Dodaj do ulubionych

ja- pasierbica:)

18.10.04, 21:46
czytam Was od jakiegoś czasu i ostatnio natchnęło mnie do napisania o sobie,
może niektórym z Was trochę pomogęsmile.

moi rodzice rozwiedli się gdy miałam 8 lat, od mamy dowiedziałam się, że
tato ma nową żonę, dowiedziałam się takze paru innych szczegółów o tej pani,
ale raczej nie nadają się do druku. Jak łatwo przewidzieć wpływ mamy był
ogromny i przez prawie dwa lata nie chciałam rozmawiać z tatą, raniłam go
strasznie powtarzając w rzadkich rozmowach telefonicznych słowa swojej mamy.
Mając 10 lat pojechałam do babci(matki taty) na wakacje i po prostu zastałam
w ogrodzie wózek z małym pulpeciątkiem, które podbiło moje serce i do dziś
jest moim najukochańszym bratemsmile. chęć przebywania z braciszkiem zmusiła
mnie do pierwszego kontaktu ze "znienawidzoną macochą".

Pierwsze nasze rozmowy były baaardzo ostrożne, zwłaszcza taktem i
cierpliwością wykazała się ona, ja byłam czasem okropna, zazdrosna,
niepocieszona i po prostu zła!( i to jest normalne!! dziecko szuka winnego,
poza tym ciężko pogodzić się z niesprawiedliwością, że dla innego dziecka i
obcej pani mój tato będzie domownikiem, a dla mnie już zawsze tylko Wielkim
Świętemsad) Jednak zdobyła moje serce, a co najważniejsze zdobyła jeszcze
większą miłość mojego taty. Dopiero teraz jak jestem dorosła potrafię docenić
jej postawę w pełni(zwłaszcza jak poznaję historie innych)


z rodziną mojego taty spędziłam już wiele wakacji i świąt, zawsze było
wspaniale!! bardzo często wychodzę z nimi na kolację, czy jakieś świętowanie
do jej rodziny i wszyscy traktują mnie normalnie jak członka rodziny( wbrew
pozorom to jest niesamowicie ważne! w małej główce zachodzą skomplikowane
analizy gestów, uśmiechów, półsłówek, czy na pewno jestem traktowana na
równi, czy oni nie myślą, że jestem gorsza, że nie powinno mnie tu być??i
naprawde niewiele potrzeba, by dziecko tak pomyślałosad wiem, bo kilka osób
nie umiało się zachować, ale za nie przepraszała mnie "okropna macocha",
która potrafiła dostrzec sprawioną mi przykrość)



Z upływem lat nasze rozmowy stawały się coraz poważniejsze i teraz
rozmawiamy o wszystkim co nas cieszy, boli, czy zastanawia.
mamy doskonały kontakt, podobne poczucie humoru i jak tam przyjeżdżam wiem,
że wspaniale spędzę czas.

Kochane drugie mamy, bardzo dużo zależy od Was, nie od dzieci, bo one są
tylko ofiarami!! niewiele rozumieją, poza poczuciem własnej krzywdy i
szukaniem sprawcy zamieszania, trzymam kciuki za Was i życzę conajmniej
takiego kontaktu z pasierbicami i pasierbami jaki ma żona mojego taty ze mną!

ps. dodam jeszcze, że między moimi rodzicami stosunki wciąż są bardzo złe, a
ona nigdy przez tyle lat nie dała mi odczuć jakiejkolwiek negatywnej emocji w
kierunku mojej mamy i za to ją podziwiam!!!!

kopciuszekwink


Obserwuj wątek
    • natasza39 Re: ja- pasierbica:) 19.10.04, 00:37
      kalina81

      Po prostu dziekuje Ci za tego maila.

      Jeszcze raz potwierdzilo sie tylko, to co zawsze wiedzialam, a co tak bardzo
      nie podoba sie "tym wszystkowiedzacym".
      Moja mama byla tez taka jak Ty pasierbica i ona mi to opowiadala, ale dobrze
      równiez usłyszec od innych.
      Jeszcze raz dzieki!!!!
      • new_live Re: ja- pasierbica:) 19.10.04, 07:50
        Nataszo- zworc uwage , ze jej macocha nigdy nie wykazala zlych emocji ani
        slowem , ani gestem w stosunku do jej matki. A tu wystarczy by jakiesn dziecko
        niechcacy przeczytalo to forum.....
        • naturella Re: ja- pasierbica:) 19.10.04, 09:02
          Mag, zamknij się, po prostu się zamknij. To nie dla Ciebie wątek, zabierz swój
          cieknący jadem języczek na inne wątki i tam sobie pluj. A tu się zamknij już.
          • new_live Re: ja- pasierbica:) 19.10.04, 11:02
            Naturello - jadem nie ciekne.
            A pisac bede gdzie bede chciala.
            Do mikawi- jak przeczyta foruim w strone ojca- to zrozumie - dlaczego NALEZALO
            wizasc rozwod i ze to dla jego dobra.. Kontakty z takimi jak tam osobnikami nie
            sluza nikomu...

            Ja sie nie boje , ze zajzy- ja tylko uswiadamiam , ze dzieczyna napislal iz
            najbardziej jej sie pododbalo , ze macocha nigdy - ale to nigdy w zaden spsosb
            ani slowem ani gestem nie dala jej odczus, ze nie lubi jej matki.....



            • mikawi Re: ja- pasierbica:) 19.10.04, 11:05
              a co powiesz o postawie matki? tego jakos nie zauważylaś: "od mamy dowiedziałam
              się, że tato ma nową żonę, dowiedziałam się takze paru innych szczegółów o tej
              pani, ale raczej nie nadają się do druku. Jak łatwo przewidzieć wpływ mamy był
              ogromny i przez prawie dwa lata nie chciałam rozmawiać z tatą, raniłam go
              strasznie powtarzając w rzadkich rozmowach telefonicznych słowa swojej mamy."
              • new_live Re: ja- pasierbica:) 19.10.04, 11:12
                Mikawi - mam sie ustosukowa.
                ZLA!!!!1
                Najwieszky blad. O partnerce winie informowac ojcie.
                Nie matak. Jesli sie kogos nie zna nie mowi sie o nim ani dobrze ani zle- bo
                sie go nie zna.
                Nie zaczyna sie kogos nielubiec tylko dlatego ze np.. jest kolega jasia, ani
                tylk dlatego , ze glosi inne poglady niz np. Marysia.
                Uwazam za straszna krzywde wyrzadzana dziecku -, natsawianie i manipulowanie
                jego uczuciami. Relacje ja - moje dziecko- jego macocha utalam na polu. Slucham
                nie komentuje. Jesli pyta wysylam do ojca. Ja nie znam
                • naturella Re: ja- pasierbica:) 19.10.04, 11:19
                  Mag, boję się, że niedługo otworzę lodówkę i Ty tam będziesz. Czy, jeśli
                  będziemy pisać o seksie małżeńskim, to też wtrącisz swoje kilka groszy, że w
                  tym czasie biedna ex masturbuje się ogórkiem i że nie mamy serca? Twoje pisanie
                  zaczyna trącić jakimś absurdem tak totalnym, że aż trudnym do określenia... To
                  i śmieszne i straszne zarazem!

                  Wszystko w swoim miejscu i czasie. Naprawdę nie trzeba tu obsikiwać każdego
                  wątku, żeby pokazywać tym zbłądzonym macochom jak bardzo się we wszystkim mylą.
                  • new_live Re: ja- pasierbica:) 19.10.04, 11:23
                    Nie obsikuje kazdego. I przestan mnie obrazac. Ja ciebie nie obrazam..
                    No chyba , ze inaczej nie potrafisz.
                    mam porozycja- zaznacz mnie na dole jako nielubianych i bedziesz miec problem z
                    glowy
                  • new_live Re: ja- pasierbica:) 19.10.04, 11:27
                    Widzis , jeszcz Ci powiem , ze jak bedzie mowa o seksie malzneskim0- to moge
                    miec wiecej do powiedzenia niz ty i nie na temat masturbacji - bo widzisz ja
                    nigdy nie musialam sie do tego psunac. w przeciweinstwei pewnie do Ciebie. I
                    bycie Esk nie przekresla faktu , ze obecenie moge byc w malzenstwie....

                    Jedno nie ma nic do drugiego...
                    • domali Re: ja- pasierbica:) 19.10.04, 11:38
                      "Ja ciebie nie obrazam.."

                      Taaa....
                  • jayin Lekki OT :-) 19.10.04, 11:32
                    ...smile))) Nat...

                    Ja w oderwaniu od wątku, ale tekst o ogórku i seksie małżeńskim mnie rozbawił totalniesmile

                    (nie to, żebym nie miała serca!!! Ja tam życzę dobrego seksu, niekoniecznie małżeńskiego, wszystkim i wszędzie smile)

                    J.
                    • pelaga Re: Lekki OT :-) 20.10.04, 11:13
                      > Ja w oderwaniu od wątku, ale tekst o ogórku i seksie małżeńskim mnie rozbawił
                      > totalniesmile

                      A mnie zniesmaczyl zwyczajnie.
                      • jayin Re: Lekki OT :-) 20.10.04, 11:33
                        pelaga napisała:

                        > A mnie zniesmaczyl zwyczajnie.

                        Pelaga - widać ja mam takie chore poczucie humoru. Po prostu :]
            • jayin Re: ja- pasierbica:) 19.10.04, 11:28
              new_live napisała:

              > ja tylko uswiadamiam , ze dzieczyna napislal iz
              > najbardziej jej sie pododbalo , ze macocha nigdy - ale to nigdy w zaden spsosb
              > ani slowem ani gestem nie dala jej odczus, ze nie lubi jej matki.....

              Dokładnie tak jak piszesz - JEJ nie dała odczuć. Co jest bardzo pozytywne. I tak powinno się postępować z każdym dzieckiem.

              Tylko nie wiemy - ani ja, ani ty - czy jej macocha postępowała tak, bo serio nie czuła nic negatywnego wobec jej mamy, czy też była wręcz aniołem smile czy może po prostu była na tyle inteligentną kobietą, że umiała "zamknąć buzię" przy dziecku w temacie "mama", ale w głowie, w myślach, czy w rozmowach z przyjaciółmi/mężem - mogła mieć z tym problem i rozmawiać o Ex niekoniecznie w różowych barwach.

              Bo mówić/nie mówić - a czuć i myśleć - to często dwie różne sprawy. Naprawdę.

              Co nie zmienia faktu, że zachowanie tej "macochy" było/jest idealne jak dla mnie. I tak powinny wyglądać stosunki "macocha-dzieci". Powinny, ale nie muszą.

              pozdr.

              J.
              • new_live Re: ja- pasierbica:) 19.10.04, 11:33
                Jayin- zgadzam sie z Toba . Macocha mozna powiedziec w tym przypadku wznoisla
                sie naprawde na bardzo wysoki poziom. A czy myslala, mmoze czassmi , ale chyba
                nie miala zlych uczuc- boinaczej zdradzila by sie pozawerbalnymi rzeczami-
                tonem glosu , mimika.. to sie wyczuwa w lucdziach. Mysle, ze to trudne. Zarowno
                dla macoch jak i dla eks. Trzba budowac pozydtywne nastawienie do osby - ktora
                1. nie znamy
                2. mamy z nuia przykorsc np...

                I mysle , ze to naprawde swiadczy o wielkosci czlowieka
                • jayin Re: ja- pasierbica:) 19.10.04, 11:48
                  new_live napisała:

                  > A czy myslala, mmoze czassmi , ale chyba
                  > nie miala zlych uczuc- boinaczej zdradzila by sie pozawerbalnymi rzeczami-
                  > tonem glosu , mimika.. to sie wyczuwa w lucdziach.

                  Owszem. Tyle, że wyczuć może to osoba do której jest skierowana ta niechęć. A inne osoby wyczują to wtedy, gdy ta niechęć jest naprawdę silna, żeby nie powiedzieć patologiczna. Zwykłą niechęć, czy wręcz złość ludzie potrafią najczęściej zręcznie ukryć i nie objawiać jej wobec tych, do których ona nie jest skierowana. Oczywiście, jeśli im na tym zależy.


                  > Mysle, ze to trudne.
                  > Zarowno
                  > dla macoch jak i dla eks.

                  Też tak myślę.

                  > Trzeba budowac pozydtywne nastawienie do osby - ktora
                  > 1. nie znamy

                  Dokładnie. A przynajmniej nie wzbudzać w sobie nastawienia negatywnego. Jeśli nie znamy kogoś, jeśli ktoś nie zrobił nam nic złego - to jest to najwłasciwsze i najzdrowsze rozwiązanie.

                  > 2. mamy z nuia przykorsc np...

                  A tego to już nie zrozumiałam :]

                  J.
                  • new_live Re: ja- pasierbica:) 19.10.04, 11:55
                    A nie wydaje ci sie ze eks - to oczywiste,
                    ale i nowa partnerka, decydujac sie na zwiazek ma obowizek srarac sie taz
                    zachowywac???
                    • jayin Re: ja- pasierbica:) 19.10.04, 12:04
                      new_live napisała:

                      > A nie wydaje ci sie ze eks - to oczywiste,
                      > ale i nowa partnerka, decydujac sie na zwiazek ma obowizek srarac sie taz
                      > zachowywac???

                      Nawet mi się nie wydaje.
                      Ja tak uważam smile

                      Ale to chyba zrozumiałe samo przez się? nie okazywac przy dziecku niechęci do drugiego rodzica. i to przez Next i przez Ex i przez faceta.

                      Sama wiem, jak to jest, kiedy się robi inaczej. Z pozycji dziecka.
          • pelaga Re: ja- pasierbica:) 20.10.04, 11:11
            > Mag, zamknij się, po prostu się zamknij. To nie dla Ciebie wątek, zabierz
            > swój
            > cieknący jadem języczek na inne wątki i tam sobie pluj. A tu się zamknij już.

            Coz za klasa sad(( I czy to nie jest przypadkiem lamanie regulaminu i obrazanie
            innych uiczestnikow forum???
            • domali Re: ja- pasierbica:) 20.10.04, 11:14
              Ech Pelago, ja bym Ci mogła na pęczki takich cytatów z 'samomamy' podrzucić.
              Skierowanych między innymi do mnie. Wtedy jakoś nie reagowałas... Relatywizm
              kolejny raz?
              Pozdrawiam, wystraszona next wystraszonego eks.
        • mikawi Re: ja- pasierbica:) 19.10.04, 09:29
          nie daj Boże jak niechcący przeczyta forum w strone ojca - jeszcze zrozumie że
          to mamusia zabrania ojcu kontaktów z nim

          co za bzdura! a że wejdzie na strony porno sie nie martwisz?
        • domali Re: ja- pasierbica:) 19.10.04, 10:09
          new_live napisała:

          > Nataszo- zworc uwage , ze jej macocha nigdy nie wykazala zlych emocji ani
          > slowem , ani gestem w stosunku do jej matki.

          Za to matka w stosunku do macochy i owszem...
        • natasza39 Re: ja- pasierbica:) 19.10.04, 18:43
          Wiekszosc macoch tez tych zlych emocji, przynajmniej na tym forum, nie
          wykazuje. No moze poza...kwiatkiem, ale to jest osobna historia.

          A po za tym pisza tu i raczej nie pluja jadem na swoich pasierbow na ich matki.

          No i po co ten jad???
          Tak nawiasem mowiac...
          Czy czasem te chlopy nie uciekly dlatego od swoich ex, bo mialy juz dosc tego
          jadu??
          Ale to juz takie luźne pytanko niekoniecznie do nikogo konkretnie skierowane...
    • wipsania Re: ja- pasierbica:) 19.10.04, 01:47
      Ja też bardzo Ci dziękuję.
      U nas sytuacja jest podobna - stosunki między rodzicami mojego pasierba są
      bardzo złe. Może nie tak - właściwie ich nie ma. Nawet przy okazji rodzinnych
      spędów typu wesele czy pogrzeb udają, że się nie widzą.
      Młody nigdy nie powiedział mi czegoś takiego, co napisałaś - ale to dobrze, nie
      wiedziałabym jak się zachować. Ale swoim zachowaniem - stosunkiem do mnie mówi
      podobne rzeczy.
      I też bardzo kocha swoją siostrę, z wzajemnością.
      Życzę Ci spełnienia wszystkich marzeń
      W
    • m-m-m Re: ja-też-pasierbica:) 19.10.04, 07:26
      Tak, bardzo rzadko ex potrafią zachować się z klasą i godnością. Przelewają
      swoje żale na dziecko i nim manipulują. Co prawda mój ojciec nie odszedł do
      innej kobiety, przyczyny rozwodu były zgoła inne, ale gdyby moja matka chciała
      to ja wymazałabym go z pamieci...
      Natomiast do ojczyma mam stanowisko nijakie, po śmierci mamy, pzrzestałam z nim
      utrzymywać kontakt, nie widzę takiej potrzeby. Nie czuję się z nim związana i
      tyle.
      • maciejkaa3 Re: Ja również... :) 19.10.04, 15:26
        Witam. Też chciałabym się podzielić kawałkiem swojej "historii". Mianowicie moi
        rodzice rozwiedli sie, gdy miałam lat 12 ( teraz mam 23 ). Obecna "macoszka"
        nie była powodem rozstania moich rodziców, więc do niej żalu o to nigdy nie
        miałam.. Początki "znajomości" z nią były nijakie, raczej odrazu nie
        zaprzyjaźniłyśmy się, chyba byłam zazdrosna, o to, że sie w ogóle pojawiła w
        życiu mego Taty, ( było to 4 lata wstecz ), pojawiały się myśli "Ona zabrała mi
        Tatę" "To ja chciałam być dla niego najważniejsza, a ona to psuje".... Powiem
        Wam jak jest teraz : widujemy się dość często, oprócz tego, że plotkujemy przy
        kawce i ciachu to odwiedzam również mojego braciszka dwulatka, który jest
        rozkoszny i jak wymawia moje imię to ciarki mi przechodzą, wiem, że pyta o mnie
        kiedy znów przyjdę, jest miło. Zwierzam się jej, zwracam o radę, czasem pomaga
        załagodzić lekkie bo lekkie ale zawsze- konfilkty z Tatą smile Czasem idziemy
        razem na zakupy, pomaga wybrać kreację na imprezkę - jest między nami tylko 5
        lat róznicy.... smile

        Wszystkim macoszkom, życzę pomyślbego spełnienia..
        Sama jestem jedną z Was,(często czytuję Wasze posty)chociaz na tę chwilę nie w
        zupełności, ponieważ dziecko mojego mężczyzny mieszka z mamą...

        To mój pierwszy wpis - pozdrawiam smile
        • nooleczka Witaj maciejko! 19.10.04, 16:14
          I zapraszamy...
          • maciejkaa3 Re: Witaj maciejko! 19.10.04, 16:21
            Serdecznie dziękuję i z wielką przyjemnością przyjmuję zaproszenie smile
    • kalina81 Re: ja- pasierbica:) 19.10.04, 14:04
      chciałabym dodać, że przez parę lat miałam żal do mamy o to negatywne
      nastawienie, ale zrozumiałam, że ma prawo do takiego zachowania, została
      zraniona i tak właśnie reaguje, nie potrafi zapomnieć, choć ułożyła sobie życie
      to i tak fakt odejścia mężczyzny do innej kobiety zostawił niezabliźnioną ranę.
      oczywiście świetnie by było gdyby swoim cierpieniem nie obarczała mnie, ale
      widocznie tego nie umiałasad co nei zmienia faktu, że jest najlepszą mamą na
      świeciesmile
      • new_live Re: ja- pasierbica:) 19.10.04, 14:13
        A teraz ja podziekuje Ci za te slowa....
      • m-m-m Re: ja- pasierbica:) 19.10.04, 14:37
        To, że moja matka wykazała sie ta klasą i nigdy nie powiedziała na ojca złego
        słowa i nie zmuszała mnie do kochania ojczyma doceniam dopiero teraz, gdy
        jestem od dawna dorosła.
    • babe007 Re: ja- pasierbica:) 19.10.04, 15:15
      No cóż, kolejny wątek potwierdzający, że po obydwu stronach barykady są ludzie
      porządni i tacy nie koniecznie. Twoja macocha wykazała się taktem i kulturą.
      Moja (dopóki była żoną mojego ojca) stawała na rzęsach, żeby utrudnić nam
      kontakt. Praktycznie do momentu ich rozwodu moje przyrodnie rodzeństwo nie
      wiedziało o moim istnieniu. Wiele z Was powie, że była to wina mojego ojca. Na
      pewno tak. Ale nie tylko jego. No i można by zastanowić się czyja większa.
      Teraz mam druga macochę. I ta jest OK. Trudno powiedzieć, żebym kochała ją jak
      matkę (primo dobiegałam trzydziestki kiedy wzięli ślub, secundo dzieli nas
      parę – naście tysięcy kilometrów), ale zdobyła moja sympatię dając wielokrotnie
      do zrozumienia, że moje dzieci traktuje jak wnuki.

      Także jak widać nawet jedna osoba może mieć skrajnie różne doświadczenia z
      (własnymi) macochami. Aha, jeszcze jedno. Moja mama nigdy złego słowa nie
      powiedziała na mojego ojca.

      Pozdrawiam


      Z.

      PS. Naturello, czemuś taka agresywna…?
      • justinka_s Re: ja- pasierbica:) 20.10.04, 01:01
        1. nie wiedzialam na początku kta to Mag i tym bardziej nie wiem za co ją
        ganić, nie napisała nic złego, ale domyslam sie, zę jest nie amcocha ( żadnego
        podtekstu tu nie ma)
        2. powinnaś to napisac na samodzielnych, bo ja osobiście poprostu nie wiem co w
        przysżłości swojej córce mówic, napewo nie bede jej nastawiać przeciw komuś,
        obarczac problemami ( chociaz z pewnościa samam odczuje moją niechęć do next z
        arozbicie mi rodziny)
        3. kilak pytan włąsnie do takich osób jak autorka, mam przed sobą opcje,
        odwoływanie sie od wyroku rozwodowego gdzie orzeczono obopólna wine ( dobry
        adwokat i 2 świadków i winna jestem też ja) czy nei, boję się, zę kiedyś
        dziecko mi powie, zę to rpzeze mnie ojciec odszedł...
        mój maz niestety dązył po trupach do celu, dobijal mnie czym sie tylko dało,
        udowodnił to przez ost. 1,5 roku i boję sie, zę jest ( a jest ) niedojrzały i
        że bedzie on mała buntował przeciw mnie...
        widze jak potrafi poweidzieć, jedz b0 mama będzie krzyczała...jestem pewnie
        rpzewrażliwiona bo bardzo uwazam na słowa przy małej, na jej wychowanie...ale
        dla mnie to już kreowanie matki na złą kobietę "bo krzyczy"

        napiszcie coś wiecej o waszych odczuciach, o tym jak ja amm postępowac w
        stosunku do eks też...jeżeli nie tu to na maila
        bede za wszelkie rady bardzo wdzięczna
        • lilith76 Re: ja- pasierbica:) 20.10.04, 09:41
          > że bedzie on mała buntował przeciw mnie...
          > widze jak potrafi poweidzieć, jedz b0 mama będzie krzyczała...jestem pewnie
          > rpzewrażliwiona bo bardzo uwazam na słowa przy małej, na jej wychowanie...ale
          > dla mnie to już kreowanie matki na złą kobietę "bo krzyczy"

          ty spędzasz z córką więcej czasu, więc to jednak ty będziesz miała na nią
          większy wpływ. jego tekst o "krzyczącej mamie" jest tylko dowodem bezsilności
          lub lenistwa jako rodzica - tak jest najłatwiej. kiedy córka zacznie pytać o
          przyczny rozstania lepiej chyba powiedzieć, że mamie i tacie trudno było razem
          być ze sobą i uznali, że lepiej mieszakać oddzielnie. jeżeli twój były mąż
          będzie jej nasuwał jakieś przypuszczenia co do twojej winy, to jednak ma
          kiepską klasę jako mężczyzna.
          • jayin Re: ja- pasierbica:) 20.10.04, 10:54
            > ty spędzasz z córką więcej czasu, więc to jednak ty będziesz miała na nią
            > większy wpływ.

            Też mi się tak wydaje.

            > jego tekst o "krzyczącej mamie" jest tylko dowodem bezsilności
            > lub lenistwa jako rodzica - tak jest najłatwiej.

            Nie można też wykluczyć faktycznie tego "dyskredytowania" drugiego rodzica, żeby samego siebie postawić w "lepszym świetle" (mama krzyczy, a ja trzymam twoją stronę i nie będę krzyczał, etc.) - co czasami stosują i matki i ojcowie. To nie jest wyłącznie domena ojców smile

            Ale jeśli twoja córka nigdy nie była przez ciebie "skrzyczana" za niezjedzenie - to nie masz w ogóle podstaw do obaw, bo mała w taką wersję, że mama na nią nakrzyczy - nie uwierzy ojcu. Chyba, ze zdarza ci się na nią krzyczeć, że nie je - wtedy może odczuć "rację" ojca.

            > kiedy córka zacznie pytać o
            > przyczny rozstania lepiej chyba powiedzieć, że mamie i tacie trudno było razem być ze sobą i uznali, że lepiej mieszakać oddzielnie.

            Właśnie. Najczęściej lepiej nie opowiadac dzieciom szczegółów rozstania i powodów. Zwłaszcza, gdy dla dzieci byłyby one mało zrozumiałe, albo wręcz zaskakujące (bo same nigdy tego nie dojrzały w zachowaniu rodziców). Oczywiście, jeśli dzieci są starsze - widzą same co się dzieje - i niezależnie od wersji rodziców mają jeszcze swoje zdanie na ten temat.
            Tłumaczenie szczegółowe dzieciom "o co poszło" może się skończyć właśnie "dyskredytowaniem" drugiego rodzica. mniej lub bardziej świadomym. bo każdy z nas mało chętnie przedstawia siebie samego w złym świetle.

            > jeżeli twój były mąż będzie jej nasuwał jakieś przypuszczenia co do twojej
            > winy, to jednak ma kiepską klasę jako mężczyzna.

            Right.
            • gosza26 Re: ja- pasierbica:) 20.10.04, 11:45
              nizupełnie sie zgadzam z tym, że starsze dzieci same zrozumieją...owszem
              cudownie byłoby gdyby można było dzieci wyjąc poza margines problemów rodzinno-
              rozwodowych, ale zaniechanie wytłumaczenia Małemu o co chodzi poskutkowało u
              nas wizytami u psychologa, i nerwicowymi napadami bólów brzucha...odkąd Mały
              (juz teraz ma 14 lat)wie, że długi nie biora sie z kosmosu, i że nie można
              czekać na matkę az ta wydorośleje(przy okazji go kzywdząc), nagle zniknęły
              napady nerwów, kłopoty z zachowaniem w szkole, a sam rozwód ma minimalny wpływ
              na jego samopoczucie....

              aha! gdybym jak zwykle cos zagmatwała tym teksetem to z checia odpowiem na
              niescisłości....
              • jayin Re: ja- pasierbica:) 20.10.04, 13:42
                gosza26 napisała:

                > nizupełnie sie zgadzam z tym, że starsze dzieci same zrozumieją...

                Nie chodziło mi o to, że ROZUMIEJĄ (jak jest naprawdę), bo czasem nawet dorośli nie są w stanie. Ale, że MAJĄ SWOJE ZDANIE na ten temat. Co niekoniecznie musi oznaczać, że zdanie jest wyrobione na podstawie rozumienia sytuacji, ale na obserwacji tego co się dzieje.
                Oczywiście takie "zdanie" bardzo, bardzo rzadko bywa "obiektywne". Powód jest prosty - nie można liczyć w 100% na obiektywność u tych, którzy są zwiazani z jakąś sprawą bezpośrednio emocjonalnie.
                Wg mnie.

                J.
    • kalina81 Re: ja- pasierbica:) 20.10.04, 13:30
      justinka_s, w sprawie wychowania ja mam bardzo kontrowersyjny pogląd, moja mama
      to zamordystka(sama tak o sobie mówismile)wychowywała mnie twardą ręką, były
      zakazy i nakazy, szlabany(nawet półroczne-za palenie papierosów), których nie
      odpuściła mi nigdy, jednak zawsze wiedziałam za co są, rozmawiała ze mną
      baaardzo dużo, tłumaczyła mi świat, nakładała na mnie przeróżne obowiązki
      związane z prowadzeniem domu, wymagała ode mnie naprawdę dużo i coraz wyżej
      stawiała poprzeczkę, zawsze była konsekwentna, jeśli mi czegoś zabroniła nigdy
      nie zmieniła zdania, jeśli złamałam zakaz zawsze wiedziałam, że poniosę karę. A
      największy podziw wzbudziła w dyrektorze mojej szkoły gdy nie chciała mi
      usprawiedliwić nieobecności, powiedziała, że nie wie gdzie wtedy byłam,
      prawdopodobnie na wagarach, więc ona niestety nie może się podpisać pod
      usprawiedliwieniem, a ocena ze sprawowania?? no cóż będzie taka na jaką
      zasłużyłam. Dyro powiedział, że wszystkim dzieciom życzy takich matek i
      nakoniec liceum dostała dyplom za wzorowe wychowanie dziecka!!! nic ją nie
      obchodziło litowanie się taty i babci nade mną, złościła się za ich
      pobłażliwość i wycofywanie się z wcześniejszych wymagań. i co??
      i teraz mam ochotę po stopach ją za to całować!!! to właśnie ona, a nie mój
      kochany dobrotliwy tatuś jest moją największą podporą, kiedy mam problemy.To
      dzięki niej jestem całkowicie samodzielną osobą od skończenia 18 roku życia,
      wiem jak płacić rachunki, gdzie złożyć reklamację za trefny produkt czy
      zawyżony rachunek, umiem przeprowadzić remont mieszkania(po dostaniu się na
      studia kupiła mi mieszkanie do remontu dała pewną kwotę i powiedziała, żebym
      sobie poradziła, inni mieli wakacje, ja harówę!!) utrzymuję się z wynajmowania
      pokoju studentce i alimentów od taty, mam 850zł jeśli chcę więcej, jadę do domu
      i pracuję u niej w gabinecie jako asystentka. Właśnie teraz rozumiem, że jak
      człowiek ma naście lat jest głupi straaasznie i tylko konsekwencją i
      wymaganiami można go dobrze wychować i nauczyć odpowiedzialności.
      oczywiście poza tym mama dała mi dużo czułości i ciepła, nagradzała moje
      wysiłki, pocieszała w razie niepowodzeń, motywowała do nauki i pracy,
      rozpieszczała i rozpieszcza pod względem materialnym, ale w zabawny sposób,
      kupi mi superciuch, telewizor, da na wycieczke do Egiptu, ale nie da na
      rachunki, czy jedzenie, bo o to mam dbać sama. Mam nadzieję, że będę umiała
      wychować swoje dziecko tak samo!
      • ashan :-))) 20.10.04, 14:01
        Kalino, piękny tekst. Twoja mama bardzo mi się podoba smile Mam nadzieję, że
        kiedyś mój syn też będzie mówił o mnie z taką miłością.
        pozdrawiam
        a.
        • justinka_s Re: :-))) 21.10.04, 01:00
          amoj eks nie ma klsy, tego nie musze sobie udowadniać za kilka lat...oskarżanie
          zony będacej w 7 mies. ciązy w sądzie o zdrade to juz brak klasy...zreszta to
          pestka...
          było tego więcej

          Kalino...bardziej chodzi mi o wychowanie małej od strony stosunków z eks, next,
          o naszych relacjach w kontekście spotkać z ojcem...itp
          czy udowodniona wina zdrady i powodu rozpadu małżeństwa w sadzie to wiele dla
          mojej córki bedzie znaczyło?
          mam zamair jej powiedzieć jak kiedyś zapyta o powód, ze tata znalazł sobie inna
          kobiete, wybaczcie - nie powiem że rodzice woleli być osobno bo ja nie
          wolałam...
          mam nadzieję, ze uda mi sie wychować córke z szacunkiem dla starszych, dla mnie
          tez...tak jak zrobili to moi rodzice, że ona kiedyś bedzie wiedziała ile mnie
          kosztowało samotne macierzyństwo i doceni moje wysiłki...
          i wychowam ją taką samą a nawet lepsza niż jawink)...tez sama wiercę dziury na
          karnisze, maluję mieszkanie, zmieniam koła i świece w samochodzie...
          dzięki za ten wątek...brakuje mi spojrzenia ze strony dziecka własnie...
          • m-m-m Re: :-))) 21.10.04, 08:04
            mam zamair jej powiedzieć jak kiedyś zapyta o powód, ze tata znalazł sobie inna
            kobiete, wybaczcie - nie powiem że rodzice woleli być osobno bo ja nie
            wolałam...


            Pozwolisz , że się wtrącę: zależy jak małej przekażesz taką prawdę. Możesz
            powiedzieć to pełna złości z wyczuwalną w głosie krzywdą, a możesz powiedzieć
            neutrealnie, bez gniewu i zadawnionych żalów.
            Ważne by Twoja córka nie uważała, że wszyscy faceci są tacy, bo na zasadzie
            samospełniającej się przepowiedni, też kiedyś może ona sama znaleźć się w
            podobnej sytuacji. I nie oczekuj, że ona będzie doceniała Twoje poświęcenie,
            owo samotne macierzyństwo, bo to tak jakbyś chciała, by ona miała poczucie
            winy, że Ty tyle dla niej poświęciłaś, a ona ma np. inne zdanie i inny pomysł
            na swoje życie.



            tez sama wiercę dziury na
            > karnisze, maluję mieszkanie, zmieniam koła i świece w samochodzie...


            W dzisiejszych czasach taka samodzielność u kobiety jest konieczna, by być
            niezależną. Mieszkałam 5 lat sama i też robiłam wszystko sama, ewentualnie
            płaciłam jakiemuś "złotej rączce" za te prace. Moja matka też sama zmieniała
            koła w samochodzie, prowadziła budowę , miała swój zakład. To oczywiste dla
            kobiety, której małżeństwo lub związek się rozwiały. Dla Twojej córki taki
            przykład z domu jest ważny, bo uczy się zaradności i samodzielności. Nie
            oznacza to, że teraz jak jestem z M. to robię remonty, acz mam w tym udział i
            decydujący głos...bo właśnie też takie remonty robiła moja matka (sama) i ja
            też sama.
          • lilith76 Re: :-))) 21.10.04, 09:48
            wiesz, 6 letnia córka mojego M opowiada innym dzieciom na placu zabaw: "tata
            już z nami nie mieszka, bo zakochał się w innej pani. o tam siedzą" i pokazuje
            na mnie siedzącą na ławce z M. jest to dla niej całkowicie neutralna informacja
            (choć nie wiem, czy taka jej otwartość wobec innych dzieci to dobrze). może
            dlatego, że czuje i wie, że pomimo tego, że tata zakochał się w innej pani
            nadal kocha ją i jej brata. wiele zależy tu od mężczyzny i jego postawy wobec
            dziecka.
            • darcia73 Re: :-))) 21.10.04, 10:09
              współczuję dzieciom takiego kochliwego taty. Męzczyzna, który nie potrafi być
              wierny i dotrzymac przysięgi małzeńskiej dla mnie osobiście nie jest nic wart.
              Wiernośc, uczciwość i pewne, konktetne zasady - to cechy prawdziwego mężczyzny
              i ojca.
              może dzieci lepiej niech się do Ciebie nie przyzwyczajają, bo za parę lat tatuś
              znowu się zakocha w innej pani.
              • darcia73 PS. Re: :-))) 21.10.04, 10:13
                Nie biore tej opinii z powietrza, moj eks ma juz drugą nekst
                • kalina81 PS. Re: :-))) 21.10.04, 11:06
                  darcia a ja sobie gratuluję kochliwych rodziców, są szczęśliwi, kochają i są
                  kochani, co z tego że nie siebie nawzajem?(myślisz, że byłabym szczęśliwsza
                  patyrząc na ich kłotnie i kompletny brak porozumienia?)moi rodzice choć nie
                  wspólnie nauczyli mnie jednak jak tworzyć szczęśliwie związki oparte na miłości
                  zaufaniu i szacunku i to nawet rzekłabym podwójnie!!!smilesmile)))
                  • darcia73 PS. Re: :-))) 21.10.04, 11:35
                    bo akurat mieli szczęście, tak jak jasmile
                    ale nie mozna budowac swojego szczęscia na cudzym nieszcześciu
                  • natasza39 PS. Re: :-))) 23.10.04, 10:13
                    kalina81 napisała:

                    > darcia a ja sobie gratuluję kochliwych rodziców, są szczęśliwi, kochają i są
                    > kochani, co z tego że nie siebie nawzajem?(myślisz, że byłabym szczęśliwsza
                    > patyrząc na ich kłotnie i kompletny brak porozumienia?)moi rodzice choć nie
                    > wspólnie nauczyli mnie jednak jak tworzyć szczęśliwie związki oparte na
                    miłości
                    >
                    > zaufaniu i szacunku i to nawet rzekłabym podwójnie!!!smilesmile)))


                    A na to darcia odpisała:
                    >bo akurat mieli szczęście, tak jak jasmile
                    ale nie mozna budowac swojego szczęscia na cudzym nieszcześciu<


                    darcia przeciez paradoksalnie oni byli nieszczesliwi ze soba i potem załozyli
                    szcześliwe zwiazki.
                    A zatem oboje budowali szczescie na "cudzym nieszceściu" w tym swoim własnym.

                    Wypowiadałam sie na tym forum wielokrotnie na ten temat.
                    Pomijajac kwestie religijno-etyczne spróbuje podejsc do tematu psychologicznie.
                    Ja tam uważam, że jesli zwiazek powtarzam ZWIAZEK jest szcześliwy to nikt od
                    nikogo nie odchodzi.
                    A ze ta strona opuszczona jest nieszczesliwa?
                    Zawsze bedzie, ale głównie dlatego ze została PORZUCONA , a nie dlatego ze
                    zwiazek który sie rozpadł by IDEALNY!
                    Chyba ze był idealny tylko dla tej jednej, porzuconej strony, ale wtedy cos
                    jest chyba nie tak...
                    I wtedy ta strona, która na silę wrócilby do porzuconego znowu jest
                    NIESZCZESLIWA, a zatem partner porzucony buduje swoje szczescie na
                    nieszczesciu drugiego, który trwa z nim na sile.

                    A po za tym co to jest szczesliwy zwiazek?
                    Moim zdaniem ten gdzie oboje sa szczesliwi, oboje chca razem budowac i byc ze
                    soba.
                    W tym caly jest ambaras aby dwoje chcialo naraz!!!!

                    • derena33 PS. Re: :-))) 23.10.04, 10:22
                      natasza39 napisała:
                      > Zawsze bedzie, ale głównie dlatego ze została PORZUCONA , a nie dlatego ze
                      > zwiazek który sie rozpadł by IDEALNY!
                      > Chyba ze był idealny tylko dla tej jednej, porzuconej strony, ale wtedy cos
                      > jest chyba nie tak.
                      -----------------------

                      Nataszo a czy idealne zwiazki istnieja? Ty dorosla kobieta uzywasz slowa
                      idealny?
                      To albo nie jestes dorosla, albo teraz przezywasz stan w ktorym trudno ci
                      cokolwiek ocenicsmile ne mowie tego by cie oceniac czy tez krytykowac... bo klapki
                      na oczach w stanie zakochania to piekna rzeczsmile

                      Zwiazek to nie tylko niedziela to tez reszta tygodnia, a nad ta reszta trzeba
                      bardzo pracowac by sie udalosmile
                      Ale czasem pracuje i kocha naprawde tylko jedna strona a druga udaje i pozwala
                      sie kochac, i wtedy odejscie to katastrofa dla tej jednej... czy to tak trudno
                      zrozumiec?
                      • natasza39 PS. Re: :-))) 23.10.04, 10:43
                        Nataszo a czy idealne zwiazki istnieja? Ty dorosla kobieta uzywasz slowa
                        > idealny?
                        > To albo nie jestes dorosla, albo teraz przezywasz stan w ktorym trudno ci
                        > cokolwiek ocenicsmile ne mowie tego by cie oceniac czy tez krytykowac... bo
                        klapki
                        >
                        > na oczach w stanie zakochania to piekna rzeczsmile

                        Oczywiscie ze nie istnieja w 100% - tach idealne.
                        Nie byl mój post o idealnosci zwiazków, nie o ty,.
                        a posadzenie mnie o "dziecinnosc" uwazam za komplement. Dzieki! W tym wieku...
                        hahahaha

                        Zwiazek to nie tylko niedziela to tez reszta tygodnia, a nad ta reszta trzeba
                        > bardzo pracowac by sie udalosmile
                        > Ale czasem pracuje i kocha naprawde tylko jedna strona a druga udaje i pozwala

                        No wlasnie o tym mówilam w tym najwiekszy jest ambaras...itd


                        wtedy odejscie to katastrofa dla tej jednej... czy to tak trudno
                        > zrozumiec?

                        Nie, nie trudno i o tym wlasnie pisalam.
                        Ta jedna czuje sie wtedy nieszczesliwa.
                        A co z ta druga, która juz nie chciala pracowac?
                        A zreszta to wszystko sa uproszczenia.....

                        Po prostu czasem lepiej jak ludzie sie rozchodza, bo normalnie nie pasuja do
                        siebie oboje i oboje sie gnebią.
                        A trwaja w zwiazkach na "papierze" bo jedno drugiemu czesto robi na zlosc.
                        Ja osobiscie znam taka pare gdzie na zmiane skladaja sobie wnioski o rozwodzie
                        i je wycofuja.
                        Tak mniej wiecej od 5-ciu lat sie z tym huśtaja.


                        • derena33 PS. Re: :-))) 23.10.04, 11:09
                          natasza39 napisała:

                          >
                          > Po prostu czasem lepiej jak ludzie sie rozchodza, bo normalnie nie pasuja do
                          > siebie oboje i oboje sie gnebią.
                          > A trwaja w zwiazkach na "papierze" bo jedno drugiemu czesto robi na zlosc.
                          > Ja osobiscie znam taka pare gdzie na zmiane skladaja sobie wnioski o
                          rozwodzie
                          > i je wycofuja.
                          > Tak mniej wiecej od 5-ciu lat sie z tym huśtaja.
                          ___________________

                          Taaa...to co dla jednych nienormalne, dla innych to norma... tez znam taka
                          pare, ale wreszcie dojrzeli, sa razem i wiesz co... sa szczesliwismile juz 30 latsmile
                          Ale pierwsze 10 lat to byla tragedia... dla obserwatorow, bo oni czuli sie
                          chyba z tym dobrze, skoro prztrzymali... poniewaz jestem juz bardzo dorosla...
                          to nie wydaje pochopnych ocen, bo tak naprawde nie siedzisz u nikogo pod koldra
                          i nie wiesz co sie komu podoba...

                          Ja np. w moim malzenstwie pierwszych 8 lat zazarcie sie klocilam z moim
                          mezem... potem bylo 9 lat szczesliwych, bez klotni i awantur, wydawalo mi sie ,
                          ze przeszlismy najgorszy okres, niestety to bylo tylko moje wrazenie, bo moj
                          maz wszedl w wiek tzw sredni i zona rownolatka, go przestala rajcowac ( jak mi
                          to wyznal w swoim pozegnalnym przemowieniusmile nie zarzucajac mi wlasciwie nic
                          innego... a poniewaz na horyzoncie pojawila sie mlodsza kolezanka (zreszta
                          moja) to zainteresowal sie nia...to byl tzw katalizator, jak to zjawisko ladnie
                          sie tu nazywa i taki byl final mojego malzenstwa.

                          Ale cos Ci powiem... nie odsadzam go od czci i wiary... bo dlugi czas staral
                          sie, musze przyznac i wiele dobrych chwil nas laczylo.. jak byl ze mna to nie
                          bylo nam zle, on zreszta po cichu przed nia, kiedys mi wyznal..

                          Ale klotnie okolo rozwodowe przedstawily mi go w innym swietle i teraz ciesze
                          sie ze z nim dluzej nie bylam... tylko mojego syna mi zal, ze musial to "zjesc"
                          i ze ciagnelo sie to za nim pare lat, zanim powoli zaczal przychodzic do siebie.

                          • natasza39 PS. Re: :-))) 23.10.04, 17:59
                            Kazda z nas ma wyrobione zdanie na jakis temat na przykladzie swojego zycia i
                            doswiadczen.
                            Ty nie przechodzilas, jak piszesz, kryzysu i nie byliscie juz tylko "papierowym
                            małżeństwem" przed rozstaniem, ale Twoj maz, jak to sie mówi potocznie, znudzil
                            sie juz stara zona i wymienil sobie ja na nowa.
                            O takich sytuacjach pisalam w innym watku i uwazam ze to jest swinstwo.
                            Ja pisalam o zwiazkach ktore trwaja pomimo tego ze oboje sie nie znosza, ale z
                            różnych wzgledów zwiazek trwa formalnie!
                            A ci moji znajomi o których pisalam swiadcza sobie te roznego rodzaju
                            złośliwosci, bo moze i to lubia, ale ich dzieci jest mi naprawde zal.
                            To juz dorosle chlopaki, ale zaden nawet dziewczyny nie ma bo majac wzorzec
                            warczacych na siebie rodziców chyba sie im nie chce zaczynac.
              • lilith76 Re: :-))) 21.10.04, 12:43
                darcia, można sobie na nim psy wieszać jako na mężczyźnie niewiernym i
                nielojalnym. jako ojciec jest dobry, kochający i jego dzieciom nie ma co
                współczuć, bo jak na razie mają dobre dzieciństwo. dzięki niemu, jego byłej
                żonie i po trochu mnie, bo staram się być dla nich dobra. do tego tańca trzema
                dobrej woli trojga. czasami ważniejsze są dzieci niż własna urażona duma (piszę
                tu tez o mojej dumie).

                mój ukochany, najukochańszy ojciec jest mężczyzną z zasadami, który był wierny
                przysiędze małżeńskiej i postanowił trwać przy rodzinie pomimo wszystko. co nie
                zmienia faktu, że przez kłótnie rodziców leczyłam nerwicę w wieku 14 lat i do
                dziś uważam, że osobno byli by szczęśliwsi, a ja zdrowsza.
                od 7 roku życia nikt mi nie wmówi, że małżeństwo trzeba utrzymywać pomimo
                wszystko, bo to świętość. mnie pozostła trauma, choć wychowałam się w pełnej
                rodzinie.
                • darcia73 Re: :-))) 21.10.04, 13:46
                  Wiernośc i uczciwość w życiu małzenskim to nie tylko "nie chodzienie" na
                  dziwki, to także cięzka praca na co dzień, a jednak twoj ukochany zostawił
                  swoja żonę. Zastanów sie czy ona tego chciała? Czy nie poszedł na łatwizne
                  spotykając Ciebie? Jeżeli w małzeństwie nie ma przemocy (fizycznej i
                  psychicznej) mozna je uratować, popatrzmy nawet na przykład niedoszlej eks z
                  watku "zerwane więzi". Oczywiście, jeżeli w "imię wielkiej miłości" nie
                  przyplącze się znowu ta trzecia tzw rozbijaczka małzeństw.
                  • lilith76 Re: :-))) 21.10.04, 14:57
                    zauważ, że nie wybielałam ani swojego faceta, ani siebie. pisałam tylko, że nie
                    można dyskretytowac kogoś jako kochającego ojca poprzez jego działania w życiu
                    osobistym (chyba, że dokonuje wyborów krzywdzących dzieci, typu nieodpowiednia
                    partnerka).

                    > Wiernośc i uczciwość w życiu małzenskim to nie tylko "nie chodzienie" na
                    > dziwki, to także cięzka praca na co dzień

                    nie piszę tu o własnej sytuacji: nie wiadomo dlaczego w jednym związku ludzie
                    sobie odpuszczają i nie wkładają w niego wysiłku, a w kolejnym starają się go
                    budować - sporo kolejnych związków (także na tym forum) ma dłuższe staże niż
                    poprzednie. młody wiek, brak doświadczenia, niedopasowanie charakterów?

                    Zastanów sie czy ona tego chciała? Czy nie poszedł na łatwizne
                    > spotykając Ciebie? Jeżeli w małzeństwie nie ma przemocy (fizycznej i
                    > psychicznej) mozna je uratować

                    nie martw się. często o tym myślę.
                • darcia73 Re: :-))) 21.10.04, 13:52
                  lilith76 napisała:

                  > darcia, można sobie na nim psy wieszać jako na mężczyźnie niewiernym i
                  > nielojalnym. jako ojciec jest dobry, kochający i jego dzieciom nie ma co
                  > współczuć, bo jak na razie mają dobre dzieciństwo. dzięki niemu, jego byłej
                  > żonie i po trochu mnie, bo staram się być dla nich dobra. do tego tańca
                  trzema
                  > dobrej woli trojga. czasami ważniejsze są dzieci niż własna urażona duma
                  (piszę
                  >
                  > tu tez o mojej dumie).
                  >
                  > mój ukochany, najukochańszy ojciec jest mężczyzną z zasadami, który był
                  wierny
                  > przysiędze małżeńskiej i postanowił trwać przy rodzinie pomimo wszystko. co
                  nie
                  >
                  > zmienia faktu, że przez kłótnie rodziców leczyłam nerwicę w wieku 14 lat i do
                  > dziś uważam, że osobno byli by szczęśliwsi, a ja zdrowsza.
                  > od 7 roku życia nikt mi nie wmówi, że małżeństwo trzeba utrzymywać pomimo
                  > wszystko, bo to świętość. mnie pozostła trauma, choć wychowałam się w pełnej
                  > rodzinie.
                  >


                  to w końcu twoj ukochany zostawił zone dla Ciebie, czy ona zostawiła jego? bo
                  juz się gubię...
                  Kłotnie w malżenstwie mozna rozwiazać przez dojscie do porozumienia i
                  wskrzeszenie dawnej miłości, ale niestety nie wszyscy to potrafią. Tu potrzeba
                  wile dobrej woli.
                  Nie pisze tylko o sobie, bo zycie mi sie ułożyło po rozstanu z eksem, pisze o
                  KAZDYM związku, nawet Twoim i moim obecnym, w ktorych za parę lat moze pojawić
                  się kryzys. Nie rozbijajmy tego, co da się skleić. Czytałam duzo fajnych
                  książek nt rozwodów i mogłabym przytoczyc wiele cytatów, chociaz boje się ,zeby
                  mnie ktos do Sądu nie podał powołując się na prawa autorskie. Chyba, ze napisze
                  to własnymi słowami.
                  • kalina81 Re: :-))) 21.10.04, 14:15
                    wiesz darcia wkurzasz mnie, myślisz, że jak przeczytałaś mądre ksiązki to sporo
                    wiesz i współczujesz takim dzieciom jak ja ojca, obejde się bez Twojego
                    współczuciasuspicious
                    poza tym powiem Ci coś moi, rodzice odeszli od siebie, bo do siebie kompletnie
                    nie pasowali, nigdy by się im nie ułożyło, mieli inne zapatrywania na swoje
                    cele w życiu, każde parło w inną stronę, byli zupełnie inaczej wychowani, to że
                    byli ze sobą to początkowa wzajemna fascynacja, która nie gwarantuje udanego
                    związku. Jako osoba tak wszechwiedząca powinnaś to wiedzieć, bo nawwet ja
                    pomimo dość młodego wieku przeżyłam miłość, omało nie zakończoną ślubem, z
                    człowiekiem, który był inny niż ja pod każdym względem, miałam tyle szczęścia,
                    że zorientowałam się, że nigdy nie dojdziemy do porozumienia na temat ważnych
                    kwestii dość szybko, ale nie każdemu to się udało i myślę, że to nie powód,
                    żeby do końca życia tkwić w nieudanym związku. Poza tym mój ojciec odszedł do
                    innej kobiety i jest z nią już 15 lat, a moja mama, ta biedna porzucona eks
                    miała już może z 8 facetów, więc jak widzisz może być różnie.
                    • darcia73 Re: :-))) 22.10.04, 09:09
                      Kalina, współczuje Twoim przyszłym dzieciom lekkiego podejścia do sprawy, jest
                      duże prawdopodobieństwo, ze będą wychowywać się w rozbitej rodzinie; a poza tym
                      jak małzenswto jest tak poważną sprawą, ze ani wchodzić w nie ani rozstawać się
                      NIE POWINNO POCHOPNIE. Nie zjadłam wszystkich rozumów, ale to nie życzę ci
                      przejść tego, co ja przeszłam w życiu. Jesteś gówniara, która niewiele wie o
                      życiu. Boże, żeby tylko moje dziecko nie wyrosło na kogoś takiego jak ty. Z
                      takim lekceważącym stosunkiem do najważniejszej instytucji , tj do rodziny.
                      TY tez mnie wkurzasz. I to bardzo.

                      I wierz mi, przy dobrym nastawieniu każdej z e stron można się dogadać. Chyba ,
                      ze w małżeństwie jest przemoc – wtedy Trzeba uciekać od tego drugiego
                      toksycznego osobnika. W pozostałych przypadkach, przy dobrej woli każdej ze
                      stron można odbudować, to co uległo zniszczeniu. I ja tez znam takie przypadki.
                      I ludzie są szczęśliwi, chociaż w pewnym momencie wydawało im się, ze różnią
                      się totalnie a była i „inna pani”, tam na szczęście nie pojawiło się dziecko.
                      Na imprezie towarzyskiej po paru lampkach wina ten mąż stwierdził, że chyba
                      kiedyś miał straszny odlot i nie co mu odbiło, bo ma udane małżeństwo.. Ale
                      tobie tego nie udowodnię, bo twój tatuś jest szczęśliwy i to jest
                      najważniejsze. Matka nie trafiła na swego i tyle. Facetowi jest łatwiej. A
                      tobie jednak nie życzę, żebyś została porzucona żoną . Chociaż może Tobie, by
                      to odpowiadało.
                      I pewnie Ty byś nic nie miała sobie do zarzucenia, gdybys rozbiła cudze
                      małżeństwo w imię miłości...
                      • nooleczka Re: :-))) 22.10.04, 10:58
                        darcia73 napisała:

                        > przejść tego, co ja przeszłam w życiu. Jesteś gówniara, która niewiele wie o
                        > życiu. Boże, żeby tylko moje dziecko nie wyrosło na kogoś takiego jak ty.

                        Bardzo współczuję dziecku darcii sad Z takim lekceważeniem podchodzić do innych
                        dzieci z rozbitych rodzin, aż strach pomyśleć na kogo wyrośnie jej dziecko sad

                        > I wierz mi, przy dobrym nastawieniu każdej z e stron można się dogadać.

                        Najczęściej tego nastawienia nie ma i stąd tyle rozwodów.

                        Czegoś Ty się tak przyczypiła do Kaliny? Że co? Że dzielnie poradziła sobie
                        psychicznie z rozwodem rodziców? Że wyrosła na mądrą, dzielną, zaradną życiowo
                        dziewczynę? Która nie kieruje się jedynie słuszną zasadą: "niechby pił, niechby
                        bił, byle był"? Ze mimo prawdziwie traumatycznego okresu w swoim życiu jakim
                        był rozwód rodziców jest psychicznie silną kobietą?

                        Pewnie że do kwestii małżeństwa nie powinno podchodzic się pochopnie, co nie
                        zmienia faktu, że rozwody były, są i będą. I co? I dlatego trzeba użalać się
                        nad sobą i swoją przeszłościa do końca życia i wylewać tony łez nad rozlanym
                        mlekiem, zamiast zakasać rękawy i zastanowić sie, jak dalej sobie z tym radzić?
                        Matka kaliny mimo wielu błędów wychowawczych jakie IMHO popełniła, była stokroć
                        mąrzejsza od ciebie, darcio.
                        Ty płacz i użalaj sie nad sobą i dzieckeim dalej. Gratuluję podejścia sad
                        >
                        • darcia73 Re: :-))) 22.10.04, 11:34
                          Nie płacze nad sobą ani się nie użalam. Jestem bardzo szczęśliwą kobietą i moje
                          dziecko w końcu doznało spokoju i rośnie na fajnego chłopczyka. Jedną rzecz
                          chce tylko mu wpoić, ze małżeństwo to sprawa na tyle poważna, ze trzeba być
                          bardzo odpowiedzialnym żeniąc się, bo wtedy od niego będzie zależał los i
                          szczęście innych osób. Wg mnie małżeństwo i rodzina stanowią fundamenty
                          społeczeństwa i denerwują mnie ludzie, którzy próbują to rozwalać.
                          Czy moje poprzednie małżeństwo miało jakieś szansę – myślę, ze tak_ po długim
                          leczeniu i terapii dla eksa. Bez zmiany z jego strony nie było żadnych szans. I
                          mam szczęście , ze udało mi się od takiego typka uwolnić. Ja go nie przekreślam
                          w przyszłości jako ojca. Nikt nie wie , co przyniesie jutro, ale na dzień
                          dzisiejszy niestety ojcem nie jest – to jego wybór, nie mój. Mój obecny
                          mężczyzną jest wspaniałym facetem i wszystkim samotnym mamom takiego życzę. Mój
                          synek ma pełna rodzinę i dobre wzorce – miłości i wzajemnego szacunku. I nigdy
                          nie powiem synkowi, ze to normalne, ze ludzie odchodzą od żony czy męża, bo po
                          prostu przestali ją lub go kochać. Miłość to nie tylko to co czujemy, to nie
                          tylko emocje to stan ducha. To od nas zależy, czy przestaniemy kochać. W życiu
                          jest tyle różnych chwil i każdy związek ma przypływy i odpływy. Ważne by mieć
                          zasady i walczyć o dobro związku oraz szanować partnera.
                          Nie pisze o sytuacjach ekstremalnych typu różnego rodzaju przemoc i
                          zniewolenie, co już wcześniej podkreślałam.

                          a kalina wcale nie jest silną kobietą tylko osobą o rozdwojonej jaźni,
                          przynajmniej z jej postów tak ją postrzegam
                          • madalenka25 ???????????? 22.10.04, 12:05
                            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=10315826&a=10423186
                            bez komentarza
                            • madalenka25 Re: ???????????? 22.10.04, 12:08
                              za wcześniej mi sie wysłało

                              daty Słoneczko, daty
                              jest cholernie dużo niekonsekwencji w tym co piszesz a ocenianie przez ciebie
                              kaliny to juz przesada
                              • darcia73 Re: ???????????? 22.10.04, 12:17
                                o co Ci chodzi z tymi datami?
                                prosze o konkretny przykład
                                • madalenka25 Re: ???????????? 22.10.04, 12:32
                                  ciągle piszesz o trwałości i ciężkiej pracy w małżeństwie, ale z dat wynika, że
                                  będąc w 2,5 letnim szczęsliwym związku, mając 2 letniego syna i w styczniu
                                  będąc prawie rozwódką byłas w ciązy i ciągle żona innego jak się związałaś ze
                                  swoim obecnym partnerem

                                  i żeby było wszystko jasne - nie oceniam ani krytykuje

                                  nic nie wiem o Twoim małżeństwie, rozwodzie itp - ale próbuje Ci pokazać że nie
                                  znając kaliny i jej sytuacji oceniasz ja i wydajesz sądy

                                  • darcia73 Re: ???????????? 22.10.04, 13:03
                                    madalenka25 napisała:

                                    > ciągle piszesz o trwałości i ciężkiej pracy w małżeństwie, ale z dat wynika,
                                    że
                                    >
                                    > będąc w 2,5 letnim szczęsliwym związku, mając 2 letniego syna i w styczniu
                                    > będąc prawie rozwódką byłas w ciązy i ciągle żona innego jak się związałaś ze
                                    > swoim obecnym partnerem
                                    >
                                    > i żeby było wszystko jasne - nie oceniam ani krytykuje
                                    >
                                    > nic nie wiem o Twoim małżeństwie, rozwodzie itp - ale próbuje Ci pokazać że
                                    nie
                                    >
                                    > znając kaliny i jej sytuacji oceniasz ja i wydajesz sądy


                                    chyba się pomyliłaś. W styczniu byłam prawie rozwódka, (rozwód 03.03.2004r.) a
                                    o tym, ze moj eks ma inna babe dowiedzialam sie kiedy byłam w 4 tygodniu ciązy
                                    w kwietniu 2001roku! Dałam mu wybór albo ja albo ona - i oczywiscie dałam
                                    obietnice, ze nie wyrzuce go z domu (mieszkanie jest moje),zeby jego decyzja
                                    nie była podyktowana faktem,z e nie gdzie się podziać. Do mamusi nie mogł
                                    wrocić, bo wtedy strasznie się kłocił z rodzicami. Zreszta to od tesciowje
                                    dowiedziałm się o tej babie. Wszyscyw iedzieli a moj eks udawał kochającego
                                    mężą. Wybrał mnie, miało byc już dobrze - ale to było kłamstwa i farsa a oni
                                    dalje spotykali się potajemnie. Oj długo by tu opisywać. Te wszystkie kłamstwa,
                                    pobicia i szały eksa. Ja trzymałam go w swoim domu - bo dałam obietnice, a on
                                    znając moje poglądy i cały czas podjezdzając mnie nimi- ze przeciez nie moge
                                    byc suką i wyrzucic go na bruk, bo jak wyglądasz przed Bogiem. Trzeba
                                    przebaczać itp. itd. moja sytacja była i jest skomplikowana - m.in. przez moja
                                    wiarę. ale teraz nie mam czasu o tym pisac.
                                    Ja ze swojej strony zwobiłam wszystko, by dac mu szansę. Mam czyste sumienie i
                                    wg mojej wiary mam prawo do ponownego małzeństwa,
                                    Moj obecny był na poczatku moim przyjacielem (zresztą kolega eksa), ktory mnie
                                    wspierał w trudnych chwilach i chciał pomoc w ratowaniu mażenstwa - byłam wtedy
                                    w ciązy i bardzo potzrebowałam wsparcie. I tak się zakochalismy w sobie.
                                    w styczniu nie byłam i nie jestem obecnie w ciązy smile
                                    • madalenka25 Do Darci 22.10.04, 13:18
                                      Kobieto - jeszcze raz powtarzam (kurde chyba nie po polskiemu piszę)

                                      że nic nie wiedząc o sytuacji kaliny rodziców nie masz prawa ich a tym bardziej
                                      jej samej oceniać

                                      to dobrze ze potrafiłaś podnieśc się po tym i jeszcze raz zaufać - możesz mi
                                      wierzyć znam to z autopsji

                                • darcia73 Małżeństwo, zdrada, rozwód - raz jeszcze 22.10.04, 12:34
                                  na forum macochy toczy się zażarta dyskusja o tym, czy to normalne, ze tatuś
                                  lub mamusia zakochują się i odchodzą do innego partnera. Walczę jak lwica w
                                  obranie instytucji małżeństwa ale niestety nie jestem wiarygodna, bo
                                  niestety sama jestem po rozwodzie i zarzuca mi się brak konsekwencji.
                                  Czy ktoś może mi rzucić dodatkowo parę przykładów z życia, ze wchodzenie w
                                  cudzy związek jest złe, bo małżonkowie jednak się dogadali po dlugim
                                  konflikcie i nie można rozbijać małżeństwa w imię egoistycznej miłości?
                                  Jestem w pracy i mam zbyt mało czasu ma intelektualne dyskusje.
                                  • lilith76 Re: Małżeństwo, zdrada, rozwód - raz jeszcze 22.10.04, 12:43
                                    > na forum macochy toczy się zażarta dyskusja o tym, czy to normalne, ze tatuś
                                    > lub mamusia zakochują się i odchodzą do innego partnera

                                    niemal wszytkie macochy z tego forum stwierdzą, że to nie jest normalne tylko
                                    naganne. było to wiele razy powtarzane!
                                    macochy walczą o prawo do szczęśliwego kolejnego związku, gdy poprzedni został
                                    z jakiś powodów zakończony. to różnica - czy next pojawia się w trakcie trwania
                                    małżeństwa, czy dawno po jego zakończeniu. nie widzisz tej różnicy?

                                    ja nie jestem tego przykładem, ale ponurym wyjątkiem na tym forum.
                                  • madalenka25 Re: Małżeństwo, zdrada, rozwód - raz jeszcze 22.10.04, 12:45
                                    wiesz co mój Domowy ma racje że z babami się nie dyskutuje
                                    więc wytłumaczę Ci wprost

                                    nie masz moralnego prawa oceniac rodziców kaliny nie znając ich histori i
                                    sytuacji tak samao jak ja nie mam prawa oceniac ciebie - zrozumiałaś

                                    i nie zamierzam dawac ci przykładów bo sama jestem z facetem który nadal jest
                                    formalnie zonaty i pewnie jeszcze długo będzie - tak samo jak nie zamierzam
                                    tłumaczyc swojej i jego sytuacji bo to nasz sprawa

                                    a wiesz gdzie jest niekonsekwencja - bo bronisz cos czego w swoim przypadku nie
                                    potrafiłas obranić - bez wchodzenia w szczegóły

                                    dla mnie to czysta hipokryzja - mi nie wyszło bo był zły ale jestem szczęśliwa
                                    bo spotkałam innego ale Ty nie zyj w swoim nawet jesli jest nie udane
                                    małżeństwie bo tak powinno być - zastanów sie zanimj znowu zaczniesz kogoś
                                    oceniać

                                    • madalenka25 Re: Małżeństwo, zdrada, rozwód - raz jeszcze 22.10.04, 12:58
                                      poniosło mnie - przepraszam jesli Cie uraziłam

                                      ale wkurza mnie wyciąganie wniosków na podstaiw jednego tekstu

                                      a nie wziełas pod uwagę że kalina nauczona doświadczeniem rodziców będzie
                                      potrafiła założyć kochającą sie rodzinę? że patrząc na ich błedy będzie
                                      potrafiła uniknąc podobnych? bo ja czytając ja odniosłam właśnie takie wrażenie.
                                      może dzieki temu że oni sie rozeszli ona wychowała się w spokojnej atmosferze i
                                      bez lęków - i to ma wpływ na jej dzisiejsze życie


                          • nooleczka Re: :-))) 22.10.04, 12:08
                            A moim zdaniem ten tekst o rozdwojonej jaźni to raczej Ciebie dotyczy - w
                            jednym poście przeczysz sama sobie:

                            darcia73 napisała:

                            > Czy moje poprzednie małżeństwo miało jakieś szansę – myślę, ze tak_ po dł

                            a zaraz potem:
                            >
                            > mam szczęście , ze udało mi się od takiego typka uwolnić.

                            Skoro miało sens, to czemu się od typka uwalnialaś?

                            Ja go nie przekreślam
                            > Wg mnie małżeństwo i rodzina stanowią fundamenty
                            > społeczeństwa i denerwują mnie ludzie, którzy próbują to rozwalać.

                            Dlaczego więc swoje rozwaliłaś?
                            I dlaczego uważasz ze kalina będzie osobą rozwalającą małżeństwa? Tylko dlatego
                            że jej rodzice tak zrobili? Wedle tej teorii, swoje dziecko również powinnas
                            uważać za taką osobę - skoro już z góry przyjęłaś takie założenie o Kalinie

                            Mój obecny
                            > mężczyzną jest wspaniałym facetem i wszystkim samotnym mamom takiego życzę.

                            Tak się buduje swoje szczęście na cudzym (swojego exa) nieszczęściu...

                            > nie powiem synkowi, ze to normalne, ze ludzie odchodzą od żony czy męża, bo

                            Czy matka Kaliny tak do niej mówiła?

                            > jest tyle różnych chwil i każdy związek ma przypływy i odpływy. Ważne by mieć
                            > zasady i walczyć o dobro związku oraz szanować partnera.

                            Owszem - Kalina również taki przekaz od swoich rodziców dostała, ba nawet już
                            raz udało jej się dzięki takim naukom, uniknąć nieudanego związku.
                            >
                            > a kalina wcale nie jest silną kobietą tylko osobą o rozdwojonej jaźni,
                            > przynajmniej z jej postów tak ją postrzegam
                            >
                            Nie masz ŻADNEGO POWODU żeby napadać Kalinę i nazywać ją gówniarą i
                            schizofreniczką - pamietaj, że kiedyś w przyszlosci ktoś taki jak Ty może
                            powiedzieć DOKŁADNIE TAK SAMO TWOJEMU DZIECKU
                            • darcia73 Re: :-))) 22.10.04, 12:19
                              na wszytkie twoje watlpiwości odpowem wieczorem, bo teraz jestem w parcy i nie
                              mam tyle czasu co Ty, zeby dokładnie przytaczac wypowiedzi kaliny i to skąd w
                              moim postrzeganiu jest "rozdwojona"
                              • nooleczka Re: :-))) 22.10.04, 12:57
                                Ależ nie musisz sobie zadawać już trudu.
                                Uważam dokładnie tak samo jak madalenka - to co teraz robisz w tej dyskusji
                                jest uprawianiem czystej hipokryzji -
                                Walczysz jak lwica o obronę instytucji małzeństwa, ale sama z niej odeszłaś bo
                                Ci było źle - nie posiadając jeszcze tego formalnego rozwodu JUŻ zdradzasz
                                swojego męża od 2,5 roku...
                                Pogratulować konsekwencji wprowadzania swoich "przekonań" w swoje życie...
                                jednoczesnie z taką stanowczością wymagać tego od innych, jak tak można?
                                Rzucasz na oślep kamieniami, a czy sama jesteś bez grzechu?
                                • darcia73 Re: :-))) 22.10.04, 13:21
                                  Poczytaj wyzej moja odpowiedz do maagdalenki25]
                                  Nigdy nie zdradziłam mojego eksa, kiedy byłismy razem i to on zadecydował o
                                  rozpadzie zwiazku a nie ja.
                                  rozwod mam od 03.2004, separacje rok wczesniej - wszytko bez orzekaznia o winie
                                  i na drugiej rozparawie, eks ztrzekła się praw rodzicielskich.
                                  Ja walczyłąm o moje malzenswto, zreszta wszyscy moi znajomi to widziel -
                                  całonocne czuwania i modlitwy, chodzenie z eksem po pastorach itp. itd. i co -
                                  nic.
                                  kaliny bronie- bo ona rozgrzsza machochy, ja ich nie rozgrzeszam tzn nie takie,
                                  ktore rozbiły mażłęnstwo i o takich cały zcas pisze. Co innego, gdy ktos
                                  poznaje faceta po jego odejsciu od zony lup po jego porzuceniu przez zonę. To
                                  inna sparwa.
                                  Sorry za literówki ale pisze z parcy i z czasem krucho, a ja sie nie obrazam
                                  ani na cibie ani na magdalenkę
                                  takie am poglądy , takie mam zasady,
                                  Zastanawiam się czy ja tak niejasno pisze, ze z tamtego postu na "wychowaniu w
                                  wierze" mozna wyciągnąc wnioski, ze byłam w styczniu w ciązy i zdradzałam
                                  mojego męża?
                                  • darcia73 Re: :-))) 22.10.04, 13:25
                                    ten popst poprawię wieczorem bo jak go czytam to sma nie wiem co napisałam wink
                                  • nooleczka Re: :-))) 22.10.04, 14:01
                                    darcia73 napisała:

                                    > Poczytaj wyzej moja odpowiedz do maagdalenki25]
                                    > Nigdy nie zdradziłam mojego eksa, kiedy byłismy razem i to on zadecydował o
                                    > rozpadzie zwiazku a nie ja.

                                    Buhahaha. Decydując się na związek z notabene, przyjecielem męża (!!!), a w
                                    zasadzie romans z nim - nie posiadając jeszcze orzeczonego rozwodu - zdradzałaś
                                    swojego męża. I nie ma tu znaczenia, kto to zrobił wcześniej. Jeśli "podążyłaś
                                    jego śladami" to znaczy, że pochwaliłaś jego postępowanie.

                                    > rozwod mam od 03.2004, separacje rok wczesniej - wszytko bez orzekaznia o

                                    No, a romans jeszcze rok wcześniej.


                                    > kaliny bronie- bo ona rozgrzsza machochy, ja ich nie rozgrzeszam tzn nie
                                    takie,

                                    Nie, kalina nie rozgrzesza macoch.
                                    >
                                    > ktore rozbiły mażłęnstwo i o takich cały zcas pisze.

                                    Ale tu nie ma takich kobiet więc nie zawracaj głowy.
                                    Możesz również iść ze sztandarem i spiewem na ustach : "Kobiety! Nie bądźcie
                                    alkoholiczkami!"
                                    Chyba że masz kogoś konkretnego na myśli, to słucham.

                                    Kierujesz się dość banalnym i oklepanym stereotypem, że każda macocha rozbiła
                                    czyjeś małżeństwo. To zaczyna być trochę nudne.
                                    Kalina ani przez moment nie broniła żadnych kobiet rozbijających czyjeś
                                    małzęństwo. Klaina opisała swoej odczucia - dziecka po rozwodzie, dziecka,
                                    którego rodzice poszli osobnymi drogami, ale mimo to udało im się wychować
                                    córkę jako mądrą, szczęśliwą i zaradną życiowo kobietę.
                                    A Ty wchodzisz tu ze swoimi romansami na boku (bo przeiceż było to w trakcie
                                    trwania twojego małzństwa, przed uzyskaniem formalnego rozwodu) i masz czelność
                                    wyzywać ją od gówniar i schizofrenicznek.
                                    Co za tupet sad((
                                    • omama A jednak, ryzyko rozwodu Kaliny jest wyższe 22.10.04, 14:29
                                      niż przeciątne. Podobnie, jak ryzyko rozwodu każdego dziecka rodziców
                                      rozwiedzionych. Taka jest statystyka (choć zapewne mieszczą się w niej również
                                      przypadki dzieci, które doznały takiej traumy, że albo za nic się nie zwiążą,
                                      albo za nic się - w razie niepowodzenia - nie rozwiążą). Nie jestem ani psycho-
                                      ani socjologiem, ale mechanizm wydaje mi się oczywisty: skoro rodzic dał sobie
                                      radę z rozwodem i niebo nie runęło, to uda się i mi. Myślę, że nie jest to
                                      świadome rozumowanie, siedzi sobie raczej gdzieś w podświadomości, ale jednak
                                      wpływa na łatwiejsze podjęcie decyzji o rozstaniu.
                                      • nooleczka Re: A jednak, ryzyko rozwodu Kaliny jest wyższe 22.10.04, 14:41
                                        Tak! rzeczywiście, ryzyko rozwodu u dzieci rozwiedzionych rodziców jest wyższe.
                                        Co nie znaczy że takie dzieci nie mają żadnych szans na trwały i szczęśliwy
                                        związek. Bo mają.

                                        I co nie daje nikomu powodu do nazywania ich gówniarzami i schiozfrenikami.
                                        • jayin Re: A jednak, ryzyko rozwodu Kaliny jest wyższe 22.10.04, 14:53

                                          A jak dla mnie - nie ma jednej reguły...
                                          Czy ryzyko rozwodu jest większe dla dzieci z rodzin pełnych, czy tam, gdzie ojciec z matką się rozwiedli.

                                          Oczywiście, że wzór zachowań wynosi się z domu, doświadczenia też - ale tak samo można wzorować się na sąsiadach, znajomych, dalszych krewnych.

                                          Ogólnie chyba w społeczeństwie jest coraz większa tendencja do rozwodów.
                                          Taki właśnie "wzór": skoro oni to zrobili, to dlaczego ja mam tego nie zrobić, jeśli mi to małżeństwo z jakichś powodów nie pasuje?

                                          Od razu zaznaczam, ze nie jestem gorącym zwolennikiem rozwodów "ad hoc" :]
                                          Osobiście raczej uważam, że (pomijając pewne sytuacje) - w dzisiejszym świecie panuje zbytnie rozprężenie obyczajów i wartości. Nie tylko rodzinnych.

                                          Ogólnie ludzie (w większości) idą na łatwiznę, tak jak jest im wygodniej i prościej. Jeśli tylko mają taką możliwość. Czasem jest to dobre, a czasem nie.
                                          Zależy od sytuacji.

                                          J.
                                      • lideczka_27 Re: A jednak, ryzyko rozwodu Kaliny jest wyższe 23.10.04, 00:48
                                        omama napisała:

                                        > A jednak, ryzyko rozwodu Kaliny jest wyższe niż przeciątne. Podobnie, jak
                                        ryzyko rozwodu każdego dziecka rodziców
                                        > rozwiedzionych.

                                        Dodam od siebie, że gdy człowiek napatrzy się na małżeństwo rodziców, którzy
                                        trwają razem na dobre i złe, gdzie mnóstwo tego złego, ale trwają "bo dzieci,
                                        bo majątek" itd., to dorosłe dzieci mają jakieś uczulenie na temat takiego
                                        życia. I rozwodzą się szybko, by nie powielić małżeństwa własnych rodziców.

                                        Wiem z autopsji i doświadczenia moich znajomych.

                                        WNIOSEK: najwięcej szans na udane małżeństwo mają dzieci udanych małżeństw.
                                        Reszta to pyłki na wietrze...

                                        pozdrawiam
                                        lidka
                                    • darcia73 Re: :-))) 22.10.04, 14:35
                                      Wiesz co nooleczku, strsznie zła kobieta z Ciebie, po tym co napisałaś jst mi
                                      strasznie przykro. Nie mogę powiedzieć, ze zdradziłam mojego mężą, bo tak nie
                                      było. Zakochalam się - dzieki Bogu - Mam normalna rodzinę, moj syn kocha mojego
                                      faceta a moj facet kocha mojego syna jak swojego własnego a co zazdrościsz?
                                      Zazdrościsz, ze jakiejs eks się udało?
                                      I wybacz, nie posądziłam kaliny o schizofrenie, a o rozdwojeniu wypowiedzi
                                      napisałam, ze JA ją tak odbieram i juz. Nie będę się rozwlekać dlaczego, bo w
                                      większości juz jej to napisałam, tylko watku nie rozwinęłam.
                                      To dobrze ,ze jest szczęsliwa, ale nie rozumie i nigdy nie zrozumie porzuconych
                                      kobiet i juz. Poza tym nie ogolniam do wszytkich macoch. Nic takiego nie pisze,
                                      chyba cos ci się pomiliło z innymi wypowiedziami i to nie moimi i w innym watku.
                                      Pisze o instytucji małżenstwa i o moim stosunku do osob, ktore swiadomie cudze
                                      małżenstwo rozwalają. I o tym, ze nie byłabym szczesliwa, gdyby moje dzieko
                                      jako naturalne przyjęło,z e zwiażek dwojka ludzi to taki eferyczny twor, ktory
                                      szybko przestaje istniec, jak tatus lub mamusia zakochają sie w innej osobie.
                                      • darcia73 Re: :-))) 22.10.04, 14:36
                                        sorry za literówki miało byc efemeryczny twór
                                      • nooleczka Re: :-))) 22.10.04, 14:59
                                        darcia73 napisała:

                                        > Wiesz co nooleczku, strsznie zła kobieta z Ciebie, po tym co napisałaś jst mi
                                        > strasznie przykro.

                                        Owszem, NA CIEBIE jestem strasznie zła. Mi też było przykro czytać jak nazywasz
                                        Kalinę gówniarą. Poza tym jestem strasznie zła, bo udowadniam Ci
                                        niekonsekwencję w tym co mówisz i w tym co robisz w swoim życiu.

                                        >Nie mogę powiedzieć, ze zdradziłam mojego mężą, bo tak nie
                                        > było.

                                        No i znów uprawianie hipokryzji. Ty nie rozbilaś swojego małżeństwa, mimo że
                                        miałaś romas jeszze ZANIM to małzeństwo rozwiązałaś. ALE: wszystkie kobiety
                                        które wiążą sie emocjonalnie z facetami przed formalnym rozwodem, to złe
                                        macochy co rozbijają cudze małżeństwa. Tia.....

                                        Zakochalam się - dzieki Bogu - Mam normalna rodzinę, moj syn kocha mojego
                                        > faceta a moj facet kocha mojego syna jak swojego własnego a co zazdrościsz?
                                        > Zazdrościsz, ze jakiejs eks się udało?

                                        Nie, nie zazdroszczę. Gratuluję. Ja też jestem eks. I mi też się "udało".

                                        > To dobrze ,ze jest szczęsliwa, ale nie rozumie i nigdy nie zrozumie
                                        porzuconych> kobiet i juz.

                                        Wybacz, ale to kompletna bzdura. Co Ty, we wróżkę się zabawiasz? W jasnowidza
                                        jakiegoś? Już z góry znasz jej poglądy na następne 30 lat?

                                        Poza tym nie ogolniam do wszytkich macoch. Nic takiego nie pisze,
                                        > chyba cos ci się pomiliło z innymi wypowiedziami i to nie moimi i w innym
                                        watku

                                        Mam zacytować? jak pisłaś o kalinie że "rozgrzesza wszystkie macochy"? Moim
                                        zdaniem kalina nikogo nie rozgrzeszała, pisała o swojej KONKRETEJ sytuacji.

                                        > Pisze o instytucji małżenstwa i o moim stosunku do osob, ktore swiadomie
                                        cudze
                                        > małżenstwo rozwalają.

                                        To może pisz swoje umoralniające posty na forum :"Dla kobiet świadomie
                                        rozwalajacych cudze małzeństwa".

                                        I o tym, ze nie byłabym szczesliwa, gdyby moje dzieko
                                        > jako naturalne przyjęło,z e zwiażek dwojka ludzi to taki eferyczny twor,
                                        ktory
                                        > szybko przestaje istniec, jak tatus lub mamusia zakochają sie w innej osobie.

                                        Gdzieś Ty to wyczytała?!!! W postach kaliny?!!! To ja wyczytałam tam coś wręcz
                                        przeciwnego, że tak zacytuję: "moi rodzice choć nie
                                        wspólnie nauczyli mnie jednak jak tworzyć szczęśliwie związki oparte na miłości
                                        zaufaniu i szacunku".
                                        Amen.
                                        • lilith76 Re: :-))) 22.10.04, 15:10
                                          nie byłabym szczesliwa, gdyby moje dzieko
                                          > > jako naturalne przyjęło,z e zwiażek dwojka ludzi to taki eferyczny twor,
                                          > ktory
                                          > > szybko przestaje istniec, jak tatus lub mamusia zakochają sie w innej oso
                                          > bie.
                                          >
                                          > Gdzieś Ty to wyczytała?!!! W postach kaliny?!!!

                                          nooleczko, darcia to wyczytała w mojej wypowiedzi w tym wątku i nie wiem
                                          dlaczego dostało się kalinie.
                                        • darcia73 Re: :-))) 22.10.04, 15:14
                                          a do dzisiaj relacje między nimi sa złe. A mama miała 8 facetów...
                                          Zostawny juz rodziców kaliny.
                                          ide juz do domu i napradę nie mam czasu się sprzeczać.
                                          Moj eks mnie porzucił, zostawił dla innej a na dodatek jeszcze pzostawil stos
                                          długow do spłacenia.
                                          Moje małzęństwo juz nie istniała, byłam zakochana, ale nawet z moim facetem nie
                                          spotylalismy się u mnie w domu, tylko na gruncie neutralnym, dopóki nie
                                          dostałam separacji i moj eks się nie wyprowadził.
                                          Dla mojej sumienia, a nie tylko dla Sądu, bo rozwod był bez orzekania o winie,
                                          chciałam, aby nasz zwiazke mógł naparwde rozpocząc się wtedy, gdy będę miała
                                          uregulowane swoje sparwy. Co miałam powiedzieć rodzinie, znajomym, a co on
                                          swojej mamie - z e spotyka się z mężatką?. Co prawda mąz jest juz z inna panią
                                          i planują slub. Nie moglam na takie przegięcie pozwolić. Gdyby nasza miłośc nie
                                          była silna nie przetrwała by tej rozłąki, bo widywalismy się bardzo rzadko.
                                          Poza tym mieszkal 50 km od mojego miasta. a Moj eks zastanawiał się nad goścmi
                                          weselnymi, gdy jescze pozzew był w omputerze. A swojemu eks powiedziałam od
                                          razu na samym początku, ze zakochałam się w M. Nigdy nie kłamalam i nie
                                          kręcicałam i niestety wiele razy on to wykorzystywał przeciwko mnie.
                                          A jestes zła, bo wmawiasz coś, co nie miało miejsca.

                                          Ty jestes eks ale masz goscia z odzysku, a ja mam kawalera bez zobowiązań tzn
                                          ja mam lepiej wink

                                          A gowniara kalina jest, bo niestety jej wiek nie pozwala zrozumiec wielu sparw,
                                          jezlei ja to stwierdzenie obraziło, to jĄ przepraszam, a nie Ciebie.
                                          • mikawi Re: :-))) 22.10.04, 15:29
                                            darciu, bardzo cię lubię i szanuje ale trochę przesadzasz

                                            >Ty jestes eks ale masz goscia z odzysku, a ja mam kawalera bez zobowiązań tzn
                                            > ja mam lepiej wink

                                            to samo ktoś może powiedzieć twojemu kawalerowi "ja bracie mam lepiej bo ty
                                            masz kobietę z odzysku"; jak można oceniać czyjąś wartość na tej podstawie????

                                            a poza tym zaprzeczasz sama sobie:
                                            > Moje małzęństwo juz nie istniała

                                            Jak to nie istniało? Formalnie przecież jak najbardziej a według tego co tu
                                            czytam - było do uratowania bo istniało. Ale i ty i twój eks odeszliście do
                                            innych partnerów.

                                            > z moim facetem nie spotylalismy się u mnie w domu, tylko na gruncie
                                            > neutralnym, dopóki nie dostałam separacji

                                            > chciałam, aby nasz zwiazke mógł naparwde rozpocząc się wtedy, gdy będę miała
                                            > uregulowane swoje sparwy. Co miałam powiedzieć rodzinie, znajomym, a co on
                                            > swojej mamie - z e spotyka się z mężatką?.

                                            alez właśnie on spotykal sie z meżatką!
                                            • darcia73 Re: :-))) do mikawi 22.10.04, 18:34
                                              mikawi, czy ty znasz mnie od wczoraj, nie czytalas moich postów na samodzielych
                                              sprzed od 2001 roku? Zdziwilam się, z eto napisałaś.
                                              powinnas pamietac jak skomplikowana była moja sytuacja, jak moj eks mnie
                                              krecił, jak wyciagał pieniądze i w ogole
                                              A z moim M spotykalam się na gruncie neutralnym ale nie w charketerze
                                              jego "narzeczonej" bo na tamten czas nawet nie wiedzialam co z nami będzie.
                                              Dla mojego sumienia i mojej wiary musialam byc wolna kobietą.
                                              nie mogłabym inaczej. Jak mogłabym zaprowadzic dziecko do koscioła na szkołke
                                              niedzielną i nie moc sie nawet pomodlić, bo mam spaprane sumienie?
                                              Wolalam poczekać. I to się opłaciło.
                                          • nooleczka Re: kończąc, 22.10.04, 15:34
                                            darcia73 napisała:

                                            > Ty jestes eks ale masz goscia z odzysku, a ja mam kawalera bez zobowiązań tzn
                                            > ja mam lepiej wink

                                            A ja byłam z kawalerem bez zobowiązań i źle się to dla mnie skończyło, więc
                                            teraz stokroć wolę mojego smile
                                            >
                                            > A gowniara kalina jest, bo niestety jej wiek nie pozwala zrozumiec wielu
                                            sparw,

                                            Kalina jest moim zdaniem bardziej doświadczona i mądrzejsza od wielu starszych
                                            od siebie kobiet (no dobrze już nie będę wytykac palcami od których), a jej
                                            wiek nie ma tu znaczenia. Rozwód jako bolesne przeżycie też już ma za sobą,
                                            sądzę że to że mimo tego mogła wyrosnąć na zaradną życiowo kobietę, też pomogło
                                            jej zrozumieć wiele spraw.
                                            >
                                            > jezlei ja to stwierdzenie obraziło, to jĄ przepraszam, a nie Ciebie.
                                            >
                                            I bardzo mnie to cieszy.

                                            Widze że nasza dyskusja dobiega końcowi. Może jeszcze więc dodam, że dla wielu
                                            dzieci egzystowanie za wszelką cenę w pełnej rodzinie jest bardziej
                                            traumatycznym przeżyciem niż świadomy i kulturalny rozwód.
                                            Oczywistym też jest że związek należy najpierw próbować, nawet wielokrotnie i
                                            usilnie, naprawiać, jeśli jest tego wart. Myślę, że Kalina wie o tym doskonale.

                                            Pozdrawia zła kobieta smile
                                          • wipsania Do Darci 23.10.04, 01:18
                                            Darciu - ty Katonie w spódnicy, jedyna sprawiedliwa wśród złych

                                            Ładnie to tak siedzieć na forum będąc w pracy? Tu sumienie nic ci nie powie?
                                            Najważniejsze to uregulować sprawy z mężem po to, żeby mieć co powiedzieć
                                            mamie? A okradać pracodawcę to co? Uczciwie? Moralnie?

                                            Jeśli kalina czegoś nie rozumie (i doprawdy nie wiem, o co tak się tu
                                            przyczepiasz), to nie masz prawa nazywać jej gówniarą.
                                            To raczej o twoim gówniarstwie świadczy
                                            W
                                      • domali Re: :-))) 22.10.04, 15:00
                                        darcia73 napisała:

                                        > Nie mogę powiedzieć, ze zdradziłam mojego mężą, bo tak nie
                                        > było. Zakochalam się - dzieki Bogu

                                        'I najlepiej tak ja o fakcie zaistnienia malzenstwa idzie sie do urzadu tak i
                                        jego rozpad zaznacza sie w urzedzie i dopiero wtedy mozna mowic o calkowitym..'
                                        'Tak jak malzenstwo zawiera sie tez z paierikem , tak i rozpad..'

                                        Chyba nie muszę pisać, z kogo to cytaty.
                                        • domali I jeszcze jeden cytat 22.10.04, 15:02
                                          > Separacja to rozwiazanie dla ludzi, ktorzy maja siebie dosc, ale nie do konca
                                          > sa przekonani czy naprawde chca sie do konca rozstac.'(natasza39)
                                          • domali I jeszcze jeden 22.10.04, 15:09
                                            'Ja jetm zwolennikiem zaczynania czegos -drugiego jak jedno skonczone.
                                            A ze ktos opowiada , ze to tylko paprierow- tego nie wiesz do- konca- do puki
                                            istnieje- chocby takie'

                                            Też wiadomo, czyja to wypowiedź.
    • kalina81 Re: ja- pasierbica:) 25.10.04, 10:19
      darcio prawie w każdym poście sama sobie przeczysz, jeśli Ty tego nie widzisz,
      nie będę otwierać Ci oczu, życie choć krótkie nauczyło mnie, że polemika z
      hipokrytami to donkichoteria, poza tym nie po to napisałam swoją historię,
      żebyś mi docinała, jeśli tego nie rozumiesz tym bardziej dyskusja nasza jest
      bezzasadna.
      chciałabym tylko zwrócić uwagę na jedną rzecz, o której mówisz, że jeśli w
      związku nie ma przemocy to trzeba zrobić wszystko żeby naprawić stosunki między
      partnerami, iże nie pochwalasz rozbijania małżeństw przez tych "trzecich"
      moja droga małżeństwa nie rozbija jedna osoba i to z zewnątrz, tak jak do
      naprawy trzeba dwojga, tak i do rozbicia potrzebna jest conajmniej taka sama
      ilość osób, to oznacza, że najczęściej jedna ze stron nie jest zainteresowana
      naprawianiem, nie chce już budować i starania drugiej strony, nie dość, że
      najczęściej bezcelowe są coraz bardziej dla niej upokarzające. Może i jestem
      gówniarą, która wielu rzeczy nie rozumie, ale po co walczyć o litość?(taka
      wyżebrana miłość to właśnie litość, według mnie)dlaczego ma mi zależeć na kimś
      komu już na mnie nie zależy? dla dobra dziecka? dziecko szczęśliwe to dziecko,
      które ma szczęśliwych rodziców, a trwałości jego związku z pewnością nie
      zapewni mu życie w pełnej rodzinie, która jest pozbawiona miłości i szacunku, a
      naznaczona piętnem walki o przetrwanie.
      wszystkim "macochom"smile, które stanęly w mojej obronie bardzo dziękuję, cieszę
      się, że zrozumiałyście moje przesłanie, ale widocznie nie jest to forum dla
      mnie, choć nie ukrywam, że to właśnie na tym forum najchętniej zabierałabym
      głos.
      • madalenka25 Re: ja- pasierbica:) 25.10.04, 10:47
        kalino - wyluzuj
        1. darcia - nie jest macochą i jak dla mnie to teoretyczka ( ja tam też macochą
        w dosłownym tego słowa znaczeniu nie jestem)
        2.wszędzie spotkasz ludzi, którzy będą mieli inne zdanie niż Ty
        3. forum jest po to by podyskutować i pokazać innym inne rozwiązania
        4 zabieraj głos ile chcesz

        miłego pisania
        m
      • m-m-m Re: ja-też- pasierbica:) 25.10.04, 11:08
        Słuchaj, umoralniające gadki daje zwykle ten, kto nie ma osobistych doswiadczeń
        w temacie. Całkowicie poieram twoje stanowisko i ocene sytuacji. Dla dziecka
        nie jest ważne, że rodzice się rozwiedli, WAŻNE JEST JAKIEGO TYPU RELACJE
        ZBUDOWALI ONI PÓŹNIEJ I CZY SĄ SZCZĘŚLIWI W NOWYCH ZWIĄZKACH.
        Też znam to z autopsji, dla mnie najważniejsze było, by moja matka była
        szczęśliwa w nowym układzie, a to że drugie małżeństwo jej się nie udało to
        było mi przykro i tyle.
        Co do rozwodów (statystycznie) - ja uważąm, że wręcz rozwód moich rodziców dał
        mi większą wiedzę o świecie, a klasa mojej matki spowodowała, że nigdy nie
        poczułam się dzieckiem nie chcianym przez OBOJE rodziców.
        Dzięki tym doświadczeniom dziś sama będąc macochą, rozumiem mojego pasierba,
        widzę wszystko bardziej realistycznie, choć przyczyny rozwodu jego rodziców
        były krańcowo różne od przyczyn rozwodu moich rodziców - pasierb ma na dziś
        pozytywny obraz pary, tzn. mnie i jego ojca, co na pewno równie pozytwnie
        wpłynie na jego przyszły związek z jakąś kobietą.
        Nie przejmuj się więc i pisz smile))
        • justinka_s Re: ja-też- pasierbica:) 25.10.04, 11:58
          czytałam do czasu wszystkie odpowiedzi i chce powiedzieć...dajcie spokój Kalinie
          bardzo jej dziekuję że to napisała, pokazala mi punkt wiedzenia dziecka
          co z tego że ma do tego lekkie podejscie i inne takie, zawsze pogląd na swiat
          zależy od punktu siedzenia i od tego co sie przeszło
          ja mam lekki poglad na rozwody, bo sie sama rozwiodłam,i znajomym jak maja
          problemy mówię, ze to nie takie straszne, lepiej tak niz sie meczyć, ktoś mnie
          za to zgani?

          wątek początkowo zapowiadał sie na bardzo ciekawy, na wymianę poglądów i bardzo
          cennych rad dla stron i macoch i eks kobiet i eks mężów
          a zrobiła sie z tego jedna wielka zadyma w której gryzie sie prawie każdy z
          każdym
          jeżeli gryzący maja takie samo podejście do życia, jak do wątków tu i osób tu
          piszących tow spółczuję bliskim

      • atiwoj2 Re: ja- pasierbica:) 25.10.04, 11:29
        ja tylko chcialm tak krociutko napisac moje wnioski i przemyslenia po Twoim poscie:
        po pierwsze - co do TWojej osoby - budzisz szacunek Twoim podejesciem do Twoich rodzicow, ktorzy pomimo sytuacji w jakiej sie znalezli - potrafili przekazac wartosci, ktore czasami nawet w pelnych rodzinach ulegaja zatraceniu....
        po drugie - utrzymywanie rodziny na sile. Podobny przypadek wynioslam niestety z domu. Moi rodzice (a przede wszystkim dzieki staraniom mamy) utrzymywali malzenstwo dla dzieci.... korzysci raczej nie ciekawe. Owszem moglam mowic, ze mam tate, ale co z tego jak go wiecej nie bylo niz byl ? Dla nas raczej nie mial czasu, nawet na wczasy jezdzilismy tylko z mama.... Ale mimo to, wiem ze na ojca moge liczyc,
        Ja z punktu widzenia dziecka, generalnie nie moge na ojca narzekac, ale teraz jedno wiem na pewno: zbyt duza cene za to zaplacila moja mama. W chwili gdy ja jako najmlodsza i ostatnia opuscilam dom - obawialam sie bardzo jak oni sie dogadaja bez nas. I niestety mialam racje - tych ludzi nic nielaczy, oboje chca dla nas jak najlepiej, a sami ze soba nie potrafia sie dogadac.
        I tu sobie zadaje pytanie? Cza nie lepiej by bylo jakby sie jednak wczesniej rozwiedli? Z perspektywy czasu widze, ze wychowalam sie w domu, w ktorym nie bylo milosci, mama dawala nam milosc za dwoje, ale naprawde kobieta zasluzyla na duzo lepszego faceta (straszne , prawda ? jezeli tak pisze corka o wlasnym ojcu...) Naprawde szanuje go i kocham, jak ojca ale niechcialabym z takim czlowiekiem spedzic zycia.
        Chyba troche rozciagnelam, ale z mojego doswiadczenia wiem, ze nie kazde malzenstwo utrzymywane na sile jest dobrym punktem startowym dla dzieci. Dodam tylko, ze pijanstwa i przemocy jako takiej u nas nie bylo.
        Dlatego dziewczyny, prosze nie uogolniajcie, za tak jest najlepiej bo kazda sytuacja jest inna.

        a do ciebie kalino - o gowniarstwie nie swiadczy tylko wiek, ale przede wszystkim podejscie - do zycia i do ludzi - a tego ci gratuluje

        pozdrowionka
      • smallm Re: ja- pasierbica:) 25.10.04, 12:12
        Kalinko!!
        Nie przejmuj się wszystkim co tu przeczytasz...
        Pomyśl, jak wiele macoszek jest Ci wdziecznych za przedstawienie Twojego punktu
        widzenia. Powiem szczerze, że ja osobiście chętnie Ciebie czytam, bo też
        chciałabym wiedzieć jak to widzi dziecko. Oczywiście, nie jako dziecko w
        znaczeniu wieku, bo ja akurat Ciebie od gówniar wyzywać nie będę big_grinbig_grinbig_grin Jesteś
        rok starsza od mojej psiapsiuły i jakoś nie uważam, żeby była ona gówniarą,
        więc dlaczego Ciebie miałabym tak traktować. O dojrzałości nie świadczy
        mertyka...

        Buziaki zaglądaj do nas częściej smile
      • darcia73 Re: do kaliny 26.10.04, 13:24
        kalino, nie krytykowałam dosłownie Ciebie, tylko to co odczytałam z twoich
        postów -
        tzn. wydawało mi się zbyt lekkie podejście do sprawy rozwodu; i dlatego
        napisałam, ze nie chciałabym aby mój syn tak myślał. Chciałabym, aby jako
        dziecko z rozwiedzionej rodziny – uważał, ze rozwód jest złem i tak podchodził
        do swoich przyszłych związków. ktoś może się z e mnie śmiać uważać mnie za
        hipokrytkę, ale dla mnie instytucja małżeństwa i szacunku w związku ma tak
        ogromne znaczenie, ze wręcz ideologiczne. I zawsze będę tego broniła. W
        dzisiejszych czasach prawdziwe wartości ulegają zatarciu i nikt nie współczuje
        już porzuconym kobietom, wprost przeciwnie.
        Jeżeli źle Cię zrozumiałam, to przepraszam. Poczytaj wszystkie moje posty wyżej
        i zobacz, ze ja tylko bronie trwałości związku i tego, by rozwodów nie
        traktować jako czegoś pozytywnego (z oczywistymi wyjątkami)
        Nie czytałam innych postów, bo mi się już nie chce czytać tej nagonki, wiec nie
        odpowiem na nie.
        W stosunku do nooleczki byłam złośliwa ale ona pierwsza była złośliwa w
        stosunku do mnie.
        Zawsze pisze to co myślę, nawet jeżeli moje poglądy nie podobają się ogółowi,
        nazywam tez wszystko po imieniu, tak jak to odczuwam. Przepraszam, ze nazwałam
        Cię gówniara, ale nie wiem dlaczego zabolało mnie to, ze o swojej matce
        napisałaś, ze miała już 8 facetów a ojciec jest szczęśliwy z macochą.
        Wolałabym, aby było odwrotnie wink
        Nie jestem obiektywna. Zresztą zawsze to podkreślam, ze staje po stronie eks,
        i zawsze będę się z nimi identyfikować.
        Pozdrawiam i mam nadzieje, ze zrozumiałaś, co chciałam tutaj napisać.
        • kalina81 Re: do kaliny 26.10.04, 17:44
          darcia
          tu nie chodzi o lekkie podejście tylko o szanowanie prawa rodziców do
          szczęścia, dzięki za to, że jednak wycofałaś się z osobistych zarzutów i
          wyjaśniłaś pobudki Tobą kierujące, choć ich do końca nie rozumiemsmile
          wciąż jednak jestem zła, za to co napisałaś o mnie i jednej z "macoch" na
          forum "wychowanie w wierze", przekręciłaś nasze wypowiedzi, spłyciłaś je,
          przekazałaś tak, że zatraciły sens, wyrwałaś z kontekstu i pokazałaś w fatalnym
          świetle, tak się nie robi po prostu nie robisad.
          • darcia73 Re: do kaliny 27.10.04, 12:48
            dzieki kalino za zrozumienie moich pobudeksmilemój post na wychowaniu w wierze to
            takie "wypłakanie się" na cos czego nie rozumiem. Bo właśnie nie potrafię
            zrozumieć, chociaż się staram twoich poglądów i poglądów niektórych macoch.
            Czuje się niepewnie w dzisiejszym świecie, brakuje mi w nim konkretnych i
            świętych zasad, z którymi mogłabym się identyfikować. Stąd pewnie ta
            moja „walka”. Być może jestem ograniczona i mam klapki na oczach. Ale na dzień
            dzisiejszy, po moich doświadczeniach życiowych – tak czuję i w to wierzę. Moje
            przekonania co do rozwodu są dość konserwatywne. Mój świat nie ma zbyt wielu
            odcieni szarości. A na wychowaniu wierze są ludzie którzy maja podobne do moich
            zapatrywania na ten temat.
            Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie, chociaz nasze poglady różnia się
            diametralnie smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka