05.01.11, 16:04
dziewczyny, potrzebuje chyba z kims pogadac bo sama juz nie radze sobie z tym wszystkim. Nie dogaduje sie M zupelnie, nie wiem, moze ja przesadzam... nie wiem. Mysle coraz czesciej o rozstaniu, nie mam sil na dalsza walke, na dalsze docieranie sie. To juz za dlugo, teraz on stanal okoniem i wszystlko co robie jest zle i wszystkie moje zarzuty do niego sa urojone, bo on to robil dla dobra rodziny , ble ble ble. Kurcze, czemu nie sluchalam innych ze rozwodnik z dzieckiem i agresywna byla oraz rodzicami, ktorzy nadskakuja ci na kazdym kroku bylebys go wziela to zly kandydat na meza i ojca...ja glupia...
Dajcie namiary na jakiegos terapeute w stolicy, sprawdzonego...
Obserwuj wątek
    • edw-ina Re: terapeuta 05.01.11, 18:21
      a tak po kolei, w punktach, z czym nie dajesz sobie rady i co twój facet robi dla dobra rodziny, bo nie kumam.
      Terapeuty w wawie nie znam, ale osobistego ucha i ramienia użyczam, jeśli jest potrzebne.
      wink
      • carmena74 Re: terapeuta 05.01.11, 19:36
        forum.gazeta.pl/forum/w,14479,120338686,120338686,po_zmianach_.html
        pisalam niedawno...
        • edw-ina Re: terapeuta 05.01.11, 19:44
          to wiem. Napisałam o punktach z premedytacją, bo jak człowiek coś sobie dookreśli, to łatwiej mu stanąć z taką bestią do walki.
    • aglaonike77 Re: terapeuta 05.01.11, 18:24
      Carmena , przeczytałam większość Twoich postów (pewnie nie wszystkie) i tak się zastanawiam... czy Wy tzn. Ty i Twój M kiedykolwiek próbowaliście skorzystać z pomocy terapeuty rodzinnego lub małżeńskiego?
      Pytam bo w Twoich postach przede wszystkim uderzyło mnie takie rozczarowanie, smutek, poczucie oszukania. Z drugiej strony próbujesz walczyć i w sumie to chyba masz silne poczucie beznadziejności sytuacji - a cała sytuacja trwa już dosyć długo.
      Poniekąd Cię rozumiem - w każdym małżeństwie są upadki i wzloty wink i jak jest dół to nie jest fajnie, czasami beznadziejnie. Z doświadczenia wiem że jak wszelkie metody dogadania się w zwiazku zawodzą wspólny terapeuta moze pomóc. Dobrze by było, żebyście chodzili na terapię jako para - czyli oboje. Bo chociaż masz poczucie że to z Tobą jest coś nie tak, to musisz pamiętać, że czy do małżeństwa, czy do zrobienia dziecka - potrzeba dwojga ludzi i tak samo jest z rozpadem związku. Nie daj sobie wbić w glowę że to wszystko Twoja wina!
      Ja dopiero po 10 latach małżeństwa nauczyłam się mówić do mojego chłopa jak do dorosłego a w związku z tym i odpowiedzialnego człowieka: bez tłumaczenia i wyjaśniania jak dziecku; tylko : to i to mi się nie podoba oczekuję że to zmienisz - nie uwierzysz jakie cud to działa smile

      • carmena74 Re: terapeuta 05.01.11, 19:32
        nie dziala...ja wlasnie zaczelam jakis czas temu mowic wprost to co mi sie nie podoba, co bym zmienila ale wlasnie sie dowiaduje, ze nie myslal, ze az tak mi odbije, ze tak sie zmienie, ze on moze sie czuc oszukany bo kiedys bylam inna. Prawda, jak nie bylo dziecka to godzilam sie praktycznie na wszstkie jego propozyjne, po porodzie na poczatku tez stalam z boku( z Mlodym) i wmawialam soebie, ze tak musi byc bo nie ma wyjscia. potem zrobilam pierwsza wieksza awanture, ze byla ustawia nam cale zycie, weekendy, wakacje , swieta i ze to chyba ja jestem zona a nie ona. zagrozilam, ze spakuje sie i znikne z mlodym jak sytuacja sie nie zmieni i znienila sie. M daje mi poczucie ze to ja decyduje...tak naprawde najczesciej jednak nadal dostosowuje sie do planow ex... ale i tak jestem zla, bo nie uwielbiam Mlodej, bo jestem juz zmeczona jej weekendowymi wizytami i mowie to wprost, bo jak ona jest to czuje sie obco, bo mam wrazenie, ze jak zrobie obiad to moge stac sie niewidzialna a mlody najlepiej by spal spal i spal, bo bedzie spokoj. A jeszcze do tego wlasnie oswiadczylam ze nie jade na wspolne wakacje, bo szkoda mi tracic urlop na dopasowywanie sie do zachcianek Mlodej. Pisalam juz, ze ostatnio sama zaplanowalam takie wakacje w nadieji ze M zakumal , ze ja tez mam urlop i che odsapnac, ze on ma miec czas na Mloda, ale tez odrobinke dla mnie, na jakis wspolny wieczor jak dzieciaki spia, ale problem, ze mloda chodzi wtedy spac pozniej ode mnie, pozno w nocy...Wydawalo mi sie ze w normalnej rodzinie, na wakacjach rodzice moga spedzic triszke czasu ze soba, ale M nie che krzywdzic Mlodej, nie che by czula sie odrzucona....taaa.
        No nic, moge sie wyzalac i nic to nie da. Probowalam mowiac brzydko olac wszystko i jakos wpasowac sie w sytuacje ale nie moge bo zle mi...a M zrobil sie tak klotliwy, ciagle mnie poucza, zwraca uwage, czasem czuje sie taaaka malutka, traktuje mnie niepowaznie, jak dziecko z kaprysami, juz praktycznie nie rozmawiamy bo wszystko jest powodem do klotni i jego podniesionego tonu...Bo zaczelam cos chciec i glosno o tym mowic.
        • edw-ina Re: terapeuta 05.01.11, 19:43
          przykro mi. Faktem jest, że dość późno zaczęłaś stawiać granice i w jakimś stopniu w tym widzę problem. Bo gdyby człowiekowi, z którym żyję przez dłuższy czas nie przeszkadzało np. to, że jestem nocnym markiem i często chodzę spać nad ranem, a po kilku latach raptem zacząłby mi to wyrzucać, to też bym zgłupiała. Ale mleko się rozlało, wehikuł czasu nie istnieje, więc - to se ne vrati.
          Odnośnie reszty mogę ci tylko przytaknąć - tak, dorośli ludzie na urlopie mogą i powinni go zorganizować tak, by mieli troszkę czasu tylko dla siebie. Ja zazwyczaj nie jeżdżę z M, kiedy ma urlop z chłopakami. Jeśli są gdzieś na odległość 2-3 godzin jazdy, to wpadam w weekend na dzień, czasami zanocuję. Nasz urlop jest zwykle w innym terminie, ale ok, ze względu na typ pracy mamy w pewnym sensie nieograniczone możliwości ustalania terminów.
          Rozumiem, że twój mąż przedstawia sobą postawę: skoro ty już jesteś moją żoną i mieszkam w domu z naszym dzieckiem, to nic więcej nie muszę robić dla naszej rodziny? Tak?
          • carmena74 Re: terapeuta 05.01.11, 20:24
            nie nie, nie chce zmieniac przyzwyczajen, tym bardziej na wakacjach ale wlasnie zeby uniknac takich sytuacji mielismy dwa pokoje, by bylo troche swobody, by nie musiec siedziec na kupie, przezciez 13 latka moze czasem sama cos poczytac itp albo...jezeli juz nie mozna inaczej bo jednak cierpi bez taty to niech posiedzi w tym pokoju z tata wlasnie a ja z mlodym ktory smacznie spi, tak dla odsapniecia i odreagowania kolejngo dnia. Ale nie, bo to ja sie izoluje a wakacje sa wspolne. Zreszta ona nie pozwala nikomu do swojego pokoju wchodzic i siedzielismy w kupie szepczac by malego nie budzic. No kurcze wychodzi na to ze nie wiem czego chce...
