Dodaj do ulubionych

pierwsze spotkanie z ex.... wspomnienia

13.06.06, 15:56
czy to było zaplanowane?
czy to było przypadkowe spotkanie?
czy było przyjazna rozmowa, awanturka, czy coś zupełnie innego?
może jakieś rady, dla tych nexi co mają to przed sobą ?

o moim to nawet cięzko mi napisać, bo było totalnie nielogiczne...

a jak u Was ?
Obserwuj wątek
    • agnese_1 Re: pierwsze spotkanie z ex.... wspomnienia 13.06.06, 16:08
      nie mialam jeszcze tej przyjemnosci wink
      nawet moj niemaz widuje ja sporadycznie bo odbiera/odwozi dziecko najczesciej
      do domu jej rodzicow.
      i wcale mi na spotkaniu nie zalezy. ani mnie ona grzeje ani ziebi (ja ja pewnie
      tez).
      • yuka66 Re: pierwsze spotkanie z ex.... wspomnienia 13.06.06, 16:28
        Na slubie jej corki. Na poczatku przyjecia podeszla do mnie i niejako witajac
        mnie powiedziala " Nie boj sie, ja nie gryze" dosc agresywnym tonem, cos
        jeszcze dodala i odeszla, nie czekajac na moja odpowiedz. Chyba by sie zreszta
        nie doczekala, tam bylam zaskoczona samym zdarzeniem jak i trescia jej
        wypowiedzi. Na szczescie moja tesciowa, kobieta z wielka klasa, ktora byla
        swiadkiem calego zdarzenia, szepnela mi, ze powinnam pogratulowac jej z okazji
        slubu jej corki, co tez uczynilam, w najbardziej serdeczny sposob na jaki mnie
        bylo stac.
    • zielnaa Re: pierwsze spotkanie z ex.... wspomnienia 13.06.06, 17:12
      nieplanowane
      z zupełnego zaskoczenia z mojej strony
      hm, może nie awanturka, ale kilka niepotrzebnych nikomu słów, nie mniej -
      rozumiem ją

      rady? samej do takich spotkań nie dążyć smile
      z.
    • tarzynka Re: pierwsze spotkanie z ex.... wspomnienia 13.06.06, 17:18
      Nie lubię tych spotkań. Czasami się zdarzają: komunie, wyjazd na wakacje i po
      drodze zabieramy dzieci itp. Niby wszystko ok, niby wszyscy się starają, ale do
      przyjemności to nie należy.
      • anastazjapotocka Re: pierwsze spotkanie z ex.... wspomnienia 13.06.06, 17:34
        Nigdy nie miałam zaszczytu. Byłam zawsze karcona i pouczana listownie lub
        telefonicznie. Czasem przez adwokata. "Nie dorastałam", "nie rozumiałam, bo nie
        byłam matką" i zdaje się że w ogóle byłam inna, niż spodziewała się ex. Nawet
        mój doktorat skrytykowała ze wzgledu na "kretyński temat". Nigdy nie dążyłam do
        spotkania ex. Raczej takich spotkań unikałam jak zarazy. Znam panią tylko ze
        zdjęcia (ślubnego, była w szóstym miesiącu ciąży). I niech tak zostanie.
    • e_r_i_n Re: pierwsze spotkanie z ex.... wspomnienia 13.06.06, 17:32
      khaldum napisała:

      > może jakieś rady, dla tych nexi co mają to przed sobą ?

      A dlaczego uwazasz, ze takie spotkanie musi miec miejsce? Mysle, ze jest raczej
      zbedne.
      U nas spotkanie bylo - przed sala rozpraw, gdzie na wniosek eks zeznawalam jako
      swiadek. Potem widzialysmy sie tez w sadzie, tym razem na wniosek mojego meza.
      Poza jej pytaniami do mnie (i wypowiedziami, ktore musial mocno stopowac sad)
      rozmow nie bylo. Chociaz mialam 'zaszczyt' pare razy odebrac telefon od eks,
      gdy bardzo mocno dazyla do spotkania 'na kawce'.
      No i jeszcze pare razy widzialam eks na ulicy wink
    • golden_fish Re: pierwsze spotkanie z ex.... wspomnienia 13.06.06, 17:36
      Te pierwsze było niespodziewane, ale w sumie byo miło. Następne i kolejne też,
      aż do czasu. W taki cukier to by nikt nie uwierzył, że mogło być tak słodko, bo
      miód był sztuczny. Teraz moja Exsia jest na mnie obrażona, że nie chcę być jej
      przyjaciółką, więc zostaliśmy zwolnieni ze spotkań niby-towarzyskich,chociaź
      teoretycznie Eksia taaaka fajna babeczka jest. DLa nas nie jest. Szczerze radzę
      zdrowy dystans, bo Eksia nawet jak jest normalna, to może zacząć wchodzić w
      kaloszach w Twoje życie, w imię "przyjaźni" z next. No mnie to nie odpowiadało,
      mimo, iż zaznaczam to jest pozytywna Eksia.

    • khaldum moje wspomnienie 13.06.06, 17:42
      moje spotkanie, absurd do kwadratu...

      ex pojawiła się na konferencji specjalistycznej połączonej z targami branżowmi,
      na której byłam służbowo. Jechała na nią specjalnie 100 km autobusem. Podeszła
      do mnie, przedstawiła się z satysfakcją wymawiając nazwisko, a następnie przez
      godzinę i 40 minut rozmawiała ze mna na temat,o którym nie miała zielonego
      pojęcia, uzywając jednego słowa z branży, w całkowitym oderwaniu od kontekstu.
      Kilkakrotne próby zakończenia tej farsy z mojej strony nie przynosiły żadnego
      skutku. Kompletnie nie słuchała tego co do niej mówię. Jej wypowiedzi można by
      było porównać do rozmowy laika ze specjalistą kardiochirurgii, gdzie laik co 3
      zdania mówi " ale zastawki sztuczne są fajne, co nie ?" (nie jestem specjalistą
      1 klasy, ale 10 letnia praktyka w cisłej branży jakąś wiedzę daje) Po tej miłej
      rozmowie zaproponowała wspólnego papierosa, kiedy wyszłyśmy do
      palarni "zaprzyjaźniła się" z bardzo sympatyczną panią, dbającą o porządek na
      stoiskach firm, zaczęły wymieniać się uwagami o ubraniach kupowanych na
      bazarach i artykułach z gazet typu FAKTY. Sama dośc często kupuję w secend
      hendach, ale stawiam na jakość ubrań, a nie na sztuki. Przemiła pani,
      porządkowa, w pewnej chwili się zreflektowała, że nie stoja same, i usiłowała
      zmienić temat, zaznaczając że pewnie mnie to nie interesuje, bo "wy te
      konferencyjne, to kupujecie w drogich butikach a nie na bazarkach"... bez
      skutku. Kiedy grzecznie chciałam się pożegnać, usłyszłam, ja jeszcze z panią
      nie skończyłam.... najpierw struchlałam i nastawiłam się na awanturkę, ale
      kiedy usłyszałam: Czy pani wiadome jest że naturalny jedwab jest zimny w
      dotyku? bo ja ostatnio to w Claudi wyczytałam... o mało nie padłam trupem.
      Po 2 h poszła, nie poruszając tematu mężczyzny, ani sytuacji...

      po co to było ??? zastanawiaja się wszyscy, my, rodzina, znajomi...

      Hitem tego dnia był telefon w godzinach wieczornych, do mojego partnera, który
      również na konferencji był, czy może się z nami zabrać do domu samochodem bo
      jej autobus nie pasuje....

      kwestię wizualnego przygotowania go spotania z jej strony w szczegółach
      przemilczę,jednak zaznaczę, że płaszcz wiesza się na wieszaku nie rzuca
      zwiniętego w kulkę na podłodze, oddaje się go rwnież czasami do pralni i nie
      myślę tu o odświerzeniu, buty się czyści, jak nie codziennie to raz na 3 dni, a
      sweterki zszywa się nitka w tym samym kolorze i nie na okrętkę...

      po tym spotkaniu wyciągnełam wnioski:

      wiem jaka nie mogę się stać, by go nie tracić
      nigdy nie oceniaj racjonalnie tego co może zrobić exia, bo racjonalność i
      logika to dla niej obce słowa



      • anastazjapotocka Re: moje wspomnienie 13.06.06, 18:11
        Brrr, to nie jest pozytywna ex. To pewnie brzydko z mojej strony, ale mi
        ulżyło. A jaki w dotyku ma być jedwab? Autobusik jej nie pasował? TO MOŻE NA
        PIECHOTĘ TE 100 KILOSÓW!
      • kleo1 Re: moje wspomnienie 13.06.06, 20:52
        z tego co napisałaś wnioskuję, że najważniejsze było to nazwisko reszta to po
        prostu, żeby nie wyjść na idiotkę, co przyleciąła pochwalić się nazwiskiem ec
        męża przed nową pratnerką, bo to ja pewnie strasznie wkurzy, ale coś jej nie
        wyszło... wink
      • chalsia Re: moje wspomnienie 13.06.06, 23:31
        > nigdy nie oceniaj racjonalnie tego co może zrobić exia, bo racjonalność i
        > logika to dla niej obce słowa

        no z tym to się nie zgodzę, jako z daleko idącą generalizacją

        natomiast gdyby zdanie brzmiało:
        "nigdy nie oceniaj racjonalnie tego co może zrobić KOBIETA, bo racjonalność i
        logika to dla niej CZASAMI obce słowa"
        - to mogłabym się zgodzić smile
        Chalsia
    • skarbeniek1 Re: pierwsze spotkanie z ex.... wspomnienia 14.06.06, 00:15
      jak tylko dowiedziała się o mnie to przysłała mi mamusię z 6 letnim dzieckiem
      do pracy. Mamusia zrobiła mi awanturę,że kim ja jestem..jakim prawem.. a wogóle
      to jestem k..z..i co tam jej na język przyniosło. A mi tak dzieciaczka żal
      było, do dzisiaj widzę te przestraszone oczka i pianę w ustach babuni- a ja
      poprostu wyszłam, żeby oszczędzić jej wrażeń.
    • lilith76 Re: pierwsze spotkanie z ex.... wspomnienia 14.06.06, 09:28
      przyjechała odebrać dzieci z weekendu.
      weszła uśmiechnięta, podała rękę, powiedziała "cześć", posiedziała chwilę i
      wyszła z dziećmi.
      do dziś nasze spotkania tak wyglądają (bez głębszych gadek, czy zwierzeń), a są
      kilkanaście dni w miesiącu, bo to M odbiera dzieci ze szkoły, siedzą u nas, a
      ona po nie przychodzi.
      a dodam, że byłam katalizatorem, więc jej reakcja była z klasą.

      to bardzo energiczna, ekstrawertyczna, gadatliwa osoba, więc w czasie
      pierwszego spotkania czułam się (jestem w pierwszych kontaktach introwertyczna
      i zamknięta) w jej towarzystwie jak jakaś cholerna japońska gejsza.
      • barbara001 Re: pierwsze spotkanie z ex.... wspomnienia 14.06.06, 11:58
        W sklepie z zabawkami. Wpadliśmy na siebie przypadkiem. Eks stała czerwona jak
        burak a ja wesolutka udawałam ,że po mnie to spływasmile
        • ywwy Re: pierwsze spotkanie z ex.... wspomnienia 15.06.06, 11:03
          Córka męża mieszka z nami. Więc eksia już po dwóch miesiącach od naszego ślubu
          wprosiła sie do nas, niby odwiedzić córkę ( córka u niej rzadko bywa, tel. ok.
          jeden na tydzień). Mąż chciał nawet ją przywieźć do nas autem, bo może nie
          trafić - kategorycznie odmówiłam smile Szczerze mówiąć, to nie chciałam do niej w
          ogóle wychodzić ale pasierbica wyczuła napięcie, komentując - czy ty się boisz
          mojej mamy? więc podałam rękę na dowidzenia ,akurat robiłam pranie ( m.in.
          rzeczy pasierbicy ).
          Więcej nie przychodzi...
          Nie chce takich spotkań, uważam, że nie mamy o czym gadać.
          A na oficjalnych okazjach zachowam sie oficjalnie smile
    • luna67 Re: pierwsze spotkanie z ex.... wspomnienia 15.06.06, 17:33
      Pierwsze i ostatnie spodkanie z ex.
      Bylo to ok. 4 lata temu, w piatek miala nam przywiesc dzieci, gdyz rano byla u
      mamusi jak zwykle na sniadaniu (len do potegi entej, obiadki jej tez mama
      przynosi, sama nigdy jeszcze nie ugotowala), mozecie mi wierzyc czy nie.

      W ten dzien mielismy z dziecmi jechac nad morze na 3 dni, wiec prosil moj M zeby
      byla punktualna, nie chcielismy byc na miejscu poznym wieczorem albo o zgrozo w
      nocy, gdyz z malym o godzinie 18:00 jak tabletki na nadpobudliwosc przestaja
      dzialac, zaczyna sie z nim sodoma i gomora.
      Moj M nigdy o niej w negatywny sposob sie nie wyrazal (dobre wychowanie), wiec
      myslalam ze spodkam mila paniawink, mowil tylko, ze sama sie musze przekonac. Ok.

      Czekamy pol godziny, dzwoni moj M, telefon wylaczony, dzwoni do bylej tesciowej
      juz wyjechala, wiec czekamy godzine, wypatrujemy, dzwonimy, nic....., po 3
      godzinych czekania, zjawila sie usmiechnieta od ucha do ucha oznajmiajac nam, ze
      jeszcze byla u kolezanki. (?????????)

      Na pytanie mojego M, czy zapomniala, odkrzyknela na cale gardlo, az ja bylo
      sylchac na koncu miasta " a co kur.a, nie mozna kawy wypic?", zachowywala sie
      jak histeryczka, to mi wystarczylo, moj M sie za nia zawstydzil (ze mial taka
      zone), a ja doszlam do wniosku , ze to nie moje "niwo".

      Wydzwaniala codziennie, wiec zmienilam nr. telefonu, a komorka mojego dzwonila o
      malo sie nie rozleciala, chciala koniecznie ze mna rozmawiac, nie podchodzilam,
      bo o czym? napewno zebym wziela dodatkowa prace, bo ona chce 3x w roku z dziecmi
      na wczasy? no i nowe autko tez by sie przydalo.
    • lykaena Re: pierwsze spotkanie z ex.... wspomnienia 19.06.06, 19:04
      Tragedia...Niespodziewane jak grom z jasnego nieba,w pierwszy dzien,kiedy
      odwiedzilam mojego mezczyzne u niego w domu,a ona akurat przywiozla dzieci.
      Glosne na cale osiedle, upokarzajace, przerazajace,nigdy wiecej nie chce jej
      spotkac, a niestety bede narazona, mieszka ok 800 metrow od nas, jest pelna
      nienawisci i ma wielka ochote nas sklocic..mam przez nia wielki stres
    • capa_negra Re: pierwsze spotkanie z ex.... wspomnienia 20.06.06, 06:59
      Pierwszew spotkanie okoko w oko było przypadkowe.
      Jej były mąż, a mój wtedy jeszcze nie mąz poprostu nas sobie przedstawił i tyle.
      Potem bywało rózne, ale zdarzyło się kiedyś ze miałyśmy okazje razem wypic
      wódke i powiedziałam jej wprost , że Jurek rozwiódł się z nie nie dla mnie i
      nie prze zemnie wiec nie mamy nawet najmniejszego powodu żeby skakac sobie do
      oczu.
      Chyba dotarło, że chłop od 3 lat rozwiedziony ma prawo z kimś sie związać.
      Potem też bywało róznie, zalezy jak sie byłej układało z aktualnym chłopem.
      Obecnie jest normalnie - dzis nawet spędzimy cały dzień w jednym
      pomieszczeniu ...smile mamy duży ruch w firmie i kazda ręka i głowa do pracy
      potrzebna...ale nie myślcie, że jest to moja ulubiona kolezanka smile)
      I to nie dlatego, że to była zona tylko dlatego że ma charakterek taki a nie
      innysmile)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka