asiek25
29.01.04, 14:28
Jestem w szoku. Głębokim. A zszokowała mnie eks. Posłuchajcie...
Zaraz po rozwodzie mojego M. (było to pół roku temu) eks zabroniła mu widywać
dzieci. Nie wpuszczała do siebie do domu, nie pozwalała zabierać ze sobą,
odmawiała jakichkolwiek spotkań. Dotyczyło to nie tylko M., ale również jego
rodziców, a dziadków tych dzieci. Dochodziło nawet do tego, że jak babcia
przychodziła do szkoły starszego chłopca, to eks nie pozwalała brać dziecku
od babci owoców, które ta dla niego przyniosła. M. nie pozostało wtedy nic
innego, tylko założyć w sądzie sprawę o ustalenie widzeń z dziećmi, co
zresztą bardzo szybko uczynił. Czekał na sprawę prawie 5 miesięcy, w
międzyczasie próbując się z dziećmi jednak widywać - dzwonił do eks, bywał w
szkole. Eks była uparta. W odpowiedzi na jego pozew wniosła, że nie zgadza
się, aby M. widywał się z dziećmi u niej w domu, że nie zgadza się na
pozostawianie dzieci pod opieką dziadków ani na to, aby M. zabierał je do
swojej rodziny na wsi, z powodu, że jego cała rodzina źle się o niej wyraża.
Jej upór trochę zelżał tuż przed świętami Bożego Narodzenia, bo pozwoliła się
raz M. z dziećmi spotkać (pewnie po to, aby mógł przekazać prezenty) i raz
udało mu się spotkać z dziećmi w styczniu. Zabrał wtedy dzieci do dziadków na
obiad, mimo tego że mu przed wyjściem zabroniła. Po powrocie do domu
powiedział oczywiście eks, że dzieci u dziadków były (bo tęsknią za nimi), co
ja mocno wkurzyło. Od tamtej pory kontaktów z dziemi nie było. Czekaliśmy na
sprawę.
No i odbyła się dzisiaj. Eks się ze wszystkiego wycofała, a sprawa została
zawieszona. Eks nie chce ograniczać w żaden sposób kontaktów ojca z dziećmi,
może się z nimi widywać kiedy tylko chce, to samo tyczy się dziadków, M. może
z nimi wyjeżdżać, a ona nie ma nic przeciwko. Poprosiła tylko, żeby dzieci do
żadnych wyjazdów nie zmuszać i jeśli powiedzą, że nie chcą nigdzie z ojcem
jechać, to żeby M. nie robił nic na siłę, bo to bedzie ze szkodą dla dzieci,
a je trzeba do takich wyjazdów bez matki po prostu przyzwyczaić, tylko
powoli. Cała sprawa zakończyła się polubownie i juz po wyjściu z sali
ustalili, że M. spędzi z dziećmi całą sobotę i niedzielę.
Do tej pory nie mogę ochłonąć. Co się stało?! Jeszcze niedawno były same
zakazy i tak naprawdę "gra dziećmi", a dzis taka zmiana. A może to jakiś
podstęp i za chwilę spadnie nowy atak? Co Wy o tym myślicie?