Dodaj do ulubionych

Jestem przerażona tym, co piszecie

03.03.04, 09:01
Tak wiele jest postów, w których mówicie o dzieciach swojego męża z
poprzedniego związku jak o kimś zatruwającym życie, nieznośnym, wymagającym
pieniędzy, burzącym Wasze dobre samopoczucie. A mnie się włos na głowie jeży.
Biedne dzieciaki.
Oczywiście, są wyjątki, ale niestety nieliczne.
Pamiętacie bajkę o Kopciuszku? A o Śpiącej Królewnie? Jasne, to stereotyp,
że "macocha" (choć w tym znaczeniu o jakim tu mówimy częściej jest to po
prostu żona taty) świetnie łączy się z przymiotnikiem "zła", ale myślę, że
funkcjonuje nie bez racji.
Jeśli naprawdę kochacie swoich mężów, byłoby dla mnie oczywistym, że tak samo
kochacie ich dzieci - są przecież ukochaną cząstką ich samych. Ale niewiele
czytałam tu o tym, żeby któraś z Was się martwiła stanem psychicznym czy
zdrowiem dziecka, tym że ono ma rozbity dom, tym że dziecko musi się zmierzyć
z tak trudnym zadaniem, jak zaakceptowanie nowej osoby w rodzinie. To
przecież przede wszystkim one są poszkodowane w tym układzie. Agresja, jaką
czasem wobec Was dzieci wyrażają, to przecież tylko konsekwencja strachu,
próba ochronienia siebie. A to przecież Wy powinnyście być bardziej
doświadczone od nich (bo nie wiem czy mądrzejsze) i wiedzieć o tym, i nie
odpowiadać na nią taką samą agresją!
To Wy powinnyście tym dzieciom pomagać, wspierać je, dawać im, jeśli nie
miłość (bo z tym nie każdy sobie poradzi), to chociaż ciepło, opiekę i dobroć.
Nie piszę tego jako osoba z zewnątrz. Jestem w takiej samej sytuacji. A
córeczkę mojego męża po prostu kocham, tak jak kocham jego.
Jeśli nie potraficie zaakceptować tych dzieci, dlaczego związałyście się z
ich ojcami? Licząc, że może nie trzeba będzie zbyt często na dziecko patrzeć?
Że szybciutko dorobicie się własnego, a wtedy mąż o tamtym zapomni??
Smuci mnie i przeraża to podejście.
Obserwuj wątek
    • mkatarynka.edziecko Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 09:19
      Nie wiem, czy spodziewasz się jakiejś dyskusji w tym wątku czy chciałaś tylko
      wypowiedzieć swoje zdanie. Ten temat został już wielokrotnie omówiony na tym
      forum. Generalnie przypuszczam, że każda z nas chciałaby żyć życiem idealnym,
      być idealną żoną, matką, kochanką, macochą... Niestety, nie wszyscy to
      potrafią. Jeżeli Tobie się to udaje - gratuluję i życzę, żeby udawało Ci się
      zawsze i bez poświęceń. Należy jednak podejść ostrożnie do tego co tu piszemy -
      to nie jest wszystko co się dzieje w naszym życiu. Piszemy na ogół wtedy, kiedy
      nas coś boli. Rzadko opowiadamy o swoich sukcesach i tym co dobre. Szkoda. Ale
      tak już jest, że najczęściej czujemy potrzebę podzielenia się naszymi
      bolączkami a nie tym co piękne.

      Zapraszam Cię do dyskusji w innych wątkach. Może masz jakieś konkretne rady dla
      niektórych z nas. Pozdrawiam.
      • ewa.gs Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 09:26
        Mkatarynko,
        nie wiem czy spodziewam się dyskusji, niekoniecznie. Po prostu boli mnie to, co
        czytam, żal mi dzieci. Szkoda, że nie opowiadacie o tym, co dobre - przecież to
        właśnie może wspierać inne kobiety, które są w takiej samej sytuacji.
        Warto pomyśleć nad tym, że dziecko agresywne, to dziecko które się broni.
        Przeczytałam gdzieś o "córce mojego męża ziejącej nienawiścią" i tym podobnych -
        agresja jest przecież wynikiem strachu (tylko w naprawdę rzadkich przypadkach
        jest sprawą fizjologii lub choroby). I powinna powodować, że dziecko dostaje
        więcej ciepła, czułości i uwagi - w przeciwnym wypadku kółko się zamyka.
        Też pozdrawiam.
        • domali Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 09:39
          Nie dane było mi jeszcze poznać dzeicka mojego męża. Nie wiem, jakie będą moje
          uczucia do niego, bo nie miałam okazji przekonać się, jakim jest dzieckiem. Ale
          go nie nienawidzę, tak dla zasady. Nie wiem, jak nam się będzie układać, jeśli
          do spotkania dojdzie. Ale chcę, żeby doszło.
          Nie znam go, bo jego mama boi się chyba, że może się okazać, że dla Kuby może
          zaistnieć coś innego, niż jej dom, jej rodzina. Że gdzieś dziecku będzie
          dobrze. Że ona mu wszystkiego nie daje.
          JA też nie rozumiem postawy nienawiści. Ale nie krytykuję za to, bo każdy ma
          prawo czuć to, co czuje. Tego się niestety nie da zmienić. Można ewentualnie
          udawać, ale chyba na dłuższą metę to bez sensu.
          Myślę, że u mnie nie ma nienawiści, bo ja mam pewność, że istnienie Kuby nie
          zagraża naszej rodzinie. Mąż kocha Kubę, ale nie umniejsza to jego miłości do
          mnie czy Wiktorka. A że czasami spędzamy weekend sami, bo on jedzie do dziecka?
          ZAakaceptowałam to. Poza tym nie chcę (nie czuję takiej potrzeby) odbierać mu
          przyjemności, jaka płynie z tych spotkań z dzieckiem.
    • mumin_ek Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 09:27
      Ja rowniez bywam przerazona tym, co sie tu dzieje. Powtorze po raz kolejny, to
      sa tylko dzieci. Nie przenoscie swoich doroslych emocji na dzieci.

      Ewa, nie znajdziesz tu pozytywnego odzewu dla krytyki. To jest raczej miejsce
      do narzekania na Eksy i Pasierby sad, bo sa takie niedobre, bo po prostu sa.
      Smutne.

      A jeszcze smutniejsza jest niechec a czesto nawet nienawisc do bezbronnych
      dzieci, ktorych niechec do macochy jest jedynie zdrowa proba samoobrony, proba
      przywrocenia stanu, w ktorym rodzice sa razem. To chyba normalne, ze kazde
      dziecko tego chce i trudno mu zrozumiec, ze tak nie bedzie.

      Ciesze sie, ze nie tylko ja wypowiadam krytyczne uwagi w tym w wiekszosci TWA.

      Pozdrawiam,
      Kasia
      • ewa.gs Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 09:30
        Kasiu,
        tak, to tylko dzieci, które bronią się w taki sposób, w jaki umieją. Zostały
        pokrzywdzone, mają rozbite domy i niekochających się rodziców.
        To, że są dziećmi również Eks, często znienawidzonej, nie jest żadnym
        usprawiedliwieniem dla ich złego traktowania. A złe traktowanie to w tym
        przypadku nie tylko niechęć, ale i obojętność, bo to są ludzie (choć mali)
        którzy powinni być pod jak najcieplejszą opieką. Należy im się to.
        • mumin_ek Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 09:38
          I ja sie pod Twoim postem podpisuje czterema lapkami.

          Nie chce rozumiec, jak mozna nienawidzic dziecko. Jak dziecko kochanego
          przeciez partnera moze byc obojetne?
        • domali Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 09:42
          ewa.gs napisała:

          A złe traktowanie to w tym
          > przypadku nie tylko niechęć, ale i obojętność, bo to są ludzie (choć mali)
          > którzy powinni być pod jak najcieplejszą opieką. Należy im się to.

          To ja mam propozycję. Poczytaj sobie na forum samodzielnych ten wątek.

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=10743403
          Wyraźnie widać, że mamy, których eks mają drugą rodzinę, nie życzą sobie
          zbytniej wylewności, czy zaangażowania ze strony macoch.
          • ewa.gs Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 09:50
            Ale Domali! nie mówimy o mamach, mówimy o ich dzieciach!!
            Jeśli mama dziecka życzy sobie, żebym była jędzą dla jej dziecka, to jest to
            skierowane nie tylko przeciwko mnie, ale i przeciwko dziecku.
            • domali Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 09:56
              No ok. Czasami sobie myślę, jak to miałoby wyglądać, jak Kuba zacząłby nas
              odwiedzać. I jak czytam takie posty, jak w tym wątku, to mi się odechciewa...
              Bo chyba naturalne, że jak robię mojemu dziecku kanapkę, to i dziecku męża mogę
              zrobić, a nie wołać po to tatę...
              Zresztą wiesz, samodzielne mamy, przynajmniej niektóre, same nie wiedzą ,czego
              chcą. Bo z jednej strony uważają, że druga rodzina eksa to obcy ludzie (mój syn
              nie zna swojego brata i mnie, bo eks męża twierdzi, żeo na daje mu wszystko), a
              z drugiej one (i inni) krytykują, jeśli któraś macocha prezentuje postawę
              obojętną (nie mówię o nienawiści).
              • ewa.gs Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 10:01
                Myślę, że warto mieć na względzie przede wszystkim dobro dziecka, a nie
                dyrektywy jego mamy, zwłaszcza jeśli są wątpliwe etycznie...
                A Wiktorek jest śliczny smile
                • domali Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 10:07
                  Na razie i tak nie ma to znaczenia, bo nie mam pojęcia kiedy spotkam i poznam
                  Kubę.
                  Dziękuję za miłe słowa o Wiktorku smile
              • mumin_ek Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 10:11
                Domali, chyba przegielas. Przeczytaj, co napisalas. Mozesz zrobic kanapke
                dziecku meza? To jak przyjdzie tesciowa, a Ty robisz kanapke dziecku to i jej
                mozesz zrobic, a nie wolac meza?

                Chyba chodzilo Ci, ze zrobisz kanapke i Kubie, i Wiktorowi. I jak przytulasz
                Wiktora, to i Kube. I prezenty pod choinke podobnie, ale przede wszystkim serce.
                • domali Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 10:14
                  Muminek, to poczytaj ten wątek, który załączyłam. TAm jest napisane na
                  przykład, że macocha nie powinna przyszywać dziecku guzika, czy zszyć rajstop,
                  bo od tego jest tata.
                  Ja podałam pierwszy z brzegu przykład, że robiąc coś swojemu dziecku,
                  naturalnie chciałabym to robić i dziecku męża. A nie, że byłaby to z mojej
                  strony jakaś łaska.
            • mikawi Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 10:05
              sorry, ale ja głupieję;
              raz słyszę (czytam) od byłych żon, samodzielnych że nie życzą sobie abym ja
              jako macocha wyrażała jakieś opiekuńcze uczucia, a juz na pewno nie miłość bo
              od tego są rodzice, że najlepsza jest w zasadzie obojętność i zdrowy dystans;
              potem słysze że jak to mozliwe że dzieci mojego M. mają mi być obojętne

              mnie jego dzieci nie są obojętne ani ich nie nienawidzę; zależy mi żeby im było
              dobrze w życiu, ale widzę momenty, gdy eks żona pod pretekstem tego dobra
              realizuje swoje cele i to przestaje mi się podobać;
              nie znam tych dzieci na tyle aby mieć negatywne odczucia, bo dzięki ich matce
              nie było mi dane ich dobrze poznać, a ostatnio dzięki ich matce ojciec tych
              dzieci ma problemy z ich widywaniem; czy mam jakoś wpłynąć na eks żonę żeby
              pomyślała o swoich dzieciach i nie traktowała ich jak karty przetargowej???

              od jakiegoś czasu zaczęło mi byc wszystko jedno, przestałam naciskać na mojego
              M. żeby próbował dojść do porozumienia ze swoją eks; i ja i on mamy dość
              ciągłych przepychanek z nią o wszystko: o dzieci, o pieniądze ktorych zawsze
              jest mało, o kontakty; chcę zacząć żyć w końcu własnym życiem, własnymi
              problemami; nie mam szansy zostać złą macochą, choćbym nie wiem jak chciała smile
              bo mama skutecznie izoluje dzieci od ojca i jego domu; może to się kiedyś
              zmieni, może nie, nie wiem, wiem tylko że u nas akurat ja nie mam sobie nic do
              zarzucenia, bo zrobiłam więcej niż powinnam aby dzieci miały ojca i nie
              zamierzam robić już nic więcej
        • jayin Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 10:24
          jakie TWA?wink
          no wiecie co... Bez przesady.
          To, że niektóre dziewczyny mają tak bardzo podobne doświadczenia w życiu is ię
          ze sobą zgadzają, przytakują, popierają w kwestii poglądów itd - to nie znaczy,
          że jest to TWAtongue_out Jeśli ktoś to tak odbiera, to trudno. To akurat jest takie
          forum, na którym zbierają się przede wszystkim osoby o podobnych
          doświadczeniach - tych dobrych i złych. I jak już wcześniej pisano - rzadziej
          się pisze o dobrych rzeczach, częściej o złych, żeby znaleźć zrozumienie,
          pomoc - której, wybaczcie, ale przy dobrych rzeczach to nie potrzeba smile - jak
          wszędzie.

          A co do tematu dzieci - to jakaś lekka paranoja, bez obrazy, takie
          twierdzenie: "Kochasz faceta, z urzędu kochaj jego dzieci!"... Fajnie, jeśli
          tak się ułoży, że Next pokocha dzieci Ex. Super. Wszystkim tego życzę, bo
          jednak pozytywne uczucia i układy są bardziej potrzebne niż negatywne.
          Myślicie, że taka Next sobie z góry zakłada (nawet nie znając dzieci): "Fuj!
          One są dziećmi Ex! NIENAWIDZĘ ICH!" ?smile FAKT - są takie przypadki. ALe to
          patologie i te faktycznie mogą być przedmiotem krytyki, ale tylko NASZEJ
          prywatnej. Bo w sumie nic nam do tego, jak ktoś sobie żyje, a tym bardziej co
          czuje i nie mamy prawa nawracać go na naszą "jedyną słuszną drogę" - która
          przecież może nie być taka słuszna. Bogiem żadna z nas nie jest.

          Nie znając jeszcze dziecka - łatwiej o te dobre odczucia, staranie się o
          przyjazne nastawienie do niego - bo nie znamy tej istotki (w sensie: człowiek z
          własnym charakterem, wadami, zaletami). I najczęściej jest tak, że wszelkie
          anse i negatywne uczucia związane z dziećmi wynikają nie z faktu, że one są "Ex-
          ow" - tylko, że coś się między nami i nimi nie układa - a na to dopiero nakłada
          się efekt "Ex" (nie ukrywajmy - ŻADNA kobieta nie przepada za swoimi
          poprzedniczkami smile czy to ex-żonami, czy ex-partnerkami, ex-dziewczynami itd. -
          i stopień tej niechęci zależy od potencjału zazdrości kobiety, jej pewności
          siebie, pewności partnera, doświadczeń itd - ale ZAWSZE istnieje w jakimś
          procencie)- i taka mieszanka jest tym bardziej trudna do "przełknięcia".

          Oczywiście, że dorośli powinni być "mądrzejsi" i starać się bardziej o dobre
          stosunki z dzieckiem. Ale jeśli dziecko nie wykazuje chęci (z róznych powodów -
          własne poglądy, jeśli jest starsze, obawa, niechęć, niepewność, obojętność
          itd.) do poprawiania czy dobrego układania stosunków z Next i Nextami - to
          przecież na siłę nie można ich zmuszać. BO JAK?
          A każdy człowiek ma swoje granice w próbowaniu i wytrwałości - podziwiam ludzi,
          którzy przez wiele. wiele długich lat pracują nad pozytywnymi układami z kimś,
          pomimo porażek...
          Ja tego nie potrafię. I gdyby była taka sytuacja, że miałabym starać się o
          dobre stosunki z dzieckiem Osobistego, bo byłyby one negatywne - to jestem
          pewna, że postarałabym się mocno, ale gdyby nie było odezwu z drugiej strony,
          wyników tego - to chyba w którymś momencie bym po prostu sobie to odpuściła.
          I wtedy - jako obojętna, acz nieprzeszkadzająca Osobistemu w spotkaniach z
          dzieckiem - Next - dostałabym pater noster, jak stąd do Giżycka...wink?

          Nie sądźcie, nie sądźcie...
          krytykujcie, narzekajcie ale nie mówcie niemal autorytatywnie: "inna droga,
          inne uczucia, inne zachowanie jest OK, a wasze nie."

          no i tyle na dziś..wink

          pozdr.

          Joanna
          • mumin_ek Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 10:40
            Co do TWA to chodzi mi o to, ze wiekszosc postow tu jest najazdem na Ex i
            Pasierby.

            Nie namawiam do kochania dziecka Ex z urzedu, ale do podejscia do niego jak do
            dziecka po przejsciach. To chyba da sie zrobic? I do nieprzenoszenia doroslych
            emocji na dziecko i nie oczekiwania, ze dziecko zrozumie i zachowa sie jak
            dorosly. Kropka.

            To sie znow pochwale. Macoche swej nie znam i znac nie chce, oboje z ojcem
            wiedza dlaczego i checia kontaktu ze mna nie palaja, ale ojczyma kocham z
            calego serca. Bo on widzial we mnie dziecko, byl gdy go potrzebowalam, nie
            zastepowal mi na sile ojca. To on przemywal stluczone kolana i czekal az wroce
            z imprezy. Byl pod telefonem, zeby mnie przywiezc z teatru poznym wieczorem.
            Czyli mozna, chyba ze mezczyznie jest latwiej zaakceptowac dziecko Exa?

            I zgadzam sie, ze nie ma jedynej slusznej drogi. No ale chyba mozna popatrzec
            na dziecko jak na dziecko, a nie na wcielenie Ex?
            • jayin Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 10:59
              mumin_ek napisała:

              > Nie namawiam do kochania dziecka Ex z urzedu, ale do podejscia do niego jak
              do
              > dziecka po przejsciach. To chyba da sie zrobic?

              da sie zrobic.

              > I do nieprzenoszenia doroslych
              > emocji na dziecko

              czasem sie NIE DA zrobic

              > i nie oczekiwania, ze dziecko zrozumie i zachowa sie jak
              > dorosly.

              tego to raczej chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie oczekuje. dziecko jest
              dziecko. ale nie można odmawiać prawa do odczuć i uczuc roznego typu zarowno
              dziecku jak i doroslemu. kwestia dojrzalosci i doswiadczen, dlugosci zycia - wg
              mnie tylko w BARDZO niewielkim stopniu warunkuje intenstywnosc odczuwania
              roznych spraw i reakcji na nie.

              > Bo on widzial we mnie dziecko, byl gdy go potrzebowalam, nie
              > zastepowal mi na sile ojca. To on przemywal stluczone kolana i czekal az
              wroce
              > z imprezy. Byl pod telefonem, zeby mnie przywiezc z teatru poznym wieczorem.
              > Czyli mozna, chyba ze mezczyznie jest latwiej zaakceptowac dziecko Exa?

              Oczywiscie, że mozna - jesli MOŻNA smile
              A co do tego , czy mezczyznie latwiej, czy nie - mysle ze sęk w tym, czy
              dziecko mieszka z Next/Nextem, czy jest "dochodzące". Łatwiej czasem o
              taką "miłość" do dziecka (pozytywy, akceptacje, starania sie) -kiedy to dziecko
              przebywa w naszym domu. mamy dodatkową motywacje do tych staran - wspolne zycie
              i mieszkanie razem.

              > I zgadzam sie, ze nie ma jedynej slusznej drogi. No ale chyba mozna popatrzec
              > na dziecko jak na dziecko, a nie na wcielenie Ex?

              nawet trzeba.
              ale co, jesli dziecko samo w sobie nie stanowi jednak "materiału" do
              zaprzyjaźnienia się?.. Przeciez takie dzieci tez sie zdarzaja. Mam taką dwójkę
              młodzieżową w rodzinie nieco dalszej. Co z tego, ze to dzieci, ze rodzina
              nawet - NIE LUBIĘ. nie potrafię. Ograniczam wszelkie rodzinne spotkania. A jak
              juz są - to konwenanse kulturalne NA SIŁĘ włączam, buzi, buzi, dzien dobry i
              zero blizszych kontaktow. tak wiec mysle, ze to zalezy od samego dziecka tez -
              jako takiego nowo ksztaltowanego czlowieka - z wlasnym charakterem i
              upodobaniami, oraz niechęciami. zwykle ludzkie wspolzycie spoleczne. nie zawsze
              jest pozytywne.

              pozdr.

              Joanna
          • ewa.gs Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 10:40
            Joanno,
            co do TWA, nie mam zdania smile
            A co do dziecka - podkreślałam - kochać bywa trudno, ale ciepłe uczucia to
            podstawa. Wiadomo, trudno jest swoim uczuciami kierować. Ale jeśli kobieta nie
            potrafiła ich w sobie znaleźć, dlaczego się podjęła bycia żoną dzieciatego
            mężczyzny?
            Tak, dorośli powinni być mądrzejsi, ale nie tylko starając się o dobre stosunki
            z dzieckiem, ale i WIEDZĄC z czego wynika niechęć i złość dziecka. I potrzeba
            do tego często ogromnej cierpliwości.
            Jeśli jej nie ma, a w zamian są negatywne uczucia, warto porozmawiać z
            psychologiem, bo robimy krzywdę dziecku. Ono wyczuwa niechęć nawet wtedy, kiedy
            się do niej nie przyznajemy.
            • jayin Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 11:18
              ewa.gs napisała:


              > A co do dziecka - podkreślałam - kochać bywa trudno, ale ciepłe uczucia to
              > podstawa. Wiadomo, trudno jest swoim uczuciami kierować. Ale jeśli kobieta
              nie
              > potrafiła ich w sobie znaleźć, dlaczego się podjęła bycia żoną dzieciatego
              > mężczyzny?


              Ewo, tak, racja. Ciepł uczucia albo chociaż elementarne podstawy uprzejmości.
              Byle nie było to WYMUSZONE! Dzieci to przecież wyczuwaja.

              a co do tego, dlaczego taka Kobieta Bez Cieplych Uczuc Do Dzieci sie zwiazala z
              dzieciatym facetem... Róznie bywa: egoizm, nadzieja,ze uczucia sie pojawia z
              czasem(czasami tak z matkami jest i uczuciami macierzynskimi, ktorych nie
              czuja, ale maja nadzieje, albo sądzą, ze one same sie pojawia - i czasem sie
              zawodzą na tych nadziejach), przekonanie, ze są zdolne do tych uczuc, a w
              rezultacie, w konfrontacji z rzeczywistoscia - nie daja sobie rady i nie umieja
              cieplo czuc. itd itp.



              > Tak, dorośli powinni być mądrzejsi, ale nie tylko starając się o dobre
              stosunki, z dzieckiem, ale i WIEDZĄC z czego wynika niechęć i złość dziecka.

              Nie kazdy jest dobrym psychologiem smile( niestety.
              Do tego, zeby wiedziec DLACZEGO dziecko jest niechetne i negatywnie nastawione
              do Next/Nexta - potrzeba najczesciej wspoldzialania obojga rodzicow i rozmow z
              dzieckiem. Sama Next/sam Next nie dowiedzą się tego raczej, chyba ze dziecko
              szczerze im powie o co chodzi.

              > I potrzeba do tego często ogromnej cierpliwości.

              czasem jej brak...


              > Jeśli jej nie ma, a w zamian są negatywne uczucia, warto porozmawiać z
              > psychologiem, bo robimy krzywdę dziecku. Ono wyczuwa niechęć nawet wtedy,
              kiedy się do niej nie przyznajemy.

              jesli jest taka mozliwosc - to jak najbardziej. ale nie kazdy czuje potrzebe
              pojscia do psychologa. sadzi ze sobie sam poradzi. co czasem jest mylnym
              wrazeniem.


              pozdr.

              Joanna
    • hop_angel Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 10:02
      Akurat tak sie składa, że kocham moją pasierbicę, pewnie nie tak jak bym
      kochała własne dziecko ale kocham. Co nie oznacza, że u wszystkich macoch
      poślubienie małżonka musi automatycznie oznaczać miłość do jego dziecka czy
      ciepłe uczucia, nawet jeśli dzieci niczym nie zawiniły. No bo przecież
      wychodząc za mąż za swego męża też wiemy, że ma on matkę, ojca, ewentualne
      rodzeństwo co nie oznacza automatycznje miłości do nich. Tak, że nie
      demonizujmy.
      • bejbiko Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 10:13
        A propos listu Ewy, że na uwadze powinno się mieć dobro dziecka a nie jego
        matki..... to czy Domali powinna wykraść z domu dziecko swojego męża i na siłę
        je uszczęśliwiać?? Czy to dziecko byłoby zadowolone, przypuszczam, że nie...
        prawdopodobnie (patrząc na zachowanie jego matki) to ma wpojone do główki, że
        druga rodzina taty nie powinna go obchodzić, bo gdyby chciał ich poznać to może
        zadzwonić lub powiedzieć mamie: jade do brata!... i to nie wynika ze strachu,
        chyba, że przed matką!
        I uwierz mi, że nie wszystkie dzieci są takie zranione i nieszczęśliwe.. te
        które rozumieją to nawet wolą, że rodzice się rozstali. Syn mojego M miał 9
        lat, jak jego rodzice się rozwiedli, ale wcześniej spał pół roku z matką w
        łóżku, był świadkiem wielu awantur, cichych dni i krył matkę kiedy spotykała
        się z innym, jeździł razem z nią i tym panem za Warszawę na weekend. Miał
        świadomość co się dzieje i powiedział, że lepiej się stało. Nie ma żalu do
        nikogo i uwielbia ojczyma. (raz wykręcił numer mnie, kiedy rodził mu się brat,
        ale to minęło)
        • domali Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 10:18
          bejbiko napisała:

          > A propos listu Ewy, że na uwadze powinno się mieć dobro dziecka a nie jego
          > matki..... to czy Domali powinna wykraść z domu dziecko swojego męża i na
          siłę
          > je uszczęśliwiać?? Czy to dziecko byłoby zadowolone, przypuszczam, że nie...
          > prawdopodobnie (patrząc na zachowanie jego matki) to ma wpojone do główki, że
          > druga rodzina taty nie powinna go obchodzić, bo gdyby chciał ich poznać to
          może
          >
          > zadzwonić lub powiedzieć mamie: jade do brata!... i to nie wynika ze strachu,
          > chyba, że przed matką!

          Dziecko wie o naszym istnieniu, natomiast mój mąż ma zakaz rozmawiania z Kubą
          na ten temat. Oczywiście można powiedzieć, że ma się tym nie przejmować, ale
          trudne to, gdy spotkania odbywają się w domu eks i w jej obecności.
        • ewa.gs Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 10:20
          Nie mówię, Bejbiko, o wykradaniu dziecka. Mówię, że jeżeli jest już w domu ojca
          i jego żony, należy zapewnić mu komfort psychiczny.
          Uszczęśliwianie na siłę to nie jest dobro dziecka, a o to dobro mi chodziło. O
          rozsądek w podejściu do niego, a nie kierowanie się dyrektywami matki, jeśli są
          niezgodne ze zdrową logiką.
          Domyślam się też, że nie wszystkie dzieci są zranione i nieszczęśliwe, ale
          mówię o tych nieakceptowanych przez "macochy".
          • domali Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 10:25
            Niestety w naszym przypadku są to dyrektywy matki, usankcjonowane przez sąd -
            spotkania w miejcu zamieszkania matki, w jej obecności. Dziecko ma 9 lat, a
            matka boi się, czy tata jest mu w stanie zapewnić odpowiednią opiekę.
            • ewa.gs Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 10:29
              Domali,
              wiadomo - sąd to co innego.
              Myślałam o nierozsądnych i szkodliwych dyrektywach w rodzaju: jak dziecko jest
              u tatusia w domu to niech macocha się do dziecka nie odzywa, a już napewno nie
              przytula i nie ceruje skarpetek.
              • domali Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 10:37
                Tutaj akurat jest to bzdurny pomysł matki usankcjonowany przez sąd.
      • ewa.gs Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 10:16
        Angel,
        to dobrze, że ją kochasz. Myślę jednak, że dziecko ma inny status niż matka czy
        ojciec męża - ponieważ jest NIESAMODZIELNE i poniekąd od nas zależne. Dlatego
        uważam, że jesli nie akceptuje się dziecka swojego męża, nie należało wychodzić
        za niego za mąż. Wiemy, jaka odpowiedzialność na nas spada.
        Nie mówię o miłości, bo wiem że to trudne, mówię o ciepłych uczuciach i trosce.
        • domali Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 10:23
          ewa.gs napisała:

          Dlatego
          > uważam, że jesli nie akceptuje się dziecka swojego męża, nie należało
          wychodzić
          >
          > za niego za mąż. Wiemy, jaka odpowiedzialność na nas spada.
          > Nie mówię o miłości, bo wiem że to trudne, mówię o ciepłych uczuciach i
          trosce.


          Ewa, nie zgodzę się z Tobą. Większość z nas nie miała pojęcia o tym, jak będzie
          wyglądało codzienne życie z facetem, który ma dziecko/dzieci z poprzedniego
          związku. Inaczej jest się z kimś takim spotykać, inaczej być jego żoną, mieć
          wspólny dom itd.
          Dlatego nie do końca trafne jest częste stwierdzenie: widziały gały, co brału,
          bo są w tym życiu z 'nietypowym' smile facetem sytuacje, które nas zaskakują i
          równie zaskakujące nasze reakcje.
          • ewa.gs Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 10:27
            Domali,
            A ja uważam, że można się było do tego przygotować i należało. Rozmawiając z
            mężem, rozmawiając z dzieckiem (jeśli to możliwe), rozmawiając z innymi osobami
            w takiej sytuacji życiowej, rozmawiając z psychologiem, czytając.
            I wiedzieć, na co się decydujemy.

            • domali Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 10:36
              Ale wiesz, teoria teoria, doświadczenia innych ich doświadczeniami, a
              rzeczywistość może być zaskakująca. I po prostu do pewnego momentu nie myśli
              się o jakichś sprawach, a potem, gdy one przychodzą, nie wiadomo do końca, jak
              się zachować.
              A co do rozmowy z psychologiem - moja mama(psycholog) tuż przed ślubem
              powiedziała mi, że teraz będziemy mieli w pewien sposób dwoje dzieci. I ja
              chciałabym jakiś kawałek miesiąca na przykład, poświecać Kubie, spędzać z nim
              czas. Budzi on we mnie pozytywne emocje, ciekawa jestem co u niego, ale ze
              strony jego matki kwitowane jest to kpiną.
            • jayin Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 11:49
              Ewo,

              można się przygotować, ale psychicznie - przygotować się na POTENCJALNE
              problemy, a i tak nie do końca sie to udaje. bo teoria teorią - a zycie zyciem.
              to tak jak uczyli nas na studiach: wkuwanie teorii i tabelek z książek,
              czytanie o tym, jak ktoś inny to robił, ogladanie projektow cudzych itd - a jak
              przychodzilo do projektowania osiedla - to podstawy teoretyczne weryfikowaly
              sie tak, ze czasem po prostu przeszkadzaly i nie znajdowały zastosowania w tym
              co się projektowało w praktyce wink i trzeba było kombinować i szukac innych
              rozwiazan, bo problemy nie miescily sie w teorii.

              pozdr.
              J
            • joola_edziecko Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 04.03.04, 17:57

              Ewo,
              życie nie jest takie proste. Niestety. Ja niby miałam czas na przygotowanie się
              do roli macochy. Początkowo mieszkaliśmy daleko od dzieci. Widywałam je bardzo
              rzadko. Byłam młodziutka i pełna optymizmu. Proza życia to jednak zweryfikowała.
              Nasza sytuacja materialna bardzo się pogorszyła, dzieci rosną,narodziło się
              moje dziecko. Z tym wszystkim wiąże się wiele emocji. Jedne z nas radzą sobie z
              tym lepiej , inne gorzej.
              Mnie początkowo wydawało się , że nasze dzieci miały szczęście. Zaakceptowały
              mnie, mama ułożyła sobie życie na nowo, pojawiło się im młodsze rodzeństwo.
              Niestety tak mi się tylko wydawało. Tu muszę przyznać Ci rację, że rozwód
              rodziców to dla dzieci straszne przeżycie. I nie ma znaczenia, jak będzie
              wyglądało ich dalsze życie. Już na zawsze pozostanie w ich psychice ślad. I to
              wlaśnie m.in od nas macoch zależy, jak ta blizna się zagoi. Takie jest moje
              zdanie na ten temat. Ze swojej strony staram się , jak mogę. Powtarzam jednak,
              że to bardzo trudne. Wiele razy zwątpiłam, poddałam się, miałam negatywne myśli
              o dzieciach.
              Wydaje mi się, że mój wysiłek przyniósł rezultaty. I teraz , np. kiedy tata
              wyjechał na dłużej , dzieci same do mnie przyjeżdżają. Chcą ze mną być. I to
              mnie bardzo cieszy.(A starszy brat Igorka jest bardzo podobny do taty. I jak tu
              go nie kochać smile )
              Pozadrawiam wszystkie emacochy serdecznie. Wasza rola nie jest łatwa.
              Jola
          • jayin Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 11:39
            domali napisała:

            > Większość z nas nie miała pojęcia o tym, jak będzie wyglądało codzienne życie
            z facetem, który ma dziecko/dzieci z poprzedniego związku. Inaczej jest się z
            kimś takim spotykać, inaczej być jego żoną, mieć wspólny dom itd.
            > Dlatego nie do końca trafne jest częste stwierdzenie: widziały gały, co
            brału, bo są w tym życiu z 'nietypowym' smile facetem sytuacje, które nas
            zaskakują i równie zaskakujące nasze reakcje.

            Domali, śmiem twierdzić, że tak jest w większości przypadków związków -
            nieważne czy "nietypowych" czy "typowych" wink Wystarczy popatrzeć na
            małzeństwa "typowe" - pierwsze - w których większosć ludzi dopiero po
            zamieszkaniu razem i rozpoczęciu wspólnego zycia i gospodarzenia - odkrywa
            uroki, ale tez problemy, ktore by im wczesniej na mysl nei przeszly. i ucza sie
            dopiero jak z tym zyc.

            J
            • domali Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 13:12
              Zgadza się. Tyle tylko że takim ludziom nikt nie powie 'widziały gały co
              brały', tylko 'takie jest życie'.
              • jayin Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 13:21
                domali napisała:

                > Zgadza się. Tyle tylko że takim ludziom nikt nie powie 'widziały gały co
                > brały', tylko 'takie jest życie'.

                Otóz to... otóż to...
                Czy to trąci już społeczną hipokryzją?..
              • mumin_ek Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 13:38
                Nie??? Ciekawe, raczej w przypadku drugich zwiazkow slyszalam: 'takie zycie', a
                przy rozpadzie pierwszych 'widzialy galy'...

                Domali, Ty to niezla jestes, kawalek miesiaca Kubie poswiecic. Pewnie wdzieczny
                powinien byc za takie poswiecenie z Twojej strony?
                • mikawi Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 13:46
                  muminku - to co twoim zdaniem ma zrobic dominika? zaczynasz trochę przeginać z
                  tymi wymaganiami co to macocha robic nie powinna
                • jayin Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 13:50
                  mumin_ek napisała:

                  > Nie??? Ciekawe, raczej w przypadku drugich zwiazkow slyszalam: 'takie zycie',
                  a
                  >
                  > przy rozpadzie pierwszych 'widzialy galy'...

                  no zobacz, a ja odwrotnie...wink


                  >
                  > Domali, Ty to niezla jestes, kawalek miesiaca Kubie poswiecic. Pewnie
                  wdzieczny
                  >
                  > powinien byc za takie poswiecenie z Twojej strony?

                  mumin_ek - nie tak zaczepnym tonem, ok?smile
                  a co do Domali - to lepiej, że chce poświęcić, czy lepiej, żeby nie chciała?
                  bo ja już nie wiem.
                  obojętność ponoć, jak i nadgorliwośc - gorsza od faszyzmu wink

                  a złotego środka to jeszcze nikt nie znalazł, więc...

                  pozdr.

                  J
                • domali Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 13:53
                  mumin_ek napisała:

                  > Nie??? Ciekawe, raczej w przypadku drugich zwiazkow slyszalam: 'takie zycie',
                  a
                  >
                  > przy rozpadzie pierwszych 'widzialy galy'...

                  To poczytaj sobie tutaj na forum odpowiedzi na posty o problemach drugich żon.
                  Tutaj bardzo często używanym sformułowaniem jest właśnie 'widziały...'

                  >
                  > Domali, Ty to niezla jestes, kawalek miesiaca Kubie poswiecic. Pewnie
                  wdzieczny
                  >
                  > powinien byc za takie poswiecenie z Twojej strony?

                  Czy Ty chcesz mi dokopać dla zasady? Ja cały czas powtarzam, że chciałabym,
                  żeby Kuba był częścią naszej rodziny, żeby jakiś kawałek miesiąca (bo częściej
                  się nie da, za daleko), spędzał z nami. To nie jest poświecenie.
                  Ja_bym_tego_chciała. Nie: łaskawie_się_na_to_zgodzę.
                  • mumin_ek Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 04.03.04, 10:43
                    Domali, to juz lepiej, bo widzisz, ja mam chroniczna alergie na slowo
                    poswiecenie. I tak Twoje posty brzmialy.

                    Czy ja Ci kiedys dokopalam dla zasady? Moze jednak warto spojrzec na pewne
                    sprawy z innej perspektywy i mysle, ze o to chodzi Ewie i mi.

                    A do Reszty, zaczepnym tonem czy nie, mam prawo nie lubic poswiecen i chyba za
                    wyrazanie pogladow osobistych nikt tu nikogo nie scina.
                    • domali Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 04.03.04, 10:53
                      Ok, tutaj było poświęcić jako dać, nie w tym 'negatywnym' znaczeniu i chyba
                      rzeczywiście alergicznie zaeragowałaś.
                      A mi się zrobiło nieswojo, bo na moje pozytywne nastawienie do dziecka i
                      spotkań z nim usłyszałam, że przeginam. Ale ok, wszystko jasne smile
                      • jayin Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 04.03.04, 14:53
                        Jasne, że nikt nie ścina.
                        Torquemada też odszedł do lamusa..wink

                        pozdr.
                        J
              • joola_edziecko Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 04.03.04, 18:02
                domali napisała:

                > Zgadza się. Tyle tylko że takim ludziom nikt nie powie 'widziały gały co
                > brały', tylko 'takie jest życie'.

                To właśnie jest smutne. Ja, kiedy było mi źle, kiedy miałam wątpliwości, nie
                miałam komu się pokarżyć. Mamie? Przecież ona powiedziałaby- a nie mówiłam. Tak
                samo reagowali moi starzy i nowi znajomi. I wlaśnie dlatego powstało to forum.
    • pysia-2 Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 10:50
      To teraz ja sproobuje.
      Dzieci mojego meza bedac u nas w domu maja pelny komfort psychiczny. Na nich
      skupia sie wiekszosc uwagi, bawia sie ze swoim braciszkiem, chodza razem na
      spacery... Mnie ostatnio wlasciwie nie ma podczas tych spotkan, bo tak sie
      smieznie sklada, ze studiuje 300 km od domu, w miescie, w ktoorym one mieszkaja
      i kiedy one przyjezdzaja, ja wyjezdzam. Ale kiedy jestem, nie pastwie sie nad
      nimi, nie glodze, nie ignoruje, rozmawiam, bawie sie, robie obiad czasami -
      najczesciej jednak mooj maz, bo taka mamy zasade - wolny dzien to dla mnie
      wolny dzien.
      A jednak ja roowniez bylam autorka kilku postoow o tym, jak mi ciezko, jak
      trudno to czasem zniesc, pogodzic... Ale to nie znaczy, ze ja jestem dla nich
      niedobra! Po prostu kiedy cos zaczyna mnie przerastac, nie mam o tym z kim
      pogadac. Bo komu powiem o tym, ze mooj maz olal moja walentynke, a pool dnia
      spedzil na oczekiwaniu walentynki od syna i poczulam sie dotknieta i zazdrosna
      o to dziecko? Komu mam powiedziec, ze kiedy przyjezdzaja jego dzieci, ja
      przestaje automatycznie istniec dla meza i nawet nie mam gdzie sie podziac w
      czasie tych spotkan? I ze przytlacza mnie czasami ten tlok, halas, balagan...
      Moowie o tym na forum. Ale ostatnio nic mi sie juz nie chce tu moowic, bo albo
      nasze posty sa wyciagane i kopiowane na innych forach, a nastepnie obsmiewane i
      krytykowane, lacznie z obrzucaniem inwektywami, albo pojawiaja sie raz na jakis
      czas glosy: jak wy tak mozecie?? Jestecie zle!
      A ja nie odpowiadam za to, co wypisuja tu osoby pokroju wikki, ktoorej poglady
      zmrozily mnie totalnie i nasunely skojarzenia ze zla macocha z bajki o
      kopciuszku. To sa jakies extrema. Pozostale glosy - wg mnie - to po prostu
      glosy proszace o wsparcie w trudnych momentach - bo dziecko meza zrobilo to,
      czy tamto, bo ex znowu miesza... Nie przeklada to sie nijak na zycie codzienne,
      ot, po prostu - jeszcze jeden problem do obgadania, a potem powroot do
      rzeczywistosci.

      Nie chce mi sie juz uczestniczyc na tym forum. Czasami otwieram, nawet mam
      ochote cos dopisac, ale... Zaraz sobie wyobrazam, ze ktos to potem wyciagnie,
      obsmieje, skrytykuje, a co gorsza - wyrobi sobie calkowicie mylny poglad na
      temat mojej osoby i mojego traktowania pasierboow...
      No, niech sie zglosi tu jakas dziewczyna, ktoora rzeczywiscie jest niedobra dla
      swoich pasierboow, zlosci sie na nie otwarcie, wyzywa albo ignoruje, robi na
      zlosc...
      To sa zazwyczaj bitwy pomiedzy doroslymi - nawet jesli dotycza dzieci. Wiec
      dajmy juz spokooj z tymi ostrymi slowami krytyki pod adresem zlych macoch, bo
      mi juz bokiem to wychodzi.
      • ewa.gs Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 11:07
        Pysia,
        rozumiem Cię.
        Nie mówiłam o wszystkich "macochach", mówiłam o tym, że dużo jest wypowiedzi
        świadczących o NIEAKCEPTACJI dziecka - i to mnie boli.
        Nie o problemach w relacjach z nim, nie o tym, kiedy ktoś robi wszystko co w
        jego mocy, żeby dać dziecku to, czego potrzebuje. Z tego co piszesz, nie
        wyciągam wniosku, że jestes niedobra.
        Uważam natomiast, że w przypadku nieakceptowania dziecka i niechęci do niego
        robi się mu krzywdę i w związku z tym nie należało decydować się na małżeństwo
        z jego ojcem. A jeśli już się stało, warto byłoby pójść z tym problemem do
        psychologa - i to jak najszybciej.
        Oczywiście, nieco inaczej wyglada to, kiedy dziecko jest dorosłe i świadome,
        zwłaszcza jeśli jest już niezalezne od rodziców.
    • ewa.gs Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 10:58
      A ja uważam, że należy im się specjalne traktowanie. Jasne, że lepiej kiedy
      rodzice się rozwioda niż żyją jak pies z kotem, co nie zmienia faktu, że nie
      jest to dobry układ. Dobry układ to taki, w którym dziecko ma dwoje kochających
      się rodziców.
      Nie wspomniałam ani słowem o pobłażliwości i taryfie ulgowej, o tłumaczeniu
      każdego błędu rozwodem rodziców. Natomiast ciepło i troska niezależnie od
      okoliczności to dla mnie sprawa oczywista, tak samo względem mojego dziecka jak
      i każdego innego dziecka, które jest pod moją opieką - nawet zupełnie obcego.
      Oczywiście, że zdarza sie zezłościć, tak samo jak i na swoje dziecko, ale
      zawsze trzeba potem wytłumaczyć, dlaczego, porozmawiać o tym, potraktować to
      zdarzenie, które było przyczyną złości, jako niezrozumienie pewnych rzeczy, a
      nie działanie wymierzone przeciwko nam.
      Czy jeśli Twoje dziecko robi coś nie tak, to go NIE LUBISZ??
      Czy może tylko Cię złości jego ZACHOWANIE?
      • jayin Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 12:06
        ewa.gs napisała:

        > A ja uważam, że należy im się specjalne traktowanie.

        Powiedziałabym raczej: Należy im się takie samo traktowanie, jak traktowanie
        naszych własnych dzieci (a tak a propos, dlaczego np. nikt nie wspomina
        o "urokach" dzielenia się tatą przez NASZE dzieci - z innymi dziecmi/Ex-domem
        itd?... przecież na NASZYCH dzieciach tez to się wjakis sposob odbija -
        taka "nietypowosc" rodzinna, jesli dzieje sie cos niedobrego w tych układach...)

        > Jasne Czy jeśli Twoje dziecko robi coś nie tak, to go NIE LUBISZ??
        > Czy może tylko Cię złości jego ZACHOWANIE?

        jest jednak róznica - nasze dzieci, a nie nasze dzieci...wink w przypadku Next
        naprawde TRUDNO o jednakowe traktowanie swojego dziecka (z krwi i kosci),
        a "przybranego". w przypadku faceta - ganz egal - bo i to i to są to JEGO
        dzieci - nie ma roznicy w ich traktowaniu najczesciej. czysta biologia. tego
        się nie zwojuje - niezależnie od szczytnych zamiarów i chwalebnych idei.

        pozdr.

        J
        • mikawi pytanie do samodzielnych 03.03.04, 12:12
          sporo padło na temat równego traktowania dzieci; a ja mam pytanie do
          samodzielnych - czy wy równo traktujecie swoje dziecko i dziecko next swojego
          byłego i jego? przecież to brat czy siostra dla waszego; też macie wobec tego
          dziecka uczucia troski, martwicie się czy nic jemu nie brakuje, czy matka ma za
          co kupić to co mu potrzebne, czy jego psychika związana z tym, że musi się
          dzielić ojcem nie jest zachwiana, itp, itd?
          • hop_angel Re: pytanie do samodzielnych 03.03.04, 12:22
            Mikawi bingo, nic dodać nic ująć!
        • joola_edziecko Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 04.03.04, 18:16
          jayin napisała:

          > ewa.gs napisała:
          >

          (a tak a propos, dlaczego np. nikt nie wspomina
          > o "urokach" dzielenia się tatą przez NASZE dzieci - z innymi dziecmi/Ex-domem
          > itd?... przecież na NASZYCH dzieciach tez to się wjakis sposob odbija -
          > taka "nietypowosc" rodzinna, jesli dzieje sie cos niedobrego w tych
          układach...

          Jak tu już wspomniano, nie żyjemy w idealnym świecie. Zanim poznałam swojego
          partnera, miałam koleżankę, która użerała się z ojcem i jego nową żoną.
          Widziałam co przeżywała. Taraz mam koleżankę, która walczy z ojcem swojego
          dziecka. Widzę jak to dziecko zazdrości naszym dzieciom, że mają takiego ojca.
          Inna moja znajoma opowiadała mi, jak jej dziecko przeżywa, to, że jej
          zapracowany tatuś w weekendy, kiedy jest wolny, zajmuje się swoją córką z
          pierwszego małżeństwa. A dla niej nie ma już czasu. Nasze dzieci, dzieci macoch
          także nie mają łatwego życia. Wszystkie dzieci należy traktować jednakowo:
          kochać i dawać poczucie bezpieczeństwa.
    • hop_angel Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 11:22
      Oczywiście Ewa, że dziecko ma inny status ale dzieci potrafią byc bardzo
      zlosliwe. Sama doświadczyłam różnych przykrości ze strony pasierbicy, czasem
      były podyktowane zazdrością, strachem, czasem wynikały z nastawienia matki.
      Jednak rola jaka pełnimy jest trudna i my tez mamy swoje uczucia i emocje i nie
      zawsze jesteśmy na tyle silne aby w danym momencie przyjąć, że to bezbronne
      dziecko po prostu nerwy puszczają. I o tym tu piszą dziewczyny. Nie każdy
      potrafi radzic sobie ze zlymi emocjami a my nie dość, że powinnyśmy akceptowac
      dziecko to jeszcze wymaga sie od nas stania z boku, nie karcenia , nie
      krzyczenia itp. bo to nie nasze dziecko i nie powinnysmy sie wtrącać. I to jest
      najtrudniejsze w tej całej roli dlatego uważam, że powinno sie zachowac zdrowe
      granice tej akceptacji, ziecko jak dziecko ale swojemu tez bys nie pozwoliła na
      niegrzeczne zachowanie i wchodzenie sobie na głowę.
      • dona29 Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 12:23

        Pozwólcie,ze i ja właczę się do dyskusji.Może dlatego,że równiez odczuwam
        swoiste "poczucie winy" za swój stosunek do pasierbicy.
        Otóż - oczywiście -wchodząc w związek z mężczyzną,z którym jestem -
        wiedziałam,że ma dziecko.Wiedziałam też - że toczy się sprawa w sądzie - o
        przyznanie mu opieki nad córką.Mała jednak była z matka za granicą od prawie
        roku i do głowy mi nie przysżło,że sytuacja ma się zmienić-nawet,jesli sprawę
        wygra i opieke owę dostanie.Pewnego poranka - dostliśmy telefon,że mała jest
        cytuję- "do odbioru" u teściów....
        To mnie oczywiście zaskoczyło potwornie - ale,zaznaczam - wtedy nie
        przeraziło.Trwało kilka dni,zanim oswoiłam się z wiadomością - a kiedy się to
        stało - pojechaliśmy oboje na południe do teściów po dziecko.
        Zapakowałam tonę rzeczy,prezenty i tym podobne gadżety.Jechałam z jak
        najbardziej pozytywnym nastawieniem,pomieszanym z odrobiną strachu,obawy..może
        nawet z ciekawością.
        Koniec końców - nagle okaząło się,że w trybie nagłym,przybyło do domu dziecko
        wraz ze swoimi nawykami,wymaganiami,oczekiwaniami i całą walizą przeszłości.
        Powiem tak - do dziś nie jestem w stanie się z tym pogodzić a wreszcie - zacząć
        odczuwać jakieś pozytywne uczucia.
        Boli mnie to okropnie...nie umiem wyłuskac odrobiny sympatii - a jedynie
        litość,poczucie przyzwoitosci...wobec drugiego cżłowieka.
        Nic poza tym.
        A oczekuje się ode mnie wiele - miłości(?),cierpliwości,opieki i wyrozumiałości.
        Nie umiem "czuć" na zawołanie,nie umiem pokochać,nie umiem zaakceptowac
        zachowania...pojawia się zniecierpliwienie i rozdrażnienie...czasmi niechęć
        Jestem przeładowana obecnościa tej małej dziewczynki,wokół której teraz obraca
        się mój świat i która głównie ja się zajmuję.
        Mam w sobie wewnętrzną walkę - między czynieniem dobra a tym,co faktycznie
        odczuwam.Nie umiem sobie z tym często poradzić.

        Dlatego - rozumiem każdy list goryczy i bezsilności,rozumiem bunt i rozumiem
        całą mase uczuć,jakie pojawiają się w stosunku do nieswojego dziecka.
        To wszystko jest według mnie - normalne..i szalenie trudno zmusic się do
        tłumienia w sobie tych wszystkich emocji.Problem jednak jest trudny i żmudna
        nad nim praca - przynajmniej przede mną.Tym niemniej - nie namawiam do
        podsycania niechęci i stanowczego odtrącania małego człowieka - wręcz
        przeciwnie - a będzie to z korzyścią dla obu stron i nowej rodziny.
        pozdrawiam



        Dona
        • nooleczka Jestem przerażona tym, jak łatwo kogos krytykowac 03.03.04, 12:42
          No własnie, Ewo, nawiązując do postu Dony. Może zamiast z góry krytykować
          czyjeś odczucia i emocje, dla Ciebie obce i nie do przyjęcia, sama zdobędziesz
          się na odrobinę empatii w stosunku do kobiet, które cały czas są skazane na
          walkę z takimi uczuciami?
          Czy Donie też ostrym głosem powiesz: "Idź do psychologa"? I nic ponadto?

          Jesteś w o tyle dobrej sytuacji, że nigdy z takimi uczuciami walczyć nie
          musiałaś. Tym sobie tłumaczę Twój brak zrozumienia dla kobiet, które muszą.
          Pozdrawiam
          • dona29 Re: Jestem przerażona tym, jak łatwo kogos krytyk 03.03.04, 12:47

            ..nie mamy pojęcia o samych sobie,dopóki nie dotkniemy osobiście pewnych
            sytuacji i nie odczujemy bólu,zawodu,niezrozumienia,bezsilności...i całej
            reszty nieznanych dotąd uczuć..
            pozdrawiam
            Dona
          • ewa.gs Re: Jestem przerażona tym, jak łatwo kogos krytyk 03.03.04, 12:57
            Nooleczka,
            tak, zdobęde się na empatię, po to również o swoich odczuciach piszę.
            Natomiast co do pójścia do psychologa, uważam, że jest to najlepsze z możliwych
            rozwiązań. Nie ma w tym ostrego tonu, wręcz przeciwnie - jest troska o dobro
            obu stron.
            Wyżalenie się na forum nie załatwi wszystkiego.
            • nooleczka Re: Jestem przerażona tym, jak łatwo kogos krytyk 03.03.04, 13:11
              ewa.gs napisała:
              > jest troska o dobro
              > obu stron.

              I właśnie TU jest pies pogrzebany! Konia z rzędem temu, kto taki złoty środek
              wynajdzie, aby zawsze OBYDWIE strony były zadowolone.

              A póki co... krytykuje się albo jedną stronę albo drugą.
              I tasiemcowe dyskusje powtarzane 88 razy z rzędu.

              Pozdrawiam
            • jayin Re: Jestem przerażona tym, jak łatwo kogos krytyk 03.03.04, 13:18
              ewa.gs napisała:


              > Natomiast co do pójścia do psychologa, uważam, że jest to najlepsze z
              możliwych rozwiązań. (...)
              > Wyżalenie się na forum nie załatwi wszystkiego.

              a ja mam np. baaaaardzo ambiwalentny stosunek do wszelkiego rodzaju Doradców
              Psychologicznych... Chyba łatwiej mi przyswoić pewne porady i sytuacje - mając
              przed oczami Praktyka, nie Teoretyka wink Ale to już zależy od ludzi, ich
              nastawienia do tego, a także rodzaju problemu (bywa, że problem, który jest
              wielki dla jednych - dla innych będzie łatwy do rozwiązania samemu)
              I przyznam się, że to forum pomogło mi rozwiązać jak na razie
              wszystkie "problemy" jakie miałam w temacie "ex-przeszłości-dzieci" itd. -
              własnie dzięki dziewczynom i czytaniu tego, co mają do powiedzenia (w różnych
              kontekstach i poglądach)

              J

    • judytak Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 12:28
      miłość
      ciepło, opieka, dobroć
      akceptacja

      to są zasadniczo różne rzeczy

      ja nie jestem człowiekiem wylewnym
      i nie przesadzam z używaniem czasownika "kochać"
      dzieci (swoje), mąż, rodzice, brat?, jedna babcia, i na tym koniec

      oczywiście są ludzie, których lubię, z którymi dobrze się czuję itp. itd.

      i akceptuję wszystkich, z którymi dotąd miałam do czynienia - co nie znaczy, że
      każdego bym akceptowała w roli domownika, ani, że pochwalam każde poczynanie
      tych ludzi

      co do dzieci mojego męża, najlepszym wyrazem na mój stosunek do nich jest to,
      że czuję się za nie odpowiedzialna
      co implikuje również to, że niezależnie od tego, czy je lubię czy nie (tak
      naprawdę, to jedną lubię, drugą mniej), jakby sytuacja tego wymagała (czyli ich
      matka byłaby niedostępna w roli matki), to bym je pokochała, tak, siłą woli
      dokonałabym tego

      ale ich matka żyje, jest w pełni władz uczuciowych i je kocha
      i moje ewentualne próby "matkowania" czy zbliżenia się na innej płaszczyźnie,
      niż przyjacialskiej, byłyby odebrane jako niewłaściwe, zarówno przez dzieci,
      jak i przez ich matkę

      wyobrażam sobie, ze dzieci, które znajdą się w sytuacji, że mają "macochę" w
      wieku bardzo młodym, poniżej trzech lat może? , mogą nie mieć tego rodzaju
      oporów, ale starsze czują się lepiej, kiedy wiadomo jest, kto jest kim, i
      granice się nie zacierają
      a kiedy ja poznałam dzieci mojego męża, miały lat 8 i 11

      i wyobrażam sobie też, że są kobiety z natury opiekuńcze, które takie będą z
      każdym napotkanym dzieckiem, swoimi uczniami w szkole, dziećmi znajomych czy
      sąsiadów, i takie też będą w stosunku do dzieci męża
      a ja jestem inna, zamiast opieki stawiam na wspieranie samodzielności, tak w
      stosunku do swoich dzieci, jak i w stosunku do innych

      może o tych guzikach w wątku na Samodzielnych niejasno się wyraziłam?
      kiedy napisałam, że dziecko w moim domu jest gościem, i gościom podam obiad, i
      wypełniam PIT, i pomogę w lekcjach, i jak im się porwie ubranie, to pożyczę ze
      swojego, ale nie zaceruje...?

      a może to ja jestem nienormalna?
      bo ja na przykład nie lubię, jak moja opiekunka do dzieci przyszywa guziki, i
      nie lubię, jak moja mama kupuje moim dzieciom ubrania (nie takie na prezent,
      tylko takie na co dzień)... no i oczywiście wyobrażam sobie, że inne mamy są
      takie, jak ja...

      pozdrawiam
      Judyta
      • justus100 Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 13:04
        "są kobiety z natury opiekuńcze, które takie będą z każdym napotkanym
        dzieckiem, swoimi uczniami w szkole, dziećmi znajomych czy sąsiadów, i takie
        też będą w stosunku do dzieci męża"

        Chyba nie. Podczas studiów uczyłam dzieci, które później przychodziły do mnie
        prywatnie pobawić się, dzieci sąsiadów garną się do mnie a swojego bratanka po
        prostu ubóstwiam (ze wzajemnością zresztą smile Zawsze widok dzieci
        baraszkujących w parku roztkliwiał mnie i nie potrafiłam przejść obok nich
        obojętnie. Sama chciałabym mieć co najmniej trójkę. A nie potrafiłam
        zaakceptować faktu, że mężczyzna, z którym jestem i planuję założyć rodzinę już
        MA dzieci, dlatego nic z tego nie wyszło. Nigdy ich nie poznałam i cieszę się,
        że tak się stało, bo ich widok prześladowałby mnie do końca życia.
        Czyli zmierzając do konkluzji, wcale nie wydaje mi się, że opiekuńczość to
        podstawowa cecha, jaką powinna wykazywać się kobieta, jeśli chce dobrze
        funkcjonować a wzwiązku z mężczyzną z przeszłością. Jestem opiekuńcza i czuła,
        ale cudzych dzieci nie potrafiłabym zaakceptować. Raz próbowałam-
        bezskutecznie, już więcej nie będę.
        • jayin Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 13:10
          justus - ale tu nei chodziło o to, że "kobiety SĄ z natury opiekuńcze" itd,
          tylko, że SĄ kobiety (w grupie wszystkich kobiet), które są z natury opiekuńcze
          (a inne - niektóre - takie nie są).

          też znam takie. potrafią matkować całemu dziecięcemu światu smile
          bardzo ciepłe i kochane osoby.
          ale to ma swoje zalety i wady.
          jak wszystko wink

          pozdr.
          J
          • justinka_s odpowiedź samodzielnej 03.03.04, 13:29
            • justinka_s Re: odpowiedź samodzielnej 03.03.04, 13:34
              odpowiadam jako samodzielna...myślę, ze tak, ze moglabym kochać gdybym je znała
              moj eks odszedł do kobiety która ma 5 czy 6 letniego syna
              nigdy o tym dziecku nie powiedzialam ani nie pomyslalam bachor, zebrał ojca
              mojej corce, cyz ze jego matka jest...hm...bez komentarza
              zastanawialam się czy mówi do moje męża tata, czy się bawią, jak sie nazywa itp
              bo dlaczego mam przenosić na niego moje emocje? to dziecko, nie ono zdecydowało
              za matkę ani ojczyma
              ma gorzej niż moja corka, bo ja mam czyste sumienie, jestem uśmiechnięta, a nie
              wiem jak tam wygląda ich życie, napewno nie słodko

              myslę tez, że gdyby mój eks miał dziecko swoje drugie to i tak bym sie ot ym
              nie dowiedziała, więc jakbym je miala kochac
              z drugiej strony jak druga bierze faceta z dzieckiem to juz wie na czym stoi i
              może podjąć decyzję , a ta pierwsza nie ma wpływu na to czy eks spłodzi dziecko
              i nie jest z tym dzieckiem w żaden sposób związana

              co do wątku Ewy...nie sądzę że ona tu kogoś skrytykowała...więc dziwię sie
              niektórym odpowiedziom
              • mikawi Re: odpowiedź samodzielnej 03.03.04, 13:55
                jak ładna odpowiedź - druga powinna byc związana z pierwszym dzieckiem, ale
                pierwsza z dzieckiem drugim związana byc nie musi

                a nie przyszło ci do głowy że ta druga tez nie musi? ja dzieci swojego M.
                widziałam RAZ, moje wrażenie - fajne dzieciaki, ale idąc twoim tokiem
                rozumowania tez nie musze być z nimi związana, w końcu częściej widuję dziecko
                sąsiadów.

                ale mimo to, że nie będziesz znać drugiego dziecka swojego eksa - jeśli
                będziesz wiedziała że ono istnieje będzie cię tak szczerze obchodził jego los?
                to czy matka ma za co kupic mu buty na zimę, albo czy jest zdrowe, czy dobrze
                się czuje ze świadomością że tata ma już syna, czy będzie cię obchodziło jak
                się czuje jak tata do syna jeździ, czy jak eks poprosi o obniżke alimentów
                zgodzisz się bo uznasz, że przecież TAK SAMO ważne jest ci dobro tamtego
                dziecka jak twojego. Nie musisz odpowiadać, zastanów się, postaw się w takiej
                sytuacji.
                • justinka_s Re: odpowiedź samodzielnej 03.03.04, 14:34
                  wcale ta druga nie musi być związana z dzieckiem pierwszej, tylko ma tego
                  swiadomosć i może się na to przygotowac albo zrezygnowac z tego, wacle nikogo
                  nie namawiam do kochania dzieci pierwszych żon
                  i włąśnie przyszło mi na myśl, ze nie musi kochać

                  tak szczerze to będzie mnie taj jak każdego dziecka czy sąsiada czy mojego czy
                  jego czy nawet Twojegom, będzie mnie obchodziło jego samopoczucie, humor,myśli
                  itp

                  a wysokośc alimentów nie, niestety bo...to ojciec i matka ma zapewnić dziecku
                  poziom życia, tak jak ja mam zapewnić swojemu i to mój eks ma płacić alimety a
                  nie dziecko, tak jak ja zostałam sama na pastwę losu i nikogo z nich to nie
                  obchodziło tak ja nie bede się interesowala poziomem życia mojej next
                  ale gdzyby mój eks powiedział, że nie moze przez np 3 mies płacić bo nie ma dla
                  tamtego dziecka to bym bez wahania sie zgodziła, albo gdyby poprosil nie wiem o
                  ubranka używane ode mnie tez bym dała...rozumiesz mnie?

                  a dobro mojego dziecka zawsze a raczej ZAWSZE będzie stało na pierwszym
                  miejscu, jednak nie kosztem innego

                  • mikawi Re: odpowiedź samodzielnej 03.03.04, 15:23
                    no nie do końca się zgodzę
                    piszesz że nie kosztem innego, ale własnie weźmy pod uwagę alimnety: eks cie
                    prosi o zgodę na obniżenie alimentów bo ma drugie dziecko (którego los cie
                    obchodzi) i nie może zapewnić mu takiego wkładu finansowego co twojemu dziecku.
                    I nie prosi cie o czasowe zaprzestanie płacenia tylko o obniżkę, bo nic mu nie
                    da fakt że przez 3 m-ce będzie lżej a potem nadal nie będzie dla drugiego
                    dziecka na mleko. Piszesz że to cię nie obchodzi na jakim standardzie będzie
                    żyło a jednocześnie piszesz że nie kosztem innego dziecka. Jednak kosztem
                    innego, sama sobie zaprzeczasz
                    • justinka_s Re: odpowiedź samodzielnej 03.03.04, 15:34
                      może trochę inaczej...rozwinę swoją wypowiedź
                      nie obchodzi mnie na jakim poziomie oni dwoje żyją nie dziecko
                      to na początek dziecku mają zapewnić mleko a nie sobie papierosy
                      to dziecko czy pierwsze czy drugie jest wazniejsze i dla niego się staje na
                      głowie, by miało co potrzebuje,
                      a pisze tu z doświadczenia, mój eks ma gdzie pracowac ma możliwości ale nie
                      chce, pod tym kątem to pisałam
                      takze mój eks i jego panienka ma obie zdrowe ręce i mieszkają w dużym mieście
                      gdzie można pracę znaleźć a nie rezygnowac z niej bo nie pasuje, ja tego nie
                      mogę zrobić bo jestem samam z dzieckiem
                      a sądze, ze zawsze np 3 mies. przerwa w płatnościach to bardzo wiele
                      zresztą...o czym tu mowa
                      była mowa o kochaniu dzieci, powiedzialam wyraźnie, ze marwilabym się losem
                      każdego dziecka i tyle, czy to bardzo źle? więc jak komuś nie odpowiada moja
                      odpowiedź to pytam, po co było takie pytanie??
                      • mikawi Re: odpowiedź samodzielnej 03.03.04, 15:51
                        nie piszę że mi nie odpowiada twoja odpowiedź tylko że sama w niej sobie
                        zaprzeczasz; choćby to "nie obchodzi mnie na jakim poziomie oni dwoje żyją nie
                        dziecko" - w końcu nawet kodeks mówi że dziecko żyje na takim poziomie jak
                        rodzice; i ja pisałam o sytuacji gdy naprawde nie ma na mleko a nie - że nie ma
                        na mleko ale jest na papierosy bo to jest w ogóle bezsporne. I znana jest mi
                        tylko JEDNA samodzielna która wykazała się człowieczeństwem w stosunku do eksa,
                        gdy ten miał klopoty (darciu pozdrawiam cię mocno) - fakt, że ten akurat eks
                        nie docenił tego, co nie znaczy że wszyscy eksowie by nie docenili smile
                        i jeszcze jedno - np. panienka mojego M. czyli ja smile pracuje i to całkiem dużo
                        ale przy takich alimentach jakie ma M. mimo mojej pracy nie stać nas będzie na
                        przyslowiowe mleko (acha - i żadne z nas nie pali, innych nałogow też brak,
                        markowych ciuchów też nie kupujemy ani innych rzeczy, z których można by
                        zrezygnować, no chyba że z czynszu za mieszkanie, ale to nie da się na dłuższą
                        metę)
        • judytak Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 14:56
          justus100 napisała:

          > "są kobiety z natury opiekuńcze, które takie będą z każdym napotkanym
          > dzieckiem, swoimi uczniami w szkole, dziećmi znajomych czy sąsiadów, i takie
          > też będą w stosunku do dzieci męża"
          >
          > Chyba nie.

          rozumiem, że u ciebie było inaczej

          mimo to podtrzymuję, że takie kobiety też są
          do takich należy (tak sobie wyobrażam) autorka wątku
          i dlatego, z jednej strony, bez większych trudności pokochała dzieci nieswoje
          i dlatego, z drugiej strony, ma trudności ze zrozumieniem faktu, że można kogoś
          nie kochać, nawet nie lubić, a akceptować i traktować w sposób przyjazny i
          odpowiedzialny, wcale przy tym nie kłamiąc i nie udając nic nieprawdziwego

          pozdrawiam
          Judyta
          • mamaadama4 Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 17:17
            A mnie sie odechciało czytania tego wątku po paru postach. Nie mam najmniejszej
            ochoty nie tylko udowadniać, że nie jestem wielbłądem ale tłumaczyc swoich
            racji jakiejś obcej osobie, która w mysl - nawet nie wiem czego (to o ewie)
            zaczyna mnie rozliczac z moich odczuć, uczuc, zachowań, itp. Dlatego między
            innymi ostatnio nie tylko pisać ale i czytać mi się nie chce.
            Nie wiem z jakiego tytułu ewa wtrąca swoje trzy grosze, bo wszystkiego czytać
            mi się nie chce, ale jeżeli nie jest super macochą kochającą dzieci swojego
            męża i stawiającej je na piedestale, to niech lepiej pisze na samodzielnej
            wspierając je w bluzganiu na wstrętne next.
            Paranoja.
            danka
    • hop_angel Do Ewy! 03.03.04, 17:34
      A ja mam do ciebie pytania:
      W jakim wieku jest twoja pasierbica?
      Ile lat miała jak ją poznałaś?
      Ile lat jesteś z mężem?
    • tibby Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 03.03.04, 23:35
      Nie jestem ani eks, ani next, natomiast miałam (miałam: bo mój ojciec jest po
      drugim rozwodzie) macochę. Nie poznałam jej dobrze, widziałam ją dwa razy w
      życiu i doceniam fakt, że sama zaproponowała mi spotkanie, zaproponowała, żebym
      odwiedziła ją i ojca. Długo patrzyłam na nią przez pryzmat uczuć mojej mamy
      (zgadnij, jakich), ale okazało się to nie tak proste. Po
      długotrwałym 'przemyśliwaniu' sytuacji w różne strony doszłam do wniosku, że
      te "złe" macochy też mają nielekko. Nie mówię o przypadkach patologicznych,
      kiedy to macocha za punkt honoru stawia sobie wykreślenie dziecka męża ze
      swojego, a przede wszystkim męża życia. Mówię o tym, że next musi radzić sobie
      w trudnej sytuacji. Nie sądzę, żeby macocha miała obowiązek pokochać mnie tylko
      dlatego, że jestem córką jej drugiego męża. Nie wydaje mi się też, żeby
      jakakolwiek macocha musiała - mimo całej swojej dobrej woli, a nie wątpię, że
      takową ma - znosić ataki agresji dziecka męża. W którymś momencie też mogą jej
      puścić zawory, bo, do licha, jest tylko człowiekiem, a nie aniołem, zwłaszcza,
      że - jakby nie patrzeć - dziecko męża jest dla niej obcym człowiekiem. A gdy
      jeszcze pojawia się jej dziecko - naturalne jest chyba, że będzie dbała przede
      wszystkim o dobro swojego,a nie tylko mężowskiego potomka. I nie wyobrażam
      sobie sytuacji, w której macocha wykazuje się nieograniczonym zrozumieniem i
      cierpliwością, jeśli skrzywdzone (bez ironii) dziecko męża wyładowuje swoją
      frustrację na jej dziecku. Gdybym kiedyś miała być czyjąś macochą, wykazałabym
      maksimum dobrej woli wobec dzieci męża, ale nie miałabym ochoty być dla nich
      workiem treningowym, odgromnikiem ich agresji.
      Reasumując - to prawda, że dziecko musi się zmierzyć z trudnym zadaniem
      akceptacji nowego członka rodziny i nie można mu tego utrudniać dodatkowo. Ale
      macocha też musi zmierzyć się z tym samym zadaniem i choć jest niby mądrzejsza
      czy bardziej doświadczona, to też jest tylko człowiekiem z całym
      repertuarem 'tylko' ludzkich reakcji i uczuć.
      • konkubinka Re: Jeszcze ja 04.03.04, 08:25
        pozno sie odzywam bo podobnie jak MamaAdama i Mikawi w innych watkach napisze
        ze nie mam ochoty znowu udowadniac kim jestem naprawde.
        Nie rozumiem sensu zakladania podobnych watkow i kolejnego generalizowania.
        A propos - Mikawi , ja tez jestem chyba dla exa wyrozumiala????
        Ewa napisala:"Ale Domali! nie mówimy o mamach, mówimy o ich dzieciach!!
        Jeśli mama dziecka życzy sobie, żebym była jędzą dla jej dziecka, to jest to
        skierowane nie tylko przeciwko mnie, ale i przeciwko dziecku."
        A o czym tu mowimy caly czas?Gdyby nie bylo o czym to pewnie forum "macochy"
        zgineloby smiercia naturalna.Mysle ze niektorym ciezko poradzic sobie z
        uczuciami .Ja od poczatku pragnelam poznac i pokochac pasierbice i robie co w
        mojej mocy aby wyszla na ludzi i byla z nami szczesliwa.Wszelkie klopoty jakie
        sa z dzieckiem , oraz wszelkie nasze klopoty sa powodowane przez ex , dla
        ktorej dobro dziecka jest g.... warte.Bo jak nazwac to ze nie wysle jej na
        ferie nigdzie ani do lekarza i na rehabilitacje z krzywym biodrem a tlumaczy to
        tym ze musi sobie prywatnie zrobic badania bo w przychodni brakuje numerkow a w
        sprawie rehabilitacji nie zadzwoni bo wydzwoni caly abonament a z domowego nie
        moze nabijac bo telefon jest jej matki?A moze by tak zalozyc watek na
        emamie "jak mozna byc glupia egoistyczna babą i stawiac na pierwszym miejscu
        siebie/"
        Mnie tez czasem powalają wątki na "macochach" ale uwazam ze pisac cos tutaj
        jest mniej szkodliwe niz swoje emocje wylac w domu przy tych biednych
        dzieciach.Naprawde ludzie sa rozni zauwaz to Ewo czy Muminku.Ja np mam problem
        z odchudzaniem.Nie mam na tyle silnej woli zeby nie zaczac diety bez
        wspomagania sie srodkami hamujacymi łaknienie , a juz gdzies wyczytalam ze to
        bzdura ze najlepsza jest dieta.A ja do jasnej Anielki nie umiem przejsc na
        diete , to dla mnie za ciezkie.I niektore kobiety tak właśnie maja , że ciężko
        im się nauczyć akceptacji dla przeszłości swego faceta a jednocześnie kochaja
        go tak , że nie zrezygnują z niego.
        A większość facetów ma taką naturę , że nie przeciwstawi się kobiecie, na
        której mu zależy.Nawet kosztem swego dziecka z poprzedniego związku.Często
        jednak jest tak , że kobieta ma problem z zaakceptowaniem sytuacji a facet
        poprostu ma to gdzies i nie pytając o to co czuje zwyczajnie zmusza ja do
        tolerancji , czasem mniej znośnych dzieci.Taka dziewczyna często cały weekend
        musi patrzeć jak dzieciom męża wolno robić w jej domu to czego jej własnym
        stara się zabraniać i nie może się odezwać.Nie moze zwrocic uwagi , nie moze
        wymagac a jednoczesnie POWINNA byc zadowolona.
        I jeszcze jedno - ja mam pod nosem przypadek braku akceptacji i nieumiejętności
        radzenia sobie z uczuciami do dziecka .Chodzi o mojego partnera , który nie
        potrafi mojego syna zaakceptować.I wiem , że gdyby na takim właśnie
        forum "wykrzyczał się" to może spojrzałby na to inaczej.Marzę o forum dla
        ojczymów i o tym aby M miał ochotę troszkę "na nim posiedzieć'
        • konkubinka Re: Jeszcze ja 04.03.04, 08:34
          poza tym wczoraj nawet rozmawialam o tym z przyjaciolka.Moj eks w pazdzierniku
          sie zeni.Uwazam ze "macocha' mojego syna , panna bez dzieci , jest naprawde
          fajną osobą.Podziwiam ją za stosunek do mojego dziecka , do mnie i za miłość do
          mojego eksa.Moja przyjaciolka byla zdziwiona tym co mowie , ale tak wlasnie
          jest.Uwazam ze bardzo ciezko jest zaakceptowac faceta przeszlosc , tym bardziej
          gdy samej sie jej nie posiada.Do pewnego czasu nie znalam jej a gdy ex
          przyjezdzal po moje dziecko siedziala w samochodzie.I kiedys ta wlasnie
          przyjaciolka powiedziala mi ze podobno tej dziewczynie jest przykro i ma
          pretensje do exa o to ze zabiera ja i kaze siedziec w tym samochodzie.
          Na panienskim przyjaciolki mialysmy okazje sie poznac .Przy drinku bylo nam
          latwiej gadac - z tym ze ja bylam do niej nastawiona pozytywnie i ona do
          mnie.Polubilysmy sie , znalazlysmy wspolny jezyk.I umowilysmy sie ze juz bedzie
          z tego samochodu wysiadac.Teraz gdy przyjezdzaja , podchodzi do mojej malej
          coreczki , zachwyca sie nia.Moj synek zadowolony idzie z nia za reke przez
          ulice.I nie boli mnie to , bo wiem ze to moje dziecko , zawsze bedzie moje.Ja
          kocham go najbardziej i on mnie kocha najbardziej.Czesto to sobie mowimy.Ale
          gdyby mnie zabraklo zastapilaby mnie naprawde przyzwoita osoba.
          • justinka_s i jeszcze ja 04.03.04, 09:45
            Mikawi...nie zaprzeczam sobie onośnie poziomu życia
            dlaczego tak? bo sama mam inny poziom życia niż moja córka, to samo mają moi
            niejedni znajomi, tzn. odłożę sobie zakup nowego ciucha, czy wyjazdu na urlop
            sama bo kupię dziecku nowe książeczki czy ubranka, nie dzielę swoich dochodów
            na pół, jej i sobie,
            mam znajomych, biedni ludzie, sami chodza w używanych rzeczach a dziecko ma na
            mleko, jogurty, prezenty na urodziny, imprezkę dla dziecki na urodziny, o tym
            mówie, i mówię o swoim eks i jego next

            natomiast odnośnie wtryniania swoich trzech groszy przez Ewę i bluzgania
            next...Mamo Adama, gdzie na samotnych jest to bluzganie, wskaż mi prosze Cię bo
            za bardzo tam tego nie widze, a samam jestem samotna i tam piszę i Twoje słowa
            są obraźliwe
            wiesz...przeczytaj tutaj na macochach post Bsl, to next i ex i zauwaz jak pisze
            o swojej next, dlaczego jej nie zwóricłaś uwagę, jak zeszmacila next? nikt nie
            zwrócił uwagi, natomiast jak samotna i nie next napisze, ze uważa kochankę
            swojego męża nie za człowieka to jest wielkie ale

            i po to jest takie forum, jak widac publiczne , zeby pisac co się myśli, co się
            czuje, jakie ma się obawy itp
            • mumin_ek i ja tez 04.03.04, 11:05
              Wiem, ze wiekszosc tu obecnych zieje do mnie gleboka nienawiscia. Zdaje sobie
              doskonale z tego sprawe. Tylko pytanie czemu? Czy ciezko Wam zaakceptowac fakt,
              ze nie kazdemu musza sie podobac Wasze wybory, decyzje i poglady, o ktorych tu
              piszecie? Skoro Wy o nich piszecie, ja mam prawo kontrowac.

              A jak planujecie tworzyc tu TWA, to mnie zbanujcie i nie bedziecie miec
              problemu z glosami krytycznymi. Wszystko bedzie ach i och, bo te Ex to takie
              straszne sa, a te ich dzieci to dopust Bozy. I jeszcze placic na nie trzeba. I
              nie byc obojetna, itd.

              Kasia
              • konkubinka Re: i ja tez 04.03.04, 11:16
                jak zwykle przesadzasz Kasiu.Ty masz odmienne zdanie a inni odmienne od
                Twojego .Nikt nikogo nie chce wyrzucac z tego powodu ze nie przytakuje.Tylko
                czasem mam wrazenie ze strasznie jestes uparta.Czy czytasz w ogole np to co ja
                pisze?
                Nic nie jest latwe i jestesmy tylko ludzmi.Ja swoja pasierbice darze pozytywnym
                uczuciem , ale moze Iksinska nie jest w stanie sobie poradzic chocby z
                zazdroscia o przeszlosc faceta.I ulge jej przyniesie wyrzucenie tego z siebie
                tutaj wlasnie.A nagle okazuje sie ze nawet anonimowo jej napisac nie wolno na
                forum bo zaraz ogół "macoch" za to obrywa.
                Sluchaj poza tym ty kochasz szanujesz dzieci , ja tez , Ewa , Mikawi , Female i
                cala duza grupa osob.A sa ludzie ktorzy nie lubia dzieci , wola ich nie miec
                albo lubia tylko wlasne.Uwazam ze uczestniczenie w tym forum swiadczy o tym ze
                mysla nad swoim zachowaniem i uczuciami i byc moze chca cos zmienic
              • femalespirit Re: i ja tez 04.03.04, 11:23
                Mumin-ek, co Ty piszesz??? To, ze sie nie zgadzamy z niektorymi Twoimi
                pogladami, nie oznacza, ze Cie nienawidzimy.
                • mumin_ek Re: i ja tez 04.03.04, 11:36
                  Po pierwsze, jestem uparta, taka cecha charakteru, ale ustapic umiem.

                  I Twoje posty, Konkubinko, czytam. I naprawde rozumiem Twoja sytuacje. Pisalam
                  Ci zreszta.

                  A co do nienawisci, to nie czytalyscie niektorych wypowiedzi pod moim adresem.
                  Moze nienawisc to za duze slowo, ale nazywanie mnie bachorem, bo jestem
                  pasierbica i wytykanie ze zieje nienawiscia do calego swiata nie swiadczy o
                  chociazby neutralnych uczuciach wzgledem mnie.

                  Kasia
                  • jayin Re: i ja tez 04.03.04, 15:09
                    mumin_ek napisała:

                    > A co do nienawisci, to nie czytalyscie niektorych wypowiedzi pod moim
                    adresem.
                    > Moze nienawisc to za duze slowo, ale nazywanie mnie bachorem, bo jestem
                    > pasierbica i wytykanie ze zieje nienawiscia do calego swiata nie swiadczy o
                    > chociazby neutralnych uczuciach wzgledem mnie.

                    a teraz to samo wobec wszystkich stosujesz, mumin_ku? uncertain
                    czy wytykanie nam (sądzę, że BEZPODSTAWNIE), że ciebie nie lubimy - też jest
                    świadectwem neutralnych czy innych uczuć?...
                    A nazywanie kogoś bachorem nie jest miłe, fakt, świadczy o kulturze
                    wypowiadającego się - ale czy WSZYSTKIE z nas tak się do ciebie odnosiły?

                    Co do lubienia/nie lubienia - na sieci można lubić/nie lubić TYLKO na podstawie
                    poglądów i słów. A to nie jest wymierne wink Ostatecznie mozna uznac, ze ktos
                    nie lubi gloszonych przez ciebie np. pogladow, albo uznaje jakas opinie za ...
                    (tu wstawic odpowiednie słowo).

                    Jak to sie mowi duzo i gęsto- trochę dobrej woli zrozumienia i współzycia
                    sieciowego z obu stron i będzie nieźle.
                    wink

                    pozdr.

                    Joanna
              • mikawi Re: i ja tez 04.03.04, 11:42
                no muminku, teraz to nadinterpretujesz z tym "zianiem głęboką nienawiścią"
                • mumin_ek Re: i ja tez 04.03.04, 11:57
                  Rzeczywiscie, byla to nadinterpretacja. A pisanie mi, ze ktos mial nadzieje, ze
                  juz to nie wroce mile jest?
                  Cytuje wypowiedz jednej Wspolforumowiczki do mnie:

                  'Ziejesz nienawiścia kochana, a tu raczej miłosierdzie byłoby wskazane. A poza
                  tym trochę więcej pokory, bo cos mi się wydaje, że strasznie jestes w siebie
                  zapatrzona.'

                  Znalazlo sie to na innym forum, ktos wzial moje slowa napisane polzartem serio.
                  Bardzo przyjemnie i wcale nieprotekcjonalnie. No i koncze juz z tym...

                  Sa tu rowniez b mile i sympatyczne osoby. Zeby nie bylo TWA, one wiedza, o kim
                  mowie i dziekuje za wsparcie.

                  Kasia
                  • mamaadama4 Re: i ja tez DO MUMINKA 04.03.04, 15:45
                    To są moje słowa - o zianiu nienawiścia. Ale skierowałam je do ciebie na
                    forum "wychowanie w wierze". Napisałam tak w wątku w którym skarżyłaś się, że
                    jestesmy be, bo gdy forum zostało zamknięte, to musiałas troche poczekac, aż
                    mkatarynka dopuści cię do pisania na forum. Więc nie mąć i nie rób z siebie
                    skrzywdzonej istoty. Trujesz i tyle.
                    danka
              • jayin Re: i ja tez 04.03.04, 15:03
                mumin_ek napisała:

                > Wiem, ze wiekszosc tu obecnych zieje do mnie gleboka nienawiscia.

                Jak Smok Wawelski, że niby...?smile
                Nie przesadzaj. Po prostu rózni ludzie - różne zdania - kontrujemy siebie
                nawzajem.

                > Czy ciezko Wam zaakceptowac fakt,
                >
                > ze nie kazdemu musza sie podobac Wasze wybory, decyzje i poglady, o ktorych
                tu
                > piszecie? Skoro Wy o nich piszecie, ja mam prawo kontrowac.

                Oczywiście, że tak. Tylko trzeba wziąć czasem pod uwagę charakter wypowiedzi.
                Można z kimś dyskutować, nie zgadzać się - zażarcie nieraz - ale
                nie "zaczepnie" i nie z jakimś negatywnym nastawieniem do współdyskutantów
                (pewnie to TWA, pewnie mnie nie lubią, pewnie są... itd itp). Przecież w żadnym
                towarzystwie nikt nie będzie z przyjemnością tego tolerował na dłuższą metę i
                pojawiają się równie negatywne odpowiedzi - i kółko się zamyka.
                Ale jeśli się mylę, to sorry - być może po prostu źle odbieram (prywatnie) ton
                niektórych twoich wypowiedzi, mumin_ku.
                to tylko net i pewne intencje "dyskutantów" umykają czasem przez to, że
                ograniczone są tylko do kilobajtów danych.

                > A jak planujecie tworzyc tu TWA, to mnie zbanujcie i nie bedziecie miec
                > problemu z glosami krytycznymi. Wszystko bedzie ach i och, bo te Ex to takie
                > straszne sa, a te ich dzieci to dopust Bozy. I jeszcze placic na nie trzeba.
                I nie byc obojetna, itd.

                Tu nie chodzi o bezkrytyczność... Bezkrytyczność jest niekonstruktywna. A nam
                (większości przynajmniej) chodzi o to, żeby coś z tych naszych forumowych
                dyskusji, opowiadań wyniknęło. Ku pomocy, ku przestrodze, ku czemukolwiek.
                Ale jak już powtarzam od zawsze: każdą krytykę i opinię trzeba podawać w
                strawny sposób, jeśli ma być skuteczna w wymowie wink Inaczej to może nie
                smakować. I nie dziw się czasem temu.

                pozdr.

                Joanna
              • domali Re: i ja tez 05.03.04, 08:40
                Jestem daleka od ziania do kogokolwiek nienawiścią. Więc nie przesadzaj.
                A czasami poczytaj spokojnie, nie przykładaj od razu miary swojej macochy do
                innych, nie doszukuj się na siłę złych intencji i na pewno będzie lepiej.
    • mumin_ek Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 04.03.04, 10:48
      Nie chodzi o poblazanie czy cos w ten desen, ale o wiecej ciepla i serca.
    • femalespirit Pop-psychologia - do Ewy 04.03.04, 11:00
      Ewo, w prawie kazdym Twoim poscie na tym watku przewijaja sie dwie mysli: ze
      macocha musi kochac i miec dobre uczucia do dziecka, a jesli nie ma, to powinna
      zasiegnac porady psychologa, oraz taka, ze dzieci nalezy traktowac ulgowo
      dlatego, ze sa to dzieci pokrzywdzone. Jedno i drugie traci czyms, co nazywam
      pop-psychologia - to pierwsze, to stereotypowe przekonanie, ze jak kobieta, to
      musi byc zdolna do wszelkiej milosci i poswiecenia, miec same dobre uczucia,
      odsuwac siebie i swoj interes zawsze na bok. Oraz (przewijajaca sie rowniez na
      innych forach) tendencja do nieuznawania istnienia negatywnych uczuc, badz
      silna chec ich wyrugowania. Tego sie zrobic nie da. A jesli probuje sie to
      robic, to jest to bardzo szkodliwe - predzej czy pozniej prowadzi do falszu,
      obludy, narastajacej frustracji u kazdej ze stron. U macochy, bo udajac cos,
      czego nie czuje, starajac non-stop sie pomimo braku odzewu z drugiej strony i
      tlumiac swa zlosc w koncu albo wybuchnie wsciekloscia z byle powodu, albo sie
      rozchoruje emocjonalnie czy somatycznie. U dziecka, bo dzieci doskonale
      wyczuwaja falsz i tez nie beda zadowolone z takiej "sztucznej" serdecznosci.
      Zlosc, zazdrosc, niechec to sa calkowicie NATURALNE uczucia w tej sytuacji, tak
      samo naturalne jak milosc, serdecznosc, czulosc. Czlowiek nie sklada sie z
      jednej warstwy emocjonalnej, kazdy profesjonalista w dziedzinie psychologii to
      wie. Sama sie czesto spotykam z parami malzenskimi, w ktorych jedna osoba
      przyprowadza druga do psychologa, by jej powiedzial, co ona ma czuc. Niestety,
      spotka go rozczarowanie, bo wszelkie uczucia sa uzasadnione, a to, nad czym
      mozna pracowac, to tylko ich sobie uswiadamianie, uswiadamianie sobie ich
      przyczyn, korekcja zachowan w kierunku kompromisu. Wlasnie, KOMPROMISU, a nie
      calkowitego poswiecenia macochy dla pasierbow. Macocha jest tak sama warta
      poszanowania osoba jak pasierb, wiec nie mozna stawiac jej uczuc i potrzeb
      ponizej jego uczuc i potrzeb, tylko dlatego, ze to jest dziecko, a tamto osoba
      dorosla. Nie, trzeba wypracowac madry kompromis, w ktorym osoba dorosla zapewne
      moze isc na wieksze ustepstwa niz dziecko z powodu wiekszej mozliwosci
      kontrolowania swego zachowania, niemniej dziecko tez na jakiejs ustepstwa pojsc
      musi (chocby takie, by przyjac istnienie macochy do wiadomosci). I tu
      dochodzimy do drugiej "prawdy objawionej" pop-psychologii: ze dziecko trzeba
      traktowac ulgowo, bo jest juz pokrzywdzone. Wcale nie. Dzieci traktowane ulgowo
      w takim rozumieniu, jakie Ty przyjmujesz wyrastaja na osoby nieswiadome
      spolecznej umowy, ktora stoi za wszelkimi kontaktami: zeby dostac, trzeba dac,
      banalne to, ale prawdziwe, choc oczywiscie mowie to w duzym uproszczeniu.
      Jasne, ze TRZEBA sie starac, wychodzic na przeciw, byc otwartym, starac sie
      zaakceptowac. Ale nie mozna robic tego bez konca na sile wbrew sobie. I chyba
      kazda z nas tutaj sie stara (moze z wyjatkiem wikki), jest jednak gdzies tych
      staran granica - dla kazdej osoby w innym miejscu, ale jest.
      Osobiscie bardzo sie staralam zblizyc sie do swych pasierbow, ale mi sie nie
      udalo - niestety, tu gdzies jest moja granica staran, za ktora musialabym juz
      robic cos wbrew sobie, a na to sobie nie pozwole, bo siebie szanuje tak samo
      jak ich. I nie jest to tylko kwestia mojej nieumiejetnosci czy mojej porazki -
      to NASZA porazka, moja, mojego meza i tych dzieci, a wlasciwie dwoch
      mlodziencow, bo bez ich wspolpracy i checi, chocbym wyszla z siebie, to sie nie
      polubimy czy nie pokochamy. Moj dom jest dla nich otwarty, ale nie zamierzam
      wiecej zabiegac o to, by w nim bywali, bo jesli jest do dla kogos zadanie, to
      raczej dla ich ojca, a ja zrobilam w tej sprawie juz wiecej niz dosc. Mialam
      ich z miejsca pokochac? To tak jakbys nawolywala do tego, bym pokochala dzieci
      sasiadow. To sa zupelnie obce dla mnie osoby, akceptuje ich istnienie i
      znaczenie, jakie maja dla ojca, ulatwiam ich wzajemne kontakty na tyle, na ile
      to zalezy ode mnie, pogodzona jestem z tym, ze potrzebuja czasu, uwagi i
      pieniedzy mojego meza. Ale na sile nie wykrzesam z siebie innych uczuc poza
      akceptacja, szacunkiem i tolerancja, jaka mialabym dla kazdego innego
      czlowieka. Nie spodziewalam sie sielanki, ale postulowanie tak jak Ty, by nie
      wchodzic w zwiazek z mezczyzna nie bedac gotowa pokochac jego dzieci to tak
      jakby postulowac by nie wchodzic w zwiazek z mezczyzna nie bedac gotowa
      zaakceptowac wszystkich jego wad, tego, ze sie zestarzeje, ze bedzie inny niz
      sobie wyobrazamy itd. Gdyby tak ostro i jednoznacznie rozumowac jak Ty, nikt by
      sie nie zenil i nikt by nie mial dzieci. Idealy, Ewo, sa tylko na kartach
      ksiazek. Tu i teraz sa zywi ludzie.
      • mumin_ek Re: Pop-psychologia - do Ewy 04.03.04, 11:11
        Femalespirit, pierwszy raz sie z Toba zgadzam. To sa b madre slowa:

        'To sa zupelnie obce dla mnie osoby, akceptuje ich istnienie i
        znaczenie, jakie maja dla ojca, ulatwiam ich wzajemne kontakty na tyle, na ile
        to zalezy ode mnie, pogodzona jestem z tym, ze potrzebuja czasu, uwagi i
        pieniedzy mojego meza. Ale na sile nie wykrzesam z siebie innych uczuc poza
        akceptacja, szacunkiem i tolerancja, jaka mialabym dla kazdego innego
        czlowieka. Nie spodziewalam sie sielanki'
    • chalsia Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 04.03.04, 12:17
      Podejmę tylko kilka wątków z tej piramidy Cheopsa, w której mówi się i o
      poczuciu odpowiedzialności za dzieci, i o dobru dzieci ogólnie, o uczuciach w
      tę i wew tę (??? jak się to pisze), etc.

      PO PIERWSZE – do Domali i Ewy.gs.
      Buahahaha.
      Konia z rzędem temu, kto mi wytłumaczy, iż stanowisko, że next (przykładowo) ma
      nie cerować rajstop mojemu dziecku, jest niezgodne ze zdrową logiką (po za
      wszystkim coś albo jest logiczne albo nielogiczne. Nie ma zdrowej czy chorej
      logiki. Tak samo jak ze świeżością łososia z „Mistrza I Małgorzaty”wink,
      nierozsądne, szkodliwe i nieetyczne. Jeszcze rozumiałabym, gdyby takie
      stanowisko uznano za niezrozumiałe bądź dziwne.
      Buahahaha.
      Jak widać są macochy (np. Judytak,) podzielające moje zdanie (cerowanie – nie,
      wspólny obiad – tak, karcić – nie, pomóc jak dziecko prosi – tak). Rozumiem, że
      next, która kocha „pasierba”, a eks nie życzy sobie np. cerowania, odbiera to
      negatywnie i ją to boli. Ale, jeśli nie będzie cerować i tak dziecko ma benfit
      w lepszej atmosferze w domu ojca (bo pewnie nie ma wtedy takiej zazdrości o
      czas ojca z dzieckiem, etc) albo dlatego, że dziecko ma „kobiecego” adwokata
      będąc w domu ojca.

      Uważam (jak Femalespirit), że next NIE MUSI kochać dziecka faceta z pierwszego
      związku. Fajnie, jak będzie lubić. Absolutnie OK, jeśli
      będzie „pozytywnie” / „poprawnie” obojętna. Tak samo jak w stosunku do
      jakiegokolwiek krewnego swojego faceta (teściowie, rodzeństwo). Teściowej też
      się nie ceruje wink).
      I nikt nigdy nie mówił, że next ma być jędza. Uderz w stół a nożyce się
      odezwą.

      PO DRUGIE – do Mikawi.
      Zdziwiła mnie luka logiczna w Twoim rozumowaniu. Jest zasadnicza różnica w
      sytuacji: next – „pierwsze” dziecko faceta z eks A eks – „drugie” dziecko
      faceta z next. Dla obydwu kobiet te dzieci, choć półrodzeństwo, to są obce
      osoby.
      ALE – dla next to „pierwsze” dziecko jest częścią faceta, którego kochają, jest
      ważne (oby) dla tego faceta, na którym jej zależy. Natomiast dla eks
      to „drugie” dziecko jest dzieckiem faceta dla niej JUŻ obojętnego, na którym
      jej już NIE ZALEŻY.
      Dlatego nie ma mowy o równym traktowaniu w takim aspekcie, jak go poruszyłaś –
      nie zawsze da się „kota obrócić ogonem”.
      I można tu całkowicie pominąć kwestię, że żaden normalny człowiek nie będzie
      patrzył obojętnie na krzywdę czy cierpienie dzieci, bo nie o takiej sytuacji
      mówimy.

      Na całe szczęście eksowi dobrze się powodzi (wyjeżdża na wakacje za granicę),
      więc nie muszę sobie głowy zawracać co bym zrobiła, gdyby nagle stanął na
      skraju niedostatku. Jeśli tak się stanie, to wtedy będę się zastanawiać. A na
      dzień dzisiejszy znam wiele bardziej potrzebujących dzieci, niż jego drugie.

      Co do psychiki „drugiego” dziecka (że ma starsze półrodzeństwo) – wiesz co,
      wiem, że moje dziecko ma większy problem mając ojca na dochodne/wizytowo, niż
      tamto – mające ojca trochę tylko mniej. I dotyczy to chyba wszystkich dzieci.
      Równo traktować dzieci to powinien ojciec – bo obydwoje są jego, a niestety tak
      nie bywa (albo sporadycznie), bo faceci bardziej kochają dzieci pochodzące od
      kobiety, którą aktualnie kochają.

      PO TRZECIE – do Ewy.gs.
      Zgadzam się z Burzą – w pewnym wieku szansę trafienia na „nieobciążonego”
      faceta są praktycznie równe zeru. I każdy (no prawie) pewnie stara się jak
      może, przynajmniej na początku. I jak widać z sytuacji Justus, nawet olbrzymie
      lubienie dzieci jako takich oraz kochanie faceta nie gwarantuje sukcesu.

      I NA KONIEC – za Mamaadama – nie będę udowadniać, że nie jestem wielbłądem.

      Pozdrawiam,
      Chalsia
      • mikawi Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 04.03.04, 12:42
        chalsiu, pisząc to chciałam jedynie pokazać, że nie można wymagać od macochy by
        kochała dziecko swojego męża, mieć oczekiwania i ją obwiniać o wiele spraw;

        a moje rozumowanie nie jest wcale takie nielogiczne - jako samodzielna powinnam
        pomyśleć (analogicznie jak ma myśleć i czuć macocha) "w końcu drugie dziecko
        eksa to BRAT/SIOSTRA mojego dziecka i dobro tegoż w końcu brata/siostry (w
        końcu ta sama krew - no, w połowie ale jednak) powinna być mi na uwadze";

        aż taką optymistką jednak nie jestem by wierzyć że "naszej" eks będzie zależeć
        na dobru naszego dziecka, chciałam pokazać tylko pewien mechanizm jaki stosuje
        się wobec macoch, ale w drugą stronę to nie działa ani trochę (a w sumie choć
        odrobinę działać powinno, w końcu to rodzeństwo). I nie zgadzam się, że macosze
        MA zależeć na dziecku faceta bo ona kocha tegoż faceta, a eks nie będzie
        zależeć na dziecku next, bo ona już tego faceta nie kocha. Ja miałam na myśli
        DZIECI a nie faceta i uczucia obu kobiet do niego (a swoją drogą eks powinna
        przynajmniej szanować eksa jako ojca swojego dziecka, wyłączając patologie
        oczywista). Tak jak pisały dziewczyny - to że związałam się z facetem nie
        oznacza że mam obowiązek kochac wszystkich członków jego rodziny, reszta patrz
        post famalespirit.

        Co do równego traktowania dzieci przez ojca - niestety nader czesto spotykam
        (również na forum) przypadki, że bardziej faworyzowane są dzieci z pierwszego
        związku. Ojciec próbuje bowiem im wynagrodzić brak jego osoby na codzień,
        skutkiem czego dziecko z którym mieszka na codzień ma o wiele więcej zasad do
        przestrzegania i na o wiele mniej może sobie pozwolić niż dziecko z pierwszego
        małżeństwa. Ojciec idealizuje dziecko z pierwszego związku, płazem uchodzą mu
        zachowania, które u dziecka z drugiego małżeństwa są tępione i ostro
        krytykowane. Myślę że wiele przykładów na ten temat padło na tym forum.
        Podobnie rzecz się ma w kwestii pieniędzy: szybciej ograniczy się wydatki na
        drugie dziecko, bo alimenty na pierwsze muszą być w ustalonej wysokości z
        wiadomych względów i szybciej to drugie nie pójdzie na angielski jak nie ma
        pieniędzy niż to pierwsze. I nie zgodzę się z tezą że faceci bardziej kochają
        dzieci pochodzące od kobiety, którą aktualnie kochają. Może niektórzy, na pewno
        nie wszyscy, nawet sądzę że nie większość.
        • capa_negra Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 04.03.04, 13:42
          Przeczytałam ten watek i ciesze się.

          Ciesze się, bo mimo że związałam sie z facetem z przeszłością to ta jego
          przeszłośc jest dorosła i samodzielna - w ostatnią sobotę był u nas syn z
          synową na wódce, dostali zapraszenie na nasz slub i co najwazniejsze przyjda -
          lubie ich i zalezalo mi ( nam) na tym.
          Poniewaz jednak mieszkaja w domu matki baliśmy sie , że może byc to dla
          nich "niepolityczne"

          Ciesze sie, ze córki jeszcze nie znam a raczej znam ja jako glos w słuchawce
          - mieszka w Angli , ciesze sie bo łatwiej jest sie zaprzyjaźnic z
          dziecmi "pojedynczo"
          Jest bardzo związana z matką i z mojego punktu widzenia to lepiej że nie
          poznała mnie zanim matka nie przyzwyczaiła sie do faktu , ze jej był ( 3 lata
          zanim mnie poznał) mąż z kims sie związał

          Poprostu ciesze sie, ze mój przyszły zaczął zycie rodzinne w bardzo młodym
          wieku ( 18 lat) i to przyszly będąc ode mnie 12 lat starszy ma dzieci jedynie
          7 i 9 lat ode mnie młodsze.
          Dzieci ...no dzieci, ale w sumie dorosłe osoby z własnymi pogladami na zycie
          dla ktorych nie jestem i nie będe macochą i które traktuja mnie na stopie
          kolezeńskiej - poprostu 2 zona ojca z która dało się zaprzyjaźnić.

          Podsumowując - najbardziej się ciesze, że omineły mnie te wszystkie problemy we
          wzajemnych realacjach , z ktorymi wiele z was musi sie borykac.
          Nie wiem jakbym sobie poradziała bedąc sama w okreslonej sytuacji , poprostu
          nie wiem.
          Dlatego tez staram sie nie odzywac , kiedy dyskusja schodzi na tory o których
          kierunku nie mam zielonego pojęcia.
          I nic na to nie poradze , ze sie tak egoistycznie cieszę.
      • domali Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 05.03.04, 08:44
        chalsia napisała:


        >
        > PO PIERWSZE – do Domali i Ewy.gs.
        > Buahahaha.
        > Konia z rzędem temu, kto mi wytłumaczy, iż stanowisko, że next (przykładowo)
        ma
        >
        > nie cerować rajstop mojemu dziecku, jest niezgodne ze zdrową logiką (po za
        > wszystkim coś albo jest logiczne albo nielogiczne. Nie ma zdrowej czy chorej
        > logiki. Tak samo jak ze świeżością łososia z „Mistrza I Małgorzaty”
        > ),
        > nierozsądne, szkodliwe i nieetyczne. Jeszcze rozumiałabym, gdyby takie
        > stanowisko uznano za niezrozumiałe bądź dziwne.
        > Buahahaha.
        > Jak widać są macochy (np. Judytak,) podzielające moje zdanie (cerowanie –
        > nie,
        > wspólny obiad – tak, karcić – nie, pomóc jak dziecko prosi –
        > tak).

        Chalsiu, ja nie pisałam o tym, że macocha musi odebrać 'zakaz' cerowania
        rajstop jako coś złego. Tylko napisałam do Ewy, że nie może dziwić się
        obojętnym, jak to nazwała, postawom macoch, skoro same eks (czy samodzielne,
        dlatego wkleiłam ten wątek) pewne ramy, jak choćby zakaz przyszycia guzika,
        stawiają.
    • capa_negra Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 05.03.04, 08:36
      Wiem Burzo , że porównaniu z problemami o jakich pisze tu dziewczyny czy ty
      sama mam dobrze.
      Składa sie na to wiele przyczyn i to mających swoje źródło w czasach kiedy
      ja "nie istniałam"
      Za rozpad małżeństwa mojego M winni sa oboje - eksia miała i ma
      naturę "cygańską" wszędzie ja zaniesie i wszędzie jej pełno, "tańce hulanki
      swawola"
      M jest domatorem .
      I tu już ich małżeństwo zaczęło sie "rozjeżdżać"
      Dzieci miały po 20 i więcej lat , założyły swoje rodziny wiec i one przestały
      ich wiązać.
      Każde zaczęło żyć swoim życiem – wspólny stół , oddzielne łoże ..niekoniecznie
      puste i to po obu stronach.
      Ostatnio przy okazji oglądania jakiegoś programu w TV wywiązała się miedzy nami
      rozmowa, z której dowiedziałam się że eksia mimo tego jak od paru lat wyglądało
      ich małżeństwo była zaskoczona decyzja M o rozwodzie i przeszła depresje , ale
      na rozwód pojechali jednym samochodem – M miał kłopoty z kręgosłupem, eksia
      była roztelepana wiec zawiozła ich synowa .
      Dodatkowo „od zawsze” dzieci do mojego M mówiły po imieniu a nie „tato” –
      taki „kumpelski” model rodziny im odpowiadał i taki u nich funkcjonował.
      Sądzę, ze względu na całokształt opisany powyżej moje stosunki z synem i
      synowa wyglądają tak , a nie inaczej.
      Dochodzi do tego stosunkowo niewielka różnica wieku i chyba fakt, ze chce mieć
      z nimi dobre stosunki ( oczywiście bez wchodzenia na głowę), tym bardziej że
      wiem ze im brakuje atmosfery rodzinnej – ojciec oddzielnie, matka pędziwiatr,
      po stronie teściów syna M sytuacja identyczna
      Na samym początku kiedy poznawaliśmy się opowiadaliśmy trochę o sobie i swoich
      stosunkach rodzinnych. I wyniknęła właśnie kwestia „obiadów” - tego, ze ja z
      moim ojcem utrzymuje kontakty „obiadowe” , a oni ze swoim nie.
      Teraz kiedy wiedza, że się pobieramy i akceptują to myślę , ze po przejściu
      zawieruchy ślubnej przejdziemy do stosunków „obiadowych” raz na jakiś czas.
      Na wakacjach ma przyjechać do Polski córka M – przyznaje że trochę się boje
      ewentualnego spotkania.
      Była żona – mimo sposobu w jaki się rozwiedli i mimo faktu, ze rozwiedli się 3
      lata wcześniej - na fakt pojawienia się mnie zareagowała bardzo nerwowo, a
      ponieważ z M pracują razem ( wspólna firma) przez rok mocno „umilała” mu , a i
      przy okazji mi zycie.
      Chodzi mi o to, ze będąc mocno związana z córką swoje lęki, żale przelewała
      do niej , dlatego tez trochę obawiam się reakcji córki na moja osobę.
      Może niepotrzebnie ….
      Równie mocno obawiałam się reakcji eks żony na wieść o naszym ślubie – na razie
      bez większych emocji, pomijając fakt ze eksia postanowiła wrócić do
      panieńskiego nazwiska.
      Jej wola .
      W sumie największym naszym problemem nie są stosunki rodzinne, ale fakt
      wspólnej firmy.
      Firma jest nie do podzielenia bo podział oznacza jej koniec i zjedzenie przez
      konkurencje.
      M ma wiedze potrzebną do jej prowadzenia natomiast eksia ma talent do robienia
      wokół siebie sztucznego zamieszania .
      W cywilnej umowie zawartej po rozwodzie podzielili miedzy siebie firmę po
      połowie – M od spraw technicznych, eksia buchalteria.
      Niestety dużo klapie, mało robi – efekt jest taki, ze ja swoimi kanałami
      zdobywam potrzebne wiadomości dotyczące załatwienia spraw np. w Urzędzie
      Skarbowym czy ZUS , kładę M „łopatą do głowy” , on ma za zadanie włożyć to jej
      i czasami uda cos się po ludzku załatwić
      Smaczek tkwi w tym, ze w owej umowie jest zapis o „ zakazie wtrącania się
      współmałżonka do spraw firmy” - no
      Tak wiec niestety firma jest i źródłem dochodów i źródłem kłopotów tym
      bardziej , że eksia na wieś o naszym ślubie rzuciła tekst że nie wyobraża sobie
      dalej z M pracować – trochę to dziwne bo mieszkam z M razem od 2 lat i oprócz
      tego, ze ślub ułatwi nam parę spraw papierowo – urzędowych nic w naszym życiu
      nie zmienia bo i tak żyjemy jak małżeństwo.
      Ale akurat tym się mało przejmuje , bo takich „pomysłów” to ona ma 5 na
      kwartał ....przyzwyczaiłam się.

      Opisałam się jak nigdy przedtem smile , ale to dobrze robi kiedy można z siebie
      wyrzucić kłębiące się w głowie strachy i wątpliwości.

      A kłębi mi się ich sporo i to codziennie – jesteśmy na etapie rozwożenia
      zaproszeń do osób po stronie M i za każdym razem mam obawy, ze względu na eksie
      odmówią nam - na szczęście do tej pory moje obawy były nieuzasadnione.
      uff
      Pozdrawiam cieplutko – pora się wziąć w garść i zrobić cos pożytecznego
      • tibby Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 05.03.04, 11:57
        > Na wakacjach ma przyjechać do Polski córka M – przyznaje że trochę się b
        > oje
        > ewentualnego spotkania.
        > Była żona – mimo sposobu w jaki się rozwiedli i mimo faktu, ze rozwiedli
        > się 3
        > lata wcześniej - na fakt pojawienia się mnie zareagowała bardzo nerwowo, a
        > ponieważ z M pracują razem ( wspólna firma) przez rok mocno „umilała̶
        > 1; mu , a i
        > przy okazji mi zycie.
        > Chodzi mi o to, ze będąc mocno związana z córką swoje lęki, żale przelewała
        > do niej , dlatego tez trochę obawiam się reakcji córki na moja osobę.
        > Może niepotrzebnie ….
        Może rzeczywiście niepotrzebnie smile napisałam wcześniej, że przez długi czas
        patrzyłam na moją macochę przez pryzmat uczuć mojej matki do niej. Moja mama,
        nie mając nikogo innego pod ręką, odmawiała gorzkie żale przede mną, więc pod
        kopułą utrwalił mi się obraz baby-jagi, która winna jest całemu złu na świecie.
        Spróbowałam jednak - w poczuciu winy, że jestem nielojalna wobec mamy -
        pomyśleć o niej inaczej. A potem spotkalam się z moją macochą kilka razy,
        wiedząc, że ona boi się spotkania ze mną z tego samego powodu, co Ty boisz się
        spotkania z córką swojego M. Chwalić Boga, nie mizdrzyła się do mnie, nie
        wdzięczyła, ale rozmawiała ze mną jak dorosły z dorosłym. Normalnie.
        Proponowała częstsze kontakty, ale uszanowała moją decyzję, kiedy odmówiłam.
        Myślę, że w takiej sytuacji, jaką opisujesz, najczęstszym powodem nieudanych
        kontaktów next i dziecka z pierwszego małżeństwa jest rozterka dziecka pomiędzy
        lojalnością wobec matki a chęcią utrzymania dobrych czy poprawnych stosunków z
        next. Tu często bywa pies pogrzebany i z tym trzeba się liczyć, ale liczyć sie
        trzeba również ze zdrowym rozsądkiem dziecka, które również samo może ocenić,
        jak sytuacja naprawdę wygląda.
        pozdr
        • capa_negra Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 05.03.04, 12:59
          Dzieki za zrozumienienie i dobre słowo smile
          Corka mojego M ma 30 lat wiec to dojrzała kobieta mająca swoje dzieci i swoje
          zycie.
          Mam nadzieje, ze bede dla niej poprostu 2 zona ojca a nie babo jagą.
          Jestem od niej tylko pare lat starsza - bo jak wczesniej pisalam jej ojciec
          mial 18 lat jak mu sie urodziła, ja mojemu jak mial 30 smile, wiec mysle ze
          znajdziemy wspolny temat.
          Zreszta z jej matką ( pomijając pierwszy stres) nie mam jakis specjalnych
          zadraznień , widziałysmy sie nagle 3 x w zyciu, zwracamy sie do siebie po
          imieniu, ma nasz numer telefonu i dzwoni gdy ma potrzebe ( faktycznie to moj ,
          bo mieszkamy w moim mieszkaniu).
          Moj lęk wynika stąd, ze do obecnego stanu rzeczy czyli zwiazku nieformalnego
          juz sie wszyscy przyzwyczili, a tu nagle zmiana i ślub.
          Moze jeszcze fakt, ze ona tez "wyszla z domu" mając niespelna 18 lat - bylo to
          jeszcze w chwili kiedy rodzice byli normalnym małzeńswem, a kiedy ich
          związek "posypal się" ona juz byla za granica - to moze grac pewna role - z
          matka jest blizej jak z ojcem, do tego ojciec nie jest zbyt wylewny wiec troche
          sie boje że zna tylko jedna wersje i stąd moga byc pewne problemy.
          Chyba sie troche "zapultałam" w tej wypowiedzi, ale mysle ze wiadomi\o o co
          chodzi.
          Pozdrawiam smile
    • joaska_14 Re: Jestem przerażona tym, co piszecie 06.03.04, 12:48
      Witam,
      a ja wprost uwielbiam jak synek mojego partnera Nas odwiedza.Czasami,gdy
      uważam,że nie ma zbyt długo,sama dopytuję się kiedy będzie i warto zastanowić
      się nad terminem spotkania.Nie próbuję mu zastąpić matki i nigdy tego nie
      zrobię,ale bardzo często pokazuję mu świat,uczę podstawowcyh pojęć,odpowiadam
      na pytania-traktuję go bardzo blisko.Jestem z siebie zadowolona,ponieważ
      zyskałam szacunek z jego strony, i w Naszym domu nie tylko Patryk pyta się
      swojego ojca czy coś mu wolno ale również mnie.
      Natomiast chwile zastanowienia,przykre dni są - i będą,ale to raczej przez eks
      mojego partnera.My jako para nie mamy jeszcze dziecka.Pozdrawiam serdecznie
      Asia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka