Dodaj do ulubionych

to nie może się udać

29.08.15, 11:21
Rodzina patchworkowa to sztuczny twór, wymyślony na potrzeby zmian kulturowych i społecznych, to tylko wymysł końca XXw. Ludzie nie przystosowali się i nigdy nie przystosują do takiej układanki, sztucznego, na siłę wymyślonego, wbrew naturze tworu. Wbrew naturze to znaczy, że rodzina to nic innego tylko para ludzi odmiennej płci, wychowująca WSPÓLNE dzieci. Ludzie się łudzą, że kombinacje różnego typu- ja, ty, moje dziecko, twoje dziecko , dwie mamy, dwóch ojców- mogą się udać. I nawet jeżeli przez jakiś czas wydaje im się, że dają radę, to konflikty prędzej czy później wyjdą. Dlatego, że normalną relację rodzinną można stworzyć tylko w przypadku, kiedy dzieci są biologicznie wspólne. Wtedy każdy problem, np. dziecko tzw. trudne, dysfunkcyjne, czy zwyczajnie wredne, da się rozwiązać na zasadzie wspólnego ponoszenia odpowiedzialności. Ponieważ jest to NASZE dziecko, a więc nasz problem, wspólny i niepodzielny. Można mieć piekło, ale to jest piekło podzielone na równe pół. Każda inna forma takiej relacji, włączając w to trudne dziecko jednej ze stron, jest z założenia skazana na porażkę i niesprawiedliwa. Bo zawsze pojawią się wyrzuty, manipulacje, agresja z jednej, poczucie winy z drugiej itp. Patologia jak się patrzy. Nie można tworzyć zdrowej relacji rodzinnej w oparciu o poczucie niesprawiedliwości, w atmosferze ciągłej manipulacji. Człowiek nie jest naturalnie przystosowany do bezwarunkowej tolerancji "obcego" dziecka. Bezwarunkowa miłość i akceptacja jest możliwa tylko biologicznie, a w przypadku kiedy jedna połówka pary kocha bezwarunkowo jako rodzic, a druga tylko usiłuje tolerować jest zagładą związku. Można się starać, dorabiać ideologie, udawać, że wszystko jest OK, ale natury się nie przeskoczy. Taka weekendowa refleksja. Po wakacjach opadły ze mnie ostatnie złudzenia, że to się może udać. Trzy lata próbowałam, ale teraz nie mam już siły ani metod na udawanie, że jesteśmy rodziną.
Obserwuj wątek
    • edw-ina Re: to nie może się udać 29.08.15, 14:24

      > Rodzina patchworkowa to sztuczny twór, wymyślony na potrzeby zmian kulturowych
      > i społecznych, to tylko wymysł końca XXw. Ludzie nie przystosowali się i nigdy
      > nie przystosują do takiej układanki, sztucznego, na siłę wymyślonego, wbrew nat
      > urze tworu. Wbrew naturze to znaczy, że rodzina to nic innego tylko para ludzi
      > odmiennej płci, wychowująca WSPÓLNE dzieci.

      - historia się kłania. Jest wręcz odwrotnie, odkąd funkcjonuje pojęcie rodziny, większość ich była rekonstruowana. To wynik wysokiej śmiertelności przy porodach i ogólnie sytuacji, gdy o nagłą śmierć było łatwiej. Pomysł, że rodzina to mama i tata wychowujący wspólnie ich biologiczne dzieci to wymysł okresu powojennego, czyli raczej coś świeżego, co jak widać też za długo nie przetrwało.

      Ja rozumiem, że rozżalona jesteś, ale historia nie zmienia się w zależności od stanu emocjonalnego.
      • independency.today Re: to nie może się udać 29.08.15, 14:46
        Mogę się z Tobą zgodzić, z jednym zastrzeżeniem- rodziny były dawniej rekonstruowane, ale powodem tych rekonstrukcji była wysoka śmiertelność. Zatem nowa rodzina powstawała, bo np. matka zmarła, a nowa żona wdowca stawała się jedyną kobietą- panią domu w systemie. Nie było rozwodów, albo były wyjątkami, w nowej rodzinie nie plątała się cała plejada rozwiedzionych matek, ojców, którzy byli gdzieś z boku w roli "porzucających", dziadków jednych drugich i dziesiątych, nie mówiąc już o tym, że dzieci jako takie nie stanowiły centrum wszechświata w rodzinie, bo masowo wymierały, więc się do nich nie przywiązywano.
        • edw-ina Re: to nie może się udać 30.08.15, 09:29
          Ale gwoli sprawiedliwości - do nowej żony czy do nowego męża też się nie przywiązywano, zwykle był od wykonania jakiegoś zadania: on miał dać utrzymanie, ona dać wszystkim jeść. I nikt nie zastanawiał się, jak się z tym czuje, czy może jest jej źle i co by tu zmienić, by było dobrze.
          Nie lubię magicznego myślenia w kategoriach "kiedyś tak nie było" odczytywanych jako "było lepiej". Bo zazwyczaj wówczas okazuje się, że w tym dobrym magicznym kiedyś osoba tak oceniająca skupia się tylko na jednym wybranym elemencie, na którym buduje całą wizję, nie wnikając w pozostałe.
          Tak, łatwiej jest wychowywać dzieci biologicznie wspólne. Tak, natura wyposażyła nas w elementy układu nerwowego, które temu sprzyjają. Ale nie, raczej nigdy w historii świata tak nie było masowo. Nawet w czasach rodziny nuklearnej.
          • balladynka Re: to nie może się udać 13.11.15, 19:11
            Kiedyś wcale nie było lepiej, pomimo braku Eksowej, świeć Panie nad jej duszą!
            Za Wikipedią:
            "Baśń wywodzi się ze starożytności (z Egiptu bądź mitologii grecko-rzymskiej) i jest znana na wszystkich kontynentach. Pierwsza zapisana wersja pojawiła się w Chinach ok. roku 860 n.e. (dynastia Tang), w zbiorze opowiadań Duan Chengshi." Bajka braci Grimm powstala w XIX w.
            Moje osobiste przeczucie mówi mi, że zawdzięczamy ją jakiemuś nawiedzonemu tatusiowi z ambicjami literata. To ów pożal się Boże poeta zrobił nam taki kiepski PR. Ów grafoman zapewne w swoim Kopciuszku widział najpiękniejszą sierotkę z całej wsi, której żadne córki żony, nie mówiąc już o żonie oczywiście, urodą równać się nie mogły. Nie nawykła też jego królewna była do sprzątania obierek czy palenia w piecu więc jak dostała zlecenie na wydojenie krowy od macochy to aż biedaczek baję z tego niesmaku musiał napisać a babcia z karetą od razu wyskoczyła na pocieszenie. Już ja widzę jak w tamtych czasach kobiety mają czas na pisanie farmazonów do szuflady, daa!? To musiał być facet, i to z tego układu. A zatem to ten głupek ? M ? przyprawił nam taką gębę!
            W każdym bądź razie ja swojej sześciolatce tej propagandy nie czytam i wnoszę aby każda szanująca się macocha również bojkotowała to badziewie.
            • litera29 Re: to nie może się udać 18.11.15, 16:09
              Hyhyhy, interesująca interpretacja wink
    • gzubk Re: to nie może się udać 30.08.15, 13:43
      A jaka jest twoja konfiguracja? Wspólny maluch i pasierbica?
      Bo ja już w połowie urlopu doszłam do takich wniosków jak ty. Tylko u mnie jeszcze dodatkowo konflikt między " moim" i " twoim dzieckiem".
    • optymist75 Re: to nie może się udać 30.08.15, 23:22
      Ja patologie rozumiem inaczej,Ex mojego M mowi o nas patologia a my o jej modelu rodziny wink a roznimy sie od siebie o jakies 180st.
      Wiadomo "rodziny "/zwiazki takie jak nasze wymagaja wiekszej pracy,cierpliwosci,kompromisow etc ale rodziny normalne tez ,jak to mowia bez pracy nie ma kolaczy.
      Pewnie dotarlas do sciany,wspolczuje .
    • liz-beauty Re: to nie może się udać 31.08.15, 09:15
      A jakies szczegoly - co konkretnie sprawia, ze nie moze sie udac? O ile pamietam Twoja sytuacje, to masz pasierba w wieku teraz chyba 10 lat i wlasna corke - gimnazjum, albo moze juz liceum? Corka jest z Toba, a chlopak weekendowo - wakacyjnie z Wami, tak? I ten chlopak Cie strasznie wkurzal swego czasu. Czy staracie sie, by nie mial powodu do zazdrosci i manipulowania? Uwierz, moj pasierb w wieku 10 lat tez byl "straszny", tzn absorbujacy, egocentryczny, a do tego mial emocje pieciolatka - plakal nawet gdy przegral w warcaby... No i byl z nami 24/7. I jest. Teraz osiemnastoletni, a moj prawie czterolatek wpatrzony w niego jak w obraz. Nie wyobrazam sobie, ze moj syn nie ma takiego fajnego, opiekunczego i madrego brata. Pomimo ze za chwile urodzi mu sie siostra. Mlody oczywiscie wkurza mnie swoim lenistwem i egoizmem (ale to typowe dla nastolatkow i wiekszosc mam nastolatkow to przyzna), ale jednoczesnie pomaga mi, jest ekspertem od drobnych meskich napraw w domu, od kompa i elektroniki, ma naturalne, genialne podejscie do dzieci i nigdy, przenigdy sie do mnie brzydko nie odezwal ani nie potraktowal wrednie Malego. Nasze wspolne dziecko tez mialo wkurzajace fazy w rozwoju (a wszystko jeszcze przed nami, plus niemowle). Oczywiscie, w miare mozliwosci bedziemy to rozwiazywac razem i tym bardziej podziwiam samotnych rodzicow (a maz tez takim byl), ktorzy musza ze wszystkim radzic sobie sami. U nas jak na razie wszystko sie udaje. Byle zdrowie dopisalo.
    • proszepani13 Re: to nie może się udać 31.08.15, 11:35
      Żadne uogólnianie tematu nie jest dobre. Doszłaś do ściany i jest mi bardzo przykro z tego powodu, ale taka ocena rodziny patchworkowej chyba nie jest sprawiedliwa. Są rodziny z dziećmi, w których rodzice wcale nie są skłonni dzielić się sprawiedliwie odpowiedzialnością za pociechy. Są dzieci mądre, pogodne ale też trudne i męczące. Brak rodzicielskiej miłości do pasierbów nie wyklucza pozytywnych odczuć, relacji i odpowiedzialności. Akurat w naszym przypadku już od jakiegoś czasu udało nam się osiągnąć w miarę stabilizację. Nasze wspólne dziecko ma cudowne rodzeństwo i stało się bardzo mocnym spoiwem dla nas wszystkich. Problemy pewnie że są, ale nie większe niż w "normalnej rodzinie". Dużo czasu spędzamy na rozmowach (tych poważnych i mniej istotnych) w różnych konfiguracjach; eksia na dalekiej orbicie. Czasem się nie udaje, ale czasem takie rodziny całkiem dobrze funkcjonują
    • violadamore Re: to nie może się udać 31.08.15, 20:10
      Bardzo przypomina mi to moj wlasny nastroj po powrocie z wakacji. Tez nos na kwinte i poczucie totalnej kleski. Dlatego polecam Ci z calego serca rozmowe z psychologiem/ psychpterapeuta. Uwazam, ze skala trudnosci, z jaka my, macochy, mamy do czynienia bardzo czesto nas przerasta i ja sie nie szczypie, tylko wale jak w dym po pomoc. I to jest skuteczne. Pomaga zarowno wyprostowywac w nas to, co nie funkcjonuje najlepiej, ale tez czesto oddramatyzowuje nasze poczucie winy. Oglad sytuacji z punktu widzenia osoby bezstronnej jest bezcenna, uwierz mi. Wiele razy wydawalo mi sie, ze to juz koniec, ze dalej nie zroibimy juz ani kroku. I rozmowa z moja terapeutka zawsze postawila mnie na nogi.
    • rybkka24 Re: to nie może się udać 31.08.15, 21:03
      Może się udać.Ale muszą zaistnieć pewne warunki.
      Aczkolwiek dawne rodziny zrekonstruowane nie miały oddechu na plecach w postaci eksów co często jest głównym punktem zapalnym i powodem rozpadu związków.
      Jak mamy niewychowane manipulujące dziecko ,manipulującą i wredną eks i chłopa z poczuciem winy z klapami na oczach dającego się wodzić za nos to to się nie może udać.
      • rybkka24 Re: to nie może się udać 31.08.15, 21:13
        Ja stwierdziłam że jeżeli pasierb mimo naszych starań ma być niezadowolony z/na wyjeździe lub jeżeli mam znosić jego humory i arogancję to lepiej dla nas wszystkich żeby wyjeżdżali beze mnie.
        Zmiana postawy o 180 st.zwłaszcza i m.
        To może też jakiś sposób.
    • tully.makker Re: to nie może się udać 01.09.15, 16:22
      Bardzo aroganckie jest przekonanie, ze skoro Tobie sie cos nie udalo, to w ogole nie ma prawa sie udac.
      • independency.today Re: to nie może się udać 02.09.15, 22:31
        Doszłam do ściany bo skala tolerancji dziecka- pasierba mi się skończyła. Czas spędzony w jego towarzystwie jest dla mnie męką. I nie potrafię już znaleźć w sobie metody na tolerowanie tej osóbki. On jest dowodem na to, że można mieć lat 9 i mentalność szpicla (grzebanie w mojej torebce kiedy śpię i donoszenie ojcu, co w niej znalazł), można mieć 9 lat i ego rozrośnięte na wysokość lamperii (zwracanie uwagi mojemu synowi, starszemu o 7 lat: "czy możesz zachowywać się jak normalny człowiek" pretensjonalnym tonem starego malutkiego), można mieć 9 lat i nie potrafić witać się, żegnać, przytulać, jeść, myć, nie przerywać rozmów dorosłym. Do ciężkiego charakteru dochodzi patologiczna relacja z matką (przejęcie roli mężczyzny u boku, tzn. rozmowy co wieczór przez telefon w stylu: "zmęczona jesteś mamusiu, tak mi cię żal, nie pracuj za dużo, odpocznij, taka jesteś biedna, wróć do domu i połóż się do łóżka, będę tęsknił"), podczas gdy ze mną i z moim synem kontaktuje się wyłącznie przez ojca ("tato czy ciocia może coś tam", "Tato, czy T. może dać mi telefon" itp.). Jest tego za dużo. A we mnie jest za dużo frustracji i braku zgody na znoszenie kogoś takiego w domu, na co dzień, podczas wakacji, wszędzie. Jestem sfrustrowana do granic, zła i wykończona. Pytanie tylko co było pierwsze: jajko czy kura. Czy on jest taki, bo ja jestem zła, czy też moją frustrację spowodował on. Koszmarne błędy wychowawcze popełniane przez jego ojca (rodziców? Nie wyobrażam sobie nawet, jaką ona jest matką, to przekracza moje zdolności poznawcze, co trzeba robić, żeby stworzyć taki egzemplarz). Jestem daleka od idealizowania swojego dziecka. Bywał nieznośny, bywał nieogarnięty, niesamodzielny i wyobcowany, ale nigdy nie było w nim podłości. Nie komenderował ludźmi, nie stawiał siebie na piedestale, nie uważał się za ósmy cud świata. Nie da się uniknąć porównań w takiej sytuacji.
        I najgorsza rzecz w tym wszystkim- moja atawistyczna zazdrość o to, że jego ojciec kiedyś kiedyś 100 lat temu jak się poznaliśmy rzucił zgubny tekst, że nie chce mieć więcej dzieci. Od paru lat żyję z traumą z tyłu głowy, że on nie chce mnie, skreślił mnie jako kobietę, żądając jednocześnie tolerancji dla zołzy, którą wyhodował z inną. I być może to jest główna przyczyna mojej nienawiści. We mnie jest stanowczo za dużo nienawiści.
        • edw-ina Re: to nie może się udać 03.09.15, 09:24
          Z tego co napisałaś wynika, że jesteś w układzie, który nie daje ci satysfakcji, stabilizacji, nie spełnia twoich potrzeb, za to dużo cię kosztuje. Tak całkiem poważnie odpowiedź sobie na pytanie, co ci to daje? Co tak wielkiego i ważnego daje ci związek z tym konkretnym mężczyzną, że jesteś w stanie znieść swoją frustrację, by tylko z nim być. Rozumiem zakochanie, niechęć do samotności itp. ale wszystko ma swoją cenę. Zastanów się czy nie płacisz za dużo. Nie ma sensu marnować czasu na coś, co w twoim odczuciu nie rokuje.
        • tully.makker Re: to nie może się udać 03.09.15, 13:27
          Szczerze - moze dlatego, ze mam 2 dzieci z tzw problemami, to wiem, ze dzieci bywaja rozne i niic z tego, co mi opisujesz nie wyglada na jakies straszliwe przestepstwa.

          A juz najlepsze jest to:

          ze mną
          > i z moim synem kontaktuje się wyłącznie przez ojca ("tato czy ciocia może coś t
          > am", "Tato, czy T. może dać mi telefon" itp.).

          Biedne dziecko pradopodobnie czuje, ze jestescie negatywnie nastawieni i zwraca sie do was przez ojca, bo tak czuje sie bezpieczniej.

          I jeszcze rada na koniec - nie podsluchuj rozmow mlodegomz jego matka i nie oceniaj jego z nim relacji - naprawde nie masz innych problemow?
        • litera29 Re: to nie może się udać 18.11.15, 16:39
          Oj, wiem co czujesz... Mądrze pisać ci tu będą, ale ich układy pewnie były inne, charaktery ex-partnerów i pasierbow tez inne - nigdy nie ma identycznej sytuacji... PASIERB przeszukuje Twoją torebkę gdy spisz? MOJ 10- letni pasierb okradł mnie też kiedy spałam...Wspólne wczasy?z nich to nawet wyleczyl się chyba już mój M po manipulacja swojego syna nagranych przez córkę znajomych... Ktoś pisze o podsluchiwaniu rozmów pasierba z rodzicielka - ja wychodzę z pokoju, ale pasierb jest w stanie stanąć w przedpokoju bym rozmowę słyszała ( hehe). Co robię? JUZ Nic, zupełnie NIC wink dosłownie NIC smile
    • mamba30 Re: to nie może się udać 03.09.15, 09:51
      Dawno się tu nie udzielałam, ale teraz napiszę słów kilka. Patrzysz zbyt czarno, pewnie przez pryzmat własnych doświadczeń, które uwierz mi, nie w każdym przypadku są takie same. Problemy były, są i będą, ale tak jest w każdej rodzinie, nawet tej nie zrekonstruowanej. Mieszkam ze swoim 2 mężem już prawie 11 lat. Wczoraj mieliśmy 10 rocznicę ślubu. On ma swoje dziecko (córka lat 16), ja mam swoje (syn lat 21), od 4 i pół roku mamy wspólne. Problemów swojego czasu było mnóstwo, nie zaprzeczam. Ale żyjemy szczęśliwi, jakoś z czasem i z nadejściem mądrości życiowej wszystko się poukładało. Z pasierbicą mam wreszcie dobry kontakt. Ostatnio nawet przyjechała na kilka dni, które w sumie spędziła tylko ze mną, bo mąż cały dzień w pracy, mój syn już z nami nie mieszka, a najmłodsze było wyjechane. Później exia mówiła, że bardzo miło spędziła czas, a przecież to był czas sam na sama z wredną macochą wink Z exią często sobie ucinamy miłe pogawędki przez telefon, jak 2 stare kumpele, chociaż kiedyś wióry leciały. Bardzo mnie ta sytuacja cieszy. Napisałam to nie po to, żeby się pochwalić, tylko żebyś spojrzała na tę kwestię inaczej. Da się stworzyć jak najbardziej normalny patchwork, czego przykładem jest mnóstwo macoch mniej lub bardziej obecnych na tym forum.
      • tully.makker mamba 03.09.15, 10:41
        Bardzo sie ciesz, ze wam sie tak dobrze poukladalo! Super!
        • mamba30 Re: mamba 03.09.15, 12:25
          Dzięki, Tully smilePrzyznam nieskromnie, że to w większości moja zasługa, ale to bez znaczenia - grunt, że jest ok. Chociaż jeszcze kilka lat temu nie byłabym w stanie wyobrazić sobie tego wszystkiego. Michał przepada za starszą siostrą, za bratem zresztą też smile Pewnie dlatego, że nie mieszkają z nami, he he he big_grin big_grin A tak na poważnie, to teraz wreszcie wszystko wygląda tak, jak powinno. Troszkę żałuję, że Misiek nie ma rodzeństwa w podobnym wieku, ale w moim przypadku to już będzie niewykonalne. Dziadostwo, które mnie rok temu dopadło, całkowicie wyklucza ciążę. Mam zakaz. Zresztą szczerze mówiąc nie koniecznie tęsknię za zupkami, kupkami i pieluchami smile
          • independency.today Re: mamba 03.09.15, 15:50
            Chciałabym sprostować zarzuty, które pojawiły się pod moim postem. Nie podsłuchuję rozmów pasierba tylko je słyszę, bo są prowadzone publicznie. Nie zwraca się do NAS za pośrednictwem, bo z moim synem rozumieją się dobrze i lubią wzajemnie, więc nie ma powodu żeby odczuwał uprzedzenia ze strony mojego syna. I nie ma takiej kategorii "trudne dziecko". To wór bez dna w który nieudolni rodzice wkładają swoje wychowawcze porażki. Natomiast zgadzam się że głównym motorem sukcesu rodziny patchworkowej jest mądra, zaradna życiowo "macocha". Ja najwyraźniej taką nie jestem.
            • edw-ina Re: mamba 03.09.15, 16:22
              Dobra kobieto, jest wręcz przeciwnie. Tj. jeśli masz w miarę ogarniętego faceta, który potrafi poradzić sobie z zamieszaniem, a nie rozkłada ręce w geście "co ja mogę", to jesteś w połowie drogi. To nie znaczy, że kobieta nie odpowiada za swoją relację, nie powinna pracować nad emocjami, usprawnieniem wszystkiego itp. Oczywiście, że powinna, ale zwykle tą postacią, która może najwięcej jest jednak mężczyzna, którego zadaniem jest połączenie w jedno różnych części jego rodziny. Większość kobiet tutaj ci to powie. Ja sam ci to powiem z doświadczenia, bo kiedy M był niechętny pracy nad sytuacją, to nieistotne było, czy będę go wspierać, czy może się odsunę lub zrobię coś jeszcze innego, bo i tak nie miało to niemal żadnego przełożenia na rzeczywistość. A kiedy zaczął nad sytuację pracować, również pracować nad własnym podejściem to dziwnym trafem wszystko zaczęło się lepiej układać. Dlatego jeszcze raz zapytam, co tak wspaniałego daje ci ten facet, że chcesz z nim być pomimo swojego samopoczucia w tym układzie?
    • megi7373 Re: to nie może się udać 11.09.15, 18:18
      no wakacje razem to cięzki kawałek chleba smile dla mnie też...
      ale znam takich co im sie udaje. czyli to nie samym pomyśle patchworka tkwi wada.
      coś tam z wykonaniem czy skłądnikami jest do popracowania.
      trzymaj sie - z nimi czy osobno.

      I na warsztaty zapraszam bezplatne wiec bardzo proszę Adminkę - niech nie kasuje smile
      www.facebook.com/events/904621596284539/
    • eagle1234 Re: to nie może się udać 15.11.15, 20:18
      independency.today jak ja Ciebie dobrze rozumiem
      natomiast nie rozumiem, dlaczego niektórzy próbują spalić Cię na stosie

      tę rodzinę można stworzyć, znaczy łączoną, ale bardzo trafnie ktoś tu napisał, zbyt wiele zależy w tej kwestii od mężczyzny
      chwała tym, które mają silną podporę partnera (mój znajomy jest taką osobą, idealnie tworzy trzon patchworkowej rodziny, znaczy można jak się chce, ale nie siedzi i nie udaje, że go to nie dotyczy, znaczy ta ich "wspólna" trójka dzieci, tylko za ... na cztery ręce)

      gratuluję wytrwałości przez 3 lata
      ja po 1,5r. podziękowałam, po różnych perypetiach, w tym kilkumiesięcznym wspólnym mieszkaniu

      za bardzo cenię spokój i uśmiech, za bardzo zależy mi na tym, żeby moje dziecko wychowywało się w "dobrze" funkcjonującej rodzinie, a jeśli takiej nie będzie to trudno
      nie chcę, żeby patrzyło jak drugie dziecko, którego nikt nie nauczył i jest już za duże na naukę, przykłada sobie kanapkę do twarzy i rozsmarowuje na niej całe masło, albo w ramach zabawy rozbiera się i biega po domu
      i darujmy sobie wszyscy próbę oceny jak to trzeba być silnym, zagryźć zęby, etc.
      znam dzieci po rozwodzie, którym jest trudno, ale jak są wychowane przez rodziców, to naprawdę wygląda to inaczej ...

      chyba trzeba wiedzieć, na czym tak naprawdę zależy nam w życiu
      i nie mordować się w imię ... właśnie, w imię czego?
      moje życie to nie masło na twarzy, moje życie to masło na kanapce
      i tego wymagam od siebie, od swojego dziecka i od każdego domownika, który chce usiąść ze mną przy wspólnym stole

      ... taka dywagacja mnie naszła

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka