze w nastepnym zyciu zminia nam sie gusta i
                    jedynym naszym marzeniem bedzie hodowanie platines w Chiapas lub plecenie
                    hamakow gdzies przy granicy z Belize, ktoz to moze wiedziec smile
                    Aszar
                    • lablafox Re: Corki 14.08.05, 23:43
                      A no , kto to może wiedzieć.
                      Dzięki na naprowadzenie mnie na właściwe tropy.
                      Właśnie uświadomiłam sobie skąd wzięła się nazwa Canada - tubylec proponuje
                      przybyszowi canoe , a on odpowiada da, da , a kanadol , jak czsami mówi jej-maz
                      o kanadyjczykach to idol tychże canoe- to jest moja wersja , niekoniecznie musi
                      być ona akceptowanasmile))
                    • no_no Re: W następnym życiu, nie chcę być królikiem:-))) 16.08.05, 13:56
                      aszar.kari napisała:

                      > Moze w nastepnym zyciu zmienia nam sie gusta i jedynym naszym marzeniem bedzie
                      hodowanie platines w Chiapas lub plecenie hamakow gdzies przy granicy z Belize,
                      ktoz to moze wiedziec smile
                      ------

                      Któż to może wiedzieć? Zdaje się, że niektórzy już to wiedzą i doświadczają
                      na własnej skórzesmile

                      Przytoczę fragment wystąpienia James'a A. Hought'a na konferencji poświęconej
                      historii wolnomyślicielstwa w Cincinnati w Ohio w 1997 roku:

                      Na początek informacja, która może was zaniepokoić. Zmieniłem zdanie na temat
                      życia pozagrobowego. Słyszałem o umierającym na raka człowieku, który powiedział
                      swojej żonie: "Kochanie, jeśli to jest możliwe, skomunikuję się z tobą z tamtego
                      świata". I umarł, a w miesiąc po pogrzebie wdowa odebrała telefon. Był na linii
                      i powiedział jej: "Tu jest cudownie. Jemy sałatę i kochamy się, jemy sałatę i
                      kochamy się". Odparła: "Wielki Boże, to tak wygląda w niebie?" Na co on:
                      "W jakim niebie? Nie jestem w niebie. Jestem w Minnesocie i jestem królikiem".

                      No jak se pomyśle, że miałbym w następnym życiu być królikiem, wcinać tylko
                      sałatę i bzykać się na okrągło bez żadnych uczuć wyższych, to ja bardzo dziękuję.

                      no_no - smile
                      • kamfora Re: W następnym życiu, nie chcę być królikiem:-)) 16.08.05, 14:25
                        no_no napisał:

                        > No jak se pomyśle, że miałbym w następnym życiu być królikiem, wcinać tylko
                        > sałatę i bzykać się na okrągło bez żadnych uczuć wyższych, to ja bardzo
                        > dziękuję.

                        Się nie martw wink
                        Gdyby kolejne wcielenia zachowywały pamięć poprzednich,
                        czymże w gruncie rzeczy różniłoby się to od tego, co przeżywamy w trakcie
                        naszego życia? Ja (na ten przykład ) co roku wcielam się w coraz starszą
                        babę z wciąż żywą pamięcią i kilku i kilkunastolatki wink
                        • aszar.kari Re: W następnym życiu, nie chcę być królikiem:-)) 16.08.05, 14:49
                          Po przeczytaniu niektorych postow wydawalo mi sie, ze niektorzy (szczegolnie
                          tatusiowie wink byliby zadowoleni bedac w nastepnym wcieleniu kangurzycami
                          trzymajacymi swoje mlode (zwlaszcza corki) dlugo w torbach. Te torby kolejna
                          faza ewolucji moglaby nawet uzupelnic o zamki blyskawiczne lub inne
                          formy "zakluczenia" coby mlode nie bylo zbyt wyrywne wink
                          Krolik? Hmmm... Gdybym miala byc zwierzatkiem, niechby to byl zolw z Galapagos -
                          nudno, powolnie, dobry klimat i mozna sie przyzwyczaic do towarzystwa smile
                          Aszar
    • bacik6 Re: Corki. 15.08.05, 11:39
      Córki mam dwie. 20 i 19 lat. Starsza zawsze dokonywała wyborów co do których
      nikt nie miał większych zastrzeżeń. Młodsza ma chłopaka, z którym był kłopot.
      To znaczy samemu chłopakowi trudno coś zarzucić, nie podoba nam się środowisko
      z jakiego pochodzi. Gdy głośno wyraziłam swoją dezaprobatę, zaczęły się
      kłamstwa i dziwne znikanie z domu. Bardzo szybko zmieniłam taktykę. Z mężem
      musiałam o to walczyć. Chłopak stał się częstym gościem w naszym domu. Kłamstwa
      się skończyły, obawa moja i męża pozostała. Ale ta zawsze będzie, nawet jeśli
      wybraniec naszych córek pochodzi z najlepszego domu. Zyskałam za to zaufanie
      dziecka.
      Przypomniało mi się, co zrobił szwagier, gdy pod ich dom przyjechał kolega -
      nie jego córki, tylko jej koleżanki - mulat. To było latem, chłopak miał
      otwarte okno w samochodzie, nie zdążył wysiąść, szwagier go "wyjął" z samochodu
      przez to okno i powiedział coś w tym samym stylu co jej_mąż. Dziewczyna ma 26
      lat i żadnego chłopaka. Każdego skutecznie odstrasza kochany tatuś.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka