Dodaj do ulubionych

Gadatliwosc? :-)

16.01.07, 22:18
Powszechnie panuje stereotyp, ze kobiety sa bardziej gadatliwe od panow.
Czy my naprawde wyrzucamy z siebie takie ilosci slow, czy to tylko wina tembru
naszego glosu?
Czy my naprawde wiecej/dluzej gadamy przez telefon, jak nam sie czesto zarzuca?

Czy Panowie naprawde sa z natury swej mrukami i nie potrafia sie komunikowac?
Pewnie to tylko stereotypy...

smile))
Obserwuj wątek
    • mammaja Re: Gadatliwosc? :-) 16.01.07, 22:23
      Pewno, ze stereotypy, Jutko. Na zebraniach "mieszkańcow" czy innych
      okolicznosciowych gremiach wlasnie panowie zalewaja audytorium potokami slow,
      gubia sie w szczegolach, nie systematyzuja wypowiedzi. A wiekszosc ich
      wypowiedzi to komunikat "ja". A jak trzeba ich dyscyplinowac, ograniczac czas
      wypowiedzi, to sie obrazaja! Ale to oczywiscie moja opinia, panowie na pewno
      maja odwrotna smile
      • josarna Re: Gadatliwosc? :-) 16.01.07, 22:31
        Święta prawda! Sęk w tym, że wtedy, kiedy TRZEBA rozmawiać im szkoda czasu, a o
        byleczym gadają do upadłego!
        • en.ej Re: Gadatliwosc? :-) 16.01.07, 22:36
          Obserwujac nasza "klase" wyciagam takie same wnioski jak Mammaja.
          Natomiast bedac uwaznym sluchaczem w czasie rozmow rodzinnych
          wyciagam calkiem inne smile
          W domu z kazdego Pana wyciaga sie slowo po slowie
          ale w knajpie przy kuflu wylewa sie potok.
          • jutka1 Re: Gadatliwosc? :-) 16.01.07, 23:02
            Znam panow malomownych, znam gaduly, ktore nie pozwalaja wejsc slowo i prowadza
            dlugie monologi upajajac sie brzmieniem wlasnego glosu oraz trescia wyglaszanych
            madrosci. Znam malomowne kobiety, i gadatliwe tez.

            Sa tez ludzie, ktorzy czasem tak a czasem tak, w zaleznosci od sytuacji - jak
            wyzej w opisie en.eja.

            Ech te stereotypy... smile
            • zbyfauch Re: Gadatliwosc? :-) 16.01.07, 23:13
              Guciu, bywają też kobiety z brodą i mężczyźni z biustem. ;-P
              • jutka1 Re: Gadatliwosc? :-) 16.01.07, 23:16
                Owszem, bywaja.
                I mezczyzni bez owlosienia tez ;-P
                • mantra1 Re: Gadatliwosc? :-) 16.01.07, 23:40
                  Chyba nie ma reguły. Sama jestem "zrobiona" przez dośc małomównego tatę i
                  wybitnie nadawczą mamę, ale chociaż niezła ze mnie gaduła, ani eksia, ani
                  obecnego nie jestem w stanie przegadać smile) Chyba nie ma tu reguły. Natomiast
                  pokusiłabym sie o stwierdzenie, że kobiety potrafią lepiej słuchać.
                  A może to też stereotyp? wink
                • zbyfauch Re: Gadatliwosc? :-) 16.01.07, 23:46
                  jutka1 napisała:

                  > Owszem, bywaja.
                  > I mezczyzni bez owlosienia tez ;-P

                  Co potwierdza mje zeznania. smile
                  Czyli, wyjątki są ale reguła też.

                  Wiesz Guciu, dojeżdżam do pracy kolejką podmiejską.
                  Często w towarzystwie kobiet, które bez przerwy nadają. O niczym. Tak jak mówię,
                  artykuują te iskry między synapsami. To jest nie do pobicia przez przeciętnego
                  faceta.
                  • jutka1 Re: Gadatliwosc? :-) 16.01.07, 23:47
                    Pol krolestwa za dowiedzenie, co jest wyjatkiem, a co regula smile))
                  • en.ej Re: Gadatliwosc? :-) 16.01.07, 23:54
                    Zbychu, to chybaa nie tak.
                    Postaw taka sama ulosc panow i napewno ilosc slow,
                    wypowiadanych bedzie podobna,
                    tylko kobiecy glos jes dzwieczniejscy i ma sie wrazenie ze zewszad nas otacza wink
                    • jutka1 Re: Gadatliwosc? :-) 17.01.07, 00:00
                      Moze cos w tym jest. smile
    • zbyfauch Re: Gadatliwosc? :-) 16.01.07, 22:37
      To niezupełnie stereotyp.
      Kobiety zazwyczaj myślą głośno. To znaczy artykuują werbalnie to, co się w danej
      chwili w ich głowie dzieje.
      • jutka1 Re: Gadatliwosc? :-) 16.01.07, 22:52
        Nie zawsze, Zbychu smile
        Tez chyba stereotyp? ;-D
    • luiza-w-ogrodzie Re: Gadatliwosc? :-) 17.01.07, 00:45
      He he wlasnie dostalam styczniowy numer magazynu "Twoj Styl" i jest tam
      doskonaly felieton pod tytulem bodajze "Rozmowy o seksie". Nie pamietam
      nazwiska felietonisty, magazynu nie mam pod reka bo jestem w biurze, ale jesli
      macie dostep, to przeczytajcie. Rzecz jest o konwersacji meskiej oraz damskiej
      w trakcie spotkania grupy znajomych, wliczajac nowo rozgorzala miloscia pare.
      Mozna sie usmiac do lez.
      Podrzuce linki jesli cos znajde.
      Luiza-w-Ogrodzie
      .¸¸><crying(((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
      Australia-uzyteczne linki
    • jutka1 Stereotyp nr 2 - punktualnosc, etc. 17.01.07, 22:45
      Pod gadatliwoscia zapodam pod rozwage stereotyp nr 2.
      Ze panie nie maja poczucia czasu i sie wiecznie spozniaja.
      Ze panowie odwrotnie.

      Ze panie niby grzebia sie z wyjsciem z domu, a panowie stoja w drzwiach i czekaja.

      I co? Prawda czy stereotyp?
      • fedorczyk4 Re: Stereotyp nr 2 - punktualnosc, etc. 18.01.07, 09:09
        Co do gadatliwosci to, owszem jestem nieludzko gadatliwa prywatnie i
        analitycznie malomowna zawodowo. Natomiast punktualnosc mam zakodowana
        genetycznie i koniec. Na le Meza zawsze czekam w drzwiach i to on sie spoznia
        nie ja.
        Do zbioru stereotypow dodam jeszcze damskie i meskie bagaze. Ponoc baby woza ze
        soba cala szafe a faceci pare skarpetek.
        Ja zawsze mam ze soba niezbedne minimum starannie skompaktowane. Le maz cztery
        torby plus plecak i opakowanie na garnitursmile
      • poor_kitty Re: Stereotyp nr 2 - punktualnosc, etc. 18.01.07, 09:13
        Zupelnie wreczprzeciwniewink!!!
        Kazde wyjscie z mezem zwiazane jest z moim "tupaniem" w przedpokoju!
        I zawsze tak bylo! Ja- wymalowana, ubrana, do tego jeszcze upoconawink( bo w
        bloku to mozna sobie na klatke wyjsc ochlonacwink) a kolega malzonek radosnie
        przegladajacy sie w lustrze lazienkowym, niczym nie ponaglany ( bo kazda uwaga,
        ze gdzies tam na nas czekaja, mogla skonczyc sie " to idz sama").
        Teraz ja udaje sie do garazu, w ogrodku chlone zielen trawnika ( nota bene:
        trawnik zielenszy teraz w styczniu, niz w lipcu!)i koje nerwy wyjezdzajac przed
        domostwo! Jak operacja sie przedluza-trabie na niego ( alez jestem wredna!)
        • lablafox Re: Stereotyp nr 2 - punktualnosc, etc. 18.01.07, 10:36
          Gadatliwośc - znam w rodzinie osoby bardziej gadatliwe - jedna z sióstr ojca i
          jego żona - Matke mam raczej małomówną więc gdy sie spotykamy w tym
          towarzystwie to siedzimy i słuchamy m i podsmiechujemy sie pod nosami bo one
          gadają równoczesnie i każda ma racje.Ojciec ,żeby dojśc do słowa kilkakrotnie
          musi zrobić antre - typu " kochanie pozwól ze ja teraz cos powiem , a ty
          odpocznij", a potem tylko wymieniamy sie spojrzeniami .ja mu serdecznie
          współczuję , ale sam sobie wymienił na taki model , więc niech ma jak chciał.Ja
          musze jedynie wywalać z siebie to co mnie wkurzyło , lub krzywde - inaczej
          jestem tymi przypadłościami zapchana do imentu - , każda komórka pełna tego
          czegoś - więc gdy wywalam to z siebie czy to mówiac czy pisząc uwalniam sie od
          tego swiństwa i już.
          Jesli chodzi o punktualnośc , mam ją we krwi , ale słyniemy ,ze spóźnien - i to
          z powodu męża .
          Tak jak moje poprzedniczki - stoję i czekam , podjezdżam i czekam , potem sie
          denerwuje ,ze sie spóżnimy , a mąż ze stoickim spokojem , "zdążymy".
          Potem gnam na łeb na szyje i co ?
          Oczywiście jesteśmy spóźnieni.
          Teraz znalazłam sposób - jesli jesteśmy umówieni to podaję mężowi ,że o 15
          minut wczesniej.
          Czasami udaje sie trafić w godzine.
          Toreb podróznych tez ma wiecej ode mnie.

          Czasami zastanawiam sie, a mozeja jestem stereotypowym facetem?wink)
          • kruszynka415 Re: Stereotyp nr 2 - punktualnosc, etc. 15.02.07, 10:50
            Nie ma reguly.Jedni ludzie sa mniej wylewni,inni wiecej.
            Bez wzgledu na plec.
            Kobiety byc moze sa wiecej uczuciowe,bardziej otwarte na swiat i ludzi stad
            może ta gadatliwosc.
            Ze mna bywa roznie raz jestem milczkiem raz gadula zaleznie od sytuacji
            • kruszynka415 Re: Stereotyp nr 2 - punktualnosc, etc. 24.02.07, 18:01
              Punktualna jestemsmileicenie ja u innych
            • joujou Re: Stereotyp nr 2 - punktualnosc, etc. 25.02.07, 09:34
              Punktualność niestety nie jest moją mocną stroną,za wyjątkiem
              pracy.
              • fedorczyk4 Re: Stereotyp nr 2 - punktualnosc, etc. 25.02.07, 09:43
                Lubię łazić po sklepach i gapić się. Nie lubię musieć coś kupować. Nigdy nie
                mierzę niczego. I to juz od lat. Kupuję na oko i w zasadzie nigdy się nie mylę.
                A jak już, to wszystko co na mnie wygląda źle, z zasady wygląda rewelacyjnie na
                mojej ukochanej przyjaciółce, więc od lat prowadzimy międzynarodową wymianię
                szmat i obuwia. Moje ostatnie przymiarki dotyczyły kiecki do slubu z le Mężem
                20 lat temu.
                • joujou Re: Stereotyp nr 2 - punktualnosc, etc. 25.02.07, 10:07
                  Fed,to oznacza,że jesteś 'wymiarowa'.Ja jakoś nie mogę
                  ufać numeracji,ani kupować "na oko".Niby wiem jaki rozmiar potrzebuję tu i
                  ówdzie,ale
                  wiele zależy od firmy,bo raz się topię,a innym razem jest za małe.
                  Zawsze mam z tym problem i wkurzają mnie ekspedientki,które nie
                  mając wymaganego nr cichaczem wciskają Ci inny.Lata temu,gdy trudno było
                  kupić coś dobrego,odwiedzałam pewien sklep,w którym można było natrafić
                  na porządne obuwie.Właścicielka przypominała starą jędzę i zawsze próbowała
                  mi wcisnąć za duże buty sugerując,że w palce można napchać waty hehe czasy
                  się zmieniły,a ta baba nie... i nadal robi to samo,sprowadzając najbardziej
                  typowe rozmiary i gadając o tej wacie więc omijam ten sklep szerokim łukiem.

                  • fedorczyk4 Re: Stereotyp nr 2 - punktualnosc, etc. 25.02.07, 10:53
                    Hi,hi, nikomu nie życzę bycia tak "wymiarowym" jak ja. Po prostu mam oko
                    krawcowej i znam swoje zady i waletysmile))
    • jutka1 Zakupy 23.02.07, 21:41
      Nastepne. Ze niby kobity maja swira na punkcie zakupow.
      A Panowie nie lubia.

      Jak z tym jest?

      Ja np. nie znosze. smile
      • verbena1 Re: Zakupy 23.02.07, 22:25
        Na zakupy lubie isc sama. Bez kolezanek-podpowiadaczek jak mi w tym ladnie,bez
        bronboze meza czy innego mena. Celem lazenia nie jest kupowanie ale ogladanie.
        Lubie podotykac,przymierzyc,pozachwycac sie. Nie musze kupic.
        Dzis dla przykladu spedzilam okolo godziny w sklepie z bielizna. Wyszlam z
        niczymsmile))
        Nastepna godzine lazilam po targu kwiatowym,co za przyjemnosc i relaks.
        Zrobilam pare zdjec,do obejrzenia w albumiesmile
        • jutka1 Re: Zakupy 24.02.07, 00:43
          Targ kwiatowy prosze bardzo. Dla mnie to nie zakupy. smile))

          reszta, brrrr. smile
          • mammaja Re: Zakupy 24.02.07, 00:51
            Bardzo lubie chodzic z corka. Zna sie na modzie, a poza tym uspokaja moje
            sumienie mowiac - koniecznie musisz sobie to kupic smileMankamentem jest to, ze
            okazuje sie, ze jej tez mam ochote "cos kupic" smile))
      • skiela1 Re: Zakupy 24.02.07, 00:57
        Nie cierpie zakupow spozywczych.
        No przeciez nie bede marchewki przez katalog zamawiac;P
        I raczej zakupowego swira tez nie mamsmile)
        • kruszynka415 Re: Zakupy 24.02.07, 18:00
          Nie przepadam za codziennymi zakupami,nie lubie tez zakupow w centrach
          handlowych.
          Lubie robic zakupy gdy mam duzo zcasu gdy moge wybierac,przebierac..
          • jutka1 Re: Zakupy 24.02.07, 20:21
            Nawet kiedy mam czas to unikam, bo mnie to jakos dziwnie stresuje. big_grin
            • natkaa66 Re: Zakupy 24.02.07, 20:31
              Mnie zakupy stresują wtedy,gdy nie mogę się w coś zmieścićsmile
              • jutka1 Re: Zakupy 24.02.07, 20:41
                To tez. big_grin
                Ale zakupy spozywcze - stresuja. Zakupy inne - stresuja. Chyba po prostu nie
                lubie sklepow. smile)))
              • zbyfauch Re: Zakupy 24.02.07, 20:42
                Ja nie znoszę przymierzania ciuchów w kabinach.
                Spocę się zawsze jak świnia, tylko po to, żeby z obrzydzeniem zobaczyć w lustrze
                tę pokrakę, której w niczym do twarzy tudzież dupy.... ech.
                • joujou Re: Zakupy 25.02.07, 09:32
                  Odnośnie zakupów odzieży,czuję się podobnie jak
                  Zbychu.Często targam ze sobą dodatkowy wieszak,czyli mojego
                  pana,bo przecież ktoś musi potrzymać torebkę ew.płaszcz.
                  W kabinie miejsca mało,a ja jak już przymierzam to niemal hurtowo.
            • skiela1 Re: Zakupy 25.02.07, 18:53
              jutka1 napisała:

              > Nawet kiedy mam czas to unikam, bo mnie to jakos dziwnie stresuje. big_grin
              >
              Ja chyba mam jakas alergie na 'sklepowe'oswietlenia.
              • dado11 Re: Zakupy 25.02.07, 19:06
                Lubię zakupy spożywcze, bo lubię gotować, więc nowinki i nowe pomysły zawsze mnie bawią.
                Lubię łazić po sklepach ciuchowych sama i rzadko (nooo, tak raz na kilka miesięcy), ale jak mnie
                najdzie, to i kilka godzin nie jest wystarczające. Postoję, popatrzę, pomyślę, przymierzę sobie w
                wyobraźni, ale nie cierpię być poganiana, ostatecznie to mój czas wolny, moje pieniądze i mogę sobie z
                nimi robić co chcęsmile))
                Jak wypatrzę coś ciekawego, i jak kupię coś, co mi jest potrzebne, mam kupę frajdysmile
                No, tak właściwie, czemu nie...?
                • ewelina10 Re: Zakupy 25.02.07, 20:19
                  O ileż przyjemniejsze byłyby zakupy, gdyby nie taka głośna muzyka waliła po
                  uszach w marketach a producenci odzieży w swoich ofertach pomyśleliby troszkę
                  więcej o tym, że nie tylko młodzież lubi się ładnie ubrać
              • jutka1 Re: Zakupy 25.02.07, 20:16
                skiela1 napisała:

                > Ja chyba mam jakas alergie na 'sklepowe'oswietlenia.
                ***********
                Rzeczywiscie, oswietlenie w sklepach mnie drazni.
                Nic nie wyglada, jak trzeba.
                Warzywa wygladaja w sklepie pieknie, poza sklepem: bleeee.
                Kolory ciuchow tez nie do konca.
                I cera wyglada okropnie. smile))
                • verbena1 Re: Zakupy 25.02.07, 20:42
                  Zgadza sie.
                  Lustra sklepowe wyszczuplaja.
                  W domu wyglada wszystko duzo gorzejsmile
                  • agan6 Re: Zakupy 04.03.07, 15:12
                    moj maz jak idzie zemna na zakupy to odrazu wyciaga pieniadze i pyta ile placi--
                    zeby jak najszybciej wyjsc
    • skiela1 Gadanie i...Przerywanie:-)) 04.03.07, 17:25
      ""
      Na prośbę gospodyni zaczynam opowiadanie o tym, jak to nasz
      wspólny znajomy, Roman, zakochał się w Cygance. Ledwie skończyłem pierwsze
      zdanie, dwie panie podnieconym szeptem wdają się w dyskusję nad gatunkami
      wina. Nie zrażony kontynuuję. Gdy opisuję małe miasteczko, w którym Roman po
      raz pierwszy spotkał dziewczynę, sąsiadka z lewej oświadcza, że zupełnie w
      takim samym miasteczku spędziła dzieciństwo, a sąsiadka z prawej woła:
      "Przecież ja także tam byłam!", i pyta, czy jadłem makaroniki w cukierni na
      rogu. Objaśniam sąsiadce z prawej, że cukierni z makaronikami już niema,
      wyrażam radość, że miasteczko jest podobne do miasteczka, które sąsiadka z
      lewej pamięta z dzieciństwa, i nie zarażony kontynuuję. Po dwóch minutach
      przerywa mi głos gospodarza. "Gdy ostatnio to samo opowiadałeś, mówiłeś, że
      jej brat miał wąsy, a nie brodę". Usprawiedliwiam się, że moja pamięć nie
      przechowała dokładnie tego szczegółu, że zresztą broda mogła mu odrosnąć, a
      wąsy mógł zgolić, i nie zrażony opowiadam dalej. Z kolei gospodyni, widocznie
      by dodać mi sił, zapytuje, czy nie zjadłbym jeszcze truskawek.
      - Nie, dziękuję.
      - Nie lubi pan truskawek?
      - Lubię, ale tyle zjadłem. Otóż, gdy Roman...
      - Wybiorę panu najładniejsze.
      - Naprawdę dziękuję - odpowiadam i ciągnę dalej.
      Siedzący naprzeciw mnie jegomość, który sądząc po tym, że nie spuszcza ze mnie
      oczu, bardzo interesuje się opowiadaniem, zaczyna czegoś szukać po
      kieszeniach, najpierw spokojnie, potem coraz bardziej nerwowo. Nikt tego nie
      widzi poza mną. Podaję mu zapałki. On dziękuje i przeprasza. Bardzo
      przeprasza. Nie zrażony ciągnę dalej. Wchodzą spóźnieni goście, wobec czego
      gospodyni prosi, żebym swoje "wspaniałe opowiadanie" zaczął od początku.
      Odmawiam. Nalegają. Odmawiam i milcząc przez resztę wieczoru usiłuję sam sobie
      odpowiedzieć na pytanie, czy to ja nie umiem opowiadać, czy też obecni są...
      nie bardzo grzeczni.
      Przerywanie sprawia przykrość nie tylko dlatego, że rwie bieg myśli, ale i
      dlatego, że jest odczuwane jako wyraz lekceważenia - "komu innemu nie
      przerywano by".
      Gościnność wyraża się troską, by każdy z obecnych czuł się naprawdę dobrze i
      dlatego pani domu, która bardziej dba o to, by goście najedli się truskawek,
      niż o to, by nie zranić - nawet głupstwem - ich miłości własnej, nie zasługuje
      na tytuł gościnnej. Przerywanie odczuwane jest tym boleśniej, im więcej
      przejęcia wkładamy w nasze słowa. W parku chłopak deklamował dziewczynie:
      - "...Splątało się, zmierzchło - gdzie ty, a gdzie ja, już nie wiem - i myślę
      wpół drogi, że tyś jest rewolta i klęska i mgła, a ja..."
      - Patrz! Tam!
      - Co takiego?
      - Ta babka w czerwonym płaszczu! Ma takie pończochy, o jakich marzę!
      - Aaa!
      - Przepraszam. No kończ!
      Nie skończył.""
      • verbena1 Re: Gadanie i...Przerywanie:-)) 04.03.07, 18:43
        Maz moj jest okropnym gadula a dodatkowo wielkim zmyslaczem.
        Wiecie jak to jest ,kiedy zona musi po raz enty wysluchiwac w towarzystwie tej
        samej historii wzbogaconej o nieprawdziwe szczegoly. Kiedys staralam sie
        cichutko szepczac naprowadzic meza na meritum co spotykalo sie z nerwowym
        sykaniem.
        Teraz po latach ,kiedy cierpliwosc skonczyla mi sie raz na zawsze, zdarza mi
        sie przerywac mezowi brutalnie i wpol slowa. Mowie - moze ja opowiem teraz
        swoja wersje i potem porownamy. Konczy sie to zazwyczaj klotnia i obrazaniem.

        Innym ludziom staram sie nie przerywac opowiesci,z natury jestem bardziej
        sluchaczem niz opowiadaczem (co widac tez na forum)

        Gadacz zasluchany w swoj glos to najgorsze nieszczescie w towarzystwie. Trzeba
        nie lada dyplomacji aby nie obrazic gadacza i pozwolic innym na zabranie glosu.
        • skiela1 Re: Gadanie i...Przerywanie:-)) 04.03.07, 21:10
          verbena1 napisała:
          Konczy sie to zazwyczaj klotnia i obrazaniem.
          >

          Tak jak w tym ludowym przyslowiu..
          "Gęba zawiniła, w zadek biją".
        • joujou Re: Gadanie i...Przerywanie:-)) 04.03.07, 21:36
          Myślę,że jedni i drudzy są dosyć denerwujący.Opowiadacze-zwłaszcza,
          gdy znajdą wolnego słuchacza i wpadają z jednej historii w drugą-na
          imprezkach trzymam się od takich z daleka,bo nijak nie idzie im
          przerwać.Równie irytujący są Ci,którzy wcale nie potrafią słuchać i
          ciągle wszystkim przerywają czyt.moja teściowa.Sama raczej jestem gadułą,
          ale chyba też potrafię słuchać.
          Poza tym jakby z wiekiem gadam coraz mniej.Kiedyś z
          problemami uciekałam do bliskich,musiałam się wygadać,wyrzucić to z
          siebie.Od jakiegoś czasu,gdy mnie coś mocno gnębi wręcz odcinam się
          od świata-często próbując to przespać.
          • mammaja Re: Gadanie i...Przerywanie:-)) 04.03.07, 22:39
            Przekonalam sie, ze ludzie w ogole nie zauwazaja, ze komus przerwali. Zajeci
            swoimi myslami wlaza w pol zdania przedmowct. Niestety czesto zdarza sie to
            wlasnie panom. Jestem na to juz dosc wyczulona, zwlaszcza jezeli jest to jakas
            narada. Niejednokrotnie zdarzalo mi sie zwracac na to uwage - zartobliwie -
            interlokutorzy bywaja zdziwieni kiedy im sie mowi - np. juz drugi raz pan mi
            przerwal. Dopiero do nich dociera smile
            Verbeno, lepiej wyjsc do drugiego pokoju lub kuchni, (jezeli to mozliwe) niz
            wysluchiwac po raz setny tych samych opowiadan. Prostowanie nic nie daje smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka