21.07.11, 10:44
Teoretycznie nie powinnam mieć żadnych problemów z pasierbem... Jest grzeczny, spokojny, jednym słowem za rączkę i na spacer... dosłownie. 15 letni chłopak praktycznie nie ma kolegów, wyjechać na kolonie itp. nie chce, a rodzice na siłę go wysyłać nie będą. Jego jedyną rozrywką jest tv, gry i siedzenie "ze starymi"... przynajmniej jak przyjeżdża do nas. Od rana do wieczora siedzi z nami. Wieczorem po 10-11 wychodzi od nas z pokoju jak się wyłączy tel. Powoli mam już dosyć. Prawie dorosły chłop nie ma żadnych zainteresowań, od rówieśników stroni jak od ognia. Jak trzeba wyjść z domu to jest problem, bo znowu trzeba chodzić. Jak siedzi w domu to jest problem bo nuda. Jego jedynym zajęciem jest siedzenie. Nie przejawia żadnej inicjatywy, czy w rozmowie czy działaniu. Jeszcze nie usłyszałam od niego nigdy, że ma na coś ochotę, coś by zrobił itd. Jak nie poprosisz młodziana, żeby coś zrobił, to palcem nie kiwnie. Dodam tylko, że nigdy w życiu chłopak nie mył garnków ani nie obierał ziemniaków dopóki nie pojawił się u nas w domu. Babcia i rodzice skaczą nad nim jak nad dzidziusiem, robią kanapeczki, nadskakują. Dla mnie to nienormalne, bo w jego wieku potrafiłam już zrobić obiad dla rodziny i wiedziałam, że jak jestem u kogoś "w gościach" (teraz jesteśmy na wakacjach u moich rodziców) to zapytam czy trzeba coś pomóc itp. Mąż wyprowadza Młodego na spacer, spędza z nim czas, zagaduje. Ja się od nich separuję bo nie mam mocy psychicznej na przebywanie z Młodym non stop. Mąż się wścieka, że nie chcę z nimi przebywać. Ja się wściekam bo nie mam z mężem ani 5 minut sam na sam... Niby wszystko jest poprawnie, dziecko grzeczne... ale w środku aż mnie skręca jak można tak upośledzić własne potomstwo.
Obserwuj wątek
    • altz Re: rzep 21.07.11, 14:20
      Ja mam ten sam problem z jednym z muszkieterów wink
      Wyciągnąć go na jakiś wyjazd czy inną atrakcję, to mordęga. Zastosowałem inną metodę, po kilku akcjach i po prostu go nie zapraszam. Panuję innych, do tego kuzyn i kuzynka, wtedy mięknie i sam się zgłasza, że jednak chce. big_grin
      Myślę, że tak samo zaplanujcie coś z mężem, jakiś fajny wyjazd, a Młodego do babci, skoro niczego nie lubi, tylko wtedy trzeba wziąć kogoś z młodszych z rodziny, żeby umiał opowiadać. big_grin
      Zajęcie powinien jakieś mieć, może coś mu podpowiedzieć? Jakoś natchnąć?
      Na pewno jest coś, w czym mógłby być dobry, a nie byłoby kosztowne.
    • liz-beauty Re: rzep 21.07.11, 16:11
      Niepokojace, ze Mlody stroni od rowiesnikow. Dlaczego tak sie dzieje? W szkole tez nie ma kolegow? Pietnastolatek, dla ktorego grupa rowiesnicza powinna byc najwazniejsza? Moze zachowuje sie tak tylko u Was, moze bardzo potrzebuje ojca i po prostu jego towarzystwo mu wystarcza? Nie wiem, jak czesto Mlody u Was jest, jak czesto spotyka sie z tata?
      • liz-beauty Re: rzep 21.07.11, 16:12
        Nie wiem, jak schowac te sygnaturke, ktora jest z innego forum...
    • erillzw Re: rzep 21.07.11, 18:04
      No to jest bardzo niepokojace, ze chłopak w wieku buntu nastoletniego w ktorym to koledzy sa najwazniejsi jest taka ameba kanapowa.
      Rozumiem, ze wszelkie proby rozmow z mezem ze cos tu jest nie halo spelzaja na niczym i koncza sie obraza majestatu ze smiesz cokolwiek mowic w tej materii? Tak wnioskuje po fohu malzonka ze osmieslasz sie nie przebywac z nimi non stop..
    • ojczymc Re: rzep 21.07.11, 23:57
      Witam.Nie przejmujcie się za bardzo macoszki.Taki już jest ten współczesny świat.U mnie jest to samo.Mi pod względem szukania rozrywek,zainteresowań już ręce opadły.Kilka lat temu zrobiłem na podwórku 'ala wigwam.Zajrzał do niego ze dwa razy.Kometka,koszykówka,piłkarzyki...długo by wymieniać co by syn mógł robić..Kolegów ma,kontakt jednak ma z nimi sporadyczny.Woli komp od rana do wieczora,mamusia nie zwraca uwagi,więc co wyrodny ojczym ma zrobić?Pluć pod wiatr? smile) jak ja to określam.Pokolenie inwalidów życiowych.Ubaw miałem jak 16-latka przyjaciela rodziny uczyłem robić budyń."B" Ile to jest ćwierć/szklanki/? smile)))) Nie należy jednak uogólniać,jak słyszałem jak kolega mojego C /równolatek-14lat/opowiada o pomocy przy robieniu obiadów,gdy rodziców nie ma,to aż brak słów podziwu.
      • altz Re: rzep 22.07.11, 07:53
        > Ubaw miałem jak 16-latka przyjaciela rodziny uczyłem robić budyń.
        Ja wczoraj uczyłem sztuki robienia czapki z gazety, też jakaś wyjątkowo ciężka umiejętność. big_grin
    • tully.makker Re: rzep 22.07.11, 08:40
      Babelek jakis tam kolegow mial, ale w podstawowce i w pierszej klasie gimnazjum raczej koledzy nie byli na pierwszym miejscu. Zmienilo sie to w drugiej, jak poznal grupe o rok starszych chlopakow, z ktorymi znalazl wspolny jezyk i naprawde sie zaprzyjaznil - wielka przyjazn przetrwala juz 5 lat, chodzenie do inych szkol, teraz z dwoma z nich spotka sie na tym samym wydziale na studiach, chociaz na innym kierunku...

      Moze dajcie mlodemu czas?
      • 333a13 Re: rzep 22.07.11, 09:44
        Młody spędza z mężem wakacje, święta i dłuższe weekendy. Może to nie dużo, ale zważywszy na to, że dzieli ich godzina jazdy autobusem to chyba nie koniec świata. Młody oczywiście nigdy nie jechał trasy do ojca autobusem, bo jeszcze mogłoby mu się coś stać, więc trzeba po niego jechać samochodem. Oczywiście jak ma na to ochotę... bo w tym roku np. nie miał ochoty "przyjechać" na długi weekend majowy, bo był "za krótki". Młody ma w szkole kilku kolegów, z którymi chodzi od czasu do czasu na basen lub poszwędać się po pobliskim centrum handlowym. M fundował mu karnety na basen, bo Młody lubi pływać, no ale koledzy się wykruszyli więc przestał chodzić, to samo z siłownią. Jak Młody przyjeżdża do Męża to ma 1 kuzyna w jego wieku. No ale przez 5-6 lat nie udało im się poznać ani jednego kolegi na osiedlu mimo tego, że kuzyn chodzi tam do szkoły... Zdaję sobie sprawę, że "dziecko" potrzebuje obecności rodzica, ale ja też potrzebuję świętego spokoju i męża. W "normalnej" rodzinie raczej nie zdarzają się sytuacje, kiedy wszystko obraca się wokół dziecka i trzeba się nim zajmować przez pierwsze 18 lat non stop. Próby rozmów z mężem na razie nie skutkują, bo nie mam z nim możliwości na razie porozmawiać sam na sam. Staram się go wyciągnąć gdzieś na spacer żebyśmy byli sami, ale kończy się to jak na razie sygnałem dla Młodego że ma się ubierać do wyjścia...
        • edw-ina Re: rzep 22.07.11, 10:11
          niestety właśnie częste spotkania z rodzicem nie mieszkającym na stałe w tym samym miejscu destabilizują sytuację koleżeńską dziecka. Dopóki nie poszłam do liceum i zmieniłam sposób kontaktowania się z rodzicami dość drastycznie, to święty szlag mnie trafiał na myśl, że moi znajomi ze szkoły wybierają się w weekend razem: na basen, dyskotekę, pograć w kosza itd., a ja jadę do ojca. Nawet nie wiesz, jak strasznie im zazdrościłam i nie czułam się z tym fajnie. Wręcz czułam się wykluczana, bo zaproszenia przestawały się pojawiać, bo ja przecież i tak pojadę do ojca.
          M.in. dlatego sama radzę M, aby częściej spotykał się z chłopakami w ich środowisku. Żeby nie czuli się z niego wydzierani, bo to szkodzi na dłuższą metę.
          • konstancja16 Re: rzep 22.07.11, 10:26
            no i z tym, ze nie mozesz z mezem sam na sam porozmawiac to chyba przesada. w tygodniu sie w ogole nie widujecie?

            a dzieciaki sa rozne: jedne bardziej otwarte, inne mniej. dodatkowo, wychowanie robi swoje. mniej kontaktowe mozna lekko popychac i zachecac, a inne trzeba hamowac. "nasz" Maly jest bardzo kontaktowy i hop siup do ludzi. przeprowadzilismy sie na nowe osiedle w listopadzie i ten malolat, ktory bywa u nas tylko w weekendy zna juz tam wiecej ludzi niz my.... ostatnio go wyciagalam z samochodu sasiadki, ktora miala w aucie trojke spiewajacych (nie swoich) dzieci i bawila sie z nimi w wyjazd na wycieczke... na sucho, bez ruszania z miejsca wink

            nie wiem, moze jak podrosnie to mu sie zmieni, ale na razie (7 i pol) to nie jest przylepiony do ojca i z dzieciakami (a i z doroslymi tez) nawiazuje kontakt w mgnieniu oka. nawet jak ma przeszkody jezykowe.
        • tully.makker Re: rzep 22.07.11, 13:15
          > Młody spędza z mężem wakacje, święta i dłuższe weekendy. Może to nie dużo, ale
          > zważywszy na to, że dzieli ich godzina jazdy autobusem to chyba nie koniec świa
          > ta. Młody oczywiście nigdy nie jechał trasy do ojca autobusem, bo jeszcze mogło
          > by mu się coś stać, więc trzeba po niego jechać samochodem.

          No to bardzo malo czasu spedzacie razem z mlodym - nie dziwie sie, ze nie nawiazal zadnych znajomosci. MOje dziecko w zblizonym wieku latalo do ojca do krakowka co 2 tygodnie, nigdy nie Bylo nawet planow szukania kolegow w okolicy - przyjezdzal spedzic czas z ojcem i z siostrami. Moj chlop jezdzil po corke i do corki 400km, a wam ciezko podjechac 25 po dziecko, ktore bywa u was raczej rzadko...

          Mysle o tym, co napisala edwina w sasiednim watku i szkoda mi dzieciaka... Nic dziwnego, ze klei sie do ojca, jesli juz sie z nim widzi.
          • edw-ina Re: rzep 22.07.11, 14:16
            Ale Tully, ja w wieku pasierba autorki wątku naprawdę spędzałam bardzo mało czasu z rodzicami. O siedzeniu do późna w ich sypialniach, które dzielili z nowymi parterami, to nawet nie wspomnę, bo sami rodzice by mnie wyprosili, gdybym wcześniej jakimś trafem na ten pomysł sama nie wpadła.

            Zastanawia mnie natomiast ta problematyczna odległość..., kurczę 25 km do ja dzień w dzień jeździłam do pracy, zanim wyjechałam na studia w podobnej odległości mieszkałam od rodziców i naprawdę dla nikogo nie stanowiło to problemów. Ok - rodzice byli mobilni, ja dostałam pierwszy samochód też dość wcześnie, ale i bez tego są pociągi, autobusy, busy itp. Nie raz po lekcjach jechałam do mamy, taty czy do babci, czasami zostawałam na noc i wracałam rano do szkoły, czasami któreś z rodziców wpadło na godzinę czy dwie wieczorem. Przecież 25 km. to jest w Wawie odległość między Natolinem a Bielanami, nie jedna osoba dalej wozi dziecko do przedszkola (znam osobiście i nie mogę się nadziwić).

            A pewne zdenerwowanie 33(wybacz!!!!!!!!, nie zapamiętuję praktycznie żadnych kombinacji cyfr!!) jest zrozumiałe. Bo to po prostu sytuacja inna od codziennej, mniej komfortowa. Poza tym mnie też by mierziła na dłuższą metę obecność nastolatka w mojej sypialni. Jakoś sypialnia to dla mnie miejsce strasznie intymne i nie lubię, kiedy ktokolwiek spoza śpiących w niej, ją użytkuje.
            • tully.makker Re: rzep 22.07.11, 17:55
              Edwina, ale to nie jest ich sypialnia. To jest pokojn w cudzym domu, ktory zostal uzyczony komus do spania. Moze gdyby wszyscy siedzieli w salonie, a nie zamykali sie osobno, to nie byloby problemu?

              Moj syn, spolecznie nieuposledzony, w domu rodicow chlopa czuje sie - dziwnie - nie ze wzgledu na jakieolwiek braki w ich zachowaniu, po prostu to sytuacja dziwaczna. Mloda u moich rodzicow tez chyba nie czula sie za bardzo na miejscu, ale to mniej wazne, bo moi rodzice mieszkaja niedaleko mnie, nie musimy do nich jezdzic na kilka dni, za to spokojnie mozemy zaprosic ich do nas jak Mloda jest. Moj syn duzo czyta, wiec umie sie zajac sam soba, nawet jak nie ma zadnych atrakcji, ale wiekszosci dzieciakow dzisiaj z ksiazkami na jednak problem. To czym ten dzieciak ma sie zajmowac w obcym domu i w obcym miejscu?
              • edw-ina Re: rzep 23.07.11, 01:23
                Ok, masz rację, dopiero to do mnie dotarło, że to nie jest ich sypialnia, lecz pokój w domu/mieszkaniu rodziców. Nieco inna sprawa.
                No ale jeśli zabraliście nastolatka w środowisko starszych, to czego się spodziewaliście? Mi się wydaje, że dziecko spędza wakacje z rodzicami na urlopie do jakiegoś momentu. Później to już raczej powinno je spędzać z rówieśnikami. Ponownie się powtórzę, ale po maturze mama zafundowała mi miesięczne wakacje w Europie. I ja ją naprawdę kocham i kochałam wówczas, miałyśmy i mamy wiele wspólnych tematów, ale ja się strasznie wymęczyłam! Marzyłam, aby w tych wszystkich boskich miejscach być ze znajomymi, a nie z nią. Straszne, ale prawdziwe. Chociaż chodziłyśmy po muzeach/galeriach itp, a wiedza mojej matki wciąż mi imponuje, to jednak zazdrościłam tym rówieśnikom, którzy byli tam ze znajomymi. Taki czas.
    • rybkka24 Re: rzep 22.07.11, 10:30
      nie dziwię się że czujesz dyskomfort jak 15-letni chłopak zachowuje się jak małe dziecko i jak narośl na plecach.
      młodsze dzieci się zawsze pięknie tłumaczy ale im starsze wydawałoby się bardziej samodzielne a tu nic.facet traktuje syna jak malucha i nie widzi problemu.swoją drogą ciekawe czy tak będzie chodził z 19 latkiem i 20 kilku latkiem smile
      to już standard z długiej listy standardów.problemem jest to że Twój M nie potrzebuje czasu sam na sam z Tobą, takiego intymnego czasu we dwoje.może pomęcz się jeszcze trochę za rok dwa lata może coś się zmieni 15 lat to taki myślę chyba czas przejściowy do tego bardziej dorosłego wieku.
      i nie wiem ale Ja angażuje małego w jakieś pomoce domowe a jak nie małego to nm-a który nie chce być "wykorzystywany" dodatkowo i sprzątać po dziecku i sam zaczyna go "gonić"
      czy Twój M tak wszystko robi za syna?sprzątanie po nim gotowanie pełna obsługa? bo jak go odciążasz to facet się nie poczuwa do zwrócenia uwagi synowi.
      ogólnie niesamodzielne mebowate dziecko wzbudza irytację ale to M musi się poczuć.
      • 333a13 Re: rzep 22.07.11, 10:58
        Możliwe, że M nie ma ochoty na przebywanie ze mną sam na sam jak jest dziecko... nie wiem, wydaje mi się że nie widzi innej możliwości jak bycie z Młodym, bo przecież mu nie powie, że już późno i ma iść spać, albo w TV leci właśnie film dla niego nieodpowiedni i ma się zająć czymś innym... Konstancja, jeśli chodzi o brak możliwości do rozmowy, to tak jak wspomniałam, od tygodnia jesteśmy u moich rodziców "na wakacjach" i tak się składa, że naprawdę nie mamy chwili dla siebie. Młody wychodzi od nas z pokoju tak późno wieczorem, że nie ma siły na rozmowę, nie mówiąc już o reszcie... Młody też nie jest "wyrywany" do ojca, bo przyjeżdża kiedy chce i to tylko na wakacje i święta lub długie weekendy, bo nie widzi potrzeby częstszych wizyt. Może rzeczywiście powinnam poczekać kilka lat jak Młody "wydorośleje", a może z biegiem czasu stracę już cały szacunek do M-a, że nie potrafi być stanowczy i poukładać pewnych relacji. Sytuacja jest o tyle skomplikowana, że:
        - po ślubie zamieszkaliśmy z M-em w jednym mieście, ok. 25 km od jego miejsca zamieszkania i pracy (ja mam mieszkanie i dobrą pracę więc dobrowolnie nie przeniosę się na "prowincję pod nos teściowej"),
        - przed naszym ślubem M mieszkał z rodzicami i tam też przebywał i wychowywał się Młody,
        - M ma nienormowany czas pracy i wstaje do pracy by dojechać do dawnego miasta ok. 5 rano
        - Młody woli przebywać u babci niż ze mną (co mnie raczej nie dziwi), nie porusza się autobusami więc od "nas" do babci dojeżdżał nie będzie
        - Młody więc przebywa u babci i czasem w środku tygodnia wpadnie z M do "domu" i przyjeżdża na weekendy.
        - w tym czasie M kursuje między mną a Młodym... dosyć to wszystko beznadziejne...
        Może to taki urok posiadania faceta z dzieckiem... widziały gały co brały... czasem tylko jakiś taki żal człowieka ogarnia, że się stara wszystko rozumieć, mieć zdrowe podejście do dziecka, nauczyć go czegoś, pokazać inny świat i inne życie i nic to nie daje... Dzięki dziewczyny, że jesteście bo w takich chwilach jak ta jest się komu wyżalić...
        • liz-beauty Re: rzep 22.07.11, 11:48
          Z tego, co piszesz zrozumialam, ze Mlody wychowuje sie u babci, a Wy mieszkacie razem 25 km od niego. Jesli dobrze zrozumialam, nie dziwie sie, ze sa problemy z funkcjonowaniem chlopaka wsrod rowiesnikow. Dziadkowie, chocby najbardziej kochani, to nie rodzice, sa starsi o pokolenie i funkcjonuja troche inaczej...
          Rozumiem, ze potrzebujesz uwagi meza i czasu tylko we dwoje. Czy nie ma nadziei na wspolny weekend albo pare dni urlopu tylko we dwoje? U nas sie to udalo dopiero po tym, jak zastrajkowalam i na wakacje pojechalam z kolezanka. wink
        • tully.makker Re: rzep 22.07.11, 13:19
          od tygodnia jesteśmy u mo
          > ich rodziców "na wakacjach" i tak się składa, że naprawdę nie mamy chwili dla s
          > iebie. Młody wychodzi od nas z pokoju tak późno wieczorem, że nie ma siły na ro
          > zmowę, nie mówiąc już o reszcie...

          No a co ma robic u obcych, starszych ludzi, u ktorych byc moze czuje sie nie na miejscu? Wyjsc w miasto i szukac znajomych na ulicy? Zachowanie chlopaka wydaje mi sie zupelnie normalne.
        • trinity_2011 Re: rzep 22.07.11, 14:55
          > Możliwe, że M nie ma ochoty na przebywanie ze mną sam na sam jak jest dziecko..
          > . nie wiem, wydaje mi się że nie widzi innej możliwości jak bycie z Młodym, bo
          > przecież mu nie powie, że już późno i ma iść spać, albo w TV leci właśnie film
          > dla niego nieodpowiedni i ma się zająć czymś innym...

          Ja miałam podobną sytuację. Dzieci właziły do naszej sypialni rano i wieczorem i próbowały się przytulać, leżeć, były próby: tatusiu, mogę z Tobą zasnąć, etc.
          Ja na coś takiego nie pozwoliłam. Również uważam, ze moja sypialnia jest moja i nm, a dzieci mają swoją. Nie było to proste - z moim nm nic nie jest proste - ale umówiliśmy się, że jak dzieci przychodzą i chcą się przytulić, to nm idzie z nimi do ich łóżek. Mi ciarki chodzą po plecach, jak dziecko kładzie się w moim łóżku. Tak mam... Moim zdaniem możesz to samo zaproponować + umówić się na jakąś normalną godzinę pójścia dzieci spać. To też przerabiałam, bo kończyło się tym, że nm wracał o 11 do naszego łóżka, po zaśpiewaniu 300 kołysanek wink I nawet mu się wtedy gadać nie chciało, to też niefajnie...

          To jest tak, ze w takim związku gdy jedno ma dziecko, to nie tylko to co nie ma powinno się dostosować do planów dzieci, ex, zmian, wypadków losowych, etc. Ale także ta osoba powinna mieć zaspokajane jakoś swoje potrzeby.
    • liz-beauty Re: rzep 22.07.11, 11:02
      Czasami warto troche poczekac. Mielismy problemy z Mlodym, jesli chodzi o odnajdywanie sie w grupie - odrzucily go dwie grupy ministrantow, na koloniach tez nie bylo najlepiej. W klasie wlasciwie mial kolege "na sile", zorganizowanego przez tate. Totalny indywidualista, chodzacy wlasnymi sciezkami. Zmienilo sie dopiero w gimnazjum (teraz skonczyl pierwsza klase i mam nadzieje, ze to trwala zmiana). Mlody lubi sport, a zwlaszcza gry zespolowe i to mu pomoglo zbudowac sobie pozycje w grupie - jest swietny, wiec jako podpora druzyny - wiadomo. W te wakacje pojechal na oboz sportowy z mojego gimnazjum - nie znal nikogo, zadnego z kolegow nie udalo sie namowic na wyjazd. Nawet sie martwilam troche, jak sobie poradzi, Mlody jest mieszczuchem - tam wiejskie dzieciaki, wszystkie sie znaly... Wrocil zachwycony, zintegrowal sie natychmiast, kadra zachwycona "naszym" Mlodym. smile
      • annjen Re: rzep 22.07.11, 12:16
        też myślę, że trzeba chłopaka wysłać na wakacje z rówieśnikami. mój Młody np. w wieku gimnazjalnym był zachwycony obozem językowym, podczas którego byli po kilka osób zakwaterowani u miejscowych rodzin. myślę, że to świetna szkoła samodzielności i okazja do integracji z rówieśnikami. poza tym może warto by go zapisać na jakieś zajecia dodatkowe, podsunąć zaprzyjaźnionych nastolatków itp. dla chłopaka w tym wieku socjalizacja w gronie rówieśników to podstawa. a to, że z własnej inicjatywy nic nie robi jest raczej normalne - większość rozpieszczonych nastolatków tak ma. dobrze, że zrobi coś, jeśli dostanie polecenie lub prośbę.
        • 333a13 Re: rzep 22.07.11, 12:24
          Młody mieszka u matki, do babci/ojca przyjeżdża jak ma wolne smile
    • rybkka24 Re: rzep 22.07.11, 12:32
      >wydaje mi się że nie widzi innej możliwości jak bycie z Młodym, bo przecież mu nie powie, że >już późno i ma iść spać, albo w TV leci właśnie film dla niego nieodpowiedni i ma się zająć >czymś innym...

      a przepraszam ten chłopak to "święta krowa" że nie można mu nic powiedzieć.
      tekst w stylu już późno czas do łóżka itp.to chyba nie uwłoczy jego godności....
      u mnie 6-latek ma już kolegów a co ciekawe też koleżanki i ogólnie bardziej woli się kolegować z dziewczynami.ma właśnie taką jedną bliższą koleżankę...
      ale jak zwykle masz problem z mężem a nie z rzepem jak nazywasz swój problem ewidentnie nie zależy mu na wspólnym czasie bo po co?
      to jest to o co z nm-em aż do tej pory mam starcia czasem....to chyba inaczej pojmowana intymność dla Twojego M być w 3 os. to kameralny wspólnie spędzany czas i nie może pojąć facet jak to tez potrzeba czasu we dwoje.????!!
      zresztą nie tylko faceci bo niektóre Panie na forum też są zdania że czas w e dwoje to jest całkowicie zbędna rzecz i całkiem z górnej półki jak ma się dzieci...
      i takie życzenia dowodzą nie zdawania sobie sprawy z istoty związku z dzieciatym partnerem o ile to partnerstwem wtedy można zwać..
      enter.:0
      • trinity_2011 Re: rzep 22.07.11, 15:03
        > to chyba inaczej p
        > ojmowana intymność dla Twojego M być w 3 os. to kameralny wspólnie spędzany cza
        > s i nie może pojąć facet jak to tez potrzeba czasu we dwoje.????!!

        Może facet może to pojąc, tylko z jakiegoś wygodnictwa tego nie robi, albo ustawienia sobie inaczej priorytetów. Mój to pojmował, tylko mówił, że w takim razie wstańmy o 6 przed dziećmi i zajmijmy się wtedy sobą... Tylko raz, że budowanie intymności działa raczej spontanicznie, dwa - sypialnia pary, to nie jest miejsce dla dziecka i trzy - ja nie znoszę wstawać rano w weekendy. Sorry.
      • altz Re: rzep 23.07.11, 08:13
        > s i nie może pojąć facet jak to tez potrzeba czasu we dwoje.????!!
        > zresztą nie tylko faceci bo niektóre Panie na forum też są zdania że czas w e d
        > woje to jest całkowicie zbędna rzecz i całkiem z górnej półki jak ma się dzieci
        > ...
        Ja tak mam, jak są dzieci, to wolę spędzać czas sam na sam z żoną.
        Gdy były jakieś wyjścia, to wolałem zostać z dziećmi, niż wychodzić z żoną i zostawiać dzieciaczki pod opieką obcych ludzi. Nawet do babci bym nie oddał, bo szkoda je męczyć z babcią. wink
        • rybkka24 Re: rzep 23.07.11, 21:16
          pewnie altz możesz z dziećmi spać, jeść wykonywać przy nich i z nimi wszystkie swoje życiowe funkcje, potem możesz je nakręcić po co im znajomi i drugie połowy a jak już zdecydują się założyć swoje własne rodziny to możesz ich przekonać żebyście zamieszkali wszyscy w jednym domu nawet pokoju.i wtedy wszystkie czynności dalej robilibyście wspólnie tylko w większym gronie...
          to jest złośliwe co piszę ale tak ciasna przedstawia mi się Twoja wizja rodziny i rodzicielstwa.
          takie kajdany zakładane na naście lat życia bo przecież: cyt. "lepiej zostać z dziećmi, niż wychodzić z żoną i zostawiać dzieciaczki pod opieką obcych ludzi. Nawet do babci bym nie oddał, bo szkoda je męczyć z babcią. wink"
          już jak to piszę to się męczę tymi obowiązkamiwink
          • rybkka24 Re: rzep 23.07.11, 21:18
            wiem , wiem dla niektórych to nie obowiązek ale czysta przyjemność---jak dla mnie "upośledzenie" sfery relacji w związku (przyp.związek to dwoje ludzi)
          • tully.makker Re: rzep 24.07.11, 10:02
            No ale wlasnie po to ma sie dzieci, czyz nie? Zeby miec takie kajdany z wyboru. Sa rodzice, ktorym, przebywanie z dziecmi - z koniecznosci przeciez ograniczone nawet w pelnych rodzinach praca i innymi obowiazkami, sprawia po prostu przyjemnosc.
          • altz Re: rzep 24.07.11, 10:44
            rybkka24 napisała:

            > pewnie altz możesz z dziećmi spać, jeść wykonywać przy nich i z nimi wszystkie
            > swoje życiowe funkcje, potem możesz je nakręcić po co im znajomi i drugie połow
            > y a jak już zdecydują się założyć swoje własne rodziny to możesz ich przekonać
            > żebyście zamieszkali wszyscy w jednym domu nawet pokoju.i wtedy wszystkie czynn
            > ości dalej robilibyście wspólnie tylko w większym gronie...
            > to jest złośliwe co piszę ale tak ciasna przedstawia mi się Twoja wizja rodziny
            > i rodzicielstwa.

            Bez przesady, ja akurat nie jestem z tych, co blokują spotkania z rówieśnikami. Umiem sobie też znaleźć zajęcie dla siebie, gdy dzieci są poza domem, ale lubię być z dziećmi, a nie lubię prosić kogokolwiek o opiekę nad nimi. Nie chciałbym, żeby obca osoba w domu (nawet babcia jest wtedy obca) przychodziła i opiekowała się dziećmi tylko z tego powodu, żeby móc wyjść na zabawę na kilka godzin, gdyby były poważnie chore, a ja bym musiał iść do pracy, to co innego.
            Dla mnie wysłanie dzieci do kogoś na dzień czy dwa nie jest problemem, ale zostawienie kogoś u siebie w domu jest problemem, czuję się bardzo niekomfortowo z tego powodu i wtedy wyjście gdzieś jest dla mnie karą, a nie przyjemną zabawą. To nie wynika z jakieś symbiotycznej więzi, ale z odpowiedzialności.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka