Dodaj do ulubionych

Coś optymistycznego

29.01.04, 14:28
Jestem w szoku. Głębokim. A zszokowała mnie eks. Posłuchajcie...
Zaraz po rozwodzie mojego M. (było to pół roku temu) eks zabroniła mu widywać
dzieci. Nie wpuszczała do siebie do domu, nie pozwalała zabierać ze sobą,
odmawiała jakichkolwiek spotkań. Dotyczyło to nie tylko M., ale również jego
rodziców, a dziadków tych dzieci. Dochodziło nawet do tego, że jak babcia
przychodziła do szkoły starszego chłopca, to eks nie pozwalała brać dziecku
od babci owoców, które ta dla niego przyniosła. M. nie pozostało wtedy nic
innego, tylko założyć w sądzie sprawę o ustalenie widzeń z dziećmi, co
zresztą bardzo szybko uczynił. Czekał na sprawę prawie 5 miesięcy, w
międzyczasie próbując się z dziećmi jednak widywać - dzwonił do eks, bywał w
szkole. Eks była uparta. W odpowiedzi na jego pozew wniosła, że nie zgadza
się, aby M. widywał się z dziećmi u niej w domu, że nie zgadza się na
pozostawianie dzieci pod opieką dziadków ani na to, aby M. zabierał je do
swojej rodziny na wsi, z powodu, że jego cała rodzina źle się o niej wyraża.
Jej upór trochę zelżał tuż przed świętami Bożego Narodzenia, bo pozwoliła się
raz M. z dziećmi spotkać (pewnie po to, aby mógł przekazać prezenty) i raz
udało mu się spotkać z dziećmi w styczniu. Zabrał wtedy dzieci do dziadków na
obiad, mimo tego że mu przed wyjściem zabroniła. Po powrocie do domu
powiedział oczywiście eks, że dzieci u dziadków były (bo tęsknią za nimi), co
ja mocno wkurzyło. Od tamtej pory kontaktów z dziemi nie było. Czekaliśmy na
sprawę.
No i odbyła się dzisiaj. Eks się ze wszystkiego wycofała, a sprawa została
zawieszona. Eks nie chce ograniczać w żaden sposób kontaktów ojca z dziećmi,
może się z nimi widywać kiedy tylko chce, to samo tyczy się dziadków, M. może
z nimi wyjeżdżać, a ona nie ma nic przeciwko. Poprosiła tylko, żeby dzieci do
żadnych wyjazdów nie zmuszać i jeśli powiedzą, że nie chcą nigdzie z ojcem
jechać, to żeby M. nie robił nic na siłę, bo to bedzie ze szkodą dla dzieci,
a je trzeba do takich wyjazdów bez matki po prostu przyzwyczaić, tylko
powoli. Cała sprawa zakończyła się polubownie i juz po wyjściu z sali
ustalili, że M. spędzi z dziećmi całą sobotę i niedzielę.
Do tej pory nie mogę ochłonąć. Co się stało?! Jeszcze niedawno były same
zakazy i tak naprawdę "gra dziećmi", a dzis taka zmiana. A może to jakiś
podstęp i za chwilę spadnie nowy atak? Co Wy o tym myślicie?
Obserwuj wątek
    • brooklynka Re: Coś optymistycznego 29.01.04, 14:42
      Asiek, hmmm, nie chce zle wrozyc, ale sytuacja wypisz wymaluj jak u nas. Moj M
      mial szlaban, i wciaz ma - dzieci nie moga sie z nim widywac. Wszystko trwa juz
      ponad pol roku, z przerwa przed.....pierwsza rozprawa, kiedy dwa tygodnie przed
      zaczely sie intensywne spotkania z dziecmi, nagle wszystlp bylo ok, cale
      weekendy mogl z nimi spedzac. Tak mu to namieszalo w glowie ze na sprawie nie
      wystapil o terminy widzen z dziecmi, myslal ze teraz juz bedzie dobrze. I co?
      od razu po rozprawie sprawy wrocily do normy, nie ma dzieci, nie ma widzen, ma
      tylko placic i siedziec cicho. teraz na kolejnej rozprawie nie wyjdzie juz bez
      zasadzonych terminow widzen. Ja tym ex nie ufam, szczegolnie jesli przez caly
      czas ziona nienawiscia i checia zemsty, to tak w 5 minut jej sie nie zmieni,
      obawiam ze nigdy sie nie zmieni, i trzeba walczyc o swoje dzieci i nie dawac
      manipulowac.
      Ale Tobie zycze zeby wszystko sie poukladalo...napisz za jakis czas jak
      wszystko wyglada.
    • la.felina Re: Coś optymistycznego 29.01.04, 14:49
      Asiek,
      mam nadzieję, że się mylę, ale wyczuwam podstęp.
      Jeśli dobrze rozumiem Twój M. nie ma ustalonych przez sąd widzeń z dziećmi.
      Pełne prawa rodzicielskie (bo chyba takie oficjalnie ma) mogą w takim przypadku
      skutkowac w ten sposób, że wszystko (czy, kiedy, jak długo, gdzie) będzie
      ZAWSZE zależało od ex.
      Decyzja Sądu dot. częstotliwości i czasu trwania spotkań ustala tylko miniumum,
      które powinno być przestrzegane przez ex. ZAWSZE może ona pozwolić na spotkania
      częstsze i dłuższe, ale kiedy je uniemożliwi jest wtedy podstawa do podjęcia
      przeciw niej działań przewidzianych prawem.

      Mam szczerą nadzieję, że się mylę, że Wasza ex naprawdę nie chce ograniczać
      kontaktów dzieci z ojcem i jego rodziną, że to nie był żaden wybieg. Może
      naprawdę zrozumiała, że utrudniając czy uniemożliwiając te kontakty najbardziej
      krzywdzi właśnie dzieci.
      Tak miło było mi przeczytać tytuł Twojego wątku. Oby z biegiem czasu okazało
      się, że rzeczywiście macie powody do radości.

      Pozdrawiam sedecznie,
      F.
      • jayin Re: Coś optymistycznego 29.01.04, 14:53
        nieważne CO, ważne, że jest szansa na spotkania z dziećmi smile

        ale oby nie było tak, że dzieci "nie zechcą" spotykać się z tatą...
        bo taki warunek dała chyba Wasza Ex? że "bez zmuszania dzieci - jesli same beda
        chcialy". mam nadzieje, ze teraz - bedac sądowo "correct" - Ex nie bedzie
        prowadzic w swoim domu polityki zniechecania dzieci do spotkan z ojcem.

        ja wiem wiem... wszystko tak podejrzliwie wobec dobrych checi i naglej
        przemiany Ex...smile niech się czytające Ex nie obrazaja, ale jan ie wierze w
        NAGŁE przemiany, wynikające li i jedynie z dobrej woli.

        chociaz - OBY TAK BYŁO!

        pozdr.
        Joanna
        • nooleczka Re: Coś optymistycznego 29.01.04, 16:23
          Mi trochę ta sytuacja przypomina początek mojej znajomosci z m. Eks mojego m
          tak się wk...iła na wieść o tym że m ma nową dziewczynę, że w ramach zemsty
          wywiozła syna na pół roku do swoich rodziców, tyko po to żeby m nie mógł go
          widywać. Po pół roku "nagle" jej przeszło, przywiozła syna i pozwoliła na
          konatkty bez ograniczeń. W międzyczasie odbyła się sprawa o widzenia, na której
          ex mocno "najeżdzała" na nasz związek - ale o tym już pisałam w innym wątku,
          więc nie będę sie powtarzać. Pamiętam że też się wtedy dziwiłam, że jej tak
          nagle przeszło, ale teraz z perspektywy czasu nie dziwią mnie żadne jej odchyły.
          W każdym razie konatktów już nie zabraniała i m do dziś może widywać syna kiedy
          chce.

          Pozdrawiam, Ania
    • mmadzia1 Re: Coś optymistycznego 29.01.04, 17:43
      Asia,
      ja się też przyłączam do opinii poprzedniczek; cóż cuda się zdarzają, ale w
      bajakach raczej chociaż kto wie? Niech Twój partner mimo wszystko nie
      rezygnuje, i pilnuje zasądzenia ustalonych terminów.
      U nas było bardzo podobnie; może trochę w innym przedmiocie: otóz przed
      absolutnie każdą rozprawą, córka mojego faceta jest chora na zświadczeniu, nosi
      specjalne okularki, ma przepisaną dietę, której nalezy przestrzegac,
      tableteczki, itd. W dodatku jest chętnie "wydawana" ojcu i co najpodlejsze, aby
      udowodnić, ze mieszka z matką ( a nie mieszka) jest przywożona pociągiem dzień
      wcześniej.
      Raz nawet miala napisaną dla tatusia kartkę z życzeniami urodzinowymi!
      Natomiast, zawsze po rozprawie też jest chora, ale nie na recepcie tylko "nie w
      tym tygodniu bo dzieciak chory"... i tak mijają kolejne terminy do nast. okresu
      przed rozprawowego.
      Ale jeden numer był najlepszy; ex zareagowala furią na ustalone przez sąd
      kontakty (przyjazne dla ojca); robila numery, potem troche rzadziej ale pobila
      samą siebie jak wystosowala do sądu własną propozycję tychże kontaktow;! nawet
      nie jestem w stanie przytoczyc, ale byla tam jakaś kretynska zależnosć miedzy
      dniami parzystymi i nieprzystymi, dniami tygodnia i godzinami, tzw. dluuuugimi
      weekendami i swietami, brakowalo tylko zeby uzaleznila to od fazy ksiezyca smile))!
      Generalnie wychodzilo, ze te wizyty beda ruchome i np. nie sposób bylo sobie
      zaplanowac urlopu.
      Adwokat pekal ze smiechu.

      Zycze jednak, zeby w Waszym przybadku bylo mniej "rozrywkowo"
      Pozdrawiam,
      m.
    • triss.m Re: Coś optymistycznego 29.01.04, 22:27
      hmm, ja tez bym nie wierzyla w tak nagla zmiane .. za duzo tu uwarunkowan od
      checi dzieci (na ktore moze wplywac ex).. patrze przez pryzmat swojej
      sytuacji.. u nas ex zabronila wywozenia dzieci na wakacje poza obszar
      wojewodztwa, w ktorym mieszkaja .. taaak tylko ich ojciec mieszka jakies
      kilkaset km dalej .. coz, pierwszy raz widzialam taka bzdure. trzeba bylo
      ustalic przez sad kontakty, ale i tak nie obylo sie bez wzywania policji, bo
      choc kontakty ustalone, to dzieci ... gdzies zniknely. pozdrawiam, czasem
      trzeba dmuchac na zimne .. tego niestety sie nauczylam.
      • mmadzia1 Re: Coś optymistycznego 30.01.04, 08:18
        faktycznie, niezła bzdura z tym województwem! coś jak w stanie wojennym, kiedy
        to się nie można było przemieszczać swobodnie; pewnie zaczerpnęła z jakiejś
        amerykańskiej soap opera, tam nie można poza granice stanu smile))
        to chyba głupsze niż nasz grafik: w parzyste od tej do tamtej, nieparzyste od
        takiej do siakiej!
        może zrobimy sobie ankiete, najbardziej kretyńskich pomysłów? wink

        tak tylko sobie pisze, na dobry początek dnia; jutro weekend, u nas kolejne
        podejście do wizyty; przez ostani miesiac było: "nie teraz bo dzieciak chory..."

        pozdrawiam
        smile
    • asiek25 Re: Coś optymistycznego 30.01.04, 09:34
      Hm, uważacie, że zachowanie eks jest podejrzane... Może macie rację? czas
      pokaże. A tak gwoli wyjaśnienia:

      1) to sąd zaproponował zawieszenie sprawy i nie ustalanie wyznaczonych terminów
      spotkań. Sąd pytał dlaczego M. wniósł sprawę do sądu, jak wyglądały wczesniej
      jego kontakty z dziećmi, czy dzieci chcą się z nimi spotykać. Sąd przesłuchał
      zarówno M. jak i eks. Eks mówiła, że dzieci chętnie spotykają się z ojcem,
      wracają z takich spotkań zadowolone, że ona nie ma zamiaru utrudniać kontaktów
      dzieci z ojcem, ani z dziadkami. Więc sąd stwierdził, że skoro jest dobra wola
      obu stron, to proponuje sprawę zawiesić i nie wyznaczać żadnych konkretnych
      terminów do tych spotkań. Niech te spotkania się odbywają w czasie dogodnym dla
      wszystkich. Natomiast gdyby sytuacja się powtórzyła i żona zacznie znowu
      utrudniać, to sprawę się odwiesi i żadne z nich nawet nie musi być na
      rozprawie, ponieważ materiał dowodowy (zeznania eks małżonków, notatki kuratora
      itp.) jest zgromadzony i na tej podstawie sąd ustali terminy wizyt. Obie strony
      się zgodziły i sprawa została zakończona.

      2) W chwili obecnej eks właściwie niczego nie warunkuje. W sądzie poprosiła
      tylko, żeby dzieci nie zmuszać do wyjazdów z ojcem, jeśli one tego nie będą
      chciały. Moim zdaniem, jest to uzasadnione. Dzieci są bardzo zżyte z matką i
      nigdy jeszcze bez niej nie wyjeżdżały. Starszy syn (11 lat) jest bardzo
      nieufny, boi się obcych i tylko przy matce czuje się bezpiecznie. M. chciał je
      zabrać na kilka dni ferii do leśniczówki w górach. Miał jechać również jego
      kolega, też z dziećmi. M. rozmawiał z eks i ona właściwie pomysł zaakceptowała,
      ale starszy dzieciak nie chciał jechać. M. rozmawiał również z synem.
      Powiedział, że bez mamy nie chce. Więc chyba rozumiem obawy eks, żeby dzieci
      nie zmuszać do takich wyjazdów. Natomiast eks zgodziła się na powolne
      przywyczajanie dzieci do takich sytuacji. Stwierdziła nawet, że dzieci POWINNY
      z ojcem wyjeżdżać, bo to dla ich dobra.

      Chcę wierzyć, że wszystko teraz już będzie dobrze, że coś się zmieniło. Zaraz
      po sprawie, M. i eks na korytarzu sądu ustalili, że M. w ten weekend zobaczy
      się z dziećmi. Stwierdziła, żeby M. zadzwonił to się umówią. Do tej pory było
      tak, że on dzwonił, a ona nie odbierała telefonów, a na pozostawione wiadomości
      nie odpowiadała i nie oddzwaniała. Mam nadzieję, że tym razem będzie inaczej.
      Zaczęła chodzić ze starszym synem do psychologa, może to jest powód tej jej
      zmiany?
      • triss.m Re: Coś optymistycznego 30.01.04, 10:05
        hmm, tak jak mowisz, czas pokaze.. w koncu przeciez powinien wziac gore zdrowy
        rozsadek i faktyczne dobro dzieci. a jak wyglada kwestia Twojego udzialu w tych
        spotkaniach.. ex nie bedzie oponowac ?? pozdr
        • asiek25 Re: Coś optymistycznego 30.01.04, 10:25
          Uuuuu, trudna kwestia.
          Dzieci o mnie nie wiedzą. Co eks wie, to trudno powiedzieć. Może być tak, że
          nie wie, iż my mieszkamy razem.
          Jak do tej pory wszystkie spotkania M. z dziećmi odbywały się w domu eks lub u
          dziadków, bądź gdzieś poza domem.
          Obawiam się, że eks nie będzie się chciała zgodzić, aby dzieci spotykały sie
          również ze mną (bo to również przeze mnie rozpadło się ich małżeństwo). Obawiam
          się również, że M. też nie wykaże żadnej inicjatywy, aby mnie poznały. Bo boi
          się każdego problemu, każdej trudnej rozmowy, każdej trudnej zmiany.
          Nie wiem jak to się ułoży.
          • triss.m Re: Coś optymistycznego 30.01.04, 12:16
            asiek25 napisała:

            > Obawiam się, że eks nie będzie się chciała zgodzić, aby dzieci spotykały sie
            > również ze mną (bo to również przeze mnie rozpadło się ich małżeństwo).
            Obawiam
            >
            > się również, że M. też nie wykaże żadnej inicjatywy, aby mnie poznały. Bo boi
            > się każdego problemu, każdej trudnej rozmowy, każdej trudnej zmiany.
            > Nie wiem jak to się ułoży.
            wiesz, byla cala dyskusja na temat spotkan dzieci z nowymi zonami ojcow, ja
            jestem za tym, zeby stworzyc dzieciakom 2 domy i znormalizowac max sytuacje.
            jesli myslisz powaznie o tym zwiazku, Twoj M bedzie musial Cie zapoznac z
            dzieciakami. pewien czas mozna odczekac na wyciszenie emocji, ale potem trzeba
            dzialac... tak mysle. ucieczka od problemu niczemu nie sluzy.. a szczerze
            mowiac ex i za 2, 3 lata moze z Ciebie robic wawelskiego smoka, ktory zabral
            dzieciom tatusia... i tylko Ty bedziesz mogla je przekonac, ze takim smokiem
            nie jestes. to Wasza decyzja, nie tylko Twojego M.. ale Wasza, jesli chcecie
            tworzyc powazny zwiazek. chyba, ze chcesz pozostawic przeszlosc M i nic o niej
            nie wiedziec...
            • saawa Re: Coś optymistycznego 30.01.04, 13:53
              Podpisuje sie pod tym, co napisala Triss.m - jestem rowniez zwolenniczka 2-ch
              domow. Asiek - mysle, ze cos trzeba zmienic w Waszej sytuacji - bo to tak,
              jakby M. mial dwa zycia, a w tym momencie zupelnie Cie z jednego wyklucza. Nie
              chce Cie podburzac, moja sytuacja tez nie jest idealna, ale wydaje mi sie, ze
              nie powinnas sie z tym godzic. Pozdrawiam i trzymam kciukismile
      • wiola101 Re: Coś optymistycznego 30.01.04, 10:25
        Witam Cie asiek25.
        Czy mogłabys mi napisać kilka szczegółów dot. sprawy o widzenia Twojego M.
        Przede wszystkim interesuje mnie:
        ile było spraw,
        czy długo czekaliści od złozenia pozwu,
        czy odwiedzał Was kurator jak również u niej czy był przprowadzany wywiad
        jakie poniesliście koszt
        jaka odległość dzieli Was od dzieci
        jaki pozew pisał i jakich wymagał Twój M. widzeń.
        Bardzo mnie to interesuje ponieważ mojego męża eks. od 2 m-cy utrudnia kontakty
        z 7 letnim synem. Dlatego też jak tak dłużej to będzie trwać to niestety
        bedziemy musieli wystąpić na drogę sądową.
        Prosze o odpowiedz również wszystkie dziewczyny które maja jakieś doswiadczenia
        • asiek25 Re: Coś optymistycznego 30.01.04, 10:42
          Witaj Wiolu!
          Pewnie, że Ci odpowiem. A więc:



          > ile było spraw,
          Jedna. W którymś pocie wyżej opisałam jak wyglądała.

          > czy długo czekaliści od złozenia pozwu,
          Długo. Pozew został złożony pod koniec września ubiegłego roku. Pierwsza sprawa
          została wyznaczona na początek stycznia, ale że eks sąd wysłał wezwanie pod zły
          adres i ona na te rozprawę sie nie zgłosiła, to w końcu pierwsza sprawa odbyła
          się wczoraj.

          > czy odwiedzał Was kurator jak również u niej czy był przprowadzany wywiad
          Tak. O wizycie u nas w domu pisała w wątku "Czy naprawdę musiałam wyjść". Z
          tego co wiem, u niej też kurator był. Nie wiem co to wywiad - jeśli chodzi Ci o
          np. przepytywanie sąsiadów to chyba coś takiego nie miało miejsca. Kurator
          rozmawiał z M. o tym jak często widuje się z dziećmi, dlaczego wniósł pozew
          oraz rzucił okiem na warunki mieszkaniowe. Jeśli masz jakieś bardziej konkretne
          pytanie odnośnie kuratora, to muszę zapytać M.

          > jakie poniesliście koszt
          Na rozprawie sąd nie wspomniał o żadnych kosztach rozprawy. Może w takim razie
          takie sprawy są darmowe? M. poniósł tylko koszt swojego adwokata - 1 tys. zł.

          > jaka odległość dzieli Was od dzieci
          Mieszkają w tym samym mieście. Konkretnie jakieś 10 min. samochodem od naszego
          domu.

          > jaki pozew pisał i jakich wymagał Twój M. widzeń.
          W pozwie zażądał widzeń z dziećmi w co drugi weekend, w każdą środę po południu
          po 2 godziny, jednego tygodnia ferii, jednego tygodnia wakacji, spędzania z
          dziećmi świąt co drugi rok (tzn., że jeśli w jednym roku dzieci będą u niego na
          Wielkanoc, to w tym samym roku spędzają Boże Narodzenie z eks, a w roku
          następnym jest odwrotnie).

          > Bardzo mnie to interesuje ponieważ mojego męża eks. od 2 m-cy utrudnia
          kontakty
          Jeśli utrudnia, to może niech Twój facet spróbuje się od niej dowiedzieć
          dlaczego tak robi, a jeśli to nie da rezultatów, to niech składa w sądzie
          wniosek.
          Pozdrawiam i życzę, aby wszystko się dobrze ułożyło!
          smile))
          • wiola101 Re: Coś optymistycznego 30.01.04, 11:08
            Dziękuję Ci Asiu za odpowiedź. Wachamy sie troszkę ponieważ mój mąz ba bardzo
            nienormowany czas pracy a w dodatku zmianowy. Mieszkamy od małego ponad 100 km.
            Obawiam sie tego że często bedzie zdażać sie tak iz w ummówionym terminie mąż
            nie będzie mógł jeżdzić po syna a jeżeli tego nie bedzie robił eks. może zacząć
            to wykożystywać p-ko mojemu mężowi. Niewiem też jakie logiczne terminy spotkań
            można ustalić ( wiąże się to również z duzymi kosztami przywozu i odwozu)Czy na
            podstawie zwiekszonych w/w kosztów można wystąpic o zmiejszenie alimentów?
            Niewiem co mamy zrobić aby sobie nie zaszkodzić.
        • triss.m Re: Coś optymistycznego 30.01.04, 12:07
          jesli dalej bedzie utrudniac, to chyba lepiej jednak ustalic jakies terminy
          (wspolnie sie zastanowcie, niech Twoj maz powie w sadzie, ze ma prace
          zmianowa). na stronie ojcow mowiono o tym, ze ustalenie kontaktow z dzieckiem,
          to tak prawde mowiac, ich ograniczenie .. ale czasem to jedyna mozliwosc, zeby
          dzieci zobaczyc ... tak sadze. to pewne minimum. u "nas" razem z rozwodem
          odbyla sie sprawa o ustalenie kontaktow, w zwiazku z tym, ze ojciec dzieci
          mieszka daleko jest to 1 week w mies, 2 tyg wakacji + po 1 dniu swiat... i ta
          ostatnia decyzja jest fatalna, lepiej by bylo jak napisala Asiek - swieta
          naprzemiennie. coz, moze sie da dogadac, a jesli nie .. to za jakis czas ..
          znow do sadu. ale to kosztuje.
          • wiola101 Re: Coś optymistycznego 30.01.04, 12:26
            Ile tris.m
            Czy mozesz przybliżyć jakąś kwotę?
            • triss.m Re: Coś optymistycznego 30.01.04, 12:41
              ile konkretnie, nie wiem. jak mowie, u 'nas' odbylo sie to razem z rozwodem.
              myslalam raczej o kosztach adwokata ..
      • lubstej Re: Coś optymistycznego 30.01.04, 12:00
        asiek25 napisała:

        >
        > 2) W chwili obecnej eks właściwie niczego nie warunkuje. W sądzie poprosiła
        > tylko, żeby dzieci nie zmuszać do wyjazdów z ojcem, jeśli one tego nie będą
        > chciały.

        tez jestem nieoficjalna macocha smile i powiem Ci jak to bylo u nas.
        Nie bylo w sadzie ustalane czy spotkania sa "za zgoda " dzieci (córka 4 i syn 9
        lata)ale czesto sie zdarzalo ze nie dochodzilo do spotkan "bo dzieci nie chca".
        a jak juz zdarzylo sie ze przyjechaly do nas to mamusia dzwonila 5 razy
        dziennie i wypytywala o wszystko a jak chlopak mowil ze jest fajnie i ze mu sie
        podoba to ona przybierala smutny glos i zaczela sie uzalac ze on sie tak dobrze
        bawi a mamusi jest w domu smutno i przykro z tego powodu. Wiec nastepnym razem
        na taty pytanie czy przyjedzie do taty odpowiadal nie wiem czy mamie sie to
        spodoba i czy nie bedzie jej smutno itp.
        Oczywiscie oficjalnie mamusia twierdzi, ze kontakty z ojcem sa potrzebne i
        wazne, ze powinni sie spotykac a co robi to swoje.
        Oczywiscie akcje ze dzieci chore sa na porzadku dziennym, a szczegolnie choruja
        przy sprawach o alimenty oczywiscie wink

        pozdrawiam wszystkie Macochy smile))
        • triss.m Re: Coś optymistycznego 30.01.04, 12:25
          lubstej napisała:

          > tez jestem nieoficjalna macocha smile i powiem Ci jak to bylo u nas.
          > Nie bylo w sadzie ustalane czy spotkania sa "za zgoda " dzieci (córka 4 i syn
          9
          >
          > lata)ale czesto sie zdarzalo ze nie dochodzilo do spotkan "bo dzieci nie
          chca".
          > a jak juz zdarzylo sie ze przyjechaly do nas to mamusia dzwonila 5 razy
          > dziennie i wypytywala o wszystko a jak chlopak mowil ze jest fajnie i ze mu
          sie
          >
          > podoba to ona przybierala smutny glos i zaczela sie uzalac ze on sie tak
          dobrze
          >
          > bawi a mamusi jest w domu smutno i przykro z tego powodu.

          no to ja tez 'kfiatek' dorzuce.. ex zadzwonila do dziecka i kazala powiedziec
          ojcu, ze 'on chce wracac do domu'.. ladne granie na emocjach dziecka, nie ? ale
          tu maly sie zbuntowal i rzucil sluchawka .. moze to ja czegos nauczy ..
          przepraszam, ze tak duzo sie dorzucam w tym temacie, ale sporo przeszlismy
          jesli chodzi o 'normalny' kontakt z dziecmi. uwazam po prostu ze mszczenie sie
          na 'bylym' poprzez dzieci jest bardzo nie w porzadku. ale czasem nawet 'panie
          nauczycielki' nie zauwazaja jak bardzo rania swoje dzieci ...
          • lubstej Re: Coś optymistycznego 30.01.04, 12:39
            triss.m napisała:

            uwazam po prostu ze mszczenie sie
            > na 'bylym' poprzez dzieci jest bardzo nie w porzadku. ale czasem nawet 'panie
            > nauczycielki' nie zauwazaja jak bardzo rania swoje dzieci ...

            oooo
            to co napisalam wczesniej to czubek gory lodowej tego co pokazala mamusia przed
            i po rozwodzie pomimo ze facet rozstal sie z nia naprawde na poziomie
            (pozostawione wyposazone mieszkanie, samochod i wysokie alimenty)
            A teraz niespodzianka- mamusia z zawodu jest: nauczycielem nauczania
            poczatkowego i - co mnie szczegolnie przeraza- dyplomowanym socjoterapeuta!!!!
            • pysia-2 Re: Coś optymistycznego 30.01.04, 14:39
              lubstej napisała:

              > A teraz niespodzianka- mamusia z zawodu jest: nauczycielem nauczania
              > poczatkowego i - co mnie szczegolnie przeraza- dyplomowanym socjoterapeuta!!!!



              Nie od dzis wiadomo, ze wiedza teoretyczna to jedno, a radzenie sobie z
              wlasnymi problemami to co innego. No i duzo latwiej dawac rady innym, niz
              samemu sie do nich stosowac.
              • femalespirit Re: Coś optymistycznego 02.02.04, 18:06
                Witajcie w klubie kolezanki, do nas tez do domu pasierbowie nie chca
                przychodzic. Nie chca, bo jak bywali i wracali zadowoleni, to mamusia chora,
                umierajaca, nieszczesliwa albo wsciekla, czepiajaca sie i trzaskajaca garami,
                wiec szybko sie nauczyli, ze uszczesliwic mamusie = nie przychodzic do domu
                ojca. Dopiero teraz powolutku sie to zmienia, glownie ze starszym, bo juz ma
                wlasne zdanie i wlasny oglad, nie poddaje sie manipulacjom tak latwo.
      • jayin Re: Coś optymistycznego 30.01.04, 16:47
        Asiek, to napisz nam po weekendzie, jak poszło z wizytą M. u dzieci.

        ale tak sobie myślę... może faktycznie to, że ich starszy syn "musi" wizytowac
        psychologa, więc pewnie ma jakieś problemy - być może wynikające też z sytuacji
        między rodzicami - może to wpłynęło na zmianę w zachowaniu Ex?
        Co jak co, ale jeśli to nawet nie dobra wola wobec Twojego M., to może chodzi o
        najnormalniejszą matczyną troskę o dziecko? Żeby psychika dziecka się poprawiła.
        To mogę zrozumieć i nawet uwierzyć, że Ex się odmieniło z tego powodu.

        pozdr.

        Joanna
    • asiek25 Re: Coś optymistycznego 02.02.04, 09:49
      No to wracam do Was po weekendzie. Dla M. i jego dzieci minął super. Spędzili
      razem całe dwa dni, pierwszy raz od prawie pół roku. W sobotę z powodu
      brzydkiej pogosy siedzieli w domu eks i się bawili we trójkę. W niedzielę byli
      w kinie, na pizzy i znów do wieczora się razem bawili. Chłopcy byli
      przeszczęśliwi. M. też. Eks w ogóle się do niczego nie wtrącała, zajęła się w
      tym czasie sobą.

      Ale to nie koniec pozytywów.
      Rodzice eks mają domek na wsi, jakieś 100 km od naszego miasta. Eks i dzieci
      spędzają tam wakacje, święta i ferie juz od kilku lat. Dzieciom się tam podoba -
      świeże powietrze, las i koledzy. Lubią tam jeździć. M. praktycznie przy każdym
      wyjeździe eks proponował jej, że ich wszystkich odwiezie samochodem. Przecież
      to wygoda. Ale eks w swojej zaciętości wolała tłuc sie pociągiem z dwójką
      małych dzieci i bagażami, niż skorzystać z pomocy M. Nawet na dworzec nie
      pozwalała się odwozić. No i kolejna zmiana. M. wczoraj znów zaproponował, że
      ich odwiezie i o dziwo, tym razem eks sie zgodziła bardzo chętnie.

      M. jest szczęśliwszy. Dzieci też. Mam nadzieję, że eks też jest lepiej, gdy się
      przestała tak szarpać z własnymi emocjami. Może z czasem wszystko się ułoży...

      • pom Re: Coś optymistycznego 02.02.04, 09:55
        Asiu,
        Czekałam z niecierpliwościa, kiedy przyjdziesz w poniedziałek i jakie będa
        Twoje relacje z weekendu.
        cieszę się!!!!! Usmiecham się monitorem i oby tak dalej!! Trzymam kciukismile)))
      • triss.m Re: Coś optymistycznego 02.02.04, 13:52
        no to super smile oby jej sie nie zmienilo smile
      • justus100 Re: Coś optymistycznego 02.02.04, 14:47
        A nie wkurzało Cie, że musiałaś sama siedzieć w domu przez cały weekend?
        Z tego, że Ci facet wozi byłą (i przy okazji dzieci lub na odwrót) nie
        cieszyłabym się. Ale to moje odczucia i dobrze, że Tobie to nie przeszkadza smile
      • femalespirit Re: Coś optymistycznego 02.02.04, 17:55
        Oj, Asiu, byle byscie nie przedobrzyli z tym zblizeniem. Odwozenie jej z
        dziecmi samochodem to juz pewna przesada. Tak nagla zmiana w zachowaniu ex
        raczej sklanialaby do ostroznosci, czy to aby nie jest plan odzyskania bylego
        meza poprzez wciagniecie go na calego w zycie rodziny.
        Mam nadzieje, ze przesadzam, ale uwazalabym.
    • ziouta Re: Coś optymistycznego 02.02.04, 16:17
      Bardzo się cieszę ,oby tak było dalej ;o)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka