olunia75
10.09.04, 10:44
Cześć.
Chyba najwyższa pora się do Was dołączyć (oczywiście jeżeli mnie
przygarniecie). Mam na imię Olka, mam 29 lat, kochającego męża (46 lat)i
synka Piotrusia (2 latka). Także jestem "macochą", jak większość z Was. Mój
mąż ma nieślubne dziecko - chłopca 12 lat. Niby wszystko jest ok., tzn.
płacimy alimenty, matka dziecka nie jest wogóle upierdliwa (nie wydzwania,
nie męczy o podwyżkę, wogóle nic...) - rewelacja, ale wg mnie to wszystko
jest nie tak:
po pierwsze: Mój mąż "wpadł" po miesiącu znajomości
za 3 razem (podobno dziewczyna brała prochy);Oczywiście uznał dziecko bez
próby ustalenia ojcostwa. Ja niby akceptuje fakt że jest to jego dziecko, ale
gdzieś w głębi nie jestem do końca tego pewna (może gdyby syn był do niego
chociaż troszkę podobny...ale nie jest, i nie jest to tylko moje zdanie, co
naszych znajomych, może gdyby ona była jego żoną....).
Po drugie: czytając to forum, naprawdę jestem zdziwiona że jego ex laska o
nic się nie dopomina, czyżby się czegoś bała??? Poza tym wogóle jej nie
zależy na kontaktach ojca z synem (druga sprawa że mojemu mężowi także na tym
nie zależy - i tu pokrzywdzone jest niestety dziecko). Na samym początku taki
układ mi się nawet podobał, ale teraz, kiedy mamy własnego syna, pomyślałam
sobie, że jednak te dzieci są rodzeństwem, a naprawdę nikt (nawet matka męża)
nie zabiega o to żeby te dzieci się chociaż trochę polubiły czy poznały.
Ostatnio, w czasie wspólnego pobytu chłopców u teściowej, mój malec strasznie
zaczepiał brata, a brat udawał że nic się nie dzieje, wręcz odsuwał się. NIE
WINIE DZIECKA. Tak samo babcia (matka męża). Przy starszym wnuku, młodszego
wogóle nie zauważa....
Wogóle trudno mi jest cokolwiek zrozumieć. Przepraszam za nieskładność
wypowiedzi, ale trudno jest opisać w skrócie coś co powieść by nie pomieściła.
A może to ze mną coś jest nie tak, że się tym wszystkim przejmuję.