            Po tych wszstkich wspolnych romowach M moze i stara sie jakos to wszystko rozladowac, ale jest tak nabuzowany, ze czasem az zimny pot mnie oblewa ... No i ostatnio mnie zalamal, bo gdy myslalam, ze rzeczywiscie cos dotarlo to uslyszalam, ze z Mloda widzi sie tak rzadko ze powinien jej poswiecac wiecej czasu a nie zajmowac sie pracami w domu. No zalamka. I dlatego spasowalam, bo tto moje gderanie tak naprawde do niczego nie prowadzi. On twierdzi, ze sytuacja taka jets i nic sie nie zmieni, ze wiedzialam w co wchodze. NO tak, pisalam kiedys, ze jak wchodzilam to bylo inaczej...
            I jeszcze jedno, tesciowe...M cukierkuje im jak nie wiem, jaka to wspaniala rodzina jestesmy, i ma problem, bo co im powie ze bez nas na wakacje jedzie?jak to wyglada?bedzie musial sie tlumaczyc, tak jak i z tego, ze juz ja nie gotuje im obiadkow i musza do rodzicow chodzic. Ostatnio uslyszalam od SZ P Tescia, ze przezciec akurat ten weekend nie pracuje to moge gotowac. Super Co?
            • edw-ina Re: terapeuta 05.01.11, 21:27
              teściem się nie przejmuj. niestety starsze pokolenia tak mają, należy machnąć ręką i zapomnieć. A teraz odnośnie wakacji i oddzielnych pokoi:
              moim zdaniem takie izolowanie nie jest fajne. Ty się czujesz izolowana, kiedy mąż siedzi z córką, a masz jeszcze dziecko i w dodatku jesteś całkiem dorosłą osobą. Pewnie gdyby dziewczynka miała koleżankę/rodzeństwo w swoim wieku w pokoju, to sytuacja wyglądałaby odmiennie i chętniej spędzałaby nieco czasu bez ojca. Jeśli tworzy to takie konflikty to naprawdę sugerowałabym podzielenie wakacji - jeśli jest to możliwe z punktu widzenia czasowego i finansowego. Twój mąż może jechać z córką na wakacje, a za jakiś czas z tobą i z waszym dzieckiem. I nie ma czego się wstydzić. My tak robimy od lat, dzięki czemu M w trakcie urlopu z chłopcami ma czas tylko dla nich i robią to, na co mają ochotę, a kiedy jedziemy razem nie musimy się zastanawiać, że chłopcy np. nie będą chcieli spędzić kilku dni z rzędu biegając po galeriach, za to my się wynudzimy w wesołym miasteczku.
              Odnośnie obowiązków domowych w trakcie wizyt małej - powiedz mężowi, że skoro nie ma czasu np. sprzątać w weekend, to nie ma sprawy, ale niech to zrobi w tygodniu kosztem swojego czasu - zamiast np. siedzieć przed kompem i grać w strzelankę umyje łazienkę, sprzątnie kuchnię itp. Ewentualnie niech zarobi na pomoc domową.
              Nie masz ochoty dogadzać kulinarnie rodzienie - nie musisz. Jeśli twój mąż uważa, że obsługiwanie własnego dziecka nie leży w jego obowiązkach, to niech jedzą pizzę lub chińszczyznę non stop. Jego sprawa.
            • rybkka24 Re: terapeuta 05.01.11, 21:56
              do tej pory przez ileś lat robiłaś to co pan chciał kiedy chciał i jak chciał dopasowywałaś się pod niego, do niego i jego dziecka.
              teraz stajesz kontra i zmieniasz diametralnie podejście.
              to dla niego szok, przecież związał się z całkiem inną carmen uległą nie widzącą problemu, gotującą, przymykającą oko dla dobra sprawy.to wywołało fale złości.
              moim zdaniem tkwiliście w obustronnej iluzji..i oszukaliście siebie nawzajem, teraz żal jest tak wielki że nie umiecie ze sobą nawet spokojnie porozmawiać..
              tak właściwie czeka was wielki przewrót i zmiana pozycji w rodzinie, M może tego nie zrozumieć i się poddać obwiniając za wszystko Ciebie.
              on też się w tym zgubił bo też w jakiś sposób go oszukałaś.
              facet nie zachowuje się tak jak powinien ale ty się na to godziłaś.

              podaje stronę internetową.
              www.psychoterapia-saskakepa.pl
            • aglaonike77 Zasady w rodzinie 06.01.11, 00:43
              Jeszcze tak sobie pomyślałam czytając posty innych dziewczyn...
              wiesz faceci są inni, myślą inaczej ( aj to się śmieję że zatrzymali się na niższym stopniu ewolucji). Są zadaniowcami (my mamy podzielność uwagi). Tak sobie myślę, że ponieważ do tej pory godziłaś się na wszystko co umyślił sobie twój M, to ułatwiałaś mu jedno: skoncentrowanie się na najważniejszym z jego punktu widzenia zadaniu - dawaniu jak najwięcej swojej córce z pierwszego małżeństwa. Najwyraźniej ma on spore wyrzuty sumienia z powodu rozwodu i tego że "porzucił" córkę, ale jest też wygodny (jak każdy facet). Więc Tobie zwalił wszystko na głowę a sam tylko na jednym się skupia. Poza dla faceta jest co innego super ważne niż dla nas - kobiet, żon; inna skala ustalania priorytetów: on to widzi tak Wasze wspólne dziecko ma w domu i mamę i tatę - więc jest ok prawidłowo; ale jego pierwsze dziecko jest tego pozbawione - i to jest ważne, to trzeba naprawić (bo faceci jak widzą problem to zaraz go naprawiają - z różnymi efektami wink ) i to jest jego priorytet.

              Rada: usiądź spokojnie, wypisz sobie najlepiej na kartce to co chcesz powiedzieć. Ja bym zaczęła od powiedzenia o tym, jak bardzo męża kocham, jak ważny jest dla mnie i dla naszych dzieci i jak bardzo się martwię o niego i o naszą rodzinę, a na końcu że sama już ledwo daję radę w takim układzie; że trzeba to zmienić i dla jasności ustalić zasady funkcjonowania naszej rodziny. Potem powiedziałabym czego oczekuję od każdego człona rodziny, jak wyobrażam sobie funkcjonowanie rodziny i że tego oczkuję i tak od dzisiaj będziemy działać. Można zawiesić taki "manifest" np. na lodówce wink

              Co do zasad to różne są w różnych rodzinach,ale jeśli macie różne zdania na wiele tematów w tym wychowanie dzieci to trzeba to uściślić i ustalić jedne zasady dla wszystkich np.: podział obowiązków domowych (sprzątanie, gotowanie, pranie, zakupy itd.)- jeśli jest oporny to dosłownie kto co i kiedy z wyznaczeniem zakresu robót i w jakie dni; że dzieci chodzą spać do godz. jakiejś tam - bo ty też masz prawo wypocząć w swoim domu wieczorem, no i tęsknisz za nim za choćby chwilką spędzoną z mężem wieczorem; jak spędzacie wakacje; że terminy wakacji ustalacie w porozumieniu ze sobą bo jesteście rodzina,; że oczekujesz większego zaangażowania męża w wychowanie dziecka i w dom i w jakim zakresie; jak mają wyglądać weekendy kiedy Młoda do ojca przyjeżdża itp.. Pracujesz prawda? No więc wyjaśnij mu, że nie widzisz powodu dla którego miałabyś poza etatem w robocie wyrabiać dodatkowo etat: kucharki, praczki, sprzątaczki, opiekunki do dziecka, oraz kochanki. Oboje pracujecie i oboje prowadzicie dom i wszystko co się wokół domu kręci. On jest dorosłą osobą i nie musisz mu tłumaczyć (gderać) różnych rzeczy, ani tego jak ma sobie zorganizować to wszystko; podzielcie obowiązki a już jego broszka jak on to sobie zorganizuje - byle nie Twoim i dzieci kosztem ( niech zrezygnuje z kompa jak tu już ktoś napisał)
              I to bardzo ważne : daj mu czas na przetrawienie tego wszystkiego..
              Faceci tak potrzebują, zwłaszcza jak takich nowości jest dużo. Mój np. standardowo duże rzeczy (np. potrzebujemy większe mieszkanie) trawi jakieś 6 miesięcy, ja w tym czasie konsekwentnie robię swoje np.: przeglądam oferty mieszkaniowe, nowości na rynku deweloperskim, rozmawiam z nim jakie jet jego zdanie na temat takiego lub innego rzutu mieszkania; jakie są ceny mieszkań, a co w kredytach słychać - a on w tym czasie trawi i oswaja się z myślą : kupujemy mieszkanie.
        • aglaonike77 Re: terapeuta 06.01.11, 00:08
          Wiesz to tak od razu nie zadziała. W końcu długi czas funkcjonowaliście w określonym układzie, na określonych zasadach; i on wiedział jak zareagujesz i co powiesz w danej sytuacji, lub w odpowiedzi na jego działanie, zachowanie itp. To trochę jak taniec - tańczyliście w określonym układzie a teraz Ty nagle zmieniasz kroki tego tańca. Więc on się gubi,zaczyna ci po palcach deptać, irytuje go to i chce wrócić do dobrze znanych kroków uncertain
          Trzeba dać mu czas na to aby się nauczył że nie będzie jak dawnej, żeby się nauczył tych nowych zasad/kroków. Pamiętaj, że to dla niego też baaardzo trudne, irytujące a nawet frustrujące.
          Chodzę na terapię do psychoterapeuty (toksyczne dzieciństwo , toksyczna matka) i ta moja psycholożka na dzień dobry powiedziała, że taka terapia to 2 lata! Bo na zmianę zachowań, czyli pozbycie się starych dobrze znanych wzorców funkcjonowania i myślenia i wypracowanie nowych potrzeba czasu; tym więcej im dłuższy okres trzeba przeprogramować. U mnie to okres od wczesnego dzieciństwa, a u Was parę lat. Więc zmiany nie nastąpią ot tak po paru dniach, tygodniach. Na to trzeba dużo więcej. Ale nie poddawaj się, zachowaj spokój i rób swoje. Jeśli Twój M nie chce iść na terapię idź sama, to ci da wsparcie i wiedzę o sobie, ułatwi zmiany ( albo te wspólne w rodzinie, albo i te które nastąpią jeśli Twój M nie zaakceptuje nowych zasad funkcjonowania Waszego małżeństwa - z tym te musisz się liczyć).
          Przeczytaj też sobie książki Susan Forward link do niej masz tu: Szantaż emocjonalny
          tej autorki jest też książka pt.: Gdy Twój partner łże jak pies , oraz Toksyczni teściowie.
    • tully.makker Re: terapeuta 06.01.11, 00:15
      Tak czytam i mysle sobie, ze moze i niektore twoje oczekiwania sa nierealne, ale twoj malz to chyba na ksiezycu zyje. Najbardziej chyba mnie zwalilo z nog, ze do JEJ pokoju wam nie wolno wchodzic. Tutasj chyba naprawde zatarly sie granixce miedzy dziecmi a doroslymi. gdybym uslyszala od kogokolwiek z rodziny we wlasnym domu czy w wakacyjnym apartamenciem, ze dokac MI NIE WOPLNO WCHODZIC, to chyba trrzeba by wzywac pogotowie ( nie do mnie) i policje ( do mnie).

      Nie ejstem wyznawczynia terapi malzenskiej, ielismy kilka podejsc, efekt nikly. Bardziej nam pomogla zmiana we mnie, a to dlatego, ze pomogla mi. Kiedy zmienisz jeden element systemu zmieni sie caly system - tioo juz sie u was stalo, ale nie do konca w porzadanym kierunku. trzeba dalej pracowac, z moja rada jest taka, bys byla zelaznie konsekwentna w stawianiu granic, ale wszystko to cieplo, zyczliwie, milo. Tak jest naprawde bardziej skutecznie, nie mowiac o tym, ze przyjenmiej dla wszystkich wokol.
    • agnessam Re: terapeuta 06.01.11, 10:09
      carmena74,
      twoj M to brat blizniak mojego juz prawie bylego meza (lagodniejsza wersja). Zgadzam sie z dziewczynami, co do tego, ze wczesniej bez wlasnego dziecka latwiej ci bylo zgadzac sie na liczne sytuacje, ktorych na dzien dzisiejszy stanowczo nie akceptujesz. Ja "pracowalam" nad takim modelem, zeby tylko bylo dobrze w domu i cichutko, ze to czy tamto niewazne, ze liczy sie dziecko, bo moj M wmawial mi, ze syn cierpiacy rozwod. To bylo moim najwiekszym bledem. Odeszlam pare razy od meza, ale to nic nie zmienilo. U mnie radykalna zmiana byl wniosek rozwodowy, bo nie potrafilam juz w tym ukladzie tkwic. Nie bylam traktowana ani jako zona, ani jako partnerka, tylko mala dziewczynak, ktorej sie odbiera zabawki, zeby ja ukarac. O szacunku a raczej jego braku w stosunku do mnie ze strony meza i pasierba nawet nie wspomne...
      Tak jak ktos tu pisze, zaczynasz zmieniac zasady, na ktorych funkcjonowal twoj dotychczasowy zwiazek i nagle M zaczyna sie czepiac, sa awantury. U mnie bylo podobnie i niestety przerodzilo sie to w agresje ze strony mojego meza, szantaze z jego i mojej strony. Jednym slowem zaszlo to juz za daleko. Dlaczego? A dlatego, ze jego "wzorzec" postepowania byl sluszny, a ja sie czepiam, a mi cos nie pasuje. Nie potrafilismy juz ze soba rozmawiac.
      Mam nadzieje, ze twoj M zgodzi sie na wspolna terapie, na ktorej nauczycie sie rozmawiac.
      Zycze powodzenia i duzo wytrwalosci.
      • agnessam Re: terapeuta 06.01.11, 10:20
        Dodam jeszcze, ze we wczesniejszych latach zwiazku, mielismy powazne rozmowy, po ktorych moj M deklarowal zmiany, chec pojscia do terapeuty itd. Po rozmowach bylismy zgodni co do zasad jakie chcemy wniesc, ale zycie pokazalo, ze maz nie chce ich wprowadzic, mimo moich stanowczych upomnien. Poprostu sytuacja mu pasowala i tyle.
        Skonczylo sie na pustych obietnicach, ktore odbieralam jako brak szacunku do mnie.
        Ktos napisze pewnie, ze bylam niekonsekwetna w domaganiu sie swoich praw, ale prosze was drogie macochy, nie krytykujcie, po prostu musicie zrozumiec, ze jak ktos uprze sie i nie chce pracowac nad zwiazkiem, to mozecie stawac na glowach i nic nie zdzialacie. Duzo tez zalezy od charakteru waszego partnera.
        • aglaonike77 Re: terapeuta 06.01.11, 11:40
          Zgadzam się z Tobą, że do naprawy związku potrzebne są dwie strony. Jedna osoba choćby zmieniła swoje zachowanie, nic nie zdziała, jeżeli nie będzie wcześniej czy później pozytywnej odpowiedzi ze strony partnera - takiego odzewu że on też pragnie aby związek trwał nadal i wkłada w odnowę związku własną pracę.
          Nie dziwię ci się, że puste obietnice ze strony męża traktowałaś jako brak szacunku do siebie. Bo ja też reaguję na takowe alergiczną wysypką. Tyle, ze zauważyłam iż znacznie lepiej sprawdza się nie tyle rozmowa i deklaracje jak to od dzisiaj będzie; a stwierdzenie faktu to , to , i to mi się nie podoba, obraża mnie, nie akceptuję tego; oczekuję że to zmienisz - a nie obiecaj że coś z tym zrobisz bo wówczas on odpowie "postaram się", a potem za parę tyg. "wiesz starałem się ale nie wyszło". To naturalne że jemu trudno zaakceptować nowy układ, w jego ocenie gorszy od dotychczasowego bo ten wcześniejszy świetnie się sprawdzał (dla niego).
          My baby mamy tendencje do gderania mężom, traktowania ich nie jak dorosłych facetów tylko jak dzieci - a oni to wykorzystują bo wówczas odpowiedzialność za stan obecny spoczywa na nas babach. Kiedy mówimy oczekuję że to zmienisz to odpowiedzialność za zmiany leży po jego stronie , a jemu to nie bardzo gra.
          Trochę trudno to mi wyjaśnić. Powiem tak, wszelkie zmiany na trwałe najlepiej zacząć od siebie, od zmiany własnego myślenia, i postępowania. A u kobiet przede wszystkim od zmiany polegającej o myśleniu najpierw o sobie: mamy kulturowo wpięty w mózg wzorzec myślenia typu: najpierw dzieci, dom, mąż a na końcu ja. I tak funkcjonujemy a jak ma nas facet traktować poważnie skoro za miast o sobie najpierw myślimy o tym żeby jemu dogodzić?
          U mnie też różnie bywało (co prawda nie tak jak u Ciebie agnessam czy u carmeny)raz lepiej częściej gorzej; poczucie schwytania w pułapkę i bicia głową w mur jest mi znane. Walczyłam na rózne sposoby. Zmiany zauważam teraz. Ale od 5 miesięcy chodzę na terapię, zaczełam się zmieniać ja, i zmiany we mnie powodują zmiany w moim mężu... malutkie póki co ale już zauważalne. Fakt że mój chłop to mnie kocha i ja to wiem, i ufam mu i wiem że on też chce ze mną za 40 lat przeżywać np. to że nam się corega tabs skończyło wink))
          Ale praca nad związkiem nie jest łatwa a im dłużej się dostosowywało a nie wspólnie pracowało tym ta praca kiedy się ja podejmie jest trudniejsza i dłuższego czasu wymaga.
          • tully.makker Re: terapeuta 06.01.11, 12:44
            Zgadzam się z Tobą, że do naprawy związku potrzebne są dwie strony. Jedna osoba
            > choćby zmieniła swoje zachowanie, nic nie zdziała, jeżeli nie będzie wcześniej
            > czy później pozytywnej odpowiedzi ze strony partnera -

            Jestem wrecz przeciwnego zdania. oczywiscie, obie osoby sa potrzebnem, by zwiazek trwal w ogole, jesli jeden z partnerow chce sie z neigo wycofac, to czesto juz jest pozamiatane - ale tu nie o taka sytuacje przeciez chodzi.

            Zmiany zachowania jednej strony powoduja zmiany zachowania strony drugiej, i te reakcje na poczatku moga byc bardzo negatywne, ale beda. Trzeba je obserwowac dostosowywac sie do reakcji partnera, wzmacniajac te dzialania, ktore sa skuteczne, a przede wszystkim pokazywac korzysci plynace ze zmian.
          • edw-ina Re: terapeuta 06.01.11, 12:58
            My baby mamy tendencje do gderania mężom, traktowania ich nie jak dorosłych fac
            > etów tylko jak dzieci
            - nie wiem, czy partner Carmeny jest akurat takim, który daje się prowadzić za rączkę, ale ogólnie to się zgadzam. Wyrzucamy facetom, że nie są wystarczająco męscy, po czym nie pozwalamy im posiekać cebuli, bo się jeszcze skaleczą, a poza tym i tak posiekają za grubo. Wiele kobiet pilnuje mężów na każdym kroku, mówi kiedy i co mogą, w jakich proporcjach, ściągają z nich niemal całą odpowiedzialność, a później dziwią się, że odpowiedzialni nie są. I próbują wymusić odpowiedzialność, ale znowu z pozycji kobiety pilnującej.
            Może to drastyczna diagnoza, ale coraz częściej tak to widzę.
            • tully.makker Re: terapeuta 06.01.11, 19:21
              edwina, zgadzam sie z twoja diagnoza w 110%. Same strzelamy sobie w stope, ubezwlasnowolniajac przy okazji naszych facetow. Ale dlugo to do mnie docieralo, a i teraz zdarzaja mi sie odruchy kontrolne, choc coraz mniej.
    • aglaonike77 Re: terapeuta 06.01.11, 11:45
      Carmena rano o Tobie i o tym jak to u mnie było myślałam i doszłam do wniosku, że terapia naprawdę ci się przyda. Nauczysz się dbać o siebie, stawiać granice, wymagać - ba najwyraźniej tu masz braki, skąd one są to wyjdzie na terapii. Nauczysz się myśleć inczej, a jak zaczniesz myśleć inaczej to zmiany zaczną następować. Poza tym terapeuta będzie dla ciebie wsparciem w trudnych przejściach z Twoim chłopem.
      • agnessam Re: terapeuta 06.01.11, 13:24
        carmena74,
        napisz koniecznie, czy twoj M sie zgadza na terapie, czy to tylko twoje zyczenie? Mysle, ze jesli twoj M sam od siebie chce isc i z przekonaniem, ze zaprowadzi to was ku porozumieniu, widze duze szanse na wzmocnienie zwiazku.
    • mahadeva Re: terapeuta 10.01.11, 15:35
      Izabela Krauze 502 230 780

      ps. ja wybralam dzieciatego, bo nie chce miec dzieci
    • carmena74 Re: terapeuta 12.01.11, 18:38
      czesc, sory ze tak pozno
      Pisze z pracy by M nie wylukal choc czasem mam wrazenie ze tu bywa bo widze zmiany po moich kolejnych postach .
      I chyba naprawde widze zmianysmile albo ciesze sie przedwczesnie. Chyba zakumal, ze to on ma sie mloda zajmowac ale ze tez jest drugie dziecko...choc nadal czesciej na zasadzie, ze przeszkadza w konwersacvji itp. Wakacje podzielone, jedziemy oddzielne i na troche w trojke, tak lepiej, teraz ferie zimowe z Mloda ale ja postanowilam z malym wyjechac by im nie przeszkadzac w dogadzaniu sobie. Nie chce sie wkurzac i czuc obco we wlasnym domu w czasie jej tygodniowej obecnosci. No moze zle jest to izolowanie ale juz probowalam sie nie izolowac i efekt byl taki, ze musialam robic wszystko o czym pisalam, a tak mnie nie ma to i nie mam obowiazkow, koniecznosci akceptowania tego co mi nie pasuje itp.i tata musi chce czy nie zajac sie corka sam w 100 proc , no chyba ze wyreczy sie tesciami, to juz jego problem.
      Teraz to izolowanie traktuje jako sposob by M nauczyl sie sam dbac o Mloda, bo jak tylko pojawiam sie w poblizu to od razu jest jakis problem, potrzebuja mojej pomocy itp a tak mnie nie ma i juz, albo Mloda odpusci i choc troche sama soba sie zajmnie albo tata musi stawac na glowie i rozdwajac sie by ja zadowolic i jeszcze obowiazki domowe, kulinarne spelniac, coz...a jeszcze do pracy musi chodzic...no biedaczek.
      To nie do konca tak, ze przez te wszystkie lata nie mowilam mu, ze cos mi sie nie podoba. Mowilam, prosilam a ze to czy tamto chcialabym inaczej ale tak delikatnie by nikogo nie urazic. Moj M to chyba mnie wzial na takiego biedaczka, ktorego to byla skrzywdzila i jeszcze to biedne dziecko tez...i chyba uwierzylam w to i chcialam by bylo mu/im lepiej to bedzie fajnie, tylko, ze teraz im jest fajnie,mnie nie...
      do terapeuty on przez moment tez chcial isc, by...raczej mi udowodnic, ze cos ze mna nie tak, bo sie czepiam, nie potrafie przystosowac do zaistnialej sytuacji, bo nie akceptuje jego dziecka i przesadnie zajmuje sie moim/naszym...
      dzieki za slowa wsparcia i porady. Czesto czuje podobnie do Was ale jak sobie poczytam to mi lepiej, ze jednak nie ja tak zla jestem i nie moja wileka wina ze wszystko sie wali...
      • agnessam Poczytajcie sobie : ) 12.01.11, 20:01
        Problemy macoch - psycholog radzi : )

        www.kobieta.pl/uczucia-i-seks/psychologia/zobacz/artykul/przyszywana-mama-przyszywany-tata/

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka