Dodaj do ulubionych

pytanie do ankalenka

04.05.04, 23:04
Witam!
Mam na imię Dorota. Mam córkę - Olgę, która ma rozszczep podniebienia
twardego i miękkiego (właśnie skończyła 5 miesięcy). Zdecydowałam się na
operację w prywatnej klinice prof. Dudkiewicz. Przeglądając forum dyskusyjne
gazety o rozszczepach dowiedziałam się, że Twoja córka Lenka miała tam
wykonaną operację. Chciałabym się dowiedzieć jak przebiegł Wasz pobyt w
klinice, czy opieka jest dobra i atmosfera w porządku, co może się przydać,
czego tam brakuje, czy dziecku mogą towarzyszyć cały czas oboje rodzice?
Czego możemy się tam spodziewać?
Za odpowiedź z góry dziękuję. Dorota (arrabal@wp.pl)
Ps. Napisałam maila na Twój adres na gazeta.pl, ale na razie nie dostałam
odpowiedzi (pewnie niezbyt często zaglądasz na skrzynkę).
Obserwuj wątek
    • ankalenka Re: pytanie do ankalenka 05.05.04, 09:29
      Cześć!
      rzeczywiście na skrzynkę "gazetową" prawie nie wchodzę.. za to można znaleźć
      kontakt do mnie na stronie Michała Sobali www.rozszczepy.z.pl
      Masz już wyznaczony termin operacji?
      Pobyt w klinice pani profesor wspominam bardzo miło, oczywiście pominąwszy
      stres związany z operacją. Klinika to przerobione i dostosowane obszerne
      mieszkanie na parterze niewielkiego bloku w cichej okolicy, pomimo tego że jest
      to samo centrum. Opieka jest doskonała - pani profesor przez lata swojej
      praktyki stworzyła profesjonalny i przemiły zespół: moją Lenkę znieczulała pani
      anestezjolog która jest ordynatorem jednego z oddziałów szpitala dziecięcego na
      Litewskiej. Jest to lekarz z ogromnym stażem i doświadczeniem. Operowała pani
      profesor osobiście a towarzyszyła jej doświadczona pielęgniarka z IMiDu. na noc
      (operacja odbyła się późnym popołudniem) została z nami siostra oddziałowa z
      kliniki chirurgii IMiDu. Przemiła osoba. Całą noc siedziała na krześle obok
      łóżka na którym spałam z Lenką. Byle ruch dziecka zrywała się na nogi i
      sprawdzała czy wszystko w porządku. Poprawiała też koc kiedy ja się odkrywałam
      podczas spania. w nocy podawała lekarstwa i próbowałyśmy po paru godzinach
      nakarmić Lenkę. Rano pielęgniarki zmieniły się i ta kolejna, też z chirurgii z
      IMiDu była również przesympatyczna. Nosiła Lenkę na rękach przez parę godzin bo
      Lenka nad ranem już nie dostawała silnych środków przeciwbólowych tylko zwykły
      panadol i trochę marudziła, ja byłam nieprzytomna, bo zaczynał ze mnie opadać
      stres. około 13-14 wyszłyśmy do domu. po tygodniu pojechaliśmy do IMiDu na
      zdjęcie szwów - przy tym rodzice nie mogą być obecni, pielęgniarki zabierają na
      5 minut dziecko i oddają już po zdjęciu. Co do samej operacji: weszłam z Lenką
      na salę operacyjną i u mnie na rękach dostała dawkę środka usypiającego. potem
      ją odłożyłam i wyszłam. Pani profesor operowała około 3 godzin. My trochę
      poczekaliśmy a potem wyszliśmy na spacer, żeby nie wsłuchiwać się w odgłosy z
      operacji. Po operacji po wybudzeniu z narkozy i odśluzowaniu dziecko odrazu
      trafia do rodziców, ale lepiej wtedy go nie męczyć, bo jest półprzytomne, ważne
      że możesz siedzieć obok na tym samym łóżku i głaskać.
      W klinice jest WC z umywalką, nie ma prysznica ale raz można się przecież nie
      kąpać.. jest kuchnia z lodówką, czajnik elektryczny itp. herbatę mają, kawę
      chyba też, ale ja i tak zawsze biorę swoje bo jestem okropnie wybredna....
      Musisz wziąć jedzenie i picie dla dziecka i siebie, ubranka, butelki, pieluchy
      itp. Można być z mężem, tylko trzeba to wcześniej potwierdzić, bo zajmujecie
      wtedy dwa łóżka (chyba że nie zamierzacie spać, chociaż ja uważam że warto, bo
      kolejne dni i noce będą bardziej męczące)
      Myślę, że jeśli stać Was na luksus operacji prywatnie to warto. komfort jest
      nieporównywalny.
      Jeśli masz jeszcze jakieś pytania to pisz.
      pozdrawiam,
      Anka.
      • grudek100 Re: pytanie do ankalenka 06.05.04, 20:47
        Cześć!
        Dzięki za odpowiedź. Cieszę się, że opieka w klinice jest taka fachowa.
        Wprawdzie zrobienie tej operacji prywatnie będzie dla nas wysiłkiem finansowym,
        ale właśnie ze względu na komfort zdecydowaliśmy się. Trochę mnie tylko
        martwi, że tak szybko wychodzi się do domu. My jesteśmy z Łodzi i będziemy
        musieli zapakować Olgę w samochód i wracać, a nie wiem w jakiej będzie
        kondycji. Operację mamy 12 maja. Mam już wszystkie badania i są dobre. Im
        bliżej terminu tym bardziej się boję, najchętniej bym to odłożyła, choć wiem,
        że przed tym nie ucieknę. Jak sobie radziłaś z rączkami?
        Ja jestem w trakcie szycia czegoś podobnego do rękawic kuchennych. Zobaczę czy
        się sprawdzi.
        Na pewno się jeszcze odezwę, ale raczej będę pisać na skrzynkę ze strony
        Michała Sobali, bo mam trochę utrudniony dostęp do internetu.
        Pozdrawiam. Dorota
        • ankalenka Re: pytanie do ankalenka 07.05.04, 09:23
          my dostaliśmy 80% refundację kosztów operacji z funduszy socjalnych naszych
          zakładów pracy, na podstawie zaświadczenia wystawionego przez panią prof. może
          i Wy spróbujcie..
          co do unieruchamiania rączek to nie ma sensu szycie czegokolwiek, jeśli dziecko
          wpakuje do buzi taką rękawicę to też może uszkodzić szwy. pielęgniarki pokażą
          Ci jak krępować rączki bandażem, żeby nie dało się ich dociągnąć do buzi.
          myślę, że drogę do Łodzi Olga słodko prześpi. ten pierwszy dzień po operacji
          jest jeszcze senny i rozlazły.

          będzie dobrze, pozdrawiam,
          Anka.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka