333a13
21.07.11, 10:44
Teoretycznie nie powinnam mieć żadnych problemów z pasierbem... Jest grzeczny, spokojny, jednym słowem za rączkę i na spacer... dosłownie. 15 letni chłopak praktycznie nie ma kolegów, wyjechać na kolonie itp. nie chce, a rodzice na siłę go wysyłać nie będą. Jego jedyną rozrywką jest tv, gry i siedzenie "ze starymi"... przynajmniej jak przyjeżdża do nas. Od rana do wieczora siedzi z nami. Wieczorem po 10-11 wychodzi od nas z pokoju jak się wyłączy tel. Powoli mam już dosyć. Prawie dorosły chłop nie ma żadnych zainteresowań, od rówieśników stroni jak od ognia. Jak trzeba wyjść z domu to jest problem, bo znowu trzeba chodzić. Jak siedzi w domu to jest problem bo nuda. Jego jedynym zajęciem jest siedzenie. Nie przejawia żadnej inicjatywy, czy w rozmowie czy działaniu. Jeszcze nie usłyszałam od niego nigdy, że ma na coś ochotę, coś by zrobił itd. Jak nie poprosisz młodziana, żeby coś zrobił, to palcem nie kiwnie. Dodam tylko, że nigdy w życiu chłopak nie mył garnków ani nie obierał ziemniaków dopóki nie pojawił się u nas w domu. Babcia i rodzice skaczą nad nim jak nad dzidziusiem, robią kanapeczki, nadskakują. Dla mnie to nienormalne, bo w jego wieku potrafiłam już zrobić obiad dla rodziny i wiedziałam, że jak jestem u kogoś "w gościach" (teraz jesteśmy na wakacjach u moich rodziców) to zapytam czy trzeba coś pomóc itp. Mąż wyprowadza Młodego na spacer, spędza z nim czas, zagaduje. Ja się od nich separuję bo nie mam mocy psychicznej na przebywanie z Młodym non stop. Mąż się wścieka, że nie chcę z nimi przebywać. Ja się wściekam bo nie mam z mężem ani 5 minut sam na sam... Niby wszystko jest poprawnie, dziecko grzeczne... ale w środku aż mnie skręca jak można tak upośledzić własne potomstwo.