Dodaj do ulubionych

Punkt widzenia

24.10.06, 21:11
Podziele sie z wami pewna historia z zycia wzieta.
Znajomy nasz,mezczyzna okolo czterdziestki,rozwiedziony, pragnie nawiazac
przez internet kontakt z kobieta. W celu jak najbardziej przyziemnym czyli
bycia razem.
Mezczyzna dosyc przystojny no i kobiety rzucaja sie na niego tlumnie. Pisza
listy o tym,jak bardzo jest w ich typie,o zakochaniu od pierwszego wejrzenia
itd.
Tak pieknie jest do jego pierwszej odpowiedzi....poniewaz. No wlasnie.
Mezczyzna ten nie chce nikogo oszukiwac,zwodzic czy dawac nadzieje.
Pisze o swojej chorobie. Ms czyli stwardnieniu rozsianym.
O tym,ze ma coraz wiecej problemow z chodzeniem,z utrzymaniem rownowagi, ze
musi czesto odpoczywac.
Rowniez o tym ,ze jest seksualnie sprawny i nie szuka pielegniarki tylko
partnerki.
Po takim postawieniu sprawy najczesciej nie ma odpowiedzi. Jest zaskoczone
milczenie.
A ja sobie mysle tak.
Jak postapilabym sama w takim wypadku?
Pewnie tez nie chcialabym wiazac sie z kims chorym z widocznym kalectwem.
Akceptujemy partnera,ktory zachoruje w czasie trwania zwiazku ale nie
kogos ,kto ma byc tym wymarzonym.
Co o tym myslicie?

Obserwuj wątek
    • fedorczyk4 Re: Punkt widzenia 24.10.06, 22:07
      Jakoś nie bardzo widzę Cię deklarującą płomienne uczucia po pierwszym
      kontakcie. Ani siebie zresztą też nie. W końcu facet nie musi mieć SM zeby z
      bycia razem nic nie wyszlo.Nie wiem jak bym postąpiła, ale myslę ze zakładając
      ze jestem samotną panią zainteresowaną kontaktami internetowymi do rozwinięcia
      w realu,to dałabym sobie szanse żeby go lepiej poznać. Głupota nie jest
      kalectwem widocznym, skąpstwo, czy brak poczucia humoru też nie, a całkowicie
      wykluczają dla mnie jakie kolwiek relacje
    • poor_kitty Re: Punkt widzenia 24.10.06, 22:27
      Nalezalo by sie zastanowic nad motywacja tych pan, ktore poszukuja
      poprzez Internet partnera: jest to zapewne, moze niejednolita grupa, jednak
      majaca pewna wspolna ceche- chec ulozenia sobie zycia. Cokolwiek poprzez to
      rozumiec.
      Ulozenie sobie zycia z gory zaklada, ze bedzie to:
      -zycie nowe;
      -lepsze od dotychczasowego;
      -nienaznaczone stygmatem porazek... itd, itp.
      Sadze, ze kazda z tych pan ma bardziej lub mniej uswiadomiona chec spotkania
      krolewicza na bialym koniu, co to przyjedzie i zabierze do lepszej,
      szczesliwszej rzeczywistosci. Nie bedzie marudzil, jak dotychczasowy/byly
      partner, obsypie tym na co go stac (?), bedzie po prostu "z innej polki".
      Moze dla nich partner na samym wstepie pokazujacy swoja "wadliwosc", nie jest
      najlepszym wyborem.
      SM czyli sclerosis multiplexis, to choroba nie dajaca nadziei na wyleczenie.
      Panie dysponujace netem szybko wyguglaja sobie, ze bedzie jedynie trudniej...sad

      Ten pan moze liczyc jedynie na to, ze wreszcie objawi sie jakas inna, dla ktorej
      liczyc sie bedzie jedynie jego osobowosc, ktora wie, ze nic w zyciu nie jest
      proste i po poznaniu go jako czlowieka, zaakceptuje fakt jego choroby.
      Wszak wiazac sie z drugim czlowiekiem zawsze obarczeni jestesmy odium jego (lub
      swojej) choroby i w blizszej lub dalszej przyszlosci mozemy sie jej spodziewac
      (vide: nowotwory). A to przeciez to, ze partner zachoruje, to nie jest powod aby
      go opuszczac.
      Wlasciwie, to dobrze,ze te, ktore maja inne pryncypia od razu odpadaja.
      Bo jesli juz wspomniany pan trafi, na pania, ktora wiedzac o jego chorobie
      zdecyduje sie z nim (po poznaniu) pozostac...
      To zazdroszcze obojgu!smile
      • mammaja Re: Punkt widzenia 24.10.06, 22:38
        Wlasciwie po przeczytaniu Kitty nie wiele jest do dodania. SM jest tak ciezka
        choroba, ze nie dziwie sie paniom, ktore nie chca zaczynac zwiazku ze
        swiadomoscia, ze bedzie juz tylko gorzej. Oczywiscie jest teraz leczenie
        zachowawcze, ale perpektywa tak czy inaczej smutna. C
    • fedorczyk4 Re: Punkt widzenia 25.10.06, 20:54
      Mam jednak z tym problem. Nie jestem ani masochistką, ani nie mam powołania
      siostry milosierdzia, jednak znam co najmniej dwie pary, które postanowiły być
      ze sobą pomimo ciężkiej i postępującej choroby jednego z partnerów. W jednym
      prypadku była to adopcja chorego dziecka przez samotną dziewczynę, w drugim
      małzeństwo pomiędzy zdrowym facetem i chorą na sklerodermię dziewczyną.
      S.M. jest u męzczyzn chorobą o wolniejszym rozwoju niż u kobiet, w
      krajach "cywilizowanych" są dostepne leki które ja spowalniaj jeszcze bardziej.
      Znam scenarzystę i aktora który żyje i funkcjonuje ze zdiagnozowaną i leczoną
      chorobą od 15 lat. Widzałam go 2 tygodnie temu. Nie jest kaleką. Czy kilka albo
      kilkanaście lat się nie liczy? Czy zdrowie fizyczne gwarantuje cokolwiek
      stałego? Co jest lepsze zdrowy kretyn, czy chory ale fajny czlowiek?
      • verbena1 Re: Punkt widzenia 25.10.06, 21:33
        Wlasnie Fed. mnie tez to gnebi i zastanawia.
        Widocznie nie mam zbyt bogatego wnetrza sklonnego do milosierdzia i poswiecenia
        bo nie wybralabym za partnera czlowieka z widocznym kalectwem.
        Dlaczego tak jest? Nie umiem na to odpowiedziec.
        Dlaczego wiele rodzin holenderskich adoptuje bardzo chore dzieci wiedzac od
        poczatku ,ze nie bedzie to latwe ani przyjemne. Maja przeciez wybor.
        Mozna przedstawiac wiele przykladow ale do niczego przez to nie dojdziemy.

        Mysle,ze dzialaja tu resztki naszego pradawnego instynktu. Partner musi byc
        zdrowy i sprawny ,inaczej nie zapewnie nam opieki. Chore dziecko wymaga wiecej
        czasu,ktory odbierzemy innym zdrowym dzieciom itd. Samo zycie.

        Podziwiam osoby sklonne do poswiecen,zazdroszcze im tego daru zrozumienia i
        zaakceptowania.

        Dzis w sklepie spotalam tego mojego znajomego o ktorym tu mowa. Usmiechniety od
        ucha do ucha,oparty na wozku sklepowym nie sprawial wrazenia niesprawnego.
        Pogadalismy tylko chwilke bo on szepnal - lece bo nie moge dlugo stac w jednym
        miejscu. I jeszcze - ciagle szukam tej jedynej.
        • fedorczyk4 Re: Punkt widzenia 25.10.06, 22:07
          Verbeno, ja nie mam darów nijakich, ale miałam nieprzyjemność być zamężna
          ze ......m, potem być związana z kretynem, skąpcem i cwierćinteligentem i to
          (żaden nie jest le Mężem ktory jest super)uczuliło mnie raz na zawsze na
          kalectwa niewidoczne. Jestem od lat uniewrażliwiona na tak zwany image. To nie
          wynika z głębi mojego ja, tylko z przypadku.Ten model tak ma i już. Ja się
          panicznie boję wad ukrytych. Jeśli coś widzę i wiem że jest, to mogę się
          ustosunkować, nastawić, zaprogramować w sposób naturalny, a niech sie wstydzi
          ten co widzi.
          • fedorczyk4 Re: Punkt widzenia 25.10.06, 22:20
            Kalectwo fizyczne nie wydaje mi się przeszkodą w dobrym związku. Na życie wolę
            faceta ktory nigdy nie wtarga mi zgrzewek wody mineralnej do mieszkania, ani
            nie wzbudzi zazdrości u pięknych przyjaciołek, ale takiego który mnie
            rozśmieszy, zafascynuje,ocknie z letargu moje neurony. Nich ja go szanuję lubię
            i potrzebuję i on niech mnie też. Bo wodę zatargać potrafię sama, ognisko też
            rozpalę i zmienię koło. Rozmnożona też już jestem, więc nie szukam samca.
            Bogiem a prawdą nikogo nie szukam, ale gdybym szukała to przewlekła choroba
            taka jak S.M chyba (podkreślam tę chybę) nie byłaby dla mnie pdstawowym
            problemem. Abstrahuję od całej reszty czyli osobowości poszukiwacza tej jedynej.
            • mammaja Re: Punkt widzenia 25.10.06, 22:56
              Fed, ale mi sie wydaje, ze te panie ktore poznaje sie przez ogloszenia
              matrymonialne nie maja tak rozbudowanego pogladu na sprawy kontaktow
              miedzyplciowych. Chyba ze jak pani Barbara Johnson sa pielegniarkami i poslubiaja
              podopiecznego (ze znaczna fortuna), to jest jasna sytuacja. Moze moglabym
              pokochac przemilego kaleke, albo jak Jane Erye najpierw zadurzyc sie bez reszty
              i wtedy "okaleczenie" nie jest juz wazne. Ale zapewne "te panie" maja inna wizje
              zwiazku. Poprostu chca zdrowego. A moze trafi sie wyjatek?
              • fedorczyk4 Re: Punkt widzenia 25.10.06, 23:13
                Oczywiście masz rację, ale ja potraktowałam kwestię osobiście z
                wyłaczeniem "pań". Tak sobie rozsnułam gdybania osobiste. Nie wiem jacy ludzie
                dają ogłoszenia w internecie i agencjch matrymonialnych. Choć przyznam się
                szczerze że kiedyś, we Francji poniosło mnie do takiej agencji, w ramach
                zbieranie materiałów do arykułu (oczywiście, jak by się kto pytał)i przeżyłam
                jak zwykle pasjonujące chwile. To było niezapomniane przeżyciesmile) ale nie
                związane z tematem. Natomiast w temacie i nadal teoretyzując, naprawdę i
                uczciwie z jaka taką swiadomościa problemu, myslę że okaleczenie fizycznego
                jest dla mnie mniejszym problemem niż okaleczenie duchowe czy intelektualne.
                Ale jak mawiają starzy Francuzi to jest tylko moje zdanie.
                • mammaja Re: Punkt widzenia 26.10.06, 00:17
                  Fed, tylko ze to drugie okaleczenie ujawnia sie niestety znacznie pozniej!
                  Czasami juz za pozno!
                  • fedorczyk4 Re: Punkt widzenia 26.10.06, 00:26
                    No tak, ale to jest też poza tematem. Twardo będę trzymać się swojego zdania,
                    że kalectwo nie eliminuje kaleki a tylko kalekie wyobrażenie o związkach
                    międzyludzkich. Uch, ale mi ładne zdanie wyszło.
    • luiza-w-ogrodzie Re: Punkt widzenia 26.10.06, 00:53
      Obce jest mi szukanie partnera celowo. Zazwyczaj zaczynalam od znajomosci,
      przyjazni a potem pojawiala sie iskra Boza :o) tak wiec nie potrafie siebie
      postawic w sytuacji opisanych przez Verbene pan matrymonialnie szukajacych.
      Mysle ze gdybym poznala i zaprzyjaznila sie z kims, kto pobudza i motywuje mnie
      do zycia, komu ufam i kogo szanuje, chyba przewlekla choroba nie bylaby waznym
      czynnikiem na "nie" w sytuacji gdy znajomosc poglebia sie milosnie. Oczywiscie
      w tym momencie gdybam sobie... ale moje doswiadczenie mowi mi ze nawet piekny,
      bogaty i dyplomowany jest do kitu gdy nie ma wzajemnego szacunku, zainteresowan
      i dobrych manier na codzien.

      Pozdrawiam
      Luiza-w-Ogrodzie
      ·´¯`·.¸¸><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
      Australia-uzyteczne linki
      • fedorczyk4 Dokładnie takn/txt 26.10.06, 00:55

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka