07.09.05, 20:28
cześć, piszę pierwszy raz, chociaż czytuję od dawna.
mam problem i chyba potrzebuję usłyszeć inne zdania, a mam do was zaufanie,
mimo, że się nie znamy - wiadomo, że nikt za mnie nie podejmie decyzji, ale
co inny punkt widzenia, to...
doszłam do takiego momentu, ze wydaje mi się, ze rozstanie z moim dzieciatym
facetem jest już jedyną sensowną możliwością. wydawało się, że jest dobre
relacje między dziećmi i mną są możliwe, ale w zupełnie idiotycznej sytuacji
on przerwał nasze kontakty - nie widziałyśmy się już 5 miesięcy. a w tym
czasie we mnie narosło tyle uprzedzeń, że nie mam ochoty ani teraz ani nigdy
się z nimi widywać, nie potrafię już akceptować takiej sytuacji. to chyba dla
wszystkich oczywiste, że nawet jeżeli moich spotkań z nimi da się uniknąć, to
jego znikanie z domu na spotkania z dziećmi będą (i ja osobiście, w oderwaniu
od swojej sytuacji uważam, że to jest właśnie normalność). on niby chce robić
coś, żeby między nami było dobrze, ale od rozmowy na ten temat i obietnic,
mimo rozmów w międzyczasie, zaliczył trzy porażki (w trzech próbach).
nie mam prawa wtrącać się w jego relacje z dziećmi, ale też nie muszę w tym,
co mi proponuje, uczestniczyć. dlatego myślę, że rozstanie to najlepsze
wyjście, dla niego, dzieci i dla mnie. mimo uczuć między nami. i nie sądzę,
żeby wspólna wizyta u psychologa czy innego specjalisty, może nam pomóc.
proszę, może uda wam się spojrzeć na to z innej strony? będę wdzięczna za
każdą opinię.
Obserwuj wątek
    • m-m-m Re: prośba 07.09.05, 20:34
      Komputer pokładowy zarejestrował zbyt małą liczbę danych...
      Napisz jakies konkrety: jesteś z nim teraz , czy nie? I co to znaczy rozmowa, o
      czym? I jakie porażki kto zliczył???

      Napisz coś jaśniej, proszę...
      • imi_uzi Re: prośba 07.09.05, 21:47
        właściwie, to trudno powiedzieć, ale zdaje się, że ciągle jesteśmy razem, tylko
        się nie widujemy od niedzieli - to był dzień, kiedy mieliśmy zamieszkać na
        dobre razem, bo do tej pory "pomieszkiwaliśmy" na zmianę w dwóch domach, z
        rzadkimi przerwami . a z jego starszą córką nie widziałyśmy się od 5 miesięcy -
        chociaż do tamtej pory wydawało się, że te relacje mogą być dobre.
        jak mam teraz pisać o porażkach, to mi samej to wszystko wydaje się idiotyczne,
        ale rozum sobie, a emocje sobie. bo kiedyś, po zasygnalizowaniu problemu,
        powiedział, że postara się, żeby w tych relacjach wszystkie trzy strony były
        zadowolone, a za każdym razem mnie zlewa, np. nie odzywa się do mnie np. zanim
        pojedzie po córkę, chociaż w każdym innym przypadku, a szczególnie, kiedy np.
        jestem u mamy, w delegacji czy widzę się sama z kimś ze znajomych - cały
        czas "musi" byc w kontakcie ze mną a nawet obraża się, jeżeli np. nie zauważę
        smsa. w sferze emocji ja to odbieram tak, że przed spotkaniem zupełnie
        przestaję dla niego istnieć. i nie chodzi mi o to, że chcę cały czas być
        obecna, bo wiem, że dla ich relacji to ważne, żeby pobyli sami, nie tylko z (w
        końcu) obcą osobą, ale to tak, że tylko w tej sytuacji "zapomina" o moim
        istnieniu. to idiotyczne, wiem. tylko, że nie chcę walczyć. i chyba wolę
        odejść.
        a rozmowy były o tym kiedy i dlaczego się źle czuję. że oczekuje ode mnie, że
        zaangażuję w relację z dziećmi, żeby mnie polubiły, a sam od siebie nie ma
        zamiaru dać mi wsparcia, chociaż mówię, że mi trudno. tzn. ma zamiar, na
        poziomie deklaracji, nie w działaniu.
        i kiedyś byłam pełna dobrych chęci, chciałam siebie w to inwestować, a teraz
        mam złe nastawienie, które nie wiem, czy uda mi się je zmienić, bez jego
        pomocy, na którą jak się okazało nie mogę liczyć.
        i w niedzielę się wkurwiłam i powiedziałam, żebyśmy porozmawiali jeszcze raz
        przed ostatecznym zamieszkaniem - powiedziałam, że sobie nie wyobrażam, żebym
        mogła tak żyć, a na pewno nic się nie zmieni, więc chyba lepiej to skończyć.
        on proponuje spotkanie ze specjalistą, żeby nam pomógł się poukładać, ale z
        takim moim nastawieniem (że mam dość) to niewiele osiągniemy.
        • lilith76 Re: prośba 07.09.05, 22:13
          > a rozmowy były o tym kiedy i dlaczego się źle czuję. że oczekuje ode mnie, że
          > zaangażuję w relację z dziećmi, żeby mnie polubiły, a sam od siebie nie ma
          > zamiaru dać mi wsparcia, chociaż mówię, że mi trudno. tzn. ma zamiar, na
          > poziomie deklaracji, nie w działaniu.

          a jak to wsparcie miałoby wyglądać??? poklepie cię po ramieniu, powie, że wszytko będzie dobrze, przytuli, każe dzieciom zaśpiewać i zastepować?

          nadal to co piszesz jest trochę chaotyczne i pokręcone. mam wrażenie, że ty nie chcesz wchodzić w bliższe relacje z jego dziećmi i dorabiasz do tego ideologię. takie odniosłam wrażenie.

          np. nie odzywa się do mnie np. zanim
          > pojedzie po córkę

          a powinien raportować ich spotkania? jeśli te spotkania są nieregularne, z doskoku i nigdy nie wiesz, czy on akurat nie jest z córka to trochę rozumiem, ale jeśli wcześniej wiedziałaś, że on ma to spotkanie, to ja już nic nie wiem.
          • imi_uzi Re: prośba 08.09.05, 09:16
            lilith, dzieki za ten zimny prysznic, szczerze.
            to tak, że ZAWSZE poza tym jedynym wyjątkiem jeśli śpimy osobno odzywa się na
            dzień dobry. jeśli spotyka się z dziećmi, np. o 12, nie odzywa się do mnie od
            rana - i nie chodzi o raportowanie ze spotkania, tylko regularny brak odzywania
            się tylko w tej sytuacji. z mojej strony to gówniarskie, ale piszę o
            nieracjonalnych uczuciach.
            dziś pod prysznicem myslałam o tym, co napisałam i to nie wszystko, czego się
            czepiam, tylko, że zrobiłby się z tego tasiemiec nie do strawienia, gdybym
            zaczęła wszystko opisywać.
            postaram się jeden przykład napisać. moje urodziny. dzień wcześniej i przed
            południem w dniu urodzin spotykaliśmy się w trójkę - jadąc do nich spytałam czy
            można małej przywieźć torcik wedlowski i jeśli tak, to ile, bo miałam ich dużo
            w domu. powiedział, że tak, ale jeden, bo nie powinna jeść za dużo słodyczy.
            następnego dnia - w moje urodziny, miał ją odwieźć przed 14 (ze względu na
            ustalenia z matką, bo tak - przyszli by razem) a potem przyjechać do mnie na
            obiad z rodziną (zaproszoną tak, jak mu pasowało). spoźnił się 4 godziny,
            wszedł kiedy goście już wychodzili. dał mi znać gdzieś po 15, że zaraz będzie,
            potem już nie się nie odezwał. bo mała chciała kolejny torcik wedlowski i
            szukali po całej okolicy (mimo tego, że nie pozwolił mi przywozić jej więcej
            niż jeden). wiem, że to "normalne", że tak się dzieje, że ludzie w takiej
            sytuacji (np. kiedy się rozstają) chcą rekompensować to dzieciom - rozumiem,
            ale wkurza mnie to, że mnie zlewa. i nie chcę mu komplikowac relacji z dziećmi -
            dlatego myślę o wygofaniu się.
            • m-m-m Re: prośba 08.09.05, 10:08
              obiad z rodziną (zaproszoną tak, jak mu pasowało). spoźnił się 4 godziny


              No ten numer był niepoważny absolutnie. gdoziny jeździła za słodyczem dla
              dziecka??? No, jakiś absurd.
            • poxywka Re: prośba 08.09.05, 11:48
              kurcze kolejny chlop z galopujacym poczuciem winy ? a moze udowadnia, ze jest
              rodzicem doskonalym ? zdaje sie, ze rodzicom bardziej potrzebny jest po
              rozwodzie psycholog niz dzieciom; to wyglada jakby jego dzialania nie byly
              skierowane przeciw Tobie ale przeciw komukolwiek kto zakloci celebracje spotkan
              z dziecmi; ciekawe co chlop zrobi jak corki pewnego dnia stwierdza 'dzis nie
              moge bo spotykam sie z koleznaka/nowym chlopakiem' albo wyjada za granice na
              studia; zagubil sie troche; zgodz sie na tego psychologa; czy Wam wyjdzie czy
              nie ale zawsze sie czegos dowiecie o sobie; Ty mozesz ostatecznie powiedziec
              mu 'do widzenia' ale on i jego dzieci dalej beda tkwic w chorym ukladzie;
              pozdrawiam
              poxywka
        • pom Re: prośba 07.09.05, 23:08
          Jeżeli NAPRAWDĘ zalezy Ci na tym związku - idź z nim do specjalisty. Facet
          wykazuje dużo dobrej woli i doceń to. Idź nawet wbrew sobie, żebyś miała
          poczucie, że zrobiłas wszystko, żeby Wam sie udało. Bo chyba nie tylko on ma
          kłopoty ale Ty także - przede wszystkim z macochowaniem. To nic złego, każda z
          nas na początku mocno się gubiła i wiele z nas z takiej pomocy skorzystało.
        • m-m-m Re: prośba 08.09.05, 07:41
          on proponuje spotkanie ze specjalistą, żeby nam pomógł się poukładać



          I myślę, że facet jest rozsądny, bo wierz mi, żadko się taki trafia, co sam
          specjalistę zaproponuje. Z reguły to mywychodzimy z takimi propzycjami. Idź,
          pogadaj ze specjalistą.
          • imi_uzi Re: prośba 08.09.05, 09:19
            ja kiedys wcześniej proponowałam, wtedy myslał, myślał i jakoś samo się
            poukładało na chwilę. a teraz chyba czuje się na straconej pozycji, więc sam
            zaproponował, żeby jednak - ale rzeczywiście chyba wtedy do niego dotarło,
            dlaczego warto by pójść.
              • pom Re: i jeszcze tylko 08.09.05, 09:33
                Ten numer z obiadem był nie w porządku - nie tylko wobec Ciebie ale także wobec
                całej zaproszonej rodziny. Cóż, wynika z tego, że jego uczucia wzgledem córki
                nie są skierowane przeciwko Tobie ale ten typ tak ma, po prostu. Z tym, że Ty
                nie musisz sie na to godzić.
                Dlatego warto, byście oboje przyjrzeli sie swoim uczuciom i zachowaniom u kogoś,
                kto pomoże uporzadkować Wasze życie. Przecież pójście do terapeuty nie oznacza,
                że na pewno wszystko da sie wyprostować. Poszłabym choćby dlatego, by samej
                sie przekonać, na ile znam sama siebie i czy rzeczywiście chcę takiego związku.
                Ważna sprawa: raczej nie zamieszkałabym z nim dopóty bym tego nie wiedziała na
                pewno, bo potem będzie tylko trudniej.
                • imi_uzi Re: i jeszcze tylko 08.09.05, 12:59
                  dzieki Wam.
                  wczoraj na niego zrzuciłam odpowiedzialność za doprowadzenie do spotkania
                  z "pomagaczem". to powinno pokazać na ile poważnie to traktuje.
                  tylko że ja to chyba najwcześniej za trzy tygodnie bede mogła pójść na
                  potkanie, bo wyjeżdżam. ale też może sami będziemy więcej wiedzieć o sobie do
                  tego czasu.
                  pozdrawiam
                  • lilith76 Re: i jeszcze tylko 08.09.05, 13:19
                    może nie jesteś do końca pewna jak bardzo jemu na tobie zależy?
                    są kobiety, które mają to poczucie bez względu jak długa jest ta gumka która rozciąga się pomiędzy nimi a mężczyznami. sa też takie, które potrzebują potwierdzania lub samoutwierdzania na podstawie czynów, słów, wydarzeń. bez tego tracą grunt pod nogami.
                    trochę mi twój "przypadek" ciemnąnockę z tego forum przypomina.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka