Dodaj do ulubionych

Jest mi bardzo, ale to bardzo przykro:-(((((((((

30.04.10, 19:44
i nie daje sobie z tym radysad

Nie zalilam sie do was, bo myslalam, ze jakos to wszystko przetrawie, ale mam
w dlaszym ciagu kluch w gardle od miesiaca, ktorego nie moge przelknacsad

Corka meza ma konfirmacje pojutrze, na ktora nie jestem zaproszona. Dostalam
zaplate po tym wszystkim co dla niej zrobilamsad

Jak mam sie zachowac w stosunku do niej? (przychodzi do nas na weekend co dwa
tygodnie), tak jakby sie nic nie stalo? usmiechac sie? droszyc sie?
ignorowac?sad((((((((((

Ps.
To ja wybralam dla niej wymarzony prezent na konfirmacje juz dwa miesiace
temu, cieszac sie, ze ona bedzie sie cieszyc..........., a teraz najchetniej
roztrzaskalabym go o sciane.....

Obserwuj wątek
    • to_pestka Re: Jest mi bardzo, ale to bardzo przykro:-(((((( 30.04.10, 20:45
      Luna jestem z Tobą i ściskam najmocniej jak potrafię ...

      Rozumiem że jesteś rozgoryczona, sytuacja na pewno jest bardzo
      przykra dla Ciebie... Nie znam szczegółów, nie wiem jak do tego
      odnosi sie Twój mąż. Nie wiem tez kto było osobą decyzyjną odnośnie
      zapraszania gości. Jeżeli w 100 % zależało to od Młodej to raczej
      nie dusiłabym rozczarowania w sobie, tylko w grzeczny i spokojny
      sposób powiedziala bym jej że sprawila mi przykrość ale szanujesz
      jej decyzję.

      Pytanie jednak, co jesli to nie od niej zależało a na przykład od
      jej mamy czy dalszej rodziny.

      Raz jeszcze przytulam.
      • luna67 Re: Jest mi bardzo, ale to bardzo przykro:-(((((( 30.04.10, 21:50
        Pesteczko,

        oj, 8-smiu lat macochowania nie da sie strescic, ale napisze, ze dalam z siebie
        wszystko co mialam i moglamsad

        Jezeli chodzi o mojego meza, to..........., niestety ma "syndrom porzuconego
        ojca" i chce byc we wszystkim lepszy od ojczyma.

        Przyklad: ojczym kupil na urodzny corki tania komorke, a moj maz musial go
        przebic drogim komputerem (nie protestuje, bo nas na to stac, ale szacunek do
        pieniadza i wychowanie zostaje z tylu).

        Ojczym jezdzi na wczasy nad morze w kraju z jego dziecmi, ojciec musial zawsze
        wyjechac z dziecmi nad morze srodziemnomorkie, ojczym karze sprzatac po
        objedzie, u ojca jest to slowo obce (przykladow jest tysiace).

        A zreszta objetnie co by cora nie zrobila, w oczach meza robi zawsze dobrze,
        obojetnie czy obraza sasiadow czy kolegow, widocznie na to zasluzylismile I chyba
        ja tez na to zasluzylam w jego oczachsad((((

        Moj maz na poczatku mi oznajmil, ze idzie na konfirmacje sam. Zaakceptowalam to,
        ale poczulam sie troche zraniona (na drugim planie), i powiedzialam (czego teraz
        zaluje), ze jak pojdzie, to znaczy, ze nie uwaza mnie za zone, bo na takie
        imprezy idzie sie z zona.........

        Moze sie wystraszyl i mi oznajmil po tej klotni, ze jednak nie pojdzie.......
        Ale teraz od trzech dni jego corka go teroryzuje i straszy, ze jak nie przyjdzie
        to ma zapomniec "odwiedziny"sad((((((

        Widzac jego cierpienie oznajmilam mu, ze ma nie zwazac na mnie i postapic jak mu
        serce nakazuje..............., i zarazem uprzedzilam; "nie wiem co mi odbije po
        tym jak on sam pojdzie" (no kurde jestem szczera...........sad)

        Ps.
        Dodam, ze tescowie pomimo zaprosin nie ida bezemniesmile
    • karolana Re: Jest mi bardzo, ale to bardzo przykro:-(((((( 30.04.10, 21:21
      Kurcze, rozumiem, że jest Ci przykro sad
      Dzieciaki konfirmacyjne są dość duże, więc pewnie mają sporo do powiedzenia w
      tej sprawie.
      Myślę, że dobrze byłoby porozmawiać z mężem o powodach takiego zachowania,
      wywiedzieć się czyim pomysłem jest pominięcie Cię w tej uroczystości.
      Jeśli to pomysł ex, wszystko jasne, nie warto zadrażniać sytuacji z młodą.
      Jeśli to pomysł dziecka... cóż, trzeba to wyjaśnić...Tak czy inaczej, przykra
      sprawa sad((( Trzymaj się.
      • konstancja16 Re: Jest mi bardzo, ale to bardzo przykro:-(((((( 30.04.10, 22:03

        przykro mi, Luna.

        dla mnie do jeszcze jeden sygnal zeby sie nie angazowac zbytnio w
        zycie Malego. wspomagac eNeMa, ale stawiac granice. bo to nie moje
        dziecko. nie moj cyrk. polubic troce, smiac sie razem, ale nie
        przywiazywac sie i nie kochac. nie poczuwac sie do
        odpowiedzialnosci bardziej niz rodzice dzieciecia.

        i to pisze ja, Konstancja, ktora dzis w nocy siedzi sama z Malym bo
        eNeM przy swojej Mamie w szpitalu. a Ex raczej nie przyjelaby
        wymowki do nieodebrania Malego... wojna z Ex wisi w powietrzu.
        • karolana Re: Jest mi bardzo, ale to bardzo przykro:-(((((( 30.04.10, 22:25
          Konstancja, piszesz - nie angażować się, nie kochać...
          No miałam taki zamiar, serio, miałam szczery zamiar nie angażować się czasowo,
          emocjonalnie (przede wszystkim!), finansowo...
          Ale jak taki mały szkrab trzyma mnie za rękę przez zaśnięciem, tuli się do mnie,
          jak trochę większy mówi "kocham cię", to choćbym się dwoiła i troiła, nie udaje
          mi się ten dystans sad
          I ze strachem czekam na cios, który na pewno nastąpi.
          Jednak uważam, że 99% pracy jest tutaj po stronie ojca-męża.
          To strasznie ciężkie zadanie dla faceta, ale możliwe do wykonania.
          Stać po stronie żony. To dla mnie jakoś naturalne. Trzymać z żoną jeden front.
          Obserwuję to forum i widzę, że znakomita większość problemów bierze się z braku
          tego trzymania jednego frontu, z ulegania byłej żonie, dzieciom i poświęcania
          obecnej małżonki na ołtarzu "rozbitej rodziny". Smutne to sad Tłumaczenie, że
          obecna żona wiedziała w co wchodzi nie ma sensu. Bo owa żona nie zakładała, że
          wchodzi w układ, w który będą ważni wszyscy, tylko nie ona.
        • luna67 Re: Jest mi bardzo, ale to bardzo przykro:-(((((( 30.04.10, 23:05
          Kostancjo, latwo sie mowi; nie angazowac sie.........

          Wyobraz sobie; maz przed wazna delegacja siedzi przy kompie dopinajac na ostatni
          guzik swoje przemowienie...

          Pasiebica po zezwoleniu meza idzie do kina na 20:00-sta godzine (bo o 17:00-stej
          przedstawienie jest dla malolatow, wedlug pasierbicy, no i moje zdanie sie nie
          liczy). Przedstawienie konczy sie o 22:00-giej, ciemno, zimno, matka miala ja
          odebrac ale nagle nie moze, wiec kto mialby najwiecej wyrzutow sumienia jakby
          cos sie stalo? No ja! wiec siadam w auto (choc wczesniej rozpoczety film w
          telewizji jest bardziej interesujacy) i zapierdzielam..........
          • konstancja16 Re: Jest mi bardzo, ale to bardzo przykro:-(((((( 30.04.10, 23:51

            Luna, wiem ze latwo sie mowi, a w praktyce roznie wychodzi. Sama
            czasem sie poddaje i zapierdzielam jak ostatni matol.
            Ale staram sie, zeby dotyczylo to sytuacji naprawde awaryjnych, a
            nie przewidywalnych.

            eNeM z reguly sie poczuwa i nie zwala na mnie swoich obowiazkow.
            Zapieprzalam wiec na razie tylko wtedy, kiedy – mimo awarii – Ex nie
            mogla / chciala ruszyc tylka.

            Np. Kiedy EneM po operacji oczu nie mogl prowadzic. Albo jak byl
            pogrzeb brata eNeMa i rozne okolorodzinne obowiazki (nawet wtedy Ex
            nie mogla poswiecic weekendu, Maly mial byc odebrany zgodnie z
            obowiazujacym system w piatek o 20).

            Ale wlasnie postanowilam zakonczyc te dobroczynnosc. Jesli tatus
            nie moze to niech matka zadziera kiece, a nie macocha. Albo niech
            raz na jakis zajmie sie dziecieciem w weekend. Albo sobie szuka
            innych rozwiazan. To ICH broszka, nie moja.

            Pewnie nie do konca mi sie uda zrealizowac to postanowienie
            (najlepszy dowod, ze dzis kwitne w roli baby-sitterki, a mamusia na
            imprezie), ale bede probowac. Mam nadzieje, ze eNeM po otrzymaniu
            ostatniej korespondencji od adwokata Ex tez ochlonie i nie bedzie
            stawal na glowie, zeby przypadkiem Ex nie musiala sie zajmowac swoim
            dzieckiem w jakis weekend...
            • luna67 Re: Jest mi bardzo, ale to bardzo przykro:-(((((( 02.05.10, 22:31
              Kostancjo,

              jakbym mogla cofnac czas z wiedza dzisiejsza, to nigdy, przenigdy bym sie tak
              nie angazowala.

              Ja tez jak wariatka spedzalam weekendy z dziecmi meza (maz za granica na
              delegacji), gotowalam, chodzilam na basen (cerujac ich stare podarte stroje
              kapielowe, a nowe kupione przez nas spoczywaly w szafie Ex). Zawozilam do
              szkoly, bo maz mial wazne przemowienie i musial sie przygotowac, itd.....

              I dlatego to tak boli, chialabym cofnac te lata........byc obojetna, samolubna
              kobieta......, tak dla siebie.....

              Kostancjo, jezeli twoj EneM po otrzymaniu korespondencji od adwokata Exi, dalej
              bedzie stawal na glowie dla dziecka, to uwierz; bedzie cie to wkurzalo z uplywem
              czasu i nie bedziesz miala juz tyle checi na samotnym macochowaniu......
      • luna67 Re: Jest mi bardzo, ale to bardzo przykro:-(((((( 30.04.10, 22:48
        Karola, niestety dowiedzialam sie od tescia, ze to pomysl mlodejsad, nie chciala
        nawet widziec na uroczystosci siostry tescia, pomimo, ze ta osoba bardzo duzo
        tez dla niej zrobila (powod nie zaprosin nie znany, tesc zapytawszy sie
        uslyszal: "ze to ona decyduje).

        Jest podobno (rozmowa pasiebicy z tesciami) chorobliwie zazdrosna o mniesad
        Dopiero dzisiaj sie dowiedzialam, ze nie chciala przyjsc na nasz slubsad
        Cholercia, ze ja tego nigdy wczesniej nie widzialam?sad Zwalalam zawsze na
        dojrzewaniesad

        Exia tez paluszki w tym maczala......, wiem, bo moj maz powiadamiajac ja o "nie
        przyjsciu" odpowiedziala w obecnosci pasierbicy:; " twoja corka nie zaprosila
        twoja sikse (mnie), bo rozpowiada plotki o mnie do (tu padlo nazwisko nie znanej
        mi osoby, ale znanej przez mojego meza)".

        Nie chcialam konfrontacji po tym co uslyszalam od mojego meza (powodu "nie
        zaprosin" bo wiedzialam, ze nie jestem niczego winna), ale moj maz spojrzal
        krytycznie na mnie wiec sie wscieklam i zarzadalam sprostowania (jak nigdy
        dotad) i sie okazalo (po rozmowie mojego meza z dana osoba), ze jestem jednak
        "barankiem".......

        Ho, ho, ho ktos sie zapyta czy mnie to zadawala? powiem: NIE! jestem wsciekla na
        meza, ze poddal moja niewinnosc znaku zapytania!!!

        Mam metlik w glowie, jestem moim mezem bardziej rozczarowana niz pasierbicasad
        • konstancja16 Re: Jest mi bardzo, ale to bardzo przykro:-(((((( 30.04.10, 23:07

          Zgadzam sie z Karolana, ze facet ma tu zadanie do wykonania.

          nielatwe byc moze, ale nie powinien odpuszczac, jesli chce miec i
          dzieci z poprzedniego zwiazku i nowa babe. i o jedno i o drugie
          trzeba dbac. a nie o jedno kosztem drugiego. albo odwrotnie.
          • luna67 Re: Jest mi bardzo, ale to bardzo przykro:-(((((( 30.04.10, 23:16
            Konstancjo, ja te slowa wczoraj uslyszalam od tescia skierowane do mojego
            meza.........Ale one podobno nie dochodza do facetow z tym syndromem......
        • karolana Re: Jest mi bardzo, ale to bardzo przykro:-(((((( 01.05.10, 00:33
          luna67 napisała:

          > Karola, niestety dowiedzialam sie od tescia, ze to pomysl mlodejsad

          Przykro mi tym bardziej sad
          Wiesz, ja się czasem zastanawiam czy za te kilka lat nie spotka mnie coś
          takiego. Serce mi chyba wtedy pęknie, ale nastawiam się na to sad
          Niestety, jeśli nie jesteś z kamienia, dbasz o dzieci, nawet cudze, z czasem
          pojawia się przywiązanie, nawet miłość. A ten, kogo kochasz, potrafi sprawić
          potężny ból. Zwłaszcza narwana małolata miotająca się między niezbyt dojrzałymi
          rodzicami sad
          Tulam mocno. Dobrej nocki.
    • tully.makker Re: Jest mi bardzo, ale to bardzo przykro:-(((((( 01.05.10, 23:16
      Jeden z tego plynie wniosek - nie dawac z siebie wiecej niz jest sie
      wstanie dac bez liczenia na wdziecznosc.
    • sofija_biala ech 02.05.10, 21:31
      Jak czytam takie historie, to dochodzę do wniosku, że chyba jakaś
      uszkodzona emocjonalnie jestem. Młodym zajmuję się z poczucia
      obowiązku partnerskiego wobec męża, a nie dla emocji, jakie daje
      kontakt z dzieckiem. Mimo że się lubimy i dogadujemy, to jednak
      nawet przez chwilę nie zapominam, że dla dziecka jestem osobą
      zewnęrzną. I nawet przez sekundę nie sądzę, że kiedyś zostanę
      zaproszona na jego uroczystości organizowane w domu matki.

      Luna - Twój przypadek widzę tak: mała jest młoda i możliwe, że
      jeszcze wielu niuansów nie czuje. Winę widzę po stronie Twojego
      chłopa i reszty rodziny, bo chyba nikt temu dziecku nie wytłumaczył,
      że robi źle. I nie "wyprostował"
      • luna67 Re: ech 02.05.10, 22:45
        Sofija, a jak myslisz? dlaczego na poczatku naszego zwiazku zajmowalam sie jego
        dziecmi? myslisz, ze je taaaak od razu pokochalam????

        Wiesz? ja mam 3-ke dzieci (teraz juz doroslych), i wlasnie dzisiaj byli na grilu
        moj Ex maz z Nexia (odwet za inna impreze), i innych znajomych. I moja Nexia
        wlasnie ani sekundy nie pomyslalaby, zebym ja nie zaprosila...., no z tego co
        napisalas wynika, zem dobra Ex ale nie dobra Nex?????? Nieeee, jestem w "dwuch
        kierunkach" otwarta na wszystko, ale do tanca trzeba dwojga....

        • sofija_biala Re: ech 02.05.10, 23:05
          nie zrozumiałas - moim zdaniem wina leży po stronie rodziny (też
          ojca) młodej, nie w Tobie. Tym większa, im lepsze i bardziej
          normalne były wasze kontakty.

          Nie wiem jakie macie układy z exią, u nas kontakty mężowi utrudnia,
          jak się da, więc na życzliwość do mnie tym bardziej w tym stuleciu
          się nie zanosiwink
    • filetta Re: Jest mi bardzo, ale to bardzo przykro:-(((((( 03.05.10, 12:31
      Niemiła sprawa sad Ale to nie Ty ponosisz winę ani nawet ta
      dziewczynka. winni sa jej rodzice. Ex i niestety Twój własny mąż.
      Przykro mi bardzo sad
    • kowalka33 Re: Jest mi bardzo, ale to bardzo przykro:-(((((( 04.05.10, 07:48
      Zgadzam się z Burzą-nie znam sie na tym ale konfirmacja to chyba troche pożniej
      niż komunia u nas...w przypadku komunii to dzieci sa małe może sie wstydzą że
      inne dzieci zobaczą ze u nich funkcjonuje inny układ...Ale w sytuacji waszej
      układ funkcjonuje już kupe czasu, a jesli tak jak piszesz ojciec o mała dba no
      to wybaczcie państwo. Myslę że możesz smiało być niezadowolona w koncu to
      afront.I smarkata powinna sie dowiedzieć że tak się nie robi. Albo macochę sie
      lubi i szanuje do kompletu albo nie ale niech sie nie liczy na prezenty i wzgledy.
    • mileu Re: Jest mi bardzo, ale to bardzo przykro:-(((((( 04.05.10, 11:31
      nie dziwie sie ze Ci przykro. Takze moim zdaniem Młoda nie jest do
      konca winna ( ale w duzej mierze i owszem) Moim zdaniem ojciec
      powinien odrobic pracę domowa i porozmawiać z nią. Powinien jej
      chyba w koncu wytłumaczyc ze jestescie małzeństwem ze wszustkimi
      tego konsekwencjami. Od kiedy to na uroczystosc zaprasza sie jedno
      bez drugiego? Mielismy kieduyś całkiem podobna sytuację. Wyszło
      smiesznie bo gryźliśmy sie co zrobic, on najpierw chciał isć beze
      mnie, mnie pękało serce no bo w takim razie kim ja jestem i gdzie
      jest moje miejsce.Zagrzyałm zeby on swtwierdził ze jednak nie
      pojdzie bez emnie i okazało się ze zapraszam CIE w domyśle miało -
      oczywiscie z Twoją partynerka. Nie wiem czy rzeczywiscie tqak było
      od początku, ale happy end historii był szcęsliwy. Młoda musi
      zrozumieć ze jej ojciec ma nowa żone i to że kiedys miał inna nie
      sprawia, ze nowa zona ma mniejsze prawa niż w prztypadku ludzi
      którzy biora ślub tylko raz w zyciu. Wiadomo ze baba decydujaca sie
      na partnera z przeszłościa wiedziała co bierze, ale on też wcale nie
      musi wchodzic w nowy zwiazek. Jeśli czuje ze nie potrafi dać swojej
      nowej partnerce tego co jest konieczne ( czyli na przykłąd być jej
      oddanym i traktować ja z szacunkiem) to niech nie wchodzi w kolejny
      zwiazek i realizuje się w roli ojca. Jego wybór.
    • dyderko Re: Jest mi bardzo, ale to bardzo przykro:-(((((( 05.05.10, 13:37
      Luna, wybacz ale ja od początku uważam że to Twój mąż jest nie w
      porządku a nie nikt inny. To on nie jest dla Ciebie oparciem, to on
      nie dba o Twój honor. To on nie jest właściwie mężczyzną. Wygląda na
      to że Twoja chęć stworzenia ciepłego domowego ogniska zaowocowała
      tym że hodujesz mimozę zamiast mieć partnera na którego zawsze
      mogłabyś liczyć (bo jak tak wspominam Twoje posty to za każdym razem
      gdy ktoś był nie w porządku wobec Ciebie to on miał przerażony wzrok
      i nie wiedział gdzie się ukryć ale nigdy nie stanął twardo po Twojej
      stronie).
      Moim zdaniem teraz albo znów się zaczniesz zastanawiać, dokąd to
      Ciebie prowadzi, albo zaczniesz mieć bardziej roszczeniowy stosunek
      do życia (mam wrażenie że tylko tak można być z Twoim mężczyzną, że
      on dba tylko o tych o których musi zabiegać), albo... za jakiś czas
      znów nie będziesz wiedziała co ze swoimi uczuciami zrobić.

      Osobiście radzę Ci wykupić sobie jakąś obłęd wycieczkę w terminie
      tej konfirmacji i pojechać na nią sama, z koleżanką albo z
      kimkolwiek innym ale z kimś z kim na pewno będziesz się dobrze
      bawić. Tam wygospodaruj sobie choć jeden wieczór gdy pomyślisz nad
      sobą samą. Postaraj się przemyśleć dokładnie co robisz z tym dobrem
      jakie od Boga dostałaś - ze swoim życiem, bo dostałaś je po to by o
      nie dbać, bo kto jak nie Ty?
    • 333a13 Re: Jest mi bardzo, ale to bardzo przykro:-(((((( 12.05.10, 21:25
      Zgadzam się w 100% z Sofiją... Młoda najprawdopodobniej nieświadomie sprawiła Ci
      zawód... A jej rodzice są od tego, by "korygować" niewłaściwe zachowania...
      Tylko mi się nasuwa tutaj pytanie... czy zachowanie Młodej było "aż tak
      niewłaściwe".
      Młoda ma 2 rodziców i ich zaprosiła na ważne dla niej wydarzenie. Może chciałaby
      żeby rodzice w tym czasie byli choć na chwilę razem... Może nie chciała się
      wyróżniać wśród rówieśników???
      Ja takie zachowanie rozumiem... i myślę, że gdybym była nawet przez zwykłą
      kurtuazję zaproszona na podobną uroczystość, to pewnie bym się pod byle
      pretekstem na niej nie pojawiła. I to nie dlatego, że czuję się gorsza od 1 żony
      czy też czegoś się wstydzę. Ale moim zdaniem dla dziecka najbliższą rodzinę
      stanowią rodzice i żadna macocha nawet najlepsza do tej "rodziny" dziecka nie
      należy.
      Nie widzę też powodu, by tak jak piszesz, bardziej zdystansowane zachowaniem
      względem pasierbiątek nazywać "samolubnym". Nie jestem samolubem dlatego, że nie
      poświęcam większości czasu i uwagi Młodemu. Angażuję się tyle ile muszę, bo
      Młody ma rodziców, którzy są uprawnieni do jego wychowania. Partnerka ojca
      dziecka nie staje się bowiem i nigdy nie będzie matką jego dzieci z innego
      związku, jak to ma miejsce w "standardowych" rodzinach... Ale przykro mi, że Ci
      przykro.
      • marusia1 Re: Jest mi bardzo, ale to bardzo przykro:-(((((( 12.05.10, 22:28
        333a13 napisała:
        Ale moim zdaniem dla dziecka najbliższą rodzinę
        > stanowią rodzice i żadna macocha nawet najlepsza do tej "rodziny" dziecka nie
        > należy.

        Czy poprzez zamążpójście nie tworzymy komórki jaką jet rodzina? Mój M.
        powiedział, że albo pojedziemy na komunię (niby ma być w przyszłym roku) wszyscy
        (cała trójka: my+ Młody) albo w ogóle. To jeszcze odległy termin inie myślałam,
        że będzie mnie dotyczył. Nie przypuszczaliśmy, że ex przygotuje Małą do komunii.
        Dlaczego do dawania kasy (utrzymanie, przyjemności) to jestem OK, a do udziału w
        uroczystości to niby piąte koło u wozu?
        • marusia1 Re: Jest mi bardzo, ale to bardzo przykro:-(((((( 12.05.10, 22:32
          W świetle ostatnich wydarzeń w mojej niby rodzinie i rozmów z dojrzałymi
          kobietami dochodzę do wniosku, że na początku związku należałoby spisać
          intercyzę,w której zaznaczyć, że każdy utrzymuje osobiście swoje dzieci z
          poprzednich związków. Bo zazwyczaj o kasę idzie. Ponosi się nakłady emocjonalne,
          finansowe, które zazwyczaj nie zwracają się.
      • karolana Re: Jest mi bardzo, ale to bardzo przykro:-(((((( 13.05.10, 08:17
        333a13 napisała:
        > Ale moim zdaniem dla dziecka najbliższą rodzinę
        > stanowią rodzice i żadna macocha nawet najlepsza do tej "rodziny" dziecka nie
        > należy.
        > Nie widzę też powodu, by tak jak piszesz, bardziej zdystansowane zachowaniem
        > względem pasierbiątek nazywać "samolubnym". Nie jestem samolubem dlatego, że ni
        > e
        > poświęcam większości czasu i uwagi Młodemu. Angażuję się tyle ile muszę, bo
        > Młody ma rodziców, którzy są uprawnieni do jego wychowania. Partnerka ojca
        > dziecka nie staje się bowiem i nigdy nie będzie matką jego dzieci z innego
        > związku, jak to ma miejsce w "standardowych" rodzinach... Ale przykro mi, że Ci
        > przykro.

        PARTNERKA ojca może rodziną dla jego dziecka nie jest, ale ŻONA już tak. Jest
        coś takiego jak pokrewieństwo i powinowactwo. Macocha, przez związek małżeński z
        ojcem dziecka staje się częścią rodziny. Uczestniczy w jego wychowaniu,
        partycypuje w kosztach jego utrzymania, poświęca mu czas, uwagę i emocje.
        Pasierbowie mają prawa i obowiązki w stosunku do macochy. Mogą dziedziczyć, ale
        mają też obowiązek alimentacyjny na przykład.
        Tak więc twierdzenie, że macocha jest nikim dla dziecka swojego męża jest
        zwyczajnie nieprawdą.
        A to jak jest macocha traktowana przez pasierbów jest sprawą bardzo indywidualną
        i złożoną. Zakładanie a priori, że dzieci męża nie traktują macochy jak osoby
        bliskiej i ważnej, bo nie ma między nimi więzów krwi jest nadużyciem.
        Rodziny po rozwodach nie są "standardowymi" rodzinami i nie obowiązują w nich
        "standardowe" rozwiązania.
        Poza tym, nawet w "standardowych" rodzinach zdarza się, że dzieciom bardziej niż
        matka bliższa jest ciotka czy babka, bo matka zwyczajnie nie potrafi (nie chce)
        pełnić swojej roli.
        • 333a13 Re: Jest mi bardzo, ale to bardzo przykro:-(((((( 13.05.10, 09:27
          smile mówiąc o tym, że macocha nie jest rodziną dziecka nie chodziło mi
          o żadne prawne oraz społeczne aspekty jej roli. Chodzi tylko o to,
          że dziecko macochy jako takiej nie potrzebuje, bo mając 2 (umówmy
          się wydolnych wychowawczo rodziców) tworzy z nimi "rodzinę -
          podstawową komórkę społeczną". Więc z punktu widzenia dziecka dobra
          ciocia, lubiana macocha itd. stoją chcąc nie chcąc na dalszym
          planie. Śmiem twierdzić również, że dziecko o stokroć wolałoby mieć
          2 rodziców razem niż najwspanialszą macochę lub ojczyma, który z
          punktu widzenia dziecka jest osobą zbyteczną w jego życiu.
          Wiadomo, w życiu nie ma ideałów, ludzie rozchodzą się, nie zawsze
          potrafią podołać obowiązkom itd, więc czasem rola macochy w
          wychowaniu dzieci partnera jest nieoceniona. Nie twierdzę także, że
          macocha nie wnosi nic do życia dziecka i nie może być wspaniałym
          przykładem życia rodzinnego. Zgadzam się także, że jako partnerka
          ojca dziecka powinna być szanowana. Ale uważam nie zawsze i nie za
          wszelką cenę powinna brać udział w życiu pasierbiątka, tylko dlatego
          że jest żoną ojca dziecka.
          • karolana Re: Jest mi bardzo, ale to bardzo przykro:-(((((( 14.05.10, 09:58
            333a13 napisała:

            > z punktu widzenia dziecka dobra
            > ciocia, lubiana macocha itd. stoją chcąc nie chcąc na dalszym
            > planie.
            > Śmiem twierdzić również, że dziecko o stokroć wolałoby mieć
            > 2 rodziców razem niż najwspanialszą macochę lub ojczyma, który z
            > punktu widzenia dziecka jest osobą zbyteczną w jego życiu.


            Wiesz, moim zdaniem im więcej dziecko ma wokół siebie osób, które je kochają i
            dbają o nie, tym dla niego lepiej. I jeśli ludzie są na poziomie, nie powinno
            być problemów, bo normalna (!) matka nie będzie widziała wroga w kobiecie, która
            troszczy się o jej dziecko, prawda?
            I nie jest tak, że dziecko zawsze wolałoby mieć razem tych konkretnych rodziców.
            Znam całkiem sporo dzieci (siebie na przykład, dzieci mojego męża), które
            wolałyby żeby ich biologiczni rodzice jednak nie byli razem, żeby zamiast
            biologicznego ojca czy biologicznej matki u boku drugiego rodzica był ktoś
            zupełnie inny.
            Ja wiem, że to sprzeczne z teorią, że "matka jest tylko jedna", ale życie
            pokazuje, że ta teoria mija się z praktyką wcale nie rzadko.
            Samo urodzenie / spłodzenie dziecka nie oznacza, że ma się dozgonną miłość i
            lojalność tego dziecka. Trzeba jeszcze coś z siebie dać.
            Tak z własnego podwórka - dostałam dziś smsa od mojego pasierbiątka (fajne słowo
            big_grin ) - "jadę właśnie na zawody, chciałbym dla Ciebie zdobyć medal". Hmmm dla
            mnie? Nie dla swojej "matki"?

            > uważam nie zawsze i nie za
            > wszelką cenę powinna brać udział w życiu pasierbiątka, tylko dlatego
            > że jest żoną ojca dziecka.

            Nie tylko dlatego, że jest żoną ojca dziecka. Sam fakt bycia żoną ojca to
            rzeczywiście ciut mało. Macocha powinna brać udział w życiu pasierbiątka
            dlatego, że kocha dziecko i jest przez nie kochana. Oczywiście JEŚLI tak jest.
            Pozdrawiam.
        • marusia1 Karolana 13.05.10, 23:34
          ładnie to napisałaś. smile
    • pom Re: Jest mi bardzo, ale to bardzo przykro:-(((((( 17.05.10, 19:29
      Luna,
      bardzo mało tutaj piszę, bo i nie mam o czym (wszystko w najlepszym porządku z pasierbami), natomiast Twoją historię śledzę od początku.
      Niestety, Twój problem tkwi przede wszystkim w Tobie. Ty zresztą sama to wiesz.
      Albo zmienisz podejście i zachowasz resztki zdrowego rozsądku albo będziesz tu pisać do końca dni swoich.
      Zastanów się, czy ta sytuacja, która trwa przecież od baaardzo dawna, kiedy doznawałaś tak wielu przykrości, w jakiś sposób jest Ci do czegoś potrzebna.
      Pisze to osoba Ci życzliwa, mam nadzieję, że zrozumiesz, o co mi chodzi.
      • luna67 Re: A teraz juz agonia naszej milosci:-( 17.05.10, 19:55
        Dziekuje wamsmile to naprawde pomaga, ale niestety tylko na chwilesad ja musze
        sobie sama pomoc.

        Tak, teraz mozna powiedziec, ze zostalam sama, bo wczesniej moja kochana mamusia
        mi pomagala psychicznie przez to wszystko przebrnac, ale niestety pare miesiecy
        temu jej zabraklosad((((((((((((i nie umie sobie z tym poradzic).

        Nie winie meza o to, zem sie z nia nie pozegnala, ale niestety tak w duchu i
        obiektywnie patrzac na przebieg wydarzen, jest on temu winnysmile, bo jego dzieci
        staly (jak zawsze) na pierwszym planie (i z tym tez mam problemy).

        W weekend moj maz byl u swoich rodzicow w odwiedziny ze swoimi dziecmi. Mloda
        zaczela podobno mnie tak obrazac przy nich, ze moj tesc wyrzucil ja (wnuczke) ze
        swojego domu!!!!!!a moj maz (z relacji tesciow) nie stanol w mojej
        obronie!OOOOOOOsad



        Wiem, brzmi jak telenowela, ale to najszczersza prawdasad

        • glasscraft Re: A teraz juz agonia naszej milosci:-( 17.05.10, 20:28
          Nie wiem jak pomoc, wiec tylko powiem, ze trzymam bardzo mocno
          kciuki. Ja bym chyba chlopa pobila ciezko, gdyby nasza stara baba
          (bo w niedziele byly jej 10 urodziny) zaczela na mnie gadac a on by
          z uwielbieniem na nia zerkal i nie reagowal. Ogromny plus dla Twoich
          tesciow; wiem ze niewielka to pociecha, bo z nimi nie zyjesz tylko z
          mezem, ale nawet jezeli w to nie wierzysz to fakt, ze stoja po
          Twojej stronie to ogromna ulga dla Ciebie i moze zadziala na Twoja
          korzysc - moze uda im sie do glupaka chlopa przemowic...
        • karolana Re: A teraz juz agonia naszej milosci:-( 18.05.10, 07:15
          Bardzo mi przykro z powodu Twojej Mamy sad((
          A co do męża... aż mnie zamurowało!!
          Kochana, nie z pasierbicą masz problem, ale ze ślubnym! Co to za mąż, który
          pozwala komukolwiek obrażać swoją żonę?! Pasierbica nie ma obowiązku Cię kochać,
          powinna szanować, ale powiedzmy że ma durny wiek (okołokonfirmacyjny?), w którym
          wszyscy są głupi, wszystko bez sensu, ale to do Twojego męża należy ucięcie
          takich wybryków i postawienie pannicy do pionu.
          Cholernie Ci współczuję, bo to musi strasznie boleć, ale nie puściłabym tego
          płazem sad
          Trzymaj się!
    • rybkka24 Re: Jest mi bardzo, ale to bardzo przykro:-(((((( 18.05.10, 11:08
      cześć.również jakis czas już sledzę twoją historię i muszę ci
      napisać że jest to jedna z najbardziej zagmatwanych sytuacji jakie
      znam.
      dzieci są najważniejsze, jedno jest nie jego.co do drugiego były
      podejrzenia...ale chyba jest.
      przez to podejście faceta nie macie własnych dzieci bo wasze plany
      prokreacyjne i twoje potrzeby/pragnienia były dla niego mocno drugo
      albo trzecio planowe.....
      dodatkowo dzieci rządzą i ustawiają twojego męża zamiast odwrotnie.
      jak jest problem/kłótnia albo coś się dzieje mąż chowa głowę w
      piasek i się bezpiecznie okopuje a ciebie wystawia na front,
      natomiast po wszystkim nawet nie potrafi porozmawiać wyciągnąc
      wniosków przeprosić...
      pisałaś już kiedyś o zmianach męża
      pisałaś o odejściu
      ale myślę że nic to nie zmieniło w jego zachowaniu

      może niepotrzebnie wróciłas.
      poświęciłaś kawałek serca dla jego sytuacji i trochę nerwów a on
      tego nie docenia.
      pozwala żeby jakas smarkula cię bezkarnie obrażała....pozwala na
      brak szacunku wobec ciebie...
      kim dla niego jesteś?punktem awaryjnym na kiedyś?czasoumilaczem na
      wolne chwile? bo jak są dzieci to wszelkie zasady uchodzą w eter i
      teraz żyjecie pod młodą pannice....

      mąż nie wart wysiłku poprostu.miękki, niekonsekwentny, niesłowny .
      a z dziećmie zostanie kiedyś z ręką w nocniku.


      • luna67 Re: Jest mi bardzo, ale to bardzo przykro:-(((((( 20.05.10, 00:14
        Kochene (co bym bez was zrobilasmile), dzisiaj wieczorem byla powazna rozmowa z
        mezem i tesciami.

        Jak znajde chwile czasu, to napisze dc. "telenweli".

        To co sie w ostatnich tygodniach zdarzylosad nie tylko z pasiebamisad(((((((((((
        i mi obiektywnie doradzicie.......,, bo smrod wisi w
        powietrzusad((((((((((((((((((((((
        • mamba30 Re: Jest mi bardzo, ale to bardzo przykro:-(((((( 20.05.10, 08:58
          Lunka, trzymam kciuki, żebys w końcu wyszła z tej matni ale z pełną
          korzyścia dla siebie. Chyba juz Ci wystarczy samobiczowania. Trzymaj
          sie i napisz koniecznie, jak po rozmowie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka