joaska80
05.09.06, 22:58
Z MN.Zaczelo sie od drobiazgu,to znaczy przylapalam go na klamstwie,bardzo
drobnym i niestotnym,bzdura po prostu.Ale dla mnie to jednak klamstwo i
tlumacze,jak komu dobremu,ze to dla mnie wazne.On uwaza,ze sie czepiam
pierdol,ze ma wazniejsze problemy.No i od slowa do slowa wyszla klotnia.Ale
najgorsze jejst to,ze kazda nasza nawet drobna sprzeczka konczy sie
wypominaniem przeszlosci.Nie,nie ja zaczynam,chociaz az mi sie same pewne
rzeczy cisna na usta,ale gryze sie bardzo mocno w jezyk.Za to ja ciagle
slysze,ze jak mi to czy tamto nie pasuje,to moge wrocic do bylego(nie mialam
slubu,dlugi zwiazek),bo bylo mi na pewno lepiej i on na pewno tez byl
lepszy!!No a w ogole to zawsze moge sobie zmienic,bo moze facet po rozwodzie z
dziecmi to nie najlepszy wybor!itd.itd.Mi juz sil brakuje,jak mam na to
reagowac?Zwykle ja tez nie wytrzymuje i dorzucam cos od siebie,jak dzisiaj na
przyklad,ze jemu musialo byc lepiej,bo dzieci sie z kapusty nie biora.Nie mam
juz sily tlumaczyc,ze jesli z nim jestem to cos to chyba znaczy.Mam cale zycie
udowadniac,ze jest najwazniejszy na swiecie?Czasem mam wrazenie,ze on ma jakis
kompleks,ze czuje sie gorzym gatunkiem czlowieka,bo ma dzieci.
Nie chce sie z nim klocic,ale chyba nie bardzo mozemy sobie oboje poradzic z
przeszloscia,ze tak to ciagle wypywa.Chyba tu jest problem.Ja naprawde bardzo
sie staram i chyba mi trudniej bylo zaakceptowac jego przeszlosc,niz jemu
moja.Tym bardziej,ze jego zaowocowala i to nie raz.
No i nastala cisza po burzy.Moze mialyscie podobne problemy?Jak sobie
radzilyscie?Bo ja juz nie wiem,moze nie dojrzalam jednak do takiego
zwiazku,moze tylko mi sie wydaje,ze to nie problem i potrafie zyc z nim i jego
przeszloscia.Chcialam sie wygadac,ale za rady tez bede wdzieczna.