czytam Was od jakiegoś czasu i ostatnio natchnęło mnie do napisania o sobie,
może niektórym z Was trochę pomogę

.
moi rodzice rozwiedli się gdy miałam 8 lat, od mamy dowiedziałam się, że
tato ma nową żonę, dowiedziałam się takze paru innych szczegółów o tej pani,
ale raczej nie nadają się do druku. Jak łatwo przewidzieć wpływ mamy był
ogromny i przez prawie dwa lata nie chciałam rozmawiać z tatą, raniłam go
strasznie powtarzając w rzadkich rozmowach telefonicznych słowa swojej mamy.
Mając 10 lat pojechałam do babci(matki taty) na wakacje i po prostu zastałam
w ogrodzie wózek z małym pulpeciątkiem, które podbiło moje serce i do dziś
jest moim najukochańszym bratem

. chęć przebywania z braciszkiem zmusiła
mnie do pierwszego kontaktu ze "znienawidzoną macochą".
Pierwsze nasze rozmowy były baaardzo ostrożne, zwłaszcza taktem i
cierpliwością wykazała się ona, ja byłam czasem okropna, zazdrosna,
niepocieszona i po prostu zła!( i to jest normalne!! dziecko szuka winnego,
poza tym ciężko pogodzić się z niesprawiedliwością, że dla innego dziecka i
obcej pani mój tato będzie domownikiem, a dla mnie już zawsze tylko Wielkim
Świętem

) Jednak zdobyła moje serce, a co najważniejsze zdobyła jeszcze
większą miłość mojego taty. Dopiero teraz jak jestem dorosła potrafię docenić
jej postawę w pełni(zwłaszcza jak poznaję historie innych)
z rodziną mojego taty spędziłam już wiele wakacji i świąt, zawsze było
wspaniale!! bardzo często wychodzę z nimi na kolację, czy jakieś świętowanie
do jej rodziny i wszyscy traktują mnie normalnie jak członka rodziny( wbrew
pozorom to jest niesamowicie ważne! w małej główce zachodzą skomplikowane
analizy gestów, uśmiechów, półsłówek, czy na pewno jestem traktowana na
równi, czy oni nie myślą, że jestem gorsza, że nie powinno mnie tu być??i
naprawde niewiele potrzeba, by dziecko tak pomyślało

wiem, bo kilka osób
nie umiało się zachować, ale za nie przepraszała mnie "okropna macocha",
która potrafiła dostrzec sprawioną mi przykrość)
Z upływem lat nasze rozmowy stawały się coraz poważniejsze i teraz
rozmawiamy o wszystkim co nas cieszy, boli, czy zastanawia.
mamy doskonały kontakt, podobne poczucie humoru i jak tam przyjeżdżam wiem,
że wspaniale spędzę czas.
Kochane drugie mamy, bardzo dużo zależy od Was, nie od dzieci, bo one są
tylko ofiarami!! niewiele rozumieją, poza poczuciem własnej krzywdy i
szukaniem sprawcy zamieszania, trzymam kciuki za Was i życzę conajmniej
takiego kontaktu z pasierbicami i pasierbami jaki ma żona mojego taty ze mną!
ps. dodam jeszcze, że między moimi rodzicami stosunki wciąż są bardzo złe, a
ona nigdy przez tyle lat nie dała mi odczuć jakiejkolwiek negatywnej emocji w
kierunku mojej mamy i za to ją podziwiam!!!!
kopciuszek