independency.today
29.08.15, 11:21
Rodzina patchworkowa to sztuczny twór, wymyślony na potrzeby zmian kulturowych i społecznych, to tylko wymysł końca XXw. Ludzie nie przystosowali się i nigdy nie przystosują do takiej układanki, sztucznego, na siłę wymyślonego, wbrew naturze tworu. Wbrew naturze to znaczy, że rodzina to nic innego tylko para ludzi odmiennej płci, wychowująca WSPÓLNE dzieci. Ludzie się łudzą, że kombinacje różnego typu- ja, ty, moje dziecko, twoje dziecko , dwie mamy, dwóch ojców- mogą się udać. I nawet jeżeli przez jakiś czas wydaje im się, że dają radę, to konflikty prędzej czy później wyjdą. Dlatego, że normalną relację rodzinną można stworzyć tylko w przypadku, kiedy dzieci są biologicznie wspólne. Wtedy każdy problem, np. dziecko tzw. trudne, dysfunkcyjne, czy zwyczajnie wredne, da się rozwiązać na zasadzie wspólnego ponoszenia odpowiedzialności. Ponieważ jest to NASZE dziecko, a więc nasz problem, wspólny i niepodzielny. Można mieć piekło, ale to jest piekło podzielone na równe pół. Każda inna forma takiej relacji, włączając w to trudne dziecko jednej ze stron, jest z założenia skazana na porażkę i niesprawiedliwa. Bo zawsze pojawią się wyrzuty, manipulacje, agresja z jednej, poczucie winy z drugiej itp. Patologia jak się patrzy. Nie można tworzyć zdrowej relacji rodzinnej w oparciu o poczucie niesprawiedliwości, w atmosferze ciągłej manipulacji. Człowiek nie jest naturalnie przystosowany do bezwarunkowej tolerancji "obcego" dziecka. Bezwarunkowa miłość i akceptacja jest możliwa tylko biologicznie, a w przypadku kiedy jedna połówka pary kocha bezwarunkowo jako rodzic, a druga tylko usiłuje tolerować jest zagładą związku. Można się starać, dorabiać ideologie, udawać, że wszystko jest OK, ale natury się nie przeskoczy. Taka weekendowa refleksja. Po wakacjach opadły ze mnie ostatnie złudzenia, że to się może udać. Trzy lata próbowałam, ale teraz nie mam już siły ani metod na udawanie, że jesteśmy rodziną